Kultura

Kupił chałupę „na Pismo Święte”. Swoją trumnę postawił wśród aniołów

Oglądając ekspozycję, nie sposób uniknąć myśli o przemijaniu ludzkiego, i każdego innego organicznego bytu. Jednak w ujęciu Jaromskiego to opowieść budująca. On wierzy w życie pozaziemskie, i nam, odbiorcom, tę wiarę przekazuje.

Rany stały się perłami. Śmierć nabrała nowego znaczenia

Ikona pokazuje przebóstwiony świat. Matka Boska Częstochowska, najważniejszy obraz dla katolików w Polsce, jest klasyczną ikoną i pochodzi z Bizancjum.

zobacz więcej
Historia jak nie z tej epoki. Marek Jaromski już na studiach na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych okrzyknięty geniuszem, zbierał nagrody na konkursach graficznych i wydawało się, że olśniewającą karierę ma w kieszeni. Po dyplomie z wyróżnieniem – był rok 1980 – przyjął asystenturę w pracowni graficznej prof. Haliny Chrostowskiej. Nagle zwątpił. W sens tego, co robił. Uznał, że jego dotychczasowe prace były nie dość jasne, uduchowione, po prostu – mało ważne.

Jak sam mówił, „wyświetliła” mu się w głowie jego przyszłość jako pedagoga na macierzystej uczelni: kolejne szczeble w pracy dydaktyczne i związane z tym tytuły, a co najgorsze – rutyna w życiu i sztuce.

Wtedy postanowił uciec z miasta. Splot różnych okoliczności sprawił, że zadomowił się w Ponikwi Dużej, niewielkiej wiosce na Mazowszu. Kupił chylącą się ku upadkowi chałupę, zawierając z właścicielem umowę „na Pismo Święte”. Forma płatności: gotówka, włożona w biblię. Obydwaj – sprzedający i kupujący – uznali ten sposób za wiarygodny.

Obok chałupy była stodoła, którą Jaromski przerobił na pracownię. Wreszcie mógł sam wyrabiać podłoże do grafik. Do papierowej pulpy dodawał różne lokalne ingredienty, uzyskując materię mięsistą, o niejednolitej fakturze, samą w sobie bogatą wizualnie. Odbite w tym „cieście” linoryty przypominały naskalne ryty pierwotnych ludzi, przetrawione przez czas i warunki atmosferyczne. Nazwał te prace ziemiorytami. Jednocześnie, te na wpół abstrakcyjne kompozycje miały (i mają nadal) ogromny ładunek duchowy.
Marek Jaromski i Ernest Bryll na wernisażu wystawy „Niebieska trumna”. Fot. Muzeum Archidiecezji Warszawskiej
Bo Jaromski doznał iluminacji. Jego głęboka wiara przekłada się na tematykę prac, jednakże bez nachalstwa czy łopatologii. Tradycyjne tematy chrześcijańskie zyskały nowatorską formę.

O starych grafikach autor nie miał dobrego zdania – uznał je za zbyt błahe. Część z nich rozdał, niektóre zniszczył. Dziś patrzy na to inaczej: „Taki byłem”, mówi, uznając te wczesne grafiki za dowód swej niedojrzałości.

Przez zniszczenie

Na zgliszczach przeszłości zaczął tworzyć siebie i swoją sztukę na nowo. Dla przeciętnego widza nie były to zbyt widoczne różnice. Na pozór – wciąż te same mgławicowe grafiki, w których forma ludzkiego ciała wnikała, ujednolicała się z otoczeniem. Jednak dla autora wszystko zmieniło się fundamentalnie.

Niekiedy przez wielowarstwowo nakładane tła, bardziej przypominające reliefy niż odbitki grafik, przebijały rozpoznawalne kształty: postaci aniołów, twarz Chrystusa jak z całunu turyńskiego lub chusty świętej Weroniki. Do tego doszły teksty, także ryte w matrycach przez Marka Jaromskiego i obijane jako równowartościowy element kompozycji.

Ludzie z teatru to moja pierwsza parafia

Jesienią połączymy wątek biblijny z historią science fiction, pokażemy świat po katastrofie.

zobacz więcej
Najważniejsze zmiany zaszły w charakterze artysty, w jego pojmowaniu sensu ziemskiego bytu. Po pierwsze, dał sobie spokój z karierą – cokolwiek znaczy ten termin. Po drugie, w Ponikwi odnalazł prawdziwych ludzi, takich, dla których życie oznaczało kontakt z ziemią, ze zwierzętami, z przyrodą. A także z sąsiadami, na których było się skazanym jak na rodzinę. Stan majątkowy tu nie jest tak ważny, jak uczciwość, rzetelność. Tu wciąż jeszcze liczy się słowo.

Pokaz Marka Jaromskiego w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej nosi z pozoru pesymistyczny tytuł: „Niebieska trumna”. Rzeczywiście, oglądając ekspozycję, nie sposób uniknąć myśli o przemijaniu ludzkiego, i każdego innego organicznego bytu. Jednak w ujęciu Jaromskiego to opowieść budująca. On wierzy w życie pozaziemskie, i nam, odbiorcom, tę wiarę przekazuje.

Jasno robi się od wejścia, od wrót, przez które wchodzi się na wystawę. To dwie grube drewniane płyty, w całości pokryte reliefami. Z jednej strony „Ziemia patrzy na niebo” (to tytuł lewego skrzydła wrót, z wyrytymi życiorysami niektórych lmieszkańców Ponikwi); po przeciwnej stronie „Niebo patrzy na ziemię”. W tych wrotach artysta wywiercił coś w rodzaju okrągłych okienek, wizjerów. W nich, za szybkami, widnieją symboliczne relikwie ludzkiego istnienia. Część ziemską symbolizują mchy, trawy, zielska; byt niebiański wyobrażają kłosy zbóż.
Przez te drzwi wchodzi się na wystawę Marka Jaromskiego. Chcę państwa na nią otworzyć.

Błękitny cmentarz

Ważną część stanowi „Rok polski” – poezje Ernesta Brylla, które Jaromski wyrzeźbił i odbił na własnoręcznie zrobionych papierach, a następnie wmontował w wielkie drewniane okładki, także pokryte reliefami. Te woluminy stoją otwarte na podobieństwo drzwi – do poezji, ale też do polskiego społeczeństwa czasów potransformacyjnych, kiedy to jedno zyskiwali grunt pod nogami, a innych ziemia się spod stóp usuwała.

Dookoła zostały wyeksponowane stare grafiki (przypomnienie tego, jaki niegdyś był autor). Wiszą jak schnąca bielizna na sznurach, przypięte drewnianymi klipsami. Oczywiście, nie mogło zabraknąć papierografii z aniołami jako że te ulotne byty fascynują artystę od dawna.


Tytułowa „Niebieska trumna” znalazła się w przejściu między dwoma ostatnimi pomieszczeniami. Znów przechodzi się przez swoiste „drzwi” – jako że wieko i skrzynia rozstawione są szeroko. Trumna istotnie jest błękitna, bajkowa, niebiańska. Artystę zainspirował cmentarz zobaczony podczas podróży do Rumunii – w jakiejś wiosce zobaczył groby z niebieskimi krzyżami, co dawało nastrój zupełnie „nie cmentarny”, lecz radosny, optymistyczny.

Swoją trumnę Jaromski też umieścił wśród nieba, swych grafik i jego ulubionych aniołów. We właściwym czasie ją zajmie…

Znakomita puenta całej prezentacji to „Wizja Ezechiela” Jacka Malczewskiego z 1909 roku. Dowód na to, że sztuka z różnych epok może ze sobą „rozmawiać”. Jeśli tylko autorzy mieli podobne wyobraźnie.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wystawa dzieł Marka Jaromskiego „Niebieska trumna” czynna jest w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, ul. Dziekania 1 w Warszawie, do 28 kwietnia 2019 roku.
20.10.2011
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Antyjudaizm liberałów
Kiedy Sabaudię zajęły w 1792 roku francuskie wojska rewolucyjne, Joseph de Maistre zobaczył bestialstwa okupantów niosących na sztandarach hasło „Wolność, Równość, Braterstwo”.
Kultura Najnowsze wydanie
Postawmy mu pomnik naprzeciw Mickiewicza
Andrzej Wajda był bardzo krytyczny wobec polskiego patriotyzmu powstańczego. Czy to zdrada, jak mu zarzucano, czy jednak troska o Polskę?
Kultura Poprzednie wydanie
Demon twórczego wzmożenia
Monika Małkowska: Pozytywna strona pobudzania kreatywności chorych na SM nie podlega kwestii. Wątpliwości budzi nadmierne rozbudzanie apetytów podopiecznych Althamera.
Kultura Poprzednie wydanie
Zezowate szczęście Bogumiła Kobieli
Był zaprzeczeniem akademijnej drętwoty, ciemnych garniturków i przemówień. Dał się zapamiętać przede wszystkim jako Piszczyk z „Zezowatego szczęścia”. Właśnie mija pół wieku od jego śmierci.
Kultura Poprzednie wydanie
Ostatni, co się tak z Polską wadził
„Pokolenie”, „Kanał” i „Popiół i diament” miały dla Wajdy znaczenie formatywne i naznaczyły jego dalszą drogę artystyczną.