Rozmowy

Lewica przegrała wojnę, ale wygrała batalię o pamięć

Na początku XXI wieku lewicy zaczęło brakować politycznego paliwa i socjaliści szukali nowej ideologii, która zjednałaby im wyborców. Walkę klas zastąpiła ideologia „odmienności” i upamiętniania „ofiar”. Współczesna lewica broni odmienności i wręcz ściga się na obronę ofiar. Nieważne, czy prawdziwej, czy rzekomej niesprawiedliwości – mówi Stanley George Payne, amerykański historyk specjalizujący się w dziejach hiszpańskiej wojny domowej 1936-1939.

Bitwa o trumnę generała

Lewicy udało stworzyć romantyczną legendę republikańskich wojowników, którzy wprawdzie przegrali z siłami zła gen. Franco, ale prawda była po ich stronie.

zobacz więcej
TYGODNIK TVP: Hiszpański rząd socjalisty Pedro Sáncheza zamierza przenieść szczątki gen. Francisco Franco z mauzoleum w Dolinie Poległych na cmentarz w Madrycie. Dlaczego socjaliści odnawiają spór na temat miejsca pochówku generała właśnie teraz, 80 lat po zakończeniu wojny domowej? (Więcej w Tygodnik.TVP.PL).

PROF. STANLEY G. PAYNE: To manewr przedwyborczy. Najgłośniej o planach rządu zrobiło się przecież kilka tygodni przed mającymi się odbyć 28 kwietnia przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi. Lewica zawsze powtarzała, że gen. Franco nie powinien być pochowany w Dolinie Poległych. Tłumaczono, że grób Franco za bardzo upolitycznia mauzoleum, które ma upamiętniać ofiary wojny domowej z obu stron konfliktu. Słaby, mniejszościowy rząd Sáncheza „odkurzył” więc sprawę ekshumacji i w ten sposób próbuje zmobilizować lewicowych wyborców.

Czy rzeczywiście powinno się przenieść szczątki generała na madrycki cmentarz?

Franco nie zostawił żadnych instrukcji dotyczących swojego pogrzebu. Decyzję o pochowaniu go w Dolinie Poległych podjął król i nowy rząd w 1975 roku. Można więc powiedzieć, że także teraz miejsce jego spoczynku zależy od woli rządu. Oczywiście jakakolwiek decyzja w tej sprawie musi zostać podjęta z poszanowaniem prawa, a na ekshumację nie zgadza się przecież rodzina generała. W tej chwili jest to więc problem natury prawnej, który rozstrzygnie sąd.
Franco (z prawej) nie zostawił żadnych instrukcji dotyczących swojego pogrzebu. Decyzję o pochowaniu go w Dolinie Poległych podjęli król Juan Carlos (z lewej) i rząd w 1975 roku. Zdjęcie pochodzi z roku 1972. Fot. Universal History Archive/UIG via Getty Images
Dlaczego w obronie generała stanęła tylko jego rodzina i benedyktyni, którzy opiekują się mauzoleum? Politycy prawicy milczą.

A mówiąc wprost, nie robią w tej sprawie absolutnie nic. Jednak wcale nie jestem tym zaskoczony. Liderzy Partii Ludowej uznali, że ugrupowanie umiarkowane, jakim PL od dawna de facto jest, nie może się zajmować kultywowaniem tradycji i historii. Zdecydowano, że trzeba się skoncentrować wyłącznie na gospodarce i na dobrym administrowaniu państwem, bo tylko tak można przekonać do siebie wyborców.

I prawicy nie przeszkadza to, że lewica zawłaszczyła pamięć o najnowszej historii Hiszpanii?

Miałka intelektualnie hiszpańska prawica pogodziła się już z faktem, że uniwersytety i media zostały zdominowane przez lewicę i to one decydują o tym, co dobre, a co złe w hiszpańskiej historii. Z takim założeniem działał nominalnie prawicowy rząd Mariano Rajoya i pewnie podobnie rządziłby Pablo Casado [obecny lider PL-red.]. PL nie jest w żadnym razie ugrupowaniem prawicowym, konserwatywnym, a co najwyżej partią umiarkowaną, centro-prawicową, wypraną z tradycyjnych wartości. Dlatego tego typu sprawy jak pamięć historyczna, w tym właśnie sprawa ekshumacji gen. Franco, pozostawiają lewicy.

Rekonkwista. Czyli Hiszpania na progu prawicowej kontrrewolucji

Działacze lewicy ogłosili już „antyfaszystowski alert”, a feministki przed parlamentem krzyczą do nowych posłów: „No pasarán!” (Nie przejdą). Na słowach się nie skończyło.

zobacz więcej
Co zmieni pojawienie się na scenie politycznej nowej partii prawicowej Vox?

Nie wiem, bo na razie sondaże wróżą jej 10-procentowe poparcie. Jeśli w zbliżających się wyborach uzyska tylko tyle, zmiana na scenie politycznej będzie niewielka. Przyznaję jednak, że Vox jest rzeczywiście partią konserwatywną, mającą zdanie w ważnych sprawach cywilizacyjnych: w kwestiach kultury, religii, pamięci historycznej. Nie jest w żadnym razie podróbką prawicy. Z pewnością nie jest też ugrupowaniem frankistowskim, co głosi w mainstreamowych mediach lewica. Zresztą to standardowa praktyka socjalistów. Podobnie nazywali w przeszłości Partię Ludową.

A wracając do Vox, obawiam się, że nie zdobędzie nowych wyborców, a tylko podzieli elektorat tradycyjnie głosujący na prawicę. Ale mogę się oczywiście mylić. Zobaczymy.

Po stronie premiera Sáncheza w sprawie ekshumacji opowiedział się Watykan. Czy to pana dziwi?

Hierarchię kościelną dotyka ten sam syndrom co umiarkowanych polityków. Nie chce być stygmatyzowana, tym bardziej że i tak jest na cenzurowanym. Hierarchowie, Watykan, a ostatnimi laty także papież, wolą unikać niepotrzebnych sporów, wolą przyjmować postawę w miarę neutralną, dopóki nie chodzi o jakieś podstawowe prawdy wiary. W sprawie ekshumacji powinni jednak zająć zdecydowane stanowisko, bo grób Franco znajduje się w końcu w katolickiej bazylice. Niestety opiera się już tylko benedyktyn Santiago Cantera, który opiekuje się tym miejscem.

Co hiszpański rząd może ugrać na sporze wokół ekshumacji gen. Franco?

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że niewiele. Wojenne rany już się zabliźniły. Zresztą, miało to miejsce jeszcze za czasów rządów Franco i właśnie dlatego demokratyzacja Hiszpanii po jego śmierci zakończyła się takim sukcesem. Jednak na początku XXI wieku, lewicy zaczęło brakować politycznego paliwa i socjaliści szukali nowej ideologii, która zjednałaby im wyborców. Walkę klas zastąpiła ideologia „odmienności” i upamiętniania „ofiar”. Współczesna lewica broni odmienności i wręcz ściga się na obronę ofiar – nieważne, czy prawdziwej czy rzekomej niesprawiedliwości.
Szczątki gen. Francisco Franco spoczywają w mauzoleum w Dolinie Poległych. Fot. Alvaro Fuente/NurPhoto via Getty Images
Co ma z tym wspólnego ekshumacja szczątków generała?

Najnowsza historia Hiszpanii dostarcza ofiar, których pamięci może bronić lewica. Zresztą, historia wszędzie staje się dziś orężem walki politycznej. To w historii można znaleźć te „brakujące” w dostatnich i sprawiedliwych systemach demokratycznych ofiary i je upamiętniać, okładając przy okazji pałką politycznych przeciwników. Taki mechanizm działa np. w USA, gdzie Partia Demokratyczna wzięła na swoje sztandary ofiary niewolnictwa.

Czy hiszpańska prawica może jeszcze wygrać walkę o pamięć historyczną?

Musieliby się znaleźć politycy, którzy będą chcieli rzucić lewicy wyzwanie i przejąć inicjatywę, ale do tego potrzeba odwagi, a ludzie nie chcą być stygmatyzowani. Lewica przez 40 lat starała się o to, żeby każdy, kto spróbuje opowiedzieć o innej stronie wojny domowej niż obowiązujący przekaz został nazwany faszystą i neofrankistą. To niezwykle skuteczna taktyka.

Czy pan też miał kłopoty?

Oczywiście. Mnie także nazywano „neofrankistą”. Ángel Viñas, niezwykle wpływowy w Hiszpanii historyk, poświęcił mi sporą cześć swoich prac historycznych i atakował wszystko, co mam do powiedzenia na temat wojny domowej. Nie mieszkam jednak w Hiszpanii, a w USA wciąż jednak panuje wolność słowa. Nie przejmuję się więc atakami i robię swoje. Całe życie próbuję demaskować lewicowe mity na temat wojny domowej. Niestety odnoszę tylko połowiczne sukcesy, bo historia tego konfliktu jest niesamowicie zniekształcona. Na Zachodzie to chyba najbardziej zmitologizowany konflikt XX wieku.

Na czym polega mit o hiszpańskiej wojnie domowej?

Hiszpańskiej lewicy udało się na przełomie XX i XXI wieku udoskonalić propagandę republikanów z lat 30 ub. wieku i utrwalić przekonanie, że w czasie wojny domowej nie doszło do lewicowej, niemal sowieckiej rewolucji, ale że zwolennicy gen. Franco walczyli z kontynuacją demokratycznej republiki. Do dziś w mediach i na uniwersytetach mówi się, że było to starcie zachodniej demokracji z faszystowskim autorytaryzmem, a takie spojrzenie jest oczywiście historycznym zniekształceniem.

Mieliśmy wtedy bowiem do czynienia ze starciem dwóch autorytaryzmów. Lewica przegrała więc wojnę domową, ale wygrała bitwę o pamięć. Niestety politycy prawicy nie chcą wznawiać tej walki, żeby nie ryzykować etykiety „neofrankistów”.

Jak dziś Hiszpanie pamiętają wojnę domową?

Obawiam się, że większość Hiszpanów nie ma pojęcia, co się wtedy działo. Przyjmują za dobrą monetę narrację, którą słyszą od dziecka, że wojna domowa była starciem demokratów z faszystami. Nie jestem tylko pewien, czy naprawdę w to wierzą. Nigdy nie spotkałem się z sondażem opinii publicznej, w którym trzeba by odpowiedzieć na pytanie: co myślisz o wojnie domowej. Pojawia się za to mnóstwo sondaży na temat Franco.

Czy tak jak w Portugalii Salazar, bądź co bądź dyktator, Franco też wygrywa rankingi popularności?

Hiszpanie są raczej zdania, że generał zrobił i dobre i złe rzeczy. To ciekawe, bo taka odpowiedź różni się od oficjalnej propagandy lewicy. W każdym razie, zwykli ludzie nie myślą o wojnie domowej i nie zastanawiają się nad tym, o co walczyli ich dziadkowie.
A młodzi Hiszpanie?

Tak jak młodzi na całym świecie, są historycznymi ignorantami.

Nikt już nie pamięta, że Hiszpania mogła się stać sowiecką republiką?

W Hiszpanii naprawdę niewiele wiadomo o roli, jaką w wojnie domowej odegrali komuniści. A ponieważ Franco ich dodatkowo demonizował, zagrożenie ze strony sowietów traktuje się do dziś jako część jego propagandy. Strach przed komunizmem nie przeniknął do publicznej świadomości. Nikt nie uczy o zagrożeniu sowietyzacją w szkołach. O tym się dziś milczy. Jeśli więc już mówi się o Franco coś dobrego to nie o tym, że nie dopuścił do zaprowadzenia w Hiszpanii komunizmu, ale że nie wszedł do II wojny światowej. To Hiszpanie mu pamiętają, nawet jego wrogowie.

Czy ewentualne zablokowanie ekshumacji może się stać przełomem w debacie o historii Hiszpanii?

Nie spodziewałbym się takiego efektu. Jeśli bowiem nie dojdzie do przeniesienia szczątków Franco to nie dlatego, że Hiszpanie nagle przeprowadzą rewizję dotychczasowego spojrzenia na wojnę domową, ale dlatego, że cała operacja okaże się niemożliwa z powodów prawnych. Przełom nastąpi tylko wtedy, kiedy dojdzie do znaczącej zmiany politycznej, także do zmiany pod względem moralnym i psychologicznym. Na razie Hiszpanie wolą spuścić głowy i się nie narażać.

– rozmawiała Anna Gwozdowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Stanley George Payne jest amerykańskim historykiem, emerytowanym profesorem University of Wisconsin-Madison, znanym z obalania mitów na temat hiszpańskiej wojny domowej i działalności generała Franco. Laureat prestiżowej nagrody Bernardo de Gálvez (przyznawanej Amerykanom przez hiszpańską fundację La Fundación Consejo España). Niedawno ukazała się jego nowa książka pt. „Hiszpańska rewolucja”.
Franco. Morderca czy mąż stanu?
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość
Dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja. Dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród – mówi historyk Mariusz Wołos.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.
Rozmowy wydanie 25.10.2019 – 1.11.2019
TurboFranciszek i kryzys papiestwa
Paweł Milcarek: Stolica Apostolska staje się wszechmocną centralą, której przypisuje się, że może wszystko, także zmieniać naukę Kościoła.