Felietony

Kiedy Notre-Dame stała się „świątynią Rozumu”

Ideowi poprzednicy Macrona zdążyli rozprawić się z katolicyzmem. Poza tym w samym Kościele w XX wieku – nie tylko we Francji – dały o sobie znać samobójcze tendencje redukujące chrześcijaństwo do dobroczynności i pacyfizmu. A duchowni, którzy przymykają oczy na polityczną poprawność i moralną degrengoladę Zachodu, to wymarzeni partnerzy gospodarza Pałacu Elizejskiego.

Klub nocny, warsztat, hotel. Co można zrobić z kościoła

Tylko we Francji od roku 2000 zburzono blisko 50 kościołów, w Kanadzie w ciągu najbliższych 10 lat zamkniętych ma być blisko 9 tys. świątyń katolickich i protestanckich.

zobacz więcej
Smutek i żal – te emocje towarzyszyły ludziom w wielu krajach na wieść o pożarze w katedrze Notre-Dame w Paryżu. To, czy ktoś jest katolikiem czy nie jest, było bez znaczenia. Z perspektywy osób niewierzących, w ogniu stanął wspaniały zabytek – istna perła światowego dziedzictwa historycznego i kulturowego.

Prezydent Francji Emmanuel Macron – lewicowo-liberalny polityk, któremu światopoglądowo nie po drodze z Kościołem katolickim – zapowiadając odbudowę świątyni, uderzył w patriotyczne tony: „Paryska Notre-Dame to nasza historia, nasza literatura, nasz świat wyobrażony. To miejsce, w którym każdy z nas przeżył swe najważniejsze chwile”.

Znamienne, że słowa te wypowiedział ten sam człowiek, który jeszcze dwa lata temu – podczas swojej zwycięskiej kampanii wyborczej – stwierdził, że „nie ma kultury francuskiej, jest tylko kultura Francji”.

Oczywiście w ramach owej „kultury Francji” jest zapewne – według Macrona – miejsce i na katolicyzm. Ale taki, który nie wywołuje sporów z innymi jej składnikami, zwłaszcza ateizmem oraz islamem. Chodzi zatem o katolicyzm „otwarty”, „tolerancyjny”, czyli – mówiąc wprost – pozbawiony misyjnego żaru i nie wywołujący kontrowersji w życiu publicznym.
Żeby jednak taką wersję katolicyzmu udało się wypreparować, potrzebne były dziesięciolecia, a nawet stulecia zabiegów laicyzacyjnych, które nieraz przybierały bardzo drastyczne formy. Konkretnie jakie? Na to pytanie odpowiada między innymi francuski historyk François Souchal w znakomitej książce „Wandalizm rewolucji” z roku 1993 (w Polsce ukazała się dwa lata temu w przekładzie Pawła Migasiewicza).

Kaźń królów Judy i Izraela

Autor tej publikacji zajął się ostatnią dekadą XVIII wieku. Rewolucja, która wybuchła we Francji w roku 1789, doprowadziła nie tylko do masowych okrutnych mordów (m.in. w czasie trwającego w latach 1793-1800 rojalistycznego powstania w Wandei), ale i poczyniła gigantyczne szkody na wielopokoleniowym dorobku materialnym tego kraju.

Nad Sekwaną doszło wtedy do głębokiego kryzysu cywilizacyjnego. Dewastowano wszystko, co stanowiło ślad znienawidzonej przez zrewoltowaną tłuszczę przeszłości: zamki, pałace, dwory, miejskie rezydencje i rzecz jasna kościoły oraz cmentarze.

Kościół, który zniszczyli księża i biskupi

Dwie trzecie parafii zlikwidowano bezpośrednio przed wizytą papieża. Te, które pozostały powierzono w zarządzanie siostrom zakonnym i ludziom świeckim,

zobacz więcej
W książce Souchala nie brakuje wątku dotyczącego paryskiej Notre-Dame. W roku 1792 – gdy w świątyni jeszcze pozwalano odprawiać nabożeństwa – władze rewolucyjne przystąpiły do jej rabunku: „na wozy bezładnie wrzucono relikwiarze w kształcie popiersi i rąk, ze złota, z pozłacanego srebra, wysadzane szlachetnymi kamieniami, (…) a także kielichy mszalne, cyboria, krucyfiksy, monstrancje. Jawna kradzież, ale dokonana zgodnie z wytycznymi Rady Głównej Komisarzy Sekcji [sekcja była jednostką podziału administracyjnego miast w okresie rewolucji]”.

Z kolei stojących w szeregu na fasadzie zachodniej na górnej galerii katedry 28 figur królów Judy i Izraela zostało pozbawionych koron. Był to wymowny akt.

W lipcu 1793 roku Pierre-Gaspard Chaumette, radykalny działacz rewolucyjny nawoływał na łamach jednej z gazet, żeby pójść dalej: „Z pewnością nie zapomnimy co najmniej skrócić o głowę wszystkich tych królów z kamienia, którymi przeładowany jest portal kościoła metropolitalnego”.

W rezultacie, trzy miesiące później, Komuna Paryża – ówczesny rewolucyjny zarząd miasta – wydał na swoim posiedzeniu decyzję następującej treści: „Rada, mając na względzie swoją powinność usunięcia wszystkich pomników, które podtrzymywały przesądy religijne, i tych, które przywracają obmierzłą pamięć o królach, postanawia, że w osiem dni gotyckie podobizny królów Francji [rewolucjoniści uznali, że figury starotestamentowych władców przedstawiają tak naprawdę monarchów francuskich], umieszczone nad portalem kościoła Notre-Dame, zostaną obalone i zniszczone”.
Królowie Judy i Izraela padli pod ciosami rewolucjonistów, ale pożar przetrwali. Fot. Ian Langsdon/PAP/EPA
I tak dokonano symbolicznego „tyranobójstwa”. W książce Souchala czytamy: „Wyrwano figurę jedną po drugiej. Zakładano im sznury na szyje i ściągano na plac przed kościołem, gdzie się rozbijały”. To tylko część strat poniesionych przez katedrę. Splądrowany obiekt przemianowano zaś na oświeceniową „świątynię Rozumu”.

Tania przyjaźń

W następnej dekadzie nastąpiła wprawdzie napoleońska „odwilż” i państwo oddało Notre-Dame Kościołowi, niemniej dążenie do marginalizacji religii zadomowiło się wśród francuskich elit politycznych na dobre.

Można choćby przypomnieć słynną ustawę z roku 1905. Zakładała ona „rozdział Kościoła od państwa”. Jednym z jej celów była sekularyzacja szkolnictwa publicznego. To w efekcie tej ustawy Notre-Dame stała się własnością państwa francuskiego.

Skądinąd – jak przypomina Souchal – w połowie XIX wieku katedra mogła w ogóle zniknąć z panoramy Paryża. Na wyspie Cité rozebrano niemal wszystkie świątynie katolickie, które przetrwały rewolucje. Wyjątek uczyniono Notre-Dame i Saint-Chapelle.
Prezydent Emmanuel Macron na miejsce tragedii przybył z żoną Brigitte. Fot.Yoan Valat/PAP/EPA
Prezydentowi Macronowi jest dziś łatwo grać przyjaciela Kościoła. Jego ideowi poprzednicy zdążyli już rozprawić się z katolicyzmem. Poza tym i w samym Kościele w XX wieku – nie tylko we Francji – dały mocno o sobie znać samobójcze tendencje – redukujące chrześcijaństwo do dobroczynności i pacyfizmu. A duchowni, którzy przymykają oczy na polityczną poprawność i moralną degrengoladę Zachodu, to wymarzeni partnerzy gospodarza Pałacu Elizejskiego.


Jeśli zaś chodzi o kwestię zaangażowania państwa francuskiego w odbudowę Notre-Dame, to warto napomknąć o danych przytoczonych na Twitterze przez Adama Gwiazdę, polskiego publicystę mieszkającego we Francji.

Oto – pisze Gwiazda – dwóch francuskich miliarderów, François Pinault i Bernard Arnault, zadeklarowało pomoc na odbudowę katedry po pożarze w wysokości odpowiednio 100 i 200 mln euro. Dla porównania – budżet prac konserwatorskich wynosił dotąd 165 mln euro rozłożonych na 30 lat (a pieniądze te pochodzą głównie od prywatnego mecenatu z USA). Tymczasem właściciel Notre-Dame, czyli państwo francuskie, przeznaczało na świątynię 2 mln euro rocznie.

Liczby te nie wymagają komentarza.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Krzysztof Rutkowski w Paryżu, cz. 2
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Rosyjski myśliciel: polski katolicyzm trzeba rozkładać od środka
Sowieckie metody, takie jak moralne osłabianie społeczeństw desygnowanych na wroga, pozostają aktualne.
Felietony Najnowsze wydanie
Lekkość tancerki i radość z demolowania kuchni
W jej filmach strach miesza się z nadzieją.
Felietony Najnowsze wydanie
Tu malował Kossak, a Dietrich odmówiła autografu dla radia NRD
Hotel Bristol zbudowała spółka Ignacego Paderewskiego. Przetrwał dwie wojny. Kiedy Gomułka zakazał importu kawy, na filiżankę czarnej zaglądali tam Joe Alex, Gustaw Holoubek czy Roman Polański.
Felietony Najnowsze wydanie
Korbka
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
W głąb
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.