Felietony

Opowiedziała o sławnym ojcu, wylało się na nią wiadro pomyj

Człowiek może napisać masę całkiem dobrych książek albo występować u Agnieszki Holland. I co z tego?

Gościem Łukasza Orbitowskiego w kolejnym odcinku programu „One: kobiety kultury” będzie Patrycja Volny. Emisja w sobotę 23 marca o godz. 16 na antenie TVP Kultura.

Wypasiony debiut zarżnięty przez bezrozumny gest cenzora

Zaczynała od opowieści kosmicznej i horroru.

zobacz więcej
Patrycja Volny nie chciała rozmawiać o ojcu. Świetnie ją rozumiem. Przynajmniej z dwóch powodów.

Kiedy opowiedziała publicznie o krzywdach, jakie wyrządził jej Jacek Kaczmarski, wylało się na nią wiadro pomyj. Dziewczyna skrzywdzona w dzieciństwie doczekała się drugiej krzywdy, już jako osoba dorosła.

Znalazłem w sieci kilka drastycznych wypowiedzi. Nie będę ich tutaj przytaczał. Ludzie nie mogą zrozumieć, że wielki artysta (i to taki, który dawał Polakom nadzieję) może jednocześnie być złym człowiekiem. Albo i dobrym, który robi złe rzeczy, jak pan Jacek względem córki.

Sam jestem artystą i mam świadomość zła, które w życiu wyrządziłem. Te dwie sprawy – twórczość artystyczna i kondycja moralna samego artysty – biegną dwiema odrębnymi drogami. Wiemy to od czasów Caravaggia. Głęboko wierzę, że jako dorośli nie jesteśmy dziećmi naszych ojców. Wziąłem się ze swojego ojca, ukształtowałem się pod jego okiem, lecz nie jestem taki jak on (trochę szkoda, bo mój stary był dobrym człowiekiem).

Moje wybory nie są jego wyborami. Podejmuję swoje własne decyzje i cierpię w skutek tychże, nie biegnąc na skargę do rodzinnego domu. Jestem Orbitowskim. Nie synem starego Orbitowskiego. Chcę być postrzegany w swoim własnym kontekście. Patrycja, jak sądzę, oczekiwała tego samego.

Odczułem i większą wspólnotę losu z tą delikatną, bardzo mądrą dziewczyną. Los rzucał ją po świecie, tak samo jak mnie. Przeskakiwaliśmy po naszym śmiesznym świecie, z jednego miasta na inny kontynent i nawet nie wiem co nas gnało. Ani ją, ani mnie.

Teraz mamy domy, takie prawdziwe, z partnerami i dziećmi. Przynajmniej ja nie mogę uwierzyć i pytam samego siebie: rety to już? Poniewierka się skończyła? Naprawdę mam dom? A coś z tyłu głowy kołacze, żebym się za bardzo nie zagnieżdżał, bo przyjdzie wielki ogień i znów wyruszymy w drogę.
„Ta dziewczyna będzie kiedyś gwiazdą. Taką prawdziwą” – pisze Łukasz Orbitowski o Patrycji Volny. Fot. TVP
Przygotowując się do rozmowy, natrafiłem na wypowiedź Patrycji, która poruszyła mnie szczególnie mocno: „Wystarczy tej walki z wiatrakami. O akceptację, o bycie potrzebną. Mam problem z uznaniem siebie za osobę godną miłości i szacunku”.

Znam i tę wątpliwą rozkosz, to wołanie o akceptację i miłość ze strony otoczenia, do którego wstyd się przyznać, a dopiero co wyrazić. Człowiek może napisać masę całkiem dobrych książek albo występować u Agnieszki Holland. I co z tego? Dalej czuje się niegodny, niepotrzebny i sądzi, że wszystko co zdarzyło mu się dobrego, jest niczym więcej, jak blefem, pomyłką, która zaraz zostanie przejrzana, pieprzonym syndromem Nikodema Dyzmy, niczym więcej.

To straszne, ale czasem myślimy o sobie jako o złudzeniu. Siedząc z Patrycją w restauracji zachodziłem w głowę, jak zapytać o tak delikatne sprawy, w końcu zapytałem jakoś nieśmiało, głupio i nieudolnie. Odpowiedziała. Co gorsza, nie pamiętam co. Zamiast słuchać zachodziłem w głowę, jak bardzo się wygłupiłem.

Pogadaliśmy i Patrycja sobie poszła. Nie wiem co sądzi o tej rozmowie i czy przypadkiem za bardzo jej nie zraniłem. Tak czy inaczej cieszę się z tej rozmowy, mając na uwadze mój własny, szkaradny interes.

Patrycja Volny należy do artystów świadomych i dobrze wie czym jest życie. Momentami wydawało mi się, że rozmawiam z kimś dużo starszym. Ta dziewczyna będzie kiedyś gwiazdą. Taką prawdziwą. A ja z nią porozmawiałem i nikt już tego mi nie odbierze.

– Łukasz Orbitowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz wyemitowane odcinki programu „One: kobiety kultury”:
Zdjęcie główne: Ostatnio Patrycja Volny przypomniała się widzom w Polsce rolą Marysi w „Kurierze” Władysława Pasikowskiego. Fot. Bartosz Mrozowski / TVP
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Kiedy Notre-Dame stała się „świątynią Rozumu”
Filip Memches: Prezydentowi Macronowi jest dziś łatwo grać przyjaciela Kościoła. Jego ideowi poprzednicy zdążyli już rozprawić się z katolicyzmem.
Felietony Najnowsze wydanie
Kto chce być światły, musi uczyć się sam
Degeneracja edukacji to skutek jej upowszechnienia. Likwidacji ulegają intelektualne elity, a przez to nie ma ku czemu aspirować. Ludzie więc, w swej masie, głupieją.
Felietony Najnowsze wydanie
Na klęczkach przed aktorką
Anna Polony opowiedziała Łukaszowi Orbitowskiemu, dlaczego jej teatr już nie istnieje.
Felietony Najnowsze wydanie
Studia z psychiatrii pozwoliły mu rozmawiać z władcami PRL-u
Mimo to groźny agent NKWD nałożył na niego embargo za fioletową marynarkę.
Felietony Najnowsze wydanie
Notre-Dame
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.