Cywilizacja

Klub nocny, warsztat, hotel. Co można zrobić z kościoła

Restaurator z Gandawy w dawnym kościele klasztornym pw. św. Bernarda otworzył wyrafinowaną, hipsterską halę oferującą potrawy z wyższej półki. W przestronnym wnętrzu zadbano o każdy detal, każdą możliwą aluzję w znaku lub słowie. „Manna from Heaven”, niebo w gębie! – zachęca menu, polecające też „Holy Water Gin”. Niebotyczne półki baru z drinkami, zastawione dziesiątkami butelek, otwierają się jak skrzydła ołtarza – i na jego miejscu.

Kościół, który zniszczyli księża i biskupi

Dwie trzecie parafii zlikwidowano bezpośrednio przed wizytą papieża. Te, które pozostały powierzono w zarządzanie siostrom zakonnym i ludziom świeckim,

zobacz więcej
Polakom – łacinnikom Północy (jak chce Marek A. Cichocki) oczywiście najbardziej marzą się podróże do Włoch, ale niezależnie od tego, czy szlak naszej wakacyjnej wędrówki prowadził przez Alpy na Południe, czy tropem Colasa Breugnona lub od jednego hanzeatyckiego portu do drugiego – to był stały element wspomnień wakacyjnych: zdjęcia kościołów. Barokowych albo gotyckich, kapliczek i katedr. Żywa lekcja architektury, nieraz odbywana z rożkiem lodów w ręku, zwykle łącząca się z pobożnością, z reguły z zachwytem.

Na zdjęciach w rodzinnych albumach piętrzą się krzywo skadrowane portale i pinakle, obok – prześwietlone fotki fresków, rozjaśnionych na chwilę dzięki pomysłowemu urządzeniu zdzierającemu pieniądze z turystów („5 flashes for 2 Euro”) i kilka grubo lakierowanych pocztówek z reprodukcjami zrobionymi przez zawodowych fotografów.

– A ze świętej Elżbiety?
– A, tam nic nie zrobiliśmy, bo akurat była msza.

Pod młot pneumatyczny lub licytatora

Tak było. Teraz jest inaczej. Podczas wakacyjnych wspominek w przerwie na kawę przewijający zdjęcia palec prędzej czy później zawisa nad kolejnym kadrem: niesymetrycznie uchwyconym szyldem księgarni czy siłowni. Moment ciszy, który trwa tyle, co zdmuchnięcie świecy:
– A, tutaj przerobili dawne wnętrza, mają sklep z albumami i pamiątkami. Bo kiedyś był tutaj kościół.

To powszechne doświadczenie, od Włoch po Szkocję i od Belgii po Kanadę.
W Dublinie XVIII-wieczny kościół pod wezwaniem NMP zamknięto w roku 1964, najpierw prowadzono w nim sklep, a od roku 1997 niejaki John Keating uruchomił w nim pub. Po rozbudowie przed 10 laty w podziemiach (kryptach) znalazło się miejsce na night club, na zewnątrz wzniesiono osobny taras do barbecue, by wysoko w niebo niosła się woń pieczonej baraniny miła już nie Panu, lecz smakoszom.

We francuskim Finistère kaplica Notre-Dame de Gwel-Mor, Pani – Opiekunki Rybaków poszła pod młot pneumatyczny 9 stycznia tego roku. W Portichetto di Luisago nad jeziorem Como można dziś oczyścić nie duszę z grzechów, lecz samochodowy katalizator z nagaru, a w dawnym kościele wzniesionym w Nowym Orleanie przez francuskich kolonizatorów odpoczywa po trudach tournée Beyonce.

Doświadczeniem tym dotknięte są wszystkie wyznania chrześcijańskie, na skalę większą niż się wydaje: tylko we Francji od roku 2000 zburzono blisko 50 kościołów, w Kanadzie, jak wynika z niedawnej depeszy KAI, w ciągu najbliższych 10 lat zamkniętych ma być blisko 9 tys. świątyń katolickich i protestanckich.

Młot (licytatora lub firmy budowlanej) uderza we wszystkich: oczywiście, we Francji i Włoszech na cele świeckie lub w gruz najczęściej obracane są kościoły katolickie, w Holandii – kalwińskie, ale równie często znikają również „wysepki” wzniesione przez imigrantów lub dysydentów: zamykane są luterańskie świątynie w Belgii i polskie klasztory w Indianie.

Miały być bliźniacze wieże, drapacz Kulczyka i wieżowiec „Agory”

Warszawski drapacz jest na 45. miejscu wśród 102 najsłynniejszych budynków w historii świata, obok m.in. wieży Eiffla, piramidy z Gizy i Empire State Building. Zdziwisz się, który.

zobacz więcej
Rzadziej, oczywiście, wyburzane są świątynie najstarsze, romańskie, ale też wynika to z faktu, że jest ich najmniej, a stosunkowo niskie wnętrza łatwiej zagospodarować niż strzelisty gotyk czy neogotyk. Pełna liczba takich przybytków jest nieznana, gdyż stale się zmienia: nie potrafił mi jej podać nawet ks. dr Kryspin Dubiel z Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie.

Strategia odwrotu

Kościół Katolicki od stuleci przygotowany był na sytuację, gdy budynek świątyni zostaje opuszczony z braku wiernych lub dla innych przyczyn – ale nie na skalę tego zjawiska. Kodeks prawa kanonicznego (kanon 1222 §1) rozstrzyga sprawę jednoznacznie: na wniosek rady parafialnej lub proboszcza biskup diecezjalny może dokonać dekonsekracji (dawniej używano surowiej brzmiącego słowa „ekskracja”): z budynku wyniesione zostają wszystkie przedmioty poświęcone i sprzęty liturgiczne, opuszcza go w skromnej procesji Najświętszy Sakrament, wygaszone zostaje światło przed tabernakulum. Można otworzyć okna, można odciąć prąd.

Tak czyniono przez stulecia w pojedynczych, ekstremalnych przypadkach, na ziemiach wyludnionych branką lub zarazą. Jeśli w trakcie wojny kościół legł w gruzach – nie było to powodem do dekonsekracji: odbudowywano go, czasem przez setki lat.

Dziś kościoły mają do czynienia z tysiącami przypadków – i stoją wobec potrzeby wypracowania „strategii odwrotu”, uwzględniającej wszelkie możliwe koszty i wyzwania: finansowe, rynkowe, konserwatorskie, a przede wszystkim – psychologiczne i duszpasterskie.
Reakcje na widok opuszczonych lub zamienionych w świeckie przybytki kościołów są bowiem dwojakiego rodzaju – i zawsze znamienne. W przypadku chrześcijan jest to cała paleta doznań – od szoku, przez zgorszenie, do niedowierzania i głębokiego smutku. Nierzadko pojawia się oburzenie, w pierwszej kolejności kierowane pod adresem współczesnych użytkowników budynku, równie często jednak – pod adresem miejscowych wiernych i duchownych: „Jak mogli do tego dopuścić!?”.

No cóż – z reguły po prostu nie mieli wyjścia. Właściciele mieszkań i domów jednorodzinnych zwykle nie zdają sobie sprawy ze skali sum, jakie wydać trzeba na ogrzanie, oświetlenie i opłaty gruntowe za stojący w mieście budynek wielkości kościoła – nawet niewielkiego. W przypadku warszawskiej czy gdańskiej parafii są to zwykle sumy rzędu kilku do kilkunastu tysięcy złotych (w zimie większe): w Europie Zachodniej i Ameryce odpowiednio wyższe. Na ulgi ze strony władz municypalnych liczyć można wyjątkowo, ze strony elektrowni – nigdy. Konserwator zabytków wymaga, ale przecież nie dopłaca. Kuria – dołożyłaby, ale zwykle nie ma z czego.


Można jeszcze raz zaapelować o hojność, podnieść opłaty parafialnej księgarni; przychodzi jednak dzień, kiedy topniejący krąg wiernych nie jest w wstanie pokryć nawet odsetek od narosłego długu. Zamknięcie budynku w oczekiwaniu na „wiosnę Kościoła” – decyzja sama w sobie dramatyczna – nic nie da. To akurat wie każdy właściciel domu jednorodzinnego: każde pomieszczenie, czy to garaż, czy kaplica, pozostawione bez ogrzewania po kilkunastu latach będzie się nadawało jedynie do wyburzenia: grzyb przerośnie mury na wylot. Czy nie lepiej ocalić je i sprzedać?

„Manna from Heaven”, niebo w gębie!

Osoby dalekie od wiary też zwykle nie pozostają obojętne wobec wnętrza ekskościoła: ochoczo podejmują „grę” z postsakralną, rozpoznawalną dla nich przestrzenią. Z reguły, bodaj ze względów konserwatorskich, zachowany zostaje, ciągle jeszcze czytelny dla przybysza z postchrześcijańskiej Europy, układ i porządek wnętrz: kruchta, nawa główna, chór, boczne kaplice, schodki, wnęki.

Polski Kościół na irlandzkim kursie

W Irlandii odpowiedzią na zmanipulowany film były protesty i próby zakazywania seansów. To błędna strategia. Potwierdza bowiem stereotypy, jakimi karmi się antykatolicka fobia.

zobacz więcej
Nowi właściciele, nie tyle z pobożności, ile z chęci podkreślenia niezwykłej przeszłości wnętrza, z reguły starają się jednak utrzymać quasi-kościelny charakter również na poziomie wystroju: często zachowywane są dawne mozaiki i fragmenty malowideł, marmur posadzki, biel ścian; witraże odrestaurowuje się albo, jak w Kruisherenhotel w Maastricht, zamawia nowe, ze świeckimi scenami, nawiązujące jednak do „witrażowych” barw i stylistyki.

To wystarcza, by zachęcić gości do zachowań, które do złudzenia przypominają karnawałowe czy haloweenowe przebieranie się w zakonny habit, by następnie podkasać go (bodaj do zdjęcia) i błysnąć kabaretką. Styk sacrum/profanum zawsze iskrzy: i uwieczniony na słitfoci namiętny pocałunek wygląda najodważniej, gdy w tle wznosi się ambona lub szafa konfesjonału.

Gorzej, jeśli tę grę podejmują również sami właściciele wnętrz. W dawnych kościołach otwierano już dyskoteki, bary i kluby go-go. Być może wszystko to jednak nie było w połowie tak dotkliwe, jak inicjatywa restauratora z Gandawy, który w danym kościele klasztornym pw. św. Bernarda otworzył wyrafinowaną, hipsterską halę oferującą potrawy z wyższej półki, podobną w charakterze do warszawskich „Koszyków” po liftingu – „Holy Food Market”.

W przestronnym wnętrzu zadbano o każdy detal, każdą możliwą aluzję w znaku lub słowie. „Manna from Heaven”, niebo w gębie! – zachęca menu, polecające też „Holy Water Gin”. Niebotyczne półki baru z drinkami, zastawione dziesiątkami butelek, otwierają się jak skrzydła ołtarza – i na jego miejscu. Ba, nawet dwie ryby na menu z bogatą ofertą sushi ułożone są w kształt, który znamy zwykle z mozaik czy książeczek do nabożeństwa. Nic, tylko przyklęknąć w ironicznym, subwersywnym naśladowaniu modlitwy – i wrzucić zdjęcie na Facebooka.

Hojność i nadzieja

Czy Kościół nic z tym nie może zrobić? Nie, nie może. Diecezji wolno wprawdzie zastrzec w umowie sprzedaży charakter, w jakim wykorzystywany ma być dawny kościelny budynek, ale po pierwsze znakomicie redukuje to liczbę zainteresowanych kupnem, a po drugie – w najmniejszym stopniu nie ogranicza kolejnych nabywców.
Cóż prostszego, jak kupić po niewielkich kosztach wnętrze, wznoszone z myślą o trydenckich chórach, na salę koncertową, po czym ogłosić upadłość firmy lub nieopłacalność inwestycji i odsprzedać ekskościół koledze, który po zainwestowaniu w schody i przepierzenia przerobi go na księgarnię z ezoteryką lub hostel dla spragnionych snu pod kopułą?

Pod koniec listopada w Watykanie odbyła się zwołana przez papieża Franciszka konferencja pod dramatycznym tytułem „Czy Bóg już tu nie mieszka?”, poświęcona wyzwaniu dekonsekracji i strategii, jaką przyjąć może wobec niego Kościół. O fenomenie porzuconych świątyń radzili Luca Diotallevi z Università di Roma Tre, ks. Paweł Malecha z Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej i ponad dwustu zaproszonych przez Watykan historyków sztuki, socjologów i prawników.

Nic jednak nie wskazuje na to, by w najbliższym razie nie można było pojeździć na deskorolce w kościele pw. św. Barbary w hiszpańskiej Llanera, wypić kilku głębszych w brukselskim Spirito Martini (anglikański kościół Zmartwychwstania Pańskiego, wzniesiony w 1874 roku, zdesakralizowany w anglikańskich rycie w roku 2009), odpocząć po trudach zwiedzania w Stanbrook Abbey Hotel, Worcester.

Wiernym pozostaje hojność – i nadzieja, że zawsze może zdarzyć się niepojęte, jak w ostatnich wersach jednej z najlepszych katolickich powieści, „Znowu w Brideshead” Evelyn Waugh.

„Coś odległego od zamysłów budowniczych wynikło z ich pracy i okrutnej ludzkiej tragedii, w której odegrałem swoją rolę, coś, o czym nikt z nas wtedy nie pomyślał: mały czerwony płomień – kuta mosiężna lampa o dziwnym wzorze, zapalona ponownie przed obitymi miedzią drzwiczkami tabernakulum, płomień, który starzy rycerze widzieli ze swych grobowców, płomień, który został zgaszony na ich oczach, ten płomień znowu pali się dla innych żołnierzy, znajdujących się z dala od domu, odległych sercem bardziej niż Akra czy Jerozolima” – jak zapisał to kapitan Karol Ryder, malarz, oficer i dżentelmen; „bezdomny, bezdzietny, w średnim wieku, pozbawiony miłości”.

– Wojciech Stanisławski

Za rady udzielone przy pisaniu tego tekstu gorąco dziękuję Joannie Piotrowskiej, historykowi sztuki, ekspertce Narodowego Instytutu Dziedzictwa.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy przyszłego prezydenta Ukrainy wybrała Moskwa?
Niebezpieczne związki. Faworyt wyborów powiązany z oligarchą, oligarcha używający argumentów Kremla.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Niemcy skłócone i podzielone. Hulajnoga niezgody
Nie chcą jej piesi, bo boja się o swoje zdrowie. Nie chcą rowerzyści, bo ścieżki będą jeszcze bardziej zatłoczone. Nie chcą wreszcie kierowcy, bo mają dość uważania na rowerzystów i pieszych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wszystkie grzechy obrońców życia
Polskie ruchy pro life mają rację, ale nie potrafią do niej przekonać.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Inaczej się ubierają, jedzą i myślą. Religijni frustraci kontra...
Blisko 60 procent wyborców Hillary Clinton nie odczuwa szacunku wobec zwolenników Trumpa.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Piewca seksualnych dewiacji. Jego teorie wpisano do standardów...
Uważał, że traumę u gwałconych dzieci wytwarza histeria dorosłych wobec pedofilii, a nie same działania pedofilów.