Rozmowy

Mierzą prawie 40 metrów. Nie mogą mieć gwoździ ani drutów

Zamożność gospodarza określano ich wielkością. Obowiązywała zasada: ile morgów pola, tyle metrów palmy. Musi być w całości wykonana z naturalnych materiałów, jest zakaz używania plastiku i metalu. Nigdzie indziej w Polsce nie ma takiego żelaznego regulaminu, jak u nas – opowiada Aniela Gromala, plastyk, córka inicjatora konkursu palm wielkanocnych w Lipnicy Murowanej – Józefa Piotrowskiego.

Lipnickie palmy słyną w całej Polsce z bogatego zdobienia, według tradycyjnych zwyczajów, ale przede wszystkim z niezwykłej wysokości. Rekordzistki przekraczają bowiem nawet 36 metrów. 61. edycja konkursu przypada w Niedzielę Palmową 14 kwietnia.

Dlaczego na Wielkanoc piecze się babę? Czyli o świątecznych tradycjach

Pascha kształtem miała przypominać Grób Pański, baba wielkanocna – odświętne spódnice, a do święconki na Śląsku wkładano małą butelkę alkoholu.

zobacz więcej
TYGODNIK.TVP.PL: Zwyczaj przygotowywania palm wielkanocnych coraz częściej przegrywa z wygodą – palmy się po prostu kupuje, już gotowe. A u pani w domu tradycja ich robienia jest wciąż żywa?

ANIELA GROMALA:
Oczywiście! Każdego roku jest to dla nas wielkie wydarzenie. W ich wykonanie angażuje się cała rodzina, mąż przygotowuje wiklinę, reszta – ozdoby. Robimy je nie tylko dla siebie, ale też dla bliskich i znajomych. Są różnej wielkości: od miniaturowych, do kilkumetrowych. Najwyższa, jaką zrobiliśmy do tej pory, mierzyła dziewięć metrów.

Palmy są atrybutem szczęścia i pomyślności, stąd nie wyobrażam sobie, aby nie było ich w domu. Sprawia mi ogromną przyjemność, że mogę osobiście włączyć się w to wielkie święto w Lipnicy Murowanej, które zapoczątkował mój tata. I uczę tej tradycji swoich wnuków i wnuczki. To dla mnie ważne, by przekazać ten piękny zwyczaj kolejnym pokoleniom, bo z dziewięciorga rodzeństwa tylko ja i brat mieszkamy w Lipnicy, reszta jest rozsiana po Polsce i za granicą.

Przed nami już 61. Konkurs Lipnickich Palm i Rękodzieła Artystycznego im. Józefa Piotrowskiego. Każdego roku w Niedzielę Palmową z całego kraju zjeżdżają do Lipnicy Murowanej turyści zainteresowani tradycją wykonywania wysokich palm. To wielkie święto dla całej społeczności lipnickiej. Jego początki były jednak dość skromne.

Przed II wojną światową tradycja wykonywania wysokich palm w Lipnicy Murowanej była bardzo żywa. Zamożność gospodarza określano ich wielkością. Obowiązywała zasada: ile morgów pola, tyle metrów palmy. Im była wyższa, tym właściciel był bardziej dumny z siebie.

Dawniej wielkanocne palmy święcono w kościele, więc ich wysokość musiała być ograniczona, aby się tam mogły zmieścić. Sięgały najwyżej 10 metrów, czyli tyle, ile wynosiła wysokość sklepienia świątyni. Jak pokazują zdjęcia z 1935 roku, w jej wnętrzu był las palm.
Po wojnie ta tradycja powoli zaczynała zamierać. Stąd tata, jako ówczesny sołtys, chciał ją na nowo ożywić. Był wielkim społecznikiem. Pielęgnował i ożywiał stare tradycje, dziedzictwo kulturowe przodków. Losy Lipnicy leżały mu na sercu. I zawsze chciał coś zrobić aby ją wypromować, podbudować, upiększyć. Niezmiennie powtarzał: „To jest moja mała ojczyzna”.

„Wiosenne święta”. Lanie wody i świecka tradycja, czyli Wielkanoc w PRL

Szynka jako towar strategiczny, strzelanie z karbidu na wiwat i obfite polewanie z butelek po Kokosalu.

zobacz więcej
Pierwszy Konkurs odbył się w 1958 roku. Miałam wtedy sześć lat, a nadal mam go w pamięci, jak żywy obraz. Mieszkaliśmy przy rynku i cała rodzina była włączona w różne inicjatywy na rzecz Lipnicy. Pamiętam gorączkę przygotowań. Tato bardzo się denerwował, czy konkurs się uda. Jeździł do rodzin, podpatrywał co kto robi, pytał czy komuś czegoś nie potrzeba. W tym czasie panowała duża bieda, dekoracja palm była zatem dość skromna. Bibuła czy krepina nie były tak powszechnie dostępne jak są teraz. Poza tym bibułę można było dostać jedynie w trzech podstawowych kolorach: białą, czerwoną i granatową.

Niedziela palmowa to przede wszystkim uroczystość religijna, palmy najpierw były wnoszone do kościoła, poświęcone, a dopiero po mszy św. wynoszono je na lipnicki rynek i rozstrzygano konkurs na najwyższa palmę.

Mieszkańcy nie zawiedli. Na konkurs zgłoszono w sumie ponad sto palm o różnych rozmiarach. Najwyższa miała 12 metrów. Te największe stawiano pionowo z rozmachu, siłą własnych rąk. Udało się, żadna się nie złamała.

Podczas konkursu recytowałam wiersz taty, napisany specjalnie na Niedzielę Palmową. Bardzo to przeżywałam, bo święto rejestrowała Polska Kronika Filmowa, która przyjęła zaproszenie i dokumentowała to wielkie wydarzenie dla Lipnicy. Wybrano zwycięzcę pierwszego miejsca. Wtedy nie było sponsorów, więc jedyną możliwością na zebranie środków na nagrodę była zbiórka społeczna do kapelusza. Palmy były potem poświęcone na rynku, a następnie procesja z księdzem przeszła do kościoła.

Tato prowadził to wydarzenie do początku lat 80. ubiegłego stulecia. Na początku nie zwracano uwagi na nagrody, splendor, zaszczyty czy uznania. Po prostu mieszkańcy chcieli podkreślić kontynuację tradycji jak najwyższą palmą. Z czasem ten konkurs zaczął nabierać pięknej barwy i rozgłosu. Lipniczanie byli coraz bardziej dumni ze swoich dzieł i chcieli się nimi chwalić.

No i palmy rozrosły się do niewyobrażalnych rozmiarów. Rekordzistki miały ponad trzydzieści metrów wysokości. Ale to nie było jedynie kryterium ich oceny.

Nigdzie indziej w Polsce nie ma takiego żelaznego regulaminu, jak w Lipnicy. Komisja zwraca uwagę na estetykę wykonania, budowę, stabilność i smukłość palmy.

Palma musi być w całości wykonana z naturalnych materiałów. Podstawą jest wiklina, która musi być świeża, zielona, nie może być sucha, bo się złamie. Nie może też być mrozu, bo wtedy wiklina zamarza i również jest słaba. Wtedy puszczają wiązadła. Do wiązania palmy też stosuje się wiklinę, w określonych odstępach – ważne, aby nie było to wykonane chaotycznie. Do jej zdobienia wykorzystuje się na przykład trawę bagienną, bukszpan i kwiaty z bibuły. Każdy kwiatek jest przymocowany sznurkiem. Jest zakaz używania elementów plastikowych czy metalowych, stąd nie może tam być drutu czy gwoździ.
Najwyższą palmę z Lipnicy Murowanej wykonał Zbigniew Urbański (pierwszy od lewej): w 2011 roku ustanowił rekord 36 metrów i czterech centymetrów wysokości. Co roku wykonywał ponad 30-metrowe palmy. Nigdy nie zrobił sobie przerwy, mimo że nagle zachorował i często przebywał w szpitalu. Zmarł w styczniu ubiegłego roku. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
W konkursie na te najwyższe palmy startują artyści, stolarze, którzy wiedzą, jak je skonstruować, gdzie będą przeciążenia. To jest ciężka praca. Wykonuje się ją co najmniej trzy tygodnie wcześniej. Do przedłużenia palmy i jej wzmocnienia używa się drewnianej tyczki. Palma musi zachować swoją smukłość, nie może to być niezgrabny kloc – na wysokości jednego metra mężczyzna musiał ją objąć swoimi dłońmi. Zwykle do ostatniej chwili trzyma się w tajemnicy, jak dużą palmę się wykonuje, żeby konkurencja nie dołożyła pół metra więcej (śmiech).

Ewangelizacja poprzez aplikację

O. Szulczyk: Księża nie mają już takiego autorytetu, jak kiedyś. Stąd coraz większa rola świeckich i obecność w internecie.

zobacz więcej
W Niedzielę Palmową dumnie niesie się ją przez wieś do rynku. Zazwyczaj dźwiga ją kilkunastu mężczyzn. Na ramionach. Idą równomiernym krokiem. Wygląda to bardzo dostojnie. Następnie jest ona mierzona na placu, czasem zajmuje całą jego przestrzeń (śmiech).

Palma jest liczona od podstawy do najdłuższego wystającego elementu. Następnie musi być postawiona pionowo, bez użycia dźwigów czy podnośników. Mężczyźni bardzo delikatnie i umiejętnie podciągają palmę sznurami do góry, podpierając ją długimi widłami. Jeden z nich stoi na drzewie i przywiązuje palmę do konarów. To jest jednak niesamowity ciężar i towarzyszą temu wydarzeniu wielkie emocje.

Wszystko jest wykonywane z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa, bo obserwują to tłumy ludzi. Podczas jednej z edycji trzy palmy się złamały na wysokości ponad dwudziestu metrów. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Były łzy mężczyzn, którzy je wykonali, dlatego, kiedy uda się ją postawić bez komplikacji, trud jest nagradzany oklaskami.

Te najwyższe palmy z Lipnicy Murowanej zostały wykonane przez Zbigniewa Urbańskiego. Do tej pory nie został pobity jego rekord z 2011 roku, kiedy to wykonał palmę mającą 36 metrów i cztery centymetry wysokości.

Zbigniew Urbański był duszą i ciałem oddany konkursowi. Żył od Niedzieli Palmowej do następnej Niedzieli Palmowej. Jego marzeniem było wykonanie palmy tak wysokiej, jak wieża kościelna, czyli sięgającej około 40 metrów. Swoim ostatnim rekordem zbliżył się do tego ideału.

Od dziecka wykonywał palmy wraz ze swoim ojcem i braćmi. Początkowo dochodziły do 20 metrów wysokości. Później zaczął wykonywać je w dużej mierze sam i wtedy zaczynały przekraczać ponad 30 metrów.

Ustalał wystrój i kolorystykę tak, aby za każdym razem palma wyglądała inaczej. Materiału wychodziło sporo, samych kwiatów było co najmniej sześćset. Przygotowywało się je podczas zimowych wieczorów. Bukszpan miał z własnej uprawy, a wyklinę sam znajdował, wybierał i wycinał. Nigdy się nie domagał, żeby ktoś mu pomagał, coś dawał. Nagroda była dla niego bardziej prestiżowa niż zyskowna, wyrównywała jedynie koszty wykonania palmy.
Był bardzo skromnym człowiekiem, zawsze pomagał innym. Dzielił się zdobytą wikliną, swoją wiedzą i umiejętnościami, nie trzymał tego w tajemnicy. Konkurs stał się jego siłą napędową. Uważał, że jeśli zrobi palmę, to będzie pomyślny rok i wszystko się będzie dobrze układało.

Wielki Piątek w blasku pochodni. Włoskie drogi krzyżowe

Processione dei Misteri (procesja tajemnic) w sycylijskim Trapani trwa 24 godziny.

zobacz więcej
Niespodziewanie dotknęła go poważna choroba, musiał mieć przeszczep wątroby. Mimo częstych pobytów w szpitalu, nigdy nie zrobił sobie przerwy w wykonywaniu palmy. Zawsze przed Niedzielą Palmową wracały do niego siły, co go bardzo cieszyło. Swoją pracę ofiarowywał Bogu w różnych intencjach. Również swojej choroby. Do końca wierzył, że jeszcze wyzdrowieje. Niestety nie było mu to pisane. Kolejny przeszczep nie był możliwy, zmarł w styczniu ubiegłego roku.

Po uroczystym poświęceniu w Niedzielę Palmową, palmy są zabierane do domu. Mają symboliczny charakter i szerokie zastosowanie, według wierzeń m.in. chronią od nieszczęść, chorób czy klęsk żywiołowych.

Palmę wiesza się nad drzwiami domu, na budynku czy koło zagrody. Z elementów wikliny wykonuje się krzyżyk, który w Wielki Piątek rolnik wbija w ziemię na polu. Ozdobiony kokardkami, gałązkami bukszpanu, kwiatkami powiewa na uprawnych rolach. Ma chronić gospodarzy przed wszelkimi niepowodzeniami i kataklizmami, choćby przed powodziami czy gradobiciem. Ale też przynieść obfite plony i dostatek.

Elementy z palmy podaje się też zwierzętom jako lekarstwo. Baziami karmi się chore zwierzę bądź krowę, która na wiosnę ma dawać mleko. Wiosną witką z palmy wygania się bydło na pastwisko. W ten sposób zachęca się je do wypasu.


Mam poczucie, że Lipnica jest szczególnie chroniona. Większość nieszczęść nas omija, takich jak groźne wichury czy gwałtowne burze. Na przestrzeni lat odczuliśmy jedynie skutki powodzi z 1997 roku. Na szczęście nie było tak dramatycznie, jak w innych regionach. Zalane zostały sutereny domostw, ale nikt z mieszkańców poważnie nie ucierpiał, a ich dobytki zostały uratowane. Nasza lipnicka perełka, Kościół św. Leonarda znajdujący się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, została lekko przesunięta, lecz nie zmyta. Też cudownie ocalała.

Myślę, że to też zasługa naszego patrona – świętego Szymona, prezbitera, kapłana z zakonu ojców bernardynów. Jego pomnik stoi na lipnickim rynku, przetrwał w nienaruszonym stanie I i II wojnę światową. Chronią nas także święta Urszula Ledóchowska i błogosławiona Maria Teresa Ledóchowska, które mieszkały w Lipnicy. Pierwsza założyła Zgromadzenie Sióstr Urszulanek, druga wspomagała misje w Afryce, zakładając sodalicje św. Piotra Klawera.

Ta mała ojczyzna jest dla Pani tak samo ważna jak dla Pani ojca?

Jestem szczęśliwa i dumna, że mogę tu mieszkać. Nie zamieniłabym tego miejsca na inne. Obserwuję, że wielu lipniczan wraca do swojej rodzinnej miejscowości po latach pobytu w dużych miastach.

Tradycje są tutaj szczególnie pielęgnowane. Da się to odczuć właśnie między innymi w Niedzielę Palmową. Mamy coraz więcej zespołów regionalnych, stoisk z rękodziełem ludowym. To jest ważne, żeby kolejne pokolenia znały swoją tożsamość, swoje korzenie. To nasze bogate dziedzictwo kulturowe.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Dawniej wielkanocne palmy święcono w kościele, więc ich wysokość musiała być ograniczona, aby się tam mogły zmieścić. Sięgały najwyżej 10 metrów. Potem były święcone na rynku, więc wydłużyły się nawet trzykrotnie. Twórca najwyższej, nieżyjący już Zbigniew Urbański marzył, by wykonać palmę tak wysoką, jak wieża kościelna, czyli sięgającą 40 metrów. Na zdjęciu konkurs z 25 marca 2018 r. Fot. Krzysztof Skora, archiwum Gminnego Domu Kultury w Lipnicy Murowanej
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Państwo bez Boga jest niesprawiedliwe
Kard. Robert Sarah: Cywilizacja zachodnia przeżywa śmiertelny kryzys. Osiągnęła granice autodestrukcyjnej nienawiści.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Religia staje się składnikiem tożsamości społeczeństw
Francuski filozof: Łatwiej wyobrazić sobie naród, niż globalną wspólnotę ludzką, na skalę całej planety. To zbyt nieuchwytne.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Jak zbrodnia jest traktowane jedzenie mięsa, ale nie zabicie...
Jesienią połączymy wątek biblijny z historią science fiction, pokażemy świat po katastrofie.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Intelektualiści przejęli rolę kleru
Francuski historyk Pascal Ory: Afera Dreyfusa nie byłaby możliwa w żadnym innym państwie, gdyż nigdzie indziej Żyd nie mógł być oficerem armii.
Rozmowy wydanie 5.04.2019 – 12.04.2019
Wybory 4 czerwca stały się zaprzeczeniem Okrągłego Stołu
Inicjatywa samorządowców, aby to w Gdańsku miało miejsce świętowanie 30. rocznicy wyborów czerwcowych, jest wielce niefortunna. To tak, jakby rocznicę bitwy pod Grunwaldem świętować w Krakowie, bo na Wawelu mieszkał król Jagiełło – mówi prof. Inka Słodkowska.