Cywilizacja

Szpiedzy groźniejsi od terrorystów. Skryta wojna Czechów z Rosjanami

Prezydent Miloš Zeman nie pyta, nie słucha, lecz nieustannie atakuje czeskie służby specjalne. Nie raz zarzucał kontrwywiadowi, że przesadza w ocenie zagrożenia ze strony rosyjskich szpiegów. A gdy w swym ostatnim raporcie, oprócz cyberataków na MSZ, służby zarzuciły Rosji prowadzenie w Czechach „hybrydowej strategii” w celu osłabienia NATO i UE, Zeman ruszył do wściekłego ataku. Raport nazywał „paplaniną”, a funkcjonariuszy służb – „partaczami”.

Pożegnanie ze Szwejkiem?

Sen polskich oświeconych liberałów o Czechach zakończył się zaskakującym przebudzeniem.

zobacz więcej
Czeski kontrwywiad zlikwidował siatkę rosyjskich agentów – poinformował 20 marca tygodnik „Respekt”. Grupa działała w Pradze pod przykryciem dwóch firm z branży komputerowej. W jej skład wchodzili obywatele Rosji i Czech (rosyjskiego pochodzenia). Tygodnik, który powołuje się na własne źródła, w przeszłości nie raz podejmował podobne tematy i uchodzi za bardzo wiarygodny.

Wiadomo, że Rosjanie oficjalnie zajmowali się sprzedażą komputerów i oprogramowania. W rzeczywistości przeprowadzali cyberataki – w komputerach skonfiskowanych w biurach obu firm znaleziono programy używane przez hakerów. Specjalistyczny sprzęt służący do działań szpiegowskich dostarczano do firm samochodami z rejestracją dyplomatyczną. Siatka współpracowała z podobnymi grupami w innych krajach. W Czechach działała przez ponad dwa lata. Przez większość tego czasu obserwowała ich Informacyjna Służba Bezpieczeństwa (BIS).

Czeski kontrwywiad uderzył na początku 2018 roku. Rosjan z czeskimi paszportami zatrzymano, a zdemaskowani obywatele Federacji Rosyjskiej wyjechali z kraju. Nie wiadomo, ile osób musiało wyjechać, ile zostało i czy nadal tu są. Tymi, którzy mają czeskie obywatelstwo zajmuje się policja.

Co ciekawe, rozbita siatka pracowała dla kontrwywiadu Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Wcześniej, gdy była mowa o hakerach i cyberatakach w Europie, chodziło o wywiad wojskowy (potocznie wciąż nazywany GRU).

Nie wiadomo, jakie dokładnie cyberataki przeprowadzili. Być może to oni stali za włamaniem do poczty elektronicznej pracowników czeskiego MSZ. Dwa lata temu hakerzy uzyskali dostęp do ponad 150 skrzynek pocztowych czeskich dyplomatów – nawet samego ministra spraw zagranicznych – i skopiowali ich zawartość.
W marcu Czesi hucznie obchodzili 20.rocznicę wstąpienia kraju do NATO. Na specjalnej sesji wystąpił prezydent Miloš Zeman. Fot. Reuters//David W Cerny
Z opublikowanego w grudniu ubiegłego roku raportu BIS wynika, że w 2017 roku doszło do cyberataków nie tylko na MSZ, ale też inne instytucje państwa, m.in. resort obrony.

Wiadomo też, że rozbita siatka nie była jedyną komórką rosyjskich hakerów w Czechach. W październiku 2018 okazało się, że aresztowano ośmiu obywateli Rosji i Wietnamu, przeprowadzających cyberatak na bazę danych dokumentów o zgodach na pobyt MSZ Czech. Z ustaleń kontrwywiadu wynika, że za cyberataki na czeskie instytucje w ostatnich latach odpowiada hakerska grupa Turla, za którą stoi FSB, oraz grupa ART28, powiązana z GRU.

Rusofil na Hradczanach

Dlaczego szczegółowe informacje o rozbiciu siatki wyciekły do wiadomości publicznej dopiero teraz, rok po operacji BIS? Wygląda na to, że Informacyjna Służba Bezpieczeństwa postanowiła w ten sposób bronić się przed regularną krytyką ze strony prezydenta Miloša Zemana. I jest to kolejna odsłona wojny głowy państwa ze służbami specjalnymi.

Zeman uchodzi za najbardziej prorosyjskiego przywódcę w UE i NATO. I bardzo się z tym obnosi. Gdy w 2014 roku na szczycie NATO w Newport stwierdził, że Praga wciąż nie widzi „rozstrzygających dowodów” na rosyjską interwencję na Ukrainie, nie wytrzymał szef szwedzkiej dyplomacji. – Prezydent Zeman powinien zapytać swoich własnych ludzi. Nie wiem, czy Czeska Republika ma wywiad. Ma? No, to powinien się ich zapytać – bulwersował się Carl Bildt.

Problem polega na tym, że Zeman nie pyta, nie słucha, lecz atakuje czeskie służby specjalne. Nie raz zarzucał BIS, że przesadza w ocenie zagrożenia ze strony rosyjskich szpiegów. Co więcej, twierdzi, że nawet gdyby zagrożenie ze strony Moskwy faktycznie istniało, BIS nie byłaby w stanie mu się przeciwstawić.

Zeman od dawna próbuje pozbyć się szefa BIS Michala Koudelkę, który jest solą w oku Rosjan. Konflikt prezydenta z szefem kontrwywiadu nie jest tajemnicą. W październiku 2018 r. Zeman po raz drugi odmówił awansowania Koudelki na stopień generalski. Ale do niemal otwartego starcia doszło, gdy 3 grudnia 2018 r. BIS – jak co roku – opublikowała raport ze swej działalności w poprzednim roku (w tym wypadku – 2017).

Biedroń w spódnicy

Miejsce lewicy i prawicy zajęli nowi aktorzy: lud z piwiarni i wielkomiejscy hipsterzy.

zobacz więcej
Działania Rosji nazwano w nim głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju, większym niż działalność grup terrorystycznych, zorganizowanej przestępczości i ekstremistów. Czeski kontrwywiad, oprócz cyberataków na MSZ, zarzuca Rosji prowadzenie w Czechach „hybrydowej strategii” ukierunkowanej na osłabienie NATO i UE.

Zeman wściekle zaatakował raport, nazywając go „paplaniną”, a funkcjonariuszy służb „partaczami”. Stwierdził, że BIS mówi o obecności dużej liczby szpiegów rosyjskich i chińskich, nie potwierdzając tego dowodami. – Mam nadzieję, że nie zdradzę żadnej innej tajemnicy państwowej, niż tajemnica o nieporadności BIS, gdy powiem wam, że w ciągu tych całych sześciu lat nie ma żadnej konkretnej wiadomości, by udało się zdemaskować choćby jednego rosyjskiego czy chińskiego szpiega – kpił Zeman.

Czy to prawda, nie wiadomo. Wszak mowa o tajnej części raportu. Ale tym razem Koudelka nie wytrzymał. Cztery dni później oznajmił, że kontrwywiad zlikwidował sieć jednej z rosyjskich służb, a w ciągu ostatnich pięciu lat udało się zdemaskować dziesiątki agentów Rosji i Chin. Mówiąc o siatce rosyjskiej najpewniej miał na myśli „komputerowców” – o której to sprawie więcej napisał w marcu br. „Respekt”.

W starciu BIS z prezydentem stronę kontrwywiadu wzięła większość polityków, niezależnie od barw partyjnych. Także premier Andrej Babiš i szef MSW.

Po opublikowaniu raportu pięć parlamentarnych partii opozycyjnych zażądało utworzenia komisji śledczej, która miałaby ocenić wpływ obcych agentów na sytuację w Czechach. Zresztą już rok temu szef klubu poselskiego konserwatywnej partii TOP09 Miroslav Kaloušek mówił: „Rząd Republiki Czeskiej powinien polecić BIS wykonanie analizy, jak wielkim niebezpieczeństwem jest rosyjska agentura na praskim Zamku” (siedziba prezydenta – red.).
Premier Andrej Babiš w starciu BIS z prezydentem wziął stronę kontrwywiadu. Fot. Michal Kamaryt/CTK/PAP
Wtedy był to komentarz do reakcji Zemana na wydarzenia związane z zamachem na Skripalów. Czeski prezydent twierdził, że nie udowodniono, iż za atakiem stoi Moskwa. Gdy Czechy – jak wiele innych krajów – postanowiły usunąć kilku rosyjskich dyplomatów, Zeman się temu sprzeciwił. Miał nieoficjalnie przekazywać do MSZ, że „wydalenie dyplomatów jest dla niego problemem”. A w dniu, w którym rząd postanowił wyrzucić trzech Rosjan, Zeman zażądał od służb sprawdzenia, czy w Czechach pracowano nad substancją nowiczok, którą otruto Skripalów. Stanął w ten sposób po stronie Moskwy w sporze z Pragą.

Premier Babiš kilkakrotnie bowiem podkreślał, że jednym z powodów wydalenia rosyjskich dyplomatów są formułowane przez Rosjan zarzuty, że trucizna mogła pochodzić z Czech.

Stare kontakty

Niemal równocześnie z ostatnim raportem BIS opublikowane zostały wyniki dziennikarskiego śledztwa dotyczącego finansowania Partii Praw Obywateli (SPO), która powstała kilka lat temu jako swego rodzaju klub poparcia Zemana, kiedy ten po odejściu ze stanowiska premiera postanowił kandydować na urząd prezydenta. Udało się – w 2013 roku został szefem państwa, a na początku 2018 roku uzyskał reelekcję.

Z ustaleń gazety „Mladá fronta Dnes” wynika, że SPO dostawała duże darowizny od firm czeskiego biznesmena Michala Pechana, który po wygranej Zemana dostał szereg kontraktów na obsługę prezydenckich rezydencji.

Współwłaścicielem jednej z firm Pechana, zarejestrowanej w Liechtensteinie, jest spółka należąca do szwajcarskiego prawnika Fabio Delco. Jego nazwisko pojawia się w charakterze właściciela lub partnera także w innych firmach zaangażowanych w finansowanie partii zwolenników Zemana.

A co najciekawsze, Delco jest jednym z bohaterów Panama Papers jako ogniwo w schemacie wyprowadzania z Rosji kapitału należącego do ludzi z otoczenia Władimira Putina, w czym kluczową rolę odgrywał wiolonczelista Siergiej Rołdugin, przyjaciel rosyjskiego prezydenta.

Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem

W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.

zobacz więcej
Sam Zeman przyjaźni się z Władimirem Jakuninem, byłym oficerem KGB, zaufanym Putina, ważną postacią w budowie wpływów Rosji za granicą przy pomocy organizacji pozarządowych.

SPO nie zrobiła większej kariery w wyborach parlamentarnych, ale nie to było jej celem. Celem był wybór Zemana na prezydenta – i to się udało. Natomiast na niwie parlamentarnej realizacji celów Kremla sprzyja działalność przede wszystkim dwóch ugrupowań: komunistów oraz populistycznego Sojuszu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD), na którego czele stoi Tomio Okamura.

Wiadomo, że w otoczeniu Zemana podczas jego pierwszej kampanii wyborczej były osoby ściśle związane z Rosją: Zdenek Zbytek, Martin Nejedly, Miroslav Šlouf. Ten ostatni był (zmarł rok temu) przykładem tego, jak rosyjskie spółki energetyczne używają starych, pochodzących z czasów komunistycznych kontaktów.

Šlouf w czasach komunistycznych był działaczem komunistycznej młodzieżówki. Po 1989 r. poszedł w biznes. Jego firma Slavia Consulting zawarła lukratywny kontrakt z rosyjskim Łukoilem, dzięki czemu dostarczała w 2009 r. 20 proc. paliwa lotniczego używanego przez międzynarodowe lotnisko w Pradze. Gdy Zeman zaczął ubiegać się o prezydenturę Šlouf od razu pojawił się w jego otoczeniu – miał dbać o to, by interesom Łukoilu w Czechach nic nie przeszkadzało.
O słabości Vaclava Klausa do Rosjan głośno było już w 2008 roku. Na zdjęciu: oficjalna wizyta ówczesnego rosyjskiego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Pradze, grudzień 2011 rok. Fot. kremlin.ru
A należy pamiętać, że ten rosyjski koncern stał się ważnym graczem na czeskim rynku. No i miał swojego – w pewnym sensie – człowieka na Hradczanach. O słabości poprzednika Zemana, Vaclava Klausa do Rosjan głośno zrobiło się już w 2008 roku, gdy w swej głównej rezydencji prezydent w tajemnicy przyjął szefa naftowego koncernu Łukoil Wagita Alekpierowa. Rząd dowiedział się o wieczornym spotkaniu z... notatki operacyjnej BIS.

Łukoil był Klausowi szczególnie przyjazny. W 2007 roku w Czechach ukazała się, sponsorowana przez rosyjski koncern, książka Klausa pt. „Błękitna planeta w zielonych okowach”, demaskująca kłamstwa ideologów globalnego ocieplenia. Gdy rok później Rosja zaatakowała Gruzję, Klaus ostentacyjnie poparł Moskwę. Zaraz po wojnie Łukoil sfinansował rosyjskie wydanie książki Klausa.

Były już prezydent, podobnie jak obecny, należy do silnego w Czechach politycznego obozu o otwarcie prorosyjskiej orientacji. Co łączy się z eurosceptycyzmem. Swego czasu Klaus w wywiadzie dla amerykańskiego „The Washington Times”, mówił, że dla Czech większym zagrożeniem od Rosji jest Unia Europejska, a „nigdy w ciągu dwóch tysiącleci swojej historii Rosja nie miała równie dobrego systemu politycznego, a zasada wolności nie była tak bardzo szanowana”.

Batalia o hakera

Prezydent Zeman próbował ingerować na korzyść Moskwy także w głośnej sprawie rosyjskiego hakera schwytanego o w Czechach.

Jewgienij Nikulin został zatrzymany przez czeską policję – we współpracy z FBI – w Pradze, w październiku 2016 roku, na mocy wystawionego przez USA listu gończego. Według Amerykanów haker odpowiada za przeprowadzone w latach 2012-2013 ataki na serwis LinkedIn oraz na serwery firm Dropbox i Formspring – z których skradł dane osobowe ponad 100 mln osób.

Być może też, co najważniejsze dla FBI, Nikulin był ważnym świadkiem w sprawie rosyjskich ataków hakerskich na serwery w USA w trakcie kampanii wyborczej w 2016 roku. W postępowaniu przed sądem federalnym w Kalifornii Nikulina oskarżono o atak hakerski, kradzież i spiskowanie.

Ale gdy USA wystąpiły do Czech z wnioskiem o ekstradycję, jeszcze tego samego dnia to samo uczyniła Rosja. Za co rosyjskie władze „ścigają” Nikulina? Za wyłudzenie przez internet kwoty w wysokości 110 tys. rubli (kilka tysięcy złotych).

Rzecz jasna, chodziło tylko i wyłącznie o to, by zapobiec wydaniu hakera Amerykanom. Jednocześnie Moskwa uruchomiła swoje wpływy w Pradze, by przechwycić Nikulina. Jak cenny był to dla Rosjan człowiek, niech świadczy fakt, że jego sprawę sam Putin poruszył w trakcie spotkania z Zemanem w Soczi jesienią 2017 roku. Czeski prezydent od razu zaczął robić, co się da, by historia Nikulina zakończyła się po myśli Rosjan.
Rząd Andreja Babiša, wbrew prezydentowi, postanowił wydać Nikulina Amerykanom. Tego typu decyzjami premier zwiększył swoją wiarygodność w oczach Waszyngtonu. Na zdjęciu: Donald I Melania Trumpowie żegnają Babiša i jego żonę Monikę, których 7 marca 2019 roku gościli w Białym Domu. Fot. Reuters/ Jonathan Ernst
O wydaniu Rosjanina i, co ważniejsze, kierunku jego ekstradycji miał zdecydować minister sprawiedliwości Robert Pelikán. Prezydent dwa razy spotykał się z nim w cztery oczy w sprawie wydania Nikulina władzom Rosji. O to samo zabiegał także szef kancelarii prezydenta Vladimir Mlynař.

Moskwa wolała jednak dmuchać na zimne. Na początku marca 2018 r. dziennik „Lidove Noviny” napisał, że czeskie służby specjalne boją się o życie Nikulina. Gazeta powoływała się na źródła w służbach specjalnych. Twierdziła, że są sygnały, iż Rosjanie chcą wydostać Nikulina z aresztu, w którym przebywa pod ścisłym nadzorem. Służby brały także pod uwagę możliwość, że na hakera może zostać dokonany zamach.

Wreszcie, 30 marca 2018 roku, minister Pelikán podjął decyzję: Nikulina wydano Amerykanom. Dla Moskwy i jej przyjaciół w Czechach była to bolesna porażka.

Wydanie Nikulina USA było kolejnym krokiem czeskiego rządu wymierzonym w interesy Rosji po ogłoszonej cztery dni wcześniej decyzji o wydaleniu trzech rosyjskich dyplomatów w reakcji na atak chemiczny na Siergieja Skripala. Takimi decyzjami premier Babiš zwiększył swoją wiarygodność w oczach Londynu i Waszyngtonu. Jednocześnie wysłał sygnał, że w przeciwieństwie do prezydenta Zemana, z którym łączy go polityczny sojusz, nie jest skory do prorosyjskich gestów.

Jednak prezydent, który nie ma realnej władzy (Czechy są republiką parlamentarną), wcale na premiera się nie obraża. Nawet pozwolił Babišowi sformować kolejny mniejszościowy rząd – im słabszy premier, tym silniejszy prezydent. Ceną było jednak pozbycie się najbardziej antyrosyjskich ministrów: szefa MSZ Martina Stropnicky’ego, ministra sprawiedliwości Roberta Pelikana czy minister obrony Karli Šlechtovej.

Zeman konsekwentnie zabiega o to, żeby kierowany przez Babiša ruch polityczny ANO podjął współpracę z marginalizowanymi dotąd komunistami oraz antyunijnym i antyimigranckim ruchem Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD), w których prezydent ma wpływy (i które są prorosyjskie). Obecnie komuniści – nie należąc formalnie do koalicji – w parlamencie popierają ANO i socjaldemokratów. Co daje większość głosów rządowi, ale czyni premiera w pewnym stopniu zależnym od Zemana.

Jak u siebie w domu

W sprawie siatki agenturalnej działającej pod przykryciem firm komputerowych uwagę zwraca udział Rosjan z czeskimi paszportami. Dużo wskazuje na to, że już w momencie, gdy dostawali czeskie obywatelstwo (a mogło to być i dobrych kilka lat temu) pracowali dla FSB.
Praga, ulubiona stolica rosyjskich dyplomatów. Fot. PAP
Od 1993 r. obywatelami czeskimi zostało 4764 Rosjan. Media wielokrotnie zwracały uwagę na fakt, że niektórzy Rosjanie dostawali obywatelstwo w niejasnych okolicznościach.

W latach 2017-2018 wśród ośmiu obcokrajowców, którzy otrzymali obywatelstwo „za zasługi dla Republiki Czeskiej”, byli Aleksandr Kułakowskij (na liście 500 najbogatszych Rosjan) i jego syn Kiryłł. Formalnie dostali paszporty za wkład naukowy. Ale okazało się, że chodzi o umowę z władzami miasta Liberec, które poparły wniosek o przyznanie obywatelstwa z pominięciem zwyczajowej procedury w zamian za inwestycje.

Jak dziurawe są czeskie procedury w kwestiach obywatelstwa czy choćby pozwoleń na pobyt i działalność gospodarczą dla cudzoziemców pokazuje też sprawa ujawniona przez rosyjskiego blogera i opozycjonistę Aleksieja Nawalnego.

Ujawnił on, że w 2000 r. w Pradze zarejestrowana została firma LAW Bohemia. Zajmowała się handlem nieruchomościami. Kapitał założycielski wynosił 4 tys. euro. Najciekawsze jednak były nazwiska właścicieli: Aleksandr Bastrykin i jego żona Olga Aleksandrowa. Bastrykin był wówczas wysokim funkcjonariuszem rosyjskiego ministerstwa sprawiedliwości, z wieloletnim stażem w organach spraw wewnętrznych.

Kilka lat później czeskie MSW przyznało Bastrykinowi pozwolenie na pobyt na okres luty 2007- luty 2009. W 2007 r. Bastrykin został szefem Komitetu Śledczego, jednej z najpotężniejszych struktur siłowych Rosji. W 2008 roku, gdy informacje o jego czeskim biznesie pojawiły się po raz pierwszy w Rosji, Bastrykin odszedł ze spółki, a jego żona zrobiła to w maju 2009. Firmę przepisano na... pierwszą żonę szefa Komitetu, Natalię Bastrykinę.

Bastrykin sprzedał też swoje udziały anonimowej obywatelce Ukrainy. Nie znalazło to śladu w deklaracjach majątkowych urzędnika. W oświadczeniu za 2008 Bastrykin zamieścił jeszcze informację, że jego obecna żona posiada małe mieszkanie w Pradze. W 2009 r. także i to zniknęło z deklaracji. Należy pamiętać, że rosyjskie prawo o służbie państwowej zabrania wysokim urzędnikom zajmować się jakąkolwiek działalnością biznesową.

Jeden zmarł po wizycie u prezydenta, drugi miał zawał, trzeci utonął. Szychy z wojskowego wywiadu

Ciekawe czy nowy szef służb będzie miał więcej szczęścia i zdrowia niż dwaj poprzednicy i doczeka na stanowisku emerytury.

zobacz więcej
W 2018 r. mieszkało w Czechach 38 223 obywateli rosyjskich – co z pewnością nie ułatwia zadania kontrwywiadowi.

Portal internetowy Denik N podał na początku marca, że w czterech apartamentowcach obok ambasady Rosji w Pradze rosyjscy dyplomaci wynajmują pomieszczenia, w których zarejestrowane są firmy i mieszkają tam osoby posiadające rosyjskie paszporty. Portal twierdził, że to niezgodne z prawem. Chodzi bowiem o budynki będące własnością Republiki Czeskiej, przekazane Rosji w bezterminowe użytkowanie na mocy umowy międzyrządowej.

Wynajmem lokali zajmuje się rosyjska agencja rządowa odpowiedzialna za rosyjską własność poza granicami kraju. Lokale są przeznaczone dla personelu dyplomatycznego, tymczasem wynajmowano je osobom prywatnym i to na niezwyczajnych warunkach. Co więcej, agencja zastraszała pozostałych długoletnich mieszkańców domów, najwyraźniej w celu eksmisji.

Moskwa zareagowała na te doniesienia nadzwyczaj nerwowo. W sprawie publikacji medialnych (!) 20 marca do rosyjskiego MSZ wezwano ambasadora Vitezslava Pivonkę. Komunikat po tym spotkaniu brzmiał jeszcze bardziej kuriozalnie i arogancko. Mowa była o „aktywnie podsycanej niezdrowej atmosferze” i o tym, że strona czeska „została poinformowana o konieczności okazania wstrzemięźliwości w celu uniknięcia destrukcyjnych skutków”. Praga nie mogła puścić tego płazem i następnego dnia na dywaniku w czeskim MSZ znalazł się rosyjski ambasador Aleksandr Zmiejewskij. Jak podało w komunikacie ministerstwo, został wezwany, „by zwrócić uwagę na poważne problemy w pewnych nieruchomościach użytkowanych przez Ambasadę Federacji Rosyjskiej”.

Gdyby chodziło tylko o kwestie komercyjne i chęć dorabiania sobie przez Rosjan na wynajmie mieszkań, oficjalna reakcja Moskwy nie byłaby aż tak ostra. Dlatego nie można wykluczać, że chodzi o korzystanie z tych lokali do celów operacyjnych przez rosyjski wywiad.

Tym bardziej że dotyczy to nadzwyczaj licznego parku samochodowego ambasady Federacji Rosyjskiej. W 2018 r. zarejestrowanych w niej było 71 samochodów z dyplomatycznymi numerami. Co oznacza, że na jednego dyplomatę przypada niemal półtora auta! Wszystkie te samochody cieszą się dyplomatycznym immunitetem. Co oznacza m.in., że policja nie ma prawa ich przeszukiwać.

W ambasadzie pracuje aż 140 pracowników administracyjno-technicznych, a status dyplomaty ma 53 Rosjan. Dla porównania, w ambasadzie USA pracuje 40 osób z paszportem dyplomatycznym i 26 w administracji. W ambasadzie Niemiec proporcja wygląda następująco: 25-26. W ambasadzie czeskiej w Moskwie pracuje 25 dyplomatów i 45 pracowników bez immunitetu.

„Wielkość rosyjskiej misji dyplomatycznej i jej wysokie nasycenie osobami powiązanymi z rosyjskimi służbami wywiadowczymi powodują na dłuższą metę narastanie ryzyka związanego z lekkomyślnym podejściem obywateli czeskich, zwłaszcza polityków i urzędników państwowych do nieutajnionych, ale wewnętrznych, niepublicznych informacji” – czytamy w ostatnim raporcie BIS, która od dawna wskazuje na nienaturalnie dużą liczbę pracowników ambasady, podejrzewając, że wielu z nich zajmuje się działalnością wywiadowczą.

Natomiast nadzwyczaj duża liczba samochodów na dyplomatycznych tablicach wskazuje, do czego Rosjanie je wykorzystują.

Informator gazety „Lidove noviny” w czeskim MSZ mówi, że liczba zarejestrowanych samochodów w ambasadzie Rosji jest dwa razy większa niż w ambasadach innych państw. Taka tradycja zakorzeniła się jeszcze w czasach, gdy Czechosłowacja należała do bloku wschodniego, a w Pradze znajdowała się centrala KGB na kraje Europy Środkowej. Dużą liczbę dyplomatów i samochodów dyplomatycznych właśnie w Pradze można tłumaczyć… geografią. Część personelu – ta na podwójnym etacie – pracuje nie tylko na terytorium Czech. Dzięki położeniu, stolica tego kraju staje się dogodną bazą do działania w całym regionie, a z Pragi do granicy można dojechać w dwie godziny.

Pani major pogrąża generałów

Wydalenie rok temu trzech dyplomatów w związku z otruciem Skripalów nieznacznie tylko zmniejszyło załogę rosyjskiej ambasady. Wcześniej, w latach 2010-2014, z Czech wydalono łącznie 11 rosyjskich dyplomatów podejrzanych o działalność szpiegowską.
Czescy żołnierze przygotowują się do ceremonii upamiętniającej rocznicę zakończenia II wojny światowej przy pomniku na Witkowej Górze w Pradze. Fot. Reuters/ David W Cerny
Do najgłośniejszej afery doszło niemal dziewięć lat temu. 27 lipca 2010 dziennik „Mlada fronta Dnes” napisał, że za niedawnymi nagłymi dymisjami trzech wysokich generałów kryje się skandal szpiegowski. Co łączyło ważnych rangą dowódców? Osoba sekretarki prowadzącej kolejno ich gabinety – młodej pani major, która przyjaźniła się z pewnym psychologiem.

Kontrwywiad zainteresował się tą przyjaźnią w 2005 roku. Odtąd śledził kontakty Roberta Rachardżo, psychologa służb więziennych z młodą panią oficer. Na początku 2010 roku służby postanowiły zdjąć Rachardżo, który okazał się być rosyjskim agentem. Ale ten zbiegł do Rosji.

Pani major została zwolniona z armii, podobnie jak trzej generałowie, u których pracowała. František Hrabal musiał opuścić fotel szefa Kancelarii Wojskowej Prezydenta Republiki Czeskiej, Josef Sedlak przestał być przedstawicielem Czech przy Naczelnym Dowództwie NATO w Europie, a Josef Proksz stracił stanowisko pierwszego zastępcy szefa Sztabu Generalnego Republiki Czeskiej.

Jednak to wcale nie wojsko jest głównym przedmiotem zainteresowania rosyjskich służb w Czechach. W ostatnim raporcie BIS kontrwywiad ostrzega przed rosyjskim dążeniem do przejęcia kontroli nad kluczowymi firmami Czech.

Ale w raporcie za rok 2009 można było przeczytać, że „rosyjskie służby wywiadowcze nie mają sobie równych na terytorium Czech, jeśli chodzi o rozmach, intensywność, agresywność i liczbę operacji”.

Podczas gdy wiele wspólnych projektów pomiędzy obu krajami jest legalnych, obecność agentów rosyjskiego wywiadu wśród naukowców i studentów stwarza potencjalny problem dla Czech. „Wydajność i aktywność rosyjskiego wywiadu wzrosła głównie w sektorach technologii naukowych i ekonomicznych, w tym energetycznym. Te projekty są same w sobie legalne, ale naznaczone obecnością agentów rosyjskiego wywiadu” – to kolejny cytat z raportu.

Gaz i atom

Rosjanie działają z wykorzystaniem skomplikowanej sieci spółek-przykrywek, nominalnie będących własnością i zarządzanych przez Europejczyków, faktycznie zaś kontrolowanych przez Moskwę. Wśród takich spółek była choćby handlująca gazem Vemex, która po powstaniu w 2001 roku przejęła 12 proc. czeskiego rynku, na który teraz kieruje gaz rosyjski. Spółka jest czeska tylko nominalnie. Kontroluje ją Gazprom poprzez szereg spółek ulokowanych w Szwajcarii, Niemczech i Austrii.
Oprócz sektora gazowego i naftowego, Rosjan najbardziej interesuje czeska elektrownia atomowa Temelin. Fot. Sean Gallup/Getty Images
Jedną z bardziej znanych jest Centrex Europe Energy and Gas, istotne ogniwo w rosyjskiej strategii kupowania energetycznych zasobów w całej Europie.

Centrex jest zarejestrowana w Austrii i – zgodnie ze stroną internetową Gazpromu – założona przez Gazprombank. Ale prawdziwej struktury własnościowej spółki nie sposób ustalić. Według danych Komisji Europejskiej, Centrex jest własnością Centrex Group Holding Ltd., zarejestrowanej na Cyprze spółki kontrolowanej z kolei przez niemiecką filię Gazpromu oraz RN Privatsiftung, wiedeński fundusz, którego udziałowcy nie chcą się ujawnić.

Oprócz sektora gazowego i naftowego, Rosjan najbardziej interesuje czeska elektrownia atomowa.

Gdy 11 listopada 2010 r. prezydent Klaus – podczas prywatnej wizyty w stolicy Rosji – spotkał się z ówczesnym premierem Putinem, głównym tematem rozmowy był udział Rosjan w rozbudowie elektrowni w Temelinie. W raporcie za 2011 r. BIS wskazywała, że przetarg na rozbudowę elektrowni atomowej stał się priorytetem dla oficerów wywiadu rosyjskiego pod przykryciem dyplomatów, którzy „pojawiają się na różnych publicznych i biznesowych wydarzeniach, gdzie próbują odnowić stare kontakty i zwerbować nowych współpracowników”.

Mijają lata, a Czesi wciąż nie ogłosili przetargu na nowe bloki Temelina. Według minister handlu i przemysłu Marty Novakovej, chodzi o to, by czeskie firmy miały jak największy udział w dostawach dla budowy oraz zagwarantowanie, że nowe bloki reaktorowe będą pod pełną kontrolą strony czeskiej. Przetarg ma być ogłoszony do końca roku, ale wciąż nie wiadomo, jak inwestycja będzie finansowana.

Obok rosyjskiego Rosatomu przetargiem zainteresowanych jest pięć innych firm: amerykański Westinghouse, francuska EDF, południowokoreańska KHNP, chińska China General Nuclear Power oraz konsorcjum Arevy i Mitsubishi Atmea.

Czeski kontrwywiad podejrzewa, że Rosatom chce zdobyć kontrakt na rozbudowę elektrowni w nieuczciwy sposób. Korzystając z pomocy prezydenta Zemana, rosyjska korporacja już próbuje wywierać nacisk na ministerstwo przemysłu i handlu, żeby kontrakt Rosatom otrzymał bez normalnego przetargu.

Na początku marca do Pragi wybrała się rosyjska delegacja z ministrem przemysłu i handlu Denisem Manturowem na obrady czesko-rosyjskiej komisji międzyrządowej do spraw współpracy gospodarczej, przemysłowej i naukowo-technicznej. Manturow zapowiedział, że gdy Praga ogłosi przetarg na rozbudowę Temelina, natychmiast zgłosi się Rosatom.

Tyle że deklaracja padła w dość napiętej atmosferze – bo wcześniej wybuchł skandal na granicy. Zawrócono z niej członka rosyjskiej delegacji, oficjalnie „ze względów bezpieczeństwa”. Tą osobą był Andriej Kuzniecow, pracownik rosyjskiego MSZ i były wieloletni urzędnik ambasady w Pradze. Zdaniem czeskich i sojuszniczych służb kontrwywiadowczych: współpracownik rosyjskiego wywiadu.

– Antoni Rybczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.