Kultura

Pyzy, rekiet i Żydzi. Jak kapitalizm pożarł dziecko wolnego rynku

Warszawską ulicą Targową (która wtedy nosiła też nazwę Wołowej) pędzone były stada bydła niczym w amerykańskim westernie.

O książce Marka Millera „Co dzień świeży pieniądz” można by napisać kilka tekstów. Np. o tym, że w zasadzie nie da się nawet powiedzieć, że to książka Millera.

Tekst przygotowany w Laboratorium Reportażu Uniwersytetu Warszawskiego słusznie nosi podtytuł „Cała Warszawa opowiada dzieje Bazaru Różyckiego”. Mamy tu setki głosów z dokumentów, świadectw literackich czy nagranych rozmów, a zbierał je wieloosobowy zespół przez siedem lat. Marek Miller jest tu tylko kimś w rodzaju reżysera. Swoją drogą w taki właśnie sposób swoje książki tworzy literacka noblistka z Białorusi Swietłana Aleksijewicz.

Można by w związku z premierą „Co dzień świeży pieniądz” napisać o tym, że metoda reporterskiego montażu znajduje się na antypodach tak popularnego wśród polskich reporterów subiektywizmu, który lansowany jest przez najbardziej wpływowe media w Polsce. Tymczasem metoda Millera ma to do siebie, że jest najbliższa rzeczywistości, bo oddaje głos prawdziwym świadkom.

Można by napisać przy tej okazji o praskim folklorze. Albo o paradoksie kapitalizmu, który zjada własne dzieci, bo przecież bazar – enklawa gospodarki rynkowej w czasach komuny – szybko stał się jedną z jego ofiar. Ale mnie najbardziej w tej opowieści zainteresowała siła stereotypów, którym tak łatwo ulegamy, a sam jestem tego żywym dowodem.
Obraz bazaru, jaki miałem do tej pory i który po lekturze książki legł w gruzach, utkany był z klisz. „Pyzy gorące”, gra w trzy karty, szemrane podmiejskie klimaty, prascy charakternicy – tak wyobrażałem sobie Bazar Różyckiego. Tymczasem już pierwsza część tej reporterskiej opowieści wywraca ten wizerunek. Oczywiście, były tu i pyzy, ale historii bazaru, a zwłaszcza początków, nie sposób sobie wyobrazić bez praskich Żydów.

To, że Julian Różycki pochodził z rodziny zasymilowanych Żydów, łatwo jest sprawdzić. Podobnie jak to, że był prawdziwym filantropem łożącym na synagogi, wspierającym ubogich i kredytującym zadłużonych kupców. Trochę głębiej kryją się informacje o Manasie Rybie, który bazar zorganizował, a potem przez wiele dziesięcioleci nim zarządzał, ale to, że warszawska Praga była polskim odpowiednikiem Odessy Izaaka Babla i miała kilku bohaterów w stylu Beni Krzyka słabo zorientowanych musi zaskakiwać. Oto w drugiej połowie XIX wieku prawobrzeżna część stolicy staje się ośrodkiem zaopatrzeniowym dla całego Cesarstwa Rosyjskiego. Targową (która wtedy nosiła też nazwę Wołowej) pędzone są stada bydła niczym w amerykańskim westernie. Interesem zawiaduje kilku żydowskich kupców, którzy dorabiają się na tym prawdziwych fortun.

A gdzie są wielkie pieniądze, tam pojawia się przestępczość. W tym przypadku żydowska, niczym z Odessy Beni Krzyka. Interesy i wymuszenia rozgrywają się niemal wyłącznie wśród swoich. Stąd sceny takie jak ta przywołana przez Millera w „Co dzień świeży pieniądz”, kiedy dwóch Żydów z prowincji próbuje sprzedać na bazarze wołową tuszę, bez zgody miejscowej chewry. Zostają okradzeni i pobici na oczach tłumów i nikt, dosłownie nikt, na to nie reaguje.

Tchórz? Konformista? Kanalia? Literacka gwiazda!

Napisał obrzydliwy paszkwil na Czesława Miłosza, głosił pochwałę stalinowskiej bezpieki w czasie, gdy w katowniach mordowano AK-owców.

zobacz więcej
Przed II wojną światową nie tylko stoiska na Różycu były w większość żydowskie, ale i miejscowa przestępczość. Tak wygląda opis bazaru w roku 1940 autorstwa praskiego doliniarza, który po wielu miesiącach wrócił do Warszawy:

«Prawie wszyscy kumple w getcie: „Szlama”, „Piękny”, Icze, Sztymbul, Kurczak… Puste mieszkania, puste podwórko. Matka zgaszonym głosem opowiadała, jak ciągnęli za włosy Kurczaka, jak go bili kolbami. Poszedłem na bazar. Widać ślady spalenia, część bud nowa, część okopcona. Niby ludzi dużo, niby tak jak dawniej, a jednak nie tak. (…) I gdy tak stałem, nagle zdałem sobie sprawę, co się zmieniło. Było cicho, znikł ten cały harmider. (...) Odeszli wszyscy Żydzi.”»

Ta historia ma jeszcze nieoczekiwaną puentę. Otóż część najbardziej obrotnych przestępców żydowskich przeżyła getto, dzięki znajomościom w świeci handlu i bezczelności (handlowali np. pod okiem Niemców papierosami), ale to tylko małe optymistyczne postscriptum tragicznej historii praskich Żydów.

– Mariusz Cieślik
Mariusz Cieślik rozmawia z Markiem Millerem (z prawej), autorem książki „Co dzień świeży pieniądz” poświęconej dziejom Bazaru Różyckiego. Fot. TVP
W programie „Koło pióra” Mariusz Cieślik 25 kwietnia 2019 o godz. 22.10 rozmawia z Markiem Millerem, autorem książki „Dzieje bazaru Różyckiego” oraz muzykiem Janem Młynarskim o zbiorze tekstów poetyckich Wojciecha Młynarskiego „Polska miłość”.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz wyemitowane odcinki programu „Koło pióra”:
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Antyjudaizm liberałów
Kiedy Sabaudię zajęły w 1792 roku francuskie wojska rewolucyjne, Joseph de Maistre zobaczył bestialstwa okupantów niosących na sztandarach hasło „Wolność, Równość, Braterstwo”.
Kultura Najnowsze wydanie
Postawmy mu pomnik naprzeciw Mickiewicza
Andrzej Wajda był bardzo krytyczny wobec polskiego patriotyzmu powstańczego. Czy to zdrada, jak mu zarzucano, czy jednak troska o Polskę?
Kultura Poprzednie wydanie
Demon twórczego wzmożenia
Monika Małkowska: Pozytywna strona pobudzania kreatywności chorych na SM nie podlega kwestii. Wątpliwości budzi nadmierne rozbudzanie apetytów podopiecznych Althamera.
Kultura Poprzednie wydanie
Zezowate szczęście Bogumiła Kobieli
Był zaprzeczeniem akademijnej drętwoty, ciemnych garniturków i przemówień. Dał się zapamiętać przede wszystkim jako Piszczyk z „Zezowatego szczęścia”. Właśnie mija pół wieku od jego śmierci.
Kultura Poprzednie wydanie
Ostatni, co się tak z Polską wadził
„Pokolenie”, „Kanał” i „Popiół i diament” miały dla Wajdy znaczenie formatywne i naznaczyły jego dalszą drogę artystyczną.