Felietony

Czy ideolodzy „praw reprodukcyjnych” też mają twarz Hitlera?

Zjawisko „reductio ad Hitlerum” przejawia się w dyskredytowaniu politycznego przeciwnika poprzez szukanie na siłę najmniejszego wspólnego mianownika, który by go łączył z kanclerzem III Rzeszy. Tyle że skoro Hitler opowiadał się za zdrowym trybem życia, to czy każdy człowiek głoszący to samo jest nazistą?

Jednym z tematów najbliższego programu „Tygodnik Kulturalny” będzie spektakl „Mein Kampf” (emisja – w nocy z piątku 29 marca na sobotę 30 marca o godz. 0.30 na antenie TVP Kultura).

Niepodległość Polski czy niepodległość macic? Pod patronatem Róży Luksemburg

Tej wystawie przyświeca wyrazista ideologia, w której szwarccharakterem jest europejska, chrześcijańska i patriarchalna cywilizacja stojąca na straży seksizmu, rasizmu bądź homofobii.

zobacz więcej
Po blisko 74 latach od klęski Niemiec w drugiej wojnie światowej duch Adolfa Hitlera wraca tryumfalnie do Polski. Tak zdają się uważać twórcy „Mein Kampf” – wystawionej w Teatrze Powszechnym w Warszawie sztuki na podstawie głośnej książki autorstwa przywódcy III Rzeszy.

Sporo do myślenia w tej kwestii dają choćby wypowiedzi reżysera spektaklu, Jakuba Skrzywanka. Jedna z nich jest szczególnie dla Polaków bulwersująca, a została przytoczona w ubiegłą środę przez izraelską gazetę „The Jerusalem Post”. „Chcę pokazać, że język używany przez polityków, przez każdego, w Polsce jest gorszy niż język Hitlera” – oznajmił Skrzywanek.

Tydzień temu zaś w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” oświadczył on wprost, że spośród rozmaitych projektów politycznych nazizm – ideologia, której pełna nazwa bądź co bądź brzmi: narodowy socjalizm – ma dziś w Polsce najwięcej zwolenników.

„Obsesja czystości i «normalności»”

Tę szokującą opinię Skrzywanek uzasadnia następująco: „Mieszanie postulatów prospołecznych z wartościami narodowymi jest naszą codziennością i to powinno nas skłonić do refleksji”. Reżyser „Mein Kampf” nie wymienia w wywiadzie z „DGP” programu 500+. Niemniej serwuje przekaz, z którego jasno wynika, że jakiekolwiek działania mające na celu wzrost liczby Polaków powinny się kojarzyć z koncepcją Lebensborn – działającej w nazistowskich Niemczech instytucji, stawiającej sobie za zadanie „hodowlę nordyckiej rasy nadludzi”.
Spektakl „Mein Kampf” w reżyserii Jakuba Skrzywanka na Scenie Dużej Teatru Powszechnego w Warszawie. Fot. PAP/Jakub Kamiński
Jednocześnie Skrzywanek daje do zrozumienia, że nie chce być jakimś kolejnym lewicowym banalistą, tropiącym odradzanie się faszyzmu wyłącznie w szeregach Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego. Na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” wypowiada następujące słowa: „(…) jestem (…) daleki od obarczania jednego środowiska politycznego winą za całe zło tego świata. Jeśli kiedyś pojawi się kolejny Hitler, nie będzie miał twarzy, którą dobrze znamy”.


Ciekawe, czy Skrzywanek zdaje sobie sprawę z tego, że taka deklaracja może się okazać dla niego kłopotliwa. Zwłaszcza że reżyser „Mein Kampf” skarży się „DGP”, iż obecnie w Polsce mamy do czynienia z „obsesją czystości i «normalności»”.

Oczywiście w dyskursie lewicy kulturowej taka diagnoza oznacza tyle, że żyjemy w zglajszachtowanym społeczeństwie, w którym piętnuje się jakąkolwiek odmienność. Stąd już krok do dyżurnych zarzutów stawianych Polakom, czyli oskarżania ich o antysemityzm i homofobię.

Rzecz w tym, że na gruncie polskiego ustawodawstwa prześladowanie kogokolwiek to przestępstwo. Nie ma znaczenia, czy ofiarą przemocy padnie Żyd czy homoseksualista, bo karalny jest atak na każdego człowieka.

„Mein Kampf” jako manifest feministek. Nowe szaty gender

Astronomii oberwało się za bycie z natury seksistowską, tak jak kominy fabryczne, równanie Einsteina i mechanika ciała stałego. Heteroseksualistom – za nieużywanie wibratorów do penetracji analnej.

zobacz więcej
Nie trzeba więc wprowadzać żadnych nowych przepisów – a takie pomysły krążą w polskiej debacie publicznej – które by spowodowały, że mniejszości etniczne czy seksualne znalazłyby się pod specjalną ochroną. W istocie grupy te byłyby w ten sposób po prostu faworyzowane. Tymczasem wystarczy egzekwować obowiązujące prawo.

Świat zaludniony tylko zdrowymi

Jest jednak pewna kategoria osób, którą polskie ustawodawstwo nie chroni, ponieważ nadaje im status człowieczeństwa niekonsekwentnie i w ograniczonym zakresie. To dzieci nienarodzone. Chodzi tu przede wszystkim o ludzi z zespołem Downa, których można w majestacie prawa abortować do 21. tygodnia od momentu ich poczęcia. I to jest szczególne świadectwo tego, co Skrzywanek nazywa „obsesją czystości i «normalności»”.

Czy można rozpoznać twarz Hitlera w ideologach „praw reprodukcyjnych”? Dla ludzi lewicy kulturowej – a do nich można zaliczyć reżysera „Mein Kampf – takie pytanie jest oburzające. Przecież – ich zdaniem – „prawa reprodukcyjne”, którymi uzasadnia się prawo do aborcji, niosą kobietom wolność rozporządzania własnym ciałem i stanowią zaprzeczenie nacjonalistycznego czy rasistowskiego kultu dzietności.

Tymczasem właśnie chodzi o to, żeby mieć odwagę rozpoznawać twarz Hitlera w zjawiskach, które pozornie z faszyzmem czy nazizmem nie mają nic wspólnego.
Ubiegłoroczny Marsz dla Życia i Rodziny w Krakowie. Fot. PAP/Stanisław Rozpędzik
Legalne aborcje dzieci z zespołem Downa przywołują na myśl eugenikę. Tej rozwijającej się przede wszystkim w pierwszej połowie XX wieku dziedzinie nauki przyświecał pozornie szczytny cel: żeby świat zaludniały tylko osoby silne i zdrowe. Dlatego między innymi sterylizowano ludzi upośledzonych umysłowo.

Z dzisiejszej perspektywy eksperymenty eugeniczne uchodzą za coś haniebnego. I najczęściej przypominane są w kontekście sławetnej akcji T-4 w III Rzeszy, czyli planowej eksterminacji osób niepełnosprawnych w latach 1939-1944.

Ale eugenika robiła zawrotną karierę nie tylko w nazistowskich Niemczech. Miała ona rację bytu w krajach uchodzących za wzorce demokracji i postępu. Przykładem może być Szwecja, gdzie w latach 1936-1976, wysterylizowano 63 tys. ludzi „nieprzydatnych” lub „społecznie niedostosowanych”. W Wielkiej Brytanii zaś do orędowników eugeniki należeli ludzie cieszący się opinią autorytetów moralnych, jak George Bernard Shaw czy Bertrand Russel.

Nowoczesność „uśmierciła” Boga i przetarła ludzkości szlak ku (samo)zagładzie

Doskonalimy technologie wojenne i wynajdujemy ideologie, które uzasadniają pozbywanie się dzieci (aborcja) i starców (eutanazja), żeby poszerzyć „przestrzeń życiową”.

zobacz więcej
Dziś w Polsce przeciw prawu do życia osób z zespołem Downa występują politycy i publicyści, którzy zarazem stoją na stanowisku, że Kościół katolicki odbiera człowiekowi wolność, ponieważ w swoim nauczaniu zakazuje aborcji. Skądinąd to właśnie Kościół już w okresie międzywojennym potępiał eugenikę (jak choćby papież Pius XI w encyklice „Casti connubii” z roku 1930).

Reductio ad Hitlerum

Te wszystkie spostrzeżenia nie oznaczają bynajmniej, że dzisiejszą polską lewicę kulturową należy porównywać do niemieckich narodowych socjalistów sprzed siedmiu, ośmiu dekad. Tego rodzaju kuriozalne porównania wpisywałyby się bowiem w zjawisko „reductio ad Hitlerum”.

Przejawia się ono w dyskredytowaniu politycznego przeciwnika poprzez szukanie na siłę najmniejszego wspólnego mianownika, który by łączył go z kanclerzem III Rzeszy. Tyle że skoro Hitler opowiadał się za zdrowym trybem życia, to czy każdy człowiek głoszący to samo jest nazistą?

A jednak dziś w Polsce lewica kulturowa odczuwa przemożną potrzebę demaskowania faszystów po stronie sił, z którymi toczy spór czy wręcz walczy. Skoro zatem sama praktykuje „reductio ad Hitlerum”, to powinna zacząć od siebie i po prostu spojrzeć w lustro.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Hodowanie posłusznych Europejczyków. Co na to Witkacy?
Propaganda mainstreamowych mediów jest jak pastylki chińskich najeźdźców.
Felietony Najnowsze wydanie
Uważał Marksa za wybitnego myśliciela, polemizował z PZPR
A ponieważ marksiści traktują teksty Marksa jak religijne, i on, i żona zostali odsunięci od nauczania.
Felietony Najnowsze wydanie
Więcej Prometeuszy!
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zapadł na tajemniczą chorobę. Nie rozpoznali jej nawet we Francji
Dowieziony na uniwersytet, niemal leżąc w fotelu, przerywając zdania wygłosił swój ostatni wykład. Wskazał, jakie powinni zrobić badania.
Felietony Najnowsze wydanie
Zlikwidować
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.