Rozmowy

Wybory 4 czerwca stały się zaprzeczeniem Okrągłego Stołu

Łączenie w Gdańsku rocznicy 4 czerwca ze świętem samorządu terytorialnego nie ma podstaw historycznych. Oczywiście każde środowisko ma prawo świętować taką datę, jaką sobie wybierze. Tyle, że osobiście bardzo bym się ucieszyła, gdyby pani prezydent Aleksandra Dulkiewicz wezwała Polaków do wspólnego świętowania w Gdańsku 31 sierpnia, czyli rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych – mówi prof. Inka Słodkowska, kierownik Archiwum Partii Politycznych Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Trzydzieści lat temu, 5 kwietnia 1989 roku, zakończyły się obrady Okrągłego Stołu, które doprowadziły do pierwszych, częściowo wolnych wyborów i powstania tzw. Sejmu kontraktowego.

TYGODNIK.TVP.PL: Samorządowcy szykują się do obchodów 30. rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 roku. Zaprosili do komitetu honorowego wszystkich uczestników Okrągłego Stołu. Dlaczego pani to krytykuje?

INKA SŁODKOWSKA:
Są to wydarzenia historyczne mocno ze sobą powiązane, ale zarazem odmiennego rodzaju. Paradoksalnie można powiedzieć, że dzień 4 czerwca 1989 roku stał się zaprzeczeniem Okrągłego Stołu.

Dlaczego?

Umowa okrągłostołowa zezwalała na start organizacji niezależnych, opozycyjnych w wyborach do Sejmu i odrodzonego Senatu. Senat był oddany wolnej walce wyborczej, w Sejmie dla kandydatów bezpartyjnych przewidziano 35 proc. miejsc, a resztę dla PZPR i partii satelickich. Ponadto wyborcy mieli głosować na osobną listę – tzw. listę krajową, na której znaleźli się prominentni przedstawiciele ówczesnej władzy. Tymczasem obywatele nie dość, że na wolne miejsca wybrali wyłącznie posłów i senatorów solidarnościowych, to zarazem odrzucili listę krajową. Przepadek tej listy był demonstracją ze strony społeczeństwa, właśnie – pewną formą zdecydowanego odrzucenia ustaleń okrągłostołowych.

Uważa tak pani tylko na podstawie wyników wyborów?

Pomiędzy 5 kwietnia 1989 roku, kiedy zakończyły się obrady Okrągłego Stołu, a dniem wyborów 4 czerwca zaszła w polskim społeczeństwie bardzo duża zmiana. Te dwa miesiące, gdy toczyła się kampania wyborcza, to był już czas wolności, której obszar z każdym dniem się poszerzał. Był to też – choć pewnie nieuświadamiany do końca – czas przygotowań do ostatecznych rozstrzygnięć, ćwiczenia woli i umiejętności ku temu.
„4 czerwca 1989 roku miała miejsce ostatnia zwycięska bitwa powstania narodowego, które rozpoczęło się w Sierpniu'80”. Plakaty Solidarności były w kampanii wyborczej wszechobecne, tu – na ogrodzeniu budowy metra w Warszawie, którą rozpoczęto tuż po stanie wojennym, a pierwszą stację oddano dopiero po tych częściowo wolnych i po tych pierwszych naprawdę wolnych wyborach parlamentarnych z 1991 r. Fot. Bernard Bisson/Sygma via Getty Images
Moim zdaniem – o czym już nieraz pisałam i mówiłam – 4 czerwca 1989 roku miała miejsce ostatnia zwycięska bitwa powstania narodowego, które rozpoczęło się w Sierpniu 1980 roku. Losy tego powstania były zmienne. Najpierw wielka wygrana w 1980 roku, później pogrom Solidarności 13 grudnia 1981 roku, kiedy został wprowadzony stan wojenny, dalej lepsze i gorsze lata osiemdziesiąte, aż wreszcie wszystko kończy się wielkim zwycięstwem 4 czerwca 1989 roku.

W 1988 roku doszło do strajków, które ostatecznie doprowadziły do obrad Okrągłego Stołu. Ale organizujący je ludzie podkreślali, że wówczas praktycznie zaginął duch Solidarności 1980 roku, bo strajki miały słaby odzew społeczny.

W 1988 roku komuniści szykowali stan wyjątkowy

30 lat temu Kreml dał Jaruzelskiemu sygnał: „Towarzyszu, ociągacie się. U nas trwa pierestrojka, więc i wy weźcie się do roboty”.

zobacz więcej
Strajki te nie miały słabego odzewu, ich przebieg miał silny rezonans społeczny, ale na pewno – w porównaniu do lat 1980 – 1981 – ich zasięg był mocno ograniczony, jeśli chodzi o liczbę uczestników. Lata osiemdziesiąte to był bowiem okres, w którym strajk przestaje być główną bronią opozycji. Wkrótce po wprowadzeniu stanu wojennego pojawiły się inne formy aktywności opozycyjnej. Nie tylko niezależna prasa i wydawnictwa, ale i duszpasterstwa – ludzi pracy, akademickie, środowisk twórczych, rolnicze; do tego niezależne życie kulturalne i media, pomoc charytatywna, prawna, pewne formy niezależnej działalności gospodarczej etc. Mieliśmy więc do czynienia z tworzeniem alternatywnych struktur społecznych.

Potem – w reakcji na katastrofę w elektrowni atomowej w Czarnobylu – pojawiły się organizacje ekologiczne. Gdy od 1987 roku zaczęły się ujawniać struktury Solidarności, podejmowano kolejne próby oficjalnej lub półoficjalnej działalności. Tworzyły się towarzystwa gospodarcze, kulturalne, kombatanckie i multum innych. Bardzo ważne były inicjatywy edukacyjne, jak powstałe w 1987 roku Społeczne Towarzystwo Oświatowe. Cała ta aktywność to były inne formy zaangażowania opozycyjnego, niewykluczające formuły strajkowej, a wspierające ją i uzupełniające.

Dlaczego władza komunistyczna na to pozwalała?

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX w. władze rozważały w pewnej mierze przejście na model testowany wówczas na Węgrzech, czyli przy braku zgody na pluralizm polityczny i związkowy dopuszczony byłby pluralizm stowarzyszeń. Chodziło być może o to, żeby opozycyjna aktywność społeczna znalazła ujście w działalności stowarzyszeniowej. Już w 1988 roku, przy okazji rejestracji kościelnej Fundacji Wspomagającej Zaopatrzenie Wsi w Wodę, toczyły się pertraktacje między władzami a przedstawicielami Kościoła katolickiego na temat nowego prawa o stowarzyszeniach. Jednym z negocjatorów ze strony Kościoła był mecenas Jan Olszewski. Odbyła się też szeroka debata środowisk niezależnych. Zaowocowało to nowym, demokratycznym i nowoczesnym prawem o stowarzyszeniach, które przyjął ostatni Sejm PRL, IX kadencji, na początku 1989 roku.

I to właśnie ludzie działający w tych stowarzyszeniach byli sprawcami sukcesu Solidarności w wyborach 1989 roku?

Głównymi podmiotami prowadzącymi kampanię wyborczą w 1989 roku były: oczywiście Solidarność – robotnicza i rolnicza, a także Kluby Inteligencji Katolickiej. Te trzy organizacje budowały Komitety Obywatelskie „Solidarność”, które realizowały zadania kampanii.
Ale do nich dołączyły się rozmaite, wspomniane wcześniej stowarzyszenia, a także protopartie, np. część PPS, gdańscy liberałowie oraz opozycyjne ugrupowania rolnicze. Poza Komitetami Obywatelskimi pozostała m. in. Konfederacja Polski Niepodległej, część PPS i grupa działaczy Solidarności, tworząca Grupę Roboczą. Komitety skupiły jednak większość ówczesnych nurtów opozycyjnych. Łącznie w kampanię wyborczą Solidarności było zaangażowanych – wedle najskromniejszych szacunków – znacznie ponad 100 tys. ludzi. I te dwa miesiące kampanii stworzyły zupełnie inną rzeczywistość. Polska 5 kwietnia 1989 roku, a Polska 4 czerwca to były różne światy.

To jaka była Polska 5 kwietnia?

Szczepkowska ogłasza koniec PRL...

zobacz więcej
Jeszcze bardzo PRL-owska. Ale już w czasie Okrągłego Stołu zaczęło się coś zmieniać. Ludzie oglądali transmitowane w rządowej telewizji relacje z obrad, w czasie których strona solidarnościowa miała prawo prezentować swe stanowiska i opinie. To było raptem kilka minut dziennie, ale zostały fantastycznie wykorzystane.

Tu chcę podkreślić rolę wybitnej dziennikarki, Janiny Jankowskiej, która wtedy wymyśliła, aby każdy opozycjonista występujący w telewizji trzymał podkładkę z napisem Solidarność, a do ubrania miał przypięty znaczek związku. Po raz pierwszy od lat w komunistycznej telewizji pojawił się symbol Solidarności. Przedstawiciele opozycji byli uczeni techniki występowania w mediach, np. by nigdy nie trzymać w ręku luźnych kartek, bo kamera rejestruje najlżejsze drżenie rąk, co źle wygląda. Te umiejętności procentowały potem w trakcie kampanii wyborczej.

Jednak po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu nie było widać euforii na ulicach.

Nie. Nie było tej podniosłej atmosfery, jaka towarzyszyła podpisaniu Porozumień Sierpniowych w 1980 roku. To wtedy Polacy przeżyli swój wielki wybuch entuzjazmu, który Czesi odnaleźli dopiero w czasie Aksamitnej Rewolucji, a Niemcy – w momencie obalenia muru berlińskiego. W 1989 roku Polacy byli za to dobrze zorganizowani i czekali na hasło – działamy! To hasło padło, kiedy rozpoczęła się kampania wyborcza. 10 kwietnia 1989 roku w Warszawie powstało Ogólnopolskie Biuro Wyborcze Solidarności, skąd zaczęto rozsyłać wici po całej Polsce – i Polska się ruszyła. Czy fakt, że ówczesna władza była zaskoczona przegraną listy krajowej do Sejmu i totalną porażką w Senacie świadczy o tym, że nie rozumiała ona nastrojów społecznych?

To jest ciekawe zagadnienie. Władza miała do dyspozycji CBOS i OBOP – dwa bardzo dobre ośrodki badawcze, gdzie pracowali fachowcy od badań opinii publicznej. Jak oni czytali wtedy wyniki sondaży, że nie zorientowali się w prawdziwych nastrojach społecznych? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Może respondenci nie przyznawali się do swoich sympatii politycznych?

Ale przecież zarazem nieustannie płynęły do Warszawy donosy z terenu, bo MSW monitorowało każde najmniejsze nawet spotkanie wyborcze Solidarności w Polsce, stale inwigilowało działaczy Solidarności i Komitetów Obywatelskich oraz kandydatów na posłów i senatorów. Codzienne raporty na ten temat znajdowały się na biurkach wszystkich najważniejszych przedstawicieli ówczesnej władzy. Były szczegółowo analizowane przez fachowców. A mimo to władze komunistyczne chyba nie dostrzegły, że Polska w ciągu dwóch miesięcy zmieniła się w wolny kraj…
Wielu młodych odrzucało ustalenia Okrągłego Stołu. Choćby dlatego, że nie uzyskano zgody na rejestrację Niezależnego Zrzeszenia Studentów. NZS m.in. z Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Warszawskiej w czasie kampanii wyborczej prowadziło więc strajk okupacyjny. Fot. Bernard Bisson/Sygma via Getty Images
Mówi pani, że przez dwa miesiące nastąpiła i trwała erupcja wolności. W czym to się przejawiało? Czy to było widać w czasie kampanii?

Oczywiście. Podam przykład: w Polsce cały czas obowiązywała cenzura, więc jeszcze na początku kampanii wyborczej Komitety Obywatelskie zgłaszały swe plakaty i ulotki do cenzury po zezwolenie na druk i rozpowszechnianie. Po dwóch tygodniach jednak nikt już się cenzurą nie przejmował – drukowało się, co się chciało i wieszało, gdzie tylko było można. Bardziej skuteczna była kontrola cenzury w prasie, radiu i w telewizji, ale dość szybko nauczono się ją skutecznie obchodzić.

I nie było kontry ze strony władzy?

Wyszkowski: Walentynowicz to duma i honor „Solidarności”

Współtwórca WZZ wspomina bohaterów 1980 roku.

zobacz więcej
Zdarzały się pobicia osób wieszających plakaty Solidarności, plakaty te były nagminnie zrywane przez „nieznanych sprawców”, ale to nikogo nie odstraszało. Działacze Komitetów Obywatelskich błyskawicznie nauczyli się działać jako ludzie wolni. Oczywiste stało się, że można zorganizować wiec wyborczy nie tylko na dziedzińcu kościelnym, ale w wielkiej hali widowiskowej. A tę halę można oficjalnie wynająć na potrzeby opozycji. Gdy się czyta relacje ze spotkań kandydatów Komitetów Obywatelskich to widać, że w czasie kampanii wyborczej zapanowała już pełna wolność wypowiedzi. Bardzo ważna była postawa młodzieży, która z pasją włączyła się w kampanię, lepiła plakaty i roznosiła ulotki, chociaż wielu młodych odrzucało wtedy ustalenia Okrągłego Stołu.

Z jakiego powodu?

Chociażby takiego, że wtedy nie została załatwiona sprawa rejestracji Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Z kolei Federacja Młodzieży Walczącej była bardzo bojowa i uważała, że z „czerwonymi” trzeba walczyć bez pardonu. Ale kampania wyborcza w pewnym momencie wciągnęła młodzież – tak studencką, PPS-owską i z Federacji Młodzieży Walczącej, jak i ze szkół średnich, w tym szczególnie harcerzy z ZHR. Pamiętam wtedy studentów NZS z Uniwersytetu Warszawskiego, którzy w czasie kampanii wyborczej prowadzili strajk okupacyjny, ale wciąż wyskakiwali na miasto, żeby rozklejać plakaty. Moim zdaniem udało się to również z tego powodu, że Janina Janowska tak znakomicie rozpisała koncepcję nowoczesnej kampanii wyborczej, która po prostu porwała młodych ludzi.

Najsłynniejszy plakat Solidarności – szeryf ze znaczkiem Solidarności na piersi i kartą wyborczą w ręku – był niesamowity, jak na tamte czasy.

Ten plakat stał się symbolem wyborów 1989 roku, pomimo że pojawił się dopiero w ich przeddzień. Jego autor, śp. Tomasz Sarnecki był wtedy studentem warszawskiej ASP. W całej Polsce autorami plakatów Solidarności było zaś wielu wybitnych plastyków. Ale plakaty i afisze były wykonywane także przez amatorów, nieraz nawet malowane ręcznie. Łączyły je wspólne znaki graficzne: słowo „Solidarność” pisane charakterystyczną „gdańską” czcionką oraz symbol „V”. Część plakatów była drukowana we Francji i Włoszech, co było jedną z form pomocy zagranicznej w czasie kampanii wyborczej.
Do głosowania w 1989 r. zachęcał plakat z gwiazdorem Garym Cooperem w roli szeryfa Willa Kane’a, w filmie uważanym za najlepszy western wszech czasów – „W samo południe”. To opowieść o heroicznym „człowieku, który był zbyt dumny, aby uciekać”. Początkowo liczył na wsparcie mieszkańców, ostatecznie w pojedynkę bronił ich przed bandytami. Film uważano za alegorie relacji USA – komunizm z lat 50. Fot. Chris Niedenthal/The LIFE Images Collection/Getty Images
Pojawiła się też próba całkiem nieudanego wsparcia z zagranicy. Do Warszawy przyjechał wtedy z Francji słynny specjalista od kampanii wyborczych Jacques Séguéla. Wraz ze swą ekipą zgłosił się do zespołu promocji Ogólnopolskiego Biura Wyborczego Solidarności. Po wielu godzinach narad Francuzi przedstawili swoją propozycję: głównym motywem kampanii Solidarności miały być zielone okulary – zapewne w kontrze do ciemnych okularów gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Pokazali projekty plakatów, na których był Wałęsa w zielonych okularach albo banknot stuzłotowy z Ludwikiem Waryńskim w zielonych okularach czy tłum zielonych okularników i inne. Pomysły były nietrafione i zostały odrzucone. Ciekawe, że ten sam Séguéla w 1995 roku koncertowo poprowadził Aleksandrowi Kwaśniewskiemu jego kampanię prezydencką.

Jak była finansowana kampania Solidarności?

Friszke: Niepodważalne przywództwo Wałęsy

Historyk o pierwszym liderze „Solidarności” i jego micie.

zobacz więcej
Większość pieniędzy na kampanię wyborczą dały władze Solidarności. Do tego dołożyła się wielka ofiarność społeczna w postaci kupowania cegiełek wyborczych i wolontariackiej pracy przy kampanii. Ale to Janina Jankowska przekonała Komisję Krajową NSZZ „Solidarność”, że na skuteczną, nowoczesną akcję wyborczą trzeba wyłożyć odpowiednie fundusze. Solidarność przeznaczyła na to cały swój żelazny zapas pieniędzy, przechowywany w Brukseli. Poleciał po to Janusz Pałubicki, ówczesny skarbnik Solidarności.

Z tym wiąże się następująca historia: Pałubicki przywiózł z Brukseli 50 tys. dolarów, a że wtedy trzeba było deklarować, co się wwozi do Polski, on te pieniądze zadeklarował. Gdy okazało się, że Pałubicki jest rencistą, a za granicą był raptem dwa dni, poproszono go do osobnego pokoju i zaczęło się przesłuchanie. Na szczęście na lotnisko wyszedł po Pałubickiego Henryk Wujec. Zobaczył, co się dzieje, pobiegł do automatu telefonicznego (bo komórek przecież wtedy nie było), zadzwonił do Jacka Kuronia i powiedział: „Nadaj natychmiast do Wolnej Europy, że Pałubickiego zatrzymano na lotnisku”. I niebawem jakiś wyższy szarżą funkcjonariusz wszedł do pokoju, gdzie przesłuchiwano Pałubickiego, nakazując, by go wypuścić. Okazało się, że Wolna Europa natychmiast zaczęła o tym mówić i dzięki temu go puszczono. Tu SB-cki nasłuch zagranicznych rozgłośni okazał się nad wyraz sprawny.

Mówi pani o ponad 100 tys. osób zaangażowanych w kampanię Solidarności w 1989 roku. Czy to byli ludzie, którzy rok później poszli do samorządów?

Po części tak, ale doszło też dużo nowych ludzi. Rok 1989 to jednak była żelazna kadra opozycyjna plus rzesza młodzieży – studentów, młodych robotników i rolników, harcerzy i nawet uczniów. Gdyby jednak nie było zwycięstwa 4 czerwca, to nie jest pewne, czy tak szybko by doszło do wyborów samorządowych. Przy Okrągłym Stole bowiem dwie rzeczy nie zostały uzgodnione: rejestracja NZS i odbudowa samorządu terytorialnego.
Porozumienia Okrągłego Stołu przywróciły urząd prezydenta. Milicja rozgoniła w Warszawie opozycję demonstrującą pod hasłami „Jaruzelski musi odejść”. Po artykule Adama Michnika „Wasz prezydent, nasz premier” generał zgodził się kandydować i został jedynym prezydentem PRL (potem zmieniono nazwę państwa na III RP). Na zdjęciu pierwszy premier III RP Tadeusz Mazowiecki, Jaruzelski i Lech Wałęsa, lider Solidarności, później pierwszy prezydent wybrany demokratycznie. Fot. THIERRY ORBAN/Sygma via Getty Images
Koncepcja odtworzenia autentycznej władzy lokalnej w Polsce była sformułowana już w 1981 roku przez ekipę prof. Jerzego Regulskiego, który nad nią pracował od wielu lat. Przy Okrągłym Stole rozmowy na temat zmian zostały przerwane, a podpisano jedynie protokół rozbieżności. Jednak dzięki temu, że prof. Regulski został senatorem, a prof. Andrzej Stelmachowski – marszałkiem Senatu, senatorowie już w lipcu 1989 roku podjęli uchwałę o rozpoczęciu przygotowań do reformy samorządowej. W latach 1989 – 1990 zdominowany przez Solidarność Senat błyskawicznie przygotował i przegłosował ustawę o samorządzie terytorialnym. Natomiast poseł OKP Walerian Pańko, późniejszy szef NIK, przeprowadził ją przez Sejm, przy biernym oporze posłów postkomunistycznych.

W latach 90-tych nie przywiązywano wagi do rocznicy 4 czerwca i w rezultacie oddaliśmy temat obalenia komunizmu innym krajom bloku wschodniego. Dlaczego tak się stało?

Księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha zabiły sowieckie służby? Hipoteza Jana Olszewskiego

Czy księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha zabiły sowieckie służby?

zobacz więcej
Zwróćmy uwagę, że taka sama niepamięć otaczała kolejne rocznice powstania Solidarności. Do czasu 25. rocznicy strajków sierpniowych w 2005 roku, zadziwiająco niewiele mówiono na ten temat. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego zaniechania w sferze pamięci narodowej będzie „wojna na górze”, która od 1990 roku toczyła się między poszczególnymi częściami uprzednio zjednoczonej Solidarności. Coraz trudniej było się razem spotkać, pamiętać, że nasi obecni przeciwnicy polityczni byli z nami w jednym obozie i że razem wygraliśmy wielką sprawę. Na to się jeszcze nałożył kolejny ważny dzień: 4 czerwca w 1992 roku, czyli data upadku rządu Jana Olszewskiego.

W latach 90-tych XX wieku w licznych pracach naukowych pojawiały się stwierdzenia, że sami Polacy właściwie niewiele się przyczynili do przełomu historycznego 1989 roku. Jako decydujące czynniki wskazywano zmiany w ZSRR oraz załamanie gospodarcze. A gdy sami zaczęliśmy przypominać o Okrągłym Stole i wyborach 4 czerwca 1989 roku, dla całego świata symbolem obalenia komunizmu był już upadek muru berlińskiego i Aksamitna Rewolucja w Czechosłowacji.

A czyja to w końcu była zasługa, że zaczęto mówić o znaczeniu wyborów czerwcowych?

Ludzi ruchu komitetów obywatelskich w całym kraju, którzy zaczęli się ponownie zbierać przed 20. rocznicą wyborów czerwcowych w 2009 roku. Zyskali poparcie samorządów lokalnych i nareszcie wszędzie w Polsce odbyły się uroczyste obchody rocznicowe.

Ale tegoroczna inicjatywa samorządowców, aby to w Gdańsku miało miejsce świętowanie 30. rocznicy wyborów czerwcowych, uważam za wielce niefortunną. To tak, jakby rocznicę bitwy pod Grunwaldem świętować w Krakowie, bo na Wawelu mieszkał król Władysław II Jagiełło. Prawda historyczna jest taka, że to w Warszawie była kwatera główna Solidarności w czasie wyborów 1989 roku. Tu wszyscy przyjeżdżali na narady i szkolenia, tu odbywały się posiedzenia Krajowej Komisji Solidarności i Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. W Warszawie zapadały decyzje, a także toczyły się wciąż rozmowy ze stroną rządową. Choć trzeba pamiętać, że los wyborów rozstrzygał się także w całej Polsce, w każdym województwie i gminie. I – jak wiem – wszędzie tam planowane są uroczyste tegoroczne obchody 30. rocznicy wyborów czerwcowych.
„Wszyscy pamiętamy, że to w Gdańsku zaczęła się nasza droga do wolności, ale w czasie wyborów 1989 roku kwatera główna Solidarności była w Warszawie. Tu zapadały decyzje, a także toczyły się wciąż rozmowy ze stroną rządową.” Na zdjęciu gdańska starówka po wyborach 1989 roku. Fot. Michel BARET/Gamma-Rapho via Getty Images
Czy uważa pani, że Rafał Trzaskowski i Aleksandra Dulkiewicz, pomysłodawcy tegorocznych obchodów 4 czerwca, zawłaszczają tę datę?

Nie. To nie jest zawłaszczenie, tylko – jak sądzę – wynik pewnej niewiedzy. Łączenie w Gdańsku rocznicy 4 czerwca ze świętem samorządu terytorialnego nie ma podstaw historycznych. Oczywiście każde środowisko ma prawo świętować taką datę, jaką sobie wybierze. Tyle że osobiście bardzo bym się ucieszyła, gdyby pani prezydent Dulkiewicz wezwała Polaków do wspólnego świętowania w Gdańsku w dniu 31 sierpnia, czyli w dniu rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Wydaje mi się, że byłaby to wspaniała uroczystość, w której wzięłoby udział tysiące osób z całej Polski i zagranicy. Wszyscy pamiętamy, że to w Gdańsku zaczęła się nasza droga do wolności.

Jakie są pani osobiste wspomnienia z 4 czerwca 1989 roku?
Siedziałam w Ogólnopolskim Biurze Wyborczym Solidarności w Warszawie przy ul. Fredry 6 i odbierałam telefony z informacjami o wynikach głosowania, m.in. z zagranicy czy obwodów zamkniętych. Nasi koledzy informatycy w całym kraju zorganizowali obywatelskie liczenie wyników głosowania, więc wkrótce po zamknięciu lokali wyborczych zaczęliśmy dostawać pierwsze informacje. Późnym wieczorem przyszła wiadomość z Suwałk, że wstępne wyniki wskazują na zdecydowaną przewagę kandydatów Solidarności. W tym okręgu kandydował na posła prof. Bronisław Geremek. Wtedy jedyny raz w życiu widziałam, jak prof. Geremek, zawsze bardzo opanowany, biegnie do telefonu, żeby porozmawiać z telefonującym z Suwałk działaczem Komitetu Obywatelskiego.

Baliście się, że przegracie wybory?

Nie. Baliśmy się reakcji władz. Tego samego dnia, 4 czerwca 1989 roku w Pekinie na placu Tiananmen doszło do masakry protestujących studentów, w której zginęły tysiące ludzi. Nasi koledzy z PPS i Federacji Młodzieży Walczącej natychmiast zaczęli demonstrację pod ambasadą chińską, siedzieli w milczeniu, palili świeczki.

Okazało się na szczęście, że w Polsce tego typu pacyfikacji możemy się nie obawiać. W czasie drugiej tury wyborów pracowaliśmy dalej w napięciu, ale już bez lęku. To był niezwykły czas zaangażowania społecznego, chociaż oczywiście było wielu ludzi, którzy pozostali obojętni.

Negocjacje Okrągłego Stołu uruchomiły proces zmian, który w rezultacie doprowadził do globalnych przemian. Proces ten stał się jednak możliwy przede wszystkim dzięki zaangażowaniu po stronie Solidarności i pracy tysięcy osób w czasie wyborów czerwcowych 1989 roku.

– rozmawiała Eliza Olczyk

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Okrągły Stół 5 kwietnia 1989 r. w Warszawie, koniec negocjacji między Solidarnością a komunistycznym rządem PRL. Fot. Jerzy KOSNIK / Gamma-Rapho via Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Polacy mieli mózgi sprane przez telewizję rosyjską
Moja gazeta przyjęła jednoznaczną pozycję krytyczną wobec tego, co Rosjanie robili na Ukrainie – mówi redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego”
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dla Niemców początek wojny to wciąż 22 czerwca 1941
Wolfgang Templin: W NRD nastąpiło zbiorowe rozgrzeszenie z nazistowskiej przeszłości. Tyle, że rozgrzeszano tylko tych, którzy uznali komunistyczną wykładnię dziejów.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Do katastrofy elektrowni atomowej dojść już nie może
Barierą w rozwoju odnawialnych źródeł energii jest brak technologii jej magazynowania – mówi dyrektor Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Dostałem gryps z więzienia od Moczulskiego, żebym dał się złapać
Prokurator straszył, że to co robię to obalanie ustroju przemocą i grozi mi kara śmierci – Romuald Szeremietiew wspomina powstanie Konfederacji Polski Niepodległej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Nie chce mi się wierzyć, że „dobrzy chłopcy” służyli diabłu
Janosik zbójował jedynie półtora roku, raczej nigdy nie stanął na polskiej ziemi. Miał zaledwie 25 lat, jak został powieszony na haku. Nie była to jednak znacząca postać w porównaniu do harnasiów działających na naszym terenie.