Historia

Polskie superagentki – śmierć przychodzi od „swoich”

Sprawy, o których się długo nie mówiło, zaczynają żyć i na nic po latach zdały się nawet wysiłki międzynarodówki kochanków „agentki Churchilla”, którzy postanowili bronić jej reputacji przez milczenie i torpedowanie szczerości innych. O Krystynie Skarbek książki biograficzne napisano po angielsku i po polsku. Ale nie wszyscy czytają książki. Umysły i emocje kolejnych pokoleń widzów seriali ciągle zatruwa Hans Kloss z Szarikiem przy nodze. I to w kraju, który ma takie bohaterki.

17 maja 1940 roku nad stawem w Podkowie Leśnej znaleziono śmiertelnie ranną od ciosów noża Marię Marcelinę hrabiankę Grocholską. Zawiadomiona telefonicznie matka zdołała jeszcze usłyszeć od córki, kto ją zaatakował. Mordercą miał być por. Włodzimierz Szyc „Biegacz”. Pseudonim przy nazwisku świadczy o przynależności porucznika do podziemia niepodległościowego. Był to odłam, o którym nie mówiło się i nie pisało do lat 80. XX wieku. Grocholska miała fatalną opinię, gdyż afiszowała się w mieście z oficerami niemieckimi, a poważny romans miał ją łączyć z Rudolfem von Schelihą, do września 1939 roku wieloletnim sekretarzem ambasady III Rzeszy w Warszawie.

Panna hrabianka prawdopodobnie z pozoru prowadziła się niepatriotycznie, wiele wskazuje na to, że robiła to na czyjś rozkaz. Jej morderca był członkiem organizacji Muszkieterzy (Muszkieterowie). Do 1942 roku była to najskuteczniejsza organizacja wywiadowcza w okupowanej przez Niemców Europie i nawet w krajach neutralnych.

Z jakichś powodów Grocholska musiała utracić zaufanie szefa Muszkieterów Stefana Witkowskiego. Coś w jej pracy poszło nie tak, jak życzyłby sobie Inżynier (tak się do niego zwracano ). Oczywiście, jeżeli to właśnie „Biegacz” był egzekutorem, a nie ktoś z konkurencji. Tuż po klęsce wrześniowej powstały dziesiątki organizacji chcących w jakiś sposób kontynuować walkę. Po roku zginął sam „Biegacz” – wiadomo, że z rozkazu Witkowskiego.
Złożone życiorysy agentów i twórców organizacji wywiadowczej opisał Jerzy Rostkowski w monografii „Świat Muszkieterów. Zapomnij albo zgiń”. Fot. fragment okładki książki
Muszkieterzy – wydawać by się mogło, że trudno o bardziej pretensjonalną nazwę dla organizacji podziemnej. Jacyś chłopcy widocznie naczytali się Dumasa i w wieku dorosłym pozostali na tym poziomie. Tymczasem Witkowski, w ramach Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”, dowodził konnym oddziałem wyposażonym w karabiny przeciwpancerne – broń mierzyła ponad 1,70 cm i dlatego nazywana była przez żołnierzy muszkietem, a kawalerzysta uzbrojony w coś takiego przypominał gwardzistę Ludwika XIII i stąd się wzięła nazwa organizacji.

Podróżnik – wynalazca, którego wykreował wywiad

Rozkazywał Francuzom, pracował dla Brytyjczyków, oszukał Niemców. Czy James Bond był Polakiem?

Był jednym z najważniejszych agentów w historii europejskiego wywiadu. To dzięki niemu lądowanie aliantów w Normandii zakończyło się sukcesem.

zobacz więcej
Stefan Witkowski zdążył przed wojną skończyć Politechnikę Warszawską, uzupełnić studia we Francji, opatentować kilka wynalazków i założyć w Szwajcarii przedsiębiorstwo. Zamożny, dużo podróżował, bywał na salonach, nawet na zamku u prezydenta Ignacego Mościckiego.

Rzeczywiście był bardzo uzdolniony technicznie i organizacyjnie, ale są przypuszczenia, że karierze Witkowskiego ktoś pomagał. Badacze podejrzewają polski wywiad wojskowy. Jeżeli „dwójka” miała środki na zainstalowanie marszałkowej Marty Rydzowej na Lazurowym Wybrzeżu, żeby nie kompromitowała męża w Warszawie, to mogła również sfinansować Witkowskiemu studia i pomóc w dalszej karierze.

Oczywiście, coś za coś – Witkowski najprawdopodobniej już przed wojną był wszechstronnie przeszkolony wywiadowczo i wykonywał szpiegowskie zadania. Widziano go na przykład na jednym z poligonów niemieckich, towarzyszącego japońskiemu attache wojskowemu. Jak widać, nie brakowało Inżynierowi tupetu. A szkolenia i kontakty międzynarodowe zaowocowały bardzo szybko. Już w październiku 1939 roku Witkowski założył Muszkieterów i w bardzo krótkim czasie dysponował agenturą w większych polskich miastach, na Węgrzech, we Francji, Włoszech Portugalii i nawet w III Rzeszy.

Początkowo Muszkieterzy zajmowali się legalizacją polskich oficerów, którzy uniknęli niewoli lub z niej uciekli. Dokumenty załatwili między innymi Stefanowi „Grot” – Roweckiemu i Tadeuszowi „Bór” – Komorowskiemu. Oficerów chcących walczyć we Francji i później w Anglii przerzucali przez tzw. zieloną granicę. Witkowskiemu to nie wystarczało i zaczął przesyłać materiały wywiadowcze do rządu na emigracji. Przez Węgry, szlakiem tatrzańskim szły w odwrotnym kierunku pieniądze na działalność.

W listopadzie 1940 roku powstał Związek Walki Zbrojnej mający za jedno z zadań podporządkowanie sobie całego podziemia w kraju. Witkowski wolał kontaktować się bezpośrednio ze sztabem Naczelnego Wodza w Londynie. Argumentował, że ZWZ ma o wiele więcej wpadek niż Muszkieterzy.

Rzeczywiście, dopóki organizacja istniała, muszkieter w łapach Gestapo to była rzadkość, ale samodzielność Muszkieterów drażniła dowództwo ZWZ. Samo chciało dzielić zadania i pieniądze. A kiedy Witkowski sam nawiązał kontakt z brytyjskim wywiadem – w czym pomóc postanowiła jedna z agentek brytyjskich – konflikt był nieunikniony.

Rozpieszczona córeczka, najlepsza agentka Churchilla

Krystynę Skarbek, po mężach Gettlich i Giżycką, wojna zastała w Afryce. Skarbek pochodziła z jednego z najstarszych polskich rodów. Wychowana patriotycznie przez ojca, najbliższym statkiem udała się do Anglii i tam zaoferowała swoje usługi sekcji „D” SIS (Special Inteligence Service), przekształconej niedługo w SOE (Special Operations Executive).
Ian Lancaster Fleming (1908 - 1964) i Maria Krystyna Skarbek-Giżycka (1908 – 1952) – na zdjęciu w wieku 19 lat, ponad dekadę później została szpiegiem jako Christine Granville, odznaczonym Orderem Imperium Brytyjskiego, a po wojnie stała się dla pisarza wzorem do stworzenia postaci agentki Vesper Lynd. Fot. Express Newspapers i Apic / Getty Images
Młodą kobietę, biegle mówiącą po francusku i nieco gorzej po angielsku, z rozległymi znajomościami w Polsce, kraju sojuszniczym i okupowanym, zaakceptowano. Wysłano ją do Polski przez Budapeszt, gdzie nawiązała kontakt z Muszkieterami. W Warszawie widziała się z Witkowskim. Później kilkakrotnie przemierzała tę trasę, wożąc przesyłki dla Muszkieterów i od Muszkieterów dla Anglików.

„Wbił jej nóż prosto w serce”. Polka wśród najlepszych kobiet szpiegów

Czy Lorraine Broughton to współczesna Mata Hari i Krystyna Skarbek w jednej postaci?

zobacz więcej
To Muszkieterowie pierwsi przesłali na Zachód meldunki o zbrodniach niemieckich na Polakach i Żydach. Informacji było więcej. Witkowski, jako baron August von Tierbach, generał SS, ze swoich podróży po Rzeszy przywoził fotografie tajnych doków dla U- Botów i plany operacji Barbarossa (ataku na ZSRR). Plany potwierdzały fotografie koncentracji wojsk niemieckich nad granicą z Sowietami. Skarbek, i nie tylko ona, miała co wozić do Londynu.

Rzekomy von Tierbach miał głęboko zakonspirowanych agentów wszędzie – w Wehrmachcie, przemyśle, administracji służbie zagranicznej Rzeszy i nawet w Gestapo. Brytyjczycy bardzo cenili przywożone przez Skarbek meldunki, co wprawiało rząd polski na uchodźstwie i dowództwo ZWZ w coraz większą irytację.

W 1953 roku komandor w stanie spoczynku Ian Fleming napisał pierwszą powieść z cyklu o Jamesie Bondzie – „Cassino Royale”. Pierwowzorem agentki Vesper Lynd, partnerującej agentowi 007, była właśnie Krystyna Skarbek. Choć ona, inaczej niż Lynd w książce, nie pracowała dla Rosjan.

Państwo poznali się po wojnie i są poszlaki, że przez prawie rok znali się bardzo blisko. Na pewno mieli wiele wspólnych tematów – Fleming, tak jak jego Bond, był oficerem wywiadu marynarki wojennej. O Krystynie pisał w liście do znajomego oficera służb specjalnych Teda Howe’a: „Ona dosłownie błyszczy. Ma wszystkie cechy niezbędne fikcyjnej postaci. Jakże rzadko spotyka się kogoś takiego”.

Powszechnie uważa się, że nie ma byłych oficerów wywiadu i komandor Fleming mógł przesłać centrali notatki o tym, co była agentka – porzucona przez służby specjalne – wie i co podejrzewa na temat działań wywiadu brytyjskiego w czasie wojny. Tak uważa Jerzy Rostkowski w książce „Świat Muszkieterów. Zapomnij albo zgiń”. Autor sądzi, że oboje mówili za dużo i Skarbek – po połączeniu tego, co jej powiedział analityk zza biurka z własnym doświadczeniem – mogła dojść do wniosków podważających reputację Imperium Brytyjskiego, czego po rozmowach z nią mógł obawiać się Fleming. A co mogło mieć wpływ na jej koniec.

Ale póki co – trzeba było mieć specjalne cechy osobowości, by zasłużyć na słowa Winstona Churchilla, który po latach mówił o niej: „To moja najlepsza agentka”.

Krystyna Skarbek spędziła szczęśliwe dzieciństwo w majątku ojca, który rozczarowany starszym synem całą miłość przelał na córkę. Ona towarzyszyła ojcu na polowaniach i w siodle, do czego nie garnął się brat. Rozpieszczona, niesforna, zawsze potrafiąca postawić na swoim i w powszechnej opinii piękna, robiąca piorunujące wrażenie na mężczyznach. Jak przystało wtedy na pannę z dobrego domu (choć nie hrabiowskiego, jak się powszechnie pisze), Krystyna zaczęła uczęszczać do szkoły prowadzonej przez zakonnice. Ojciec musiał jednak poszukać innej szkoły, gdy piętnastoletnia Krystyna podpaliła sutannę księdzu podczas Mszy Świętej. Jak wyznała później, chciała wypróbować siłę jego wiary: zacznie gasić, czy dokończy nabożeństwo?
Andrzej Kowerski wspominał: „Niebezpieczeństwo zawsze wyzwalało w Krysi adrenalinę, nie umiała bez niej żyć”. Zginęła w 1952 r. z rąk odrzuconego kochanka. Zdjęcia z lat 1944 – 1950. Fot. Keystone/Hulton Archive i Apic/Getty Images/Getty Images/Imperial War Museum, sygn. HU 47952
Przed wojną Krystyna znała całe dobre towarzystwo II RP. Była Warszawa i Zakopane, salony i dancingi. Brylowała. Witold Gombrowicz we „Wspomnieniach polskich” zauważył, że jedno, co potrafiło wytrącić Skarbek z kontenansu, to aluzje w towarzystwie do jej matki Żydówki – pan Jerzy Skarbek zadłużył rodzinny majątek i stąd żona z bogatego bankierskiego domu.

Szantaż i seksapil. Żydowska baronówna w służbie kilku wywiadów

Kim była Wanda Kronenberg? Agentką Armii Krajowej, gestapo czy NKWD?

zobacz więcej
Ale poza tym wszędzie pierwsza lub prawie. Trzecie miejsce w konkursie Miss Polonia, pierwsze w Miss Nart w Zakopanem. Kiedy była w górach, pomagała góralom przemycać alkohol i papierosy ze Słowacji. Ta praktyka bardzo się jej później przydała.

W Anglii skończyła z wyróżnieniem kurs dla szpiegów SOE, szczególnie dobre wyniki osiągając w nauce bezgłośnego zabijania. Z komandoskim nożem nie rozstawała się nawet na przyjęciach. Nieszczęśliwie dla siebie, po wojnie schowała go do kuferka.

Potrzebowała niebezpieczeństwa, by żyć

Jej pierwszą misją była praca brytyjskiej dziennikarki w Budapeszcie. Naprawdę pomagała w przerzucie Polaków do Londynu. Z Budapesztu przez Słowację dostała się do Polski z brytyjskimi materiałami propagandowymi i od razu nawiązała współpracę z Muszkieterami. Była w Polsce kilkakrotnie i przywiozła Muszkieterom radiostację.

Wdzięk osobisty i brawura przydały się jej, gdy przemycała samochodem czeskich oficerów z Węgier do Jugosławii. Samochód utknął na granicy i pomógł go uruchomić… pograniczny patrol.

Węgry coraz bardziej traciły niezależność na rzecz swojego sojusznika – III Rzeszy i w Budapeszcie grunt palił się pod nogami. Skarbek złapana z innym Polakiem, też agentem brytyjskim, została przekazana przez żandarmerię węgierską Gestapo. Podczas przesłuchania ugryzła się w język, zaczęła kaszleć i opluła nawet mundur przesłuchującemu oficerowi. Powiedziała, że ma gruźlicę, co potwierdziło prześwietlenie, gdyż Skarbek podczas pracy w biurze nad warsztatem u Fiata w Warszawie nałykała się spalin, które zostawiły ślady w płucach. Niemcy nie chcieli się zarazić i zwolnili parę do domu.

Następnym etapem w karierze Skarbek był Bliski Wschód, ale lata 1941 – 43 należą raczej do bezczynnych. Do Kairu Krystyna Skarbek dotarła przez Syrię, terytorium mandatowe Francji Vichy. Cały polski Kair uznał, że skoro przejechała prze Syrię, to jest niemiecką agentką i przekonywał do tego poglądu Brytyjczyków. A Krystyna Skarbek dostała wizę tranzytową po złożeniu wizyty w domu francuskiego konsula w Damaszku, gdzie w sobie znany sposób musiała na niego wpłynąć.

Zanim Brytyjczycy przestali słuchać podszeptów Polaków – także tych o rzekomej niemieckiej agenturalności Muszkieterów, partnerów wywiadowczych Skarbek w Polsce – upłynęły prawie dwa lata, spędzone na plaży i w klubowym basenie. Dla kogoś innego istny raj, zwłaszcza, że żołd z SOE wpływał regularnie. Ale Skarbek nie znosiła bezczynności, chciała być potrzebna i źle wspominała ten czas w późniejszych rozmowach z przyjaciółmi. Od całkowitej frustracji uchroniła ją misja obserwacyjna w Libanie w 1943 roku.

W lipcu 1944 roku Skarbek została zrzucona we Francji, jako Pauline Armand. Mówiła po francusku bez akcentu i mogła udawać miejscową, przynajmniej przed Niemcami. Jako skromna dziewczyna na rowerze z płaskowyżu Vercors przewoziła meldunki pomiędzy oddziałami partyzanckimi. Brała też udział w wysadzaniu mostów i innych działaniach dywersyjnych.
Członkowie francuskiej partyzantki Maquis i brytyjscy oficerowie w dolinie Queyras, sierpień 1944 r. Od lewej: Gilbert Galletti, kapitan Patrick O'Regan, kapitan John Roper, Christine Granville (Krystyna Skarbek vel Pauline Armand) i kapitan Leonard Hamilton (Blanchaert). Fot. Imperial War Museum/Cammaerts, Francis Charles Albert, sygn. HU 57120
Pokazała co naprawdę potrafi, gdy Gestapo w Digne aresztowało trzech agentów brytyjskiej siatki „Jockey”. Poszła do biura dowodzącego oficera i przedstawiła się jako siostrzenica marszałka Montgomery’ego. Obiecała gestapowcowi, że jeżeli wypuści agentów, to zachowa życie po przyjściu aliantów, którzy latem 1944 roku byli naprawdę blisko. Gestapowiec wypuścił trójkę z „Jockey’a”, nawet dał im samochód, a Krystynie pistolet. No, swoje zrobiła też duża łapówka.

Seks, kłamstwa i szpiegowanie dla komunistów. Pasjonująca historia kuzynki Churchilla

Clare Sheridan była jedną z największych skandalistek epoki.

zobacz więcej
Bliskość frontu to jedno, ale mało kto by się zdobył na taką bezczelność wobec Gestapo. Chyba tylko kobieta, która będąc jeszcze panienką na klasztornej pensji podpaliła księdzu sutannę. Andrzej Kowerski, którego złapano razem z Krystyną w Budapeszcie, wspominał: „Niebezpieczeństwo zawsze wyzwalało w Krysi adrenalinę, nie umiała bez niej żyć. To było całe jej szczęście. Pamiętam doskonale, jak podczas aresztowania w Budapeszcie miała minę, jakby szła na coctail party”.

Po misji we Francji Skarbek wróciła do Kairu i tam została zdemobilizowana z odprawą 100 funtów. Zrobiła swoje i mogła odejść. Owszem, dostała Order Imperium Brytyjskiego i Krzyż św. Jerzego, także inne odznaczenia brytyjskie, a od Francji Krzyż Wojenny, ale wywiad nie znalazł miejsca dla „najlepszej agentki” Churchilla.

Bardzo chciała nadal pracować. Nadeszła zimna wojna, jednak Anglia nie potrzebowała prawdziwej Vesper Lynd. Była pokojówką, sprzedawczynią i stewardessą na statkach pływających do Australii i Afryki Południowej. Podczas jednego z rejsów poznała stewarda Dennisa Muldowneya. Zakochany i odrzucony, zasztyletował ją 15 czerwca 1952 roku w hotelu „Sheldon” w londyńskiej dzielnicy Kensington. Sprawcę na miejscu zbrodni obezwładnił portier. Po jednodniowym procesie Muldowneya szybko powieszono.

Zwolennicy teorii spiskowych, a może realiści mówią, że za szybko. Muldowney może był poręcznym narzędziem, a Skarbek wiedziała za dużo, no i była sfrustrowana, a tacy ludzie mówią za dużo. O współpracy Muszkieterów z wywiadem brytyjskim? O tym, że Brytyjczycy wiedzieli o grze z Abwehrą, jaką podjął ich partner Witkowski? O śmierci generała Sikorskiego? Nie wiemy i pewnie się nie dowiemy. O archiwach tajnych służb Jego, a teraz Jej Królewskiej Mości historycy piszący po angielsku mówią: „Neverland”.

Prawdziwa dama, do której wzdychał każdy Niemiec

Hrabina Klementyna Mańkowska także związała się z Muszkieterami. Dożyła późnej starości, bo posłuchała ostrzeżeń generała Kazimierza Sosnkowskiego i jednego z oficerów SIS (Special Inteligence Service), aby jeszcze przed końcem wojny opuścić Londyn, a tuż po wojnie – Anglię.

Na Wyspy przybyła z Wielkopolski bardzo okrężną drogą. Po klęsce wrześniowej w jej majątku w Winnogórze zakwaterowało się kilku oficerów Wehrmachtu, którzy nie kryli przed hrabiną swojego braku entuzjazmu dla Hitlera. Przedstawicielkę zwyciężonych łączyły z okupantami klasa społeczna, wspólne wartości i podobne wychowanie. Taktowni Niemcy rozmawiali z biegle znającą niemiecki hrabiną po francusku.

Po miesiącu oficerów przeniesiono, a hrabinę wykwaterowało Gestapo, ale nawiązane przyjaźnie pozostały na dłużej. Hrabina z dwojgiem dzieci (chłopcy w wieku 6 i 3 lat) pojechała do Warszawy i zatrzymała się u siostry, która mieszkała w dużym lokalu hrabiny Teresy Łubieńskiej przy placu Zbawiciela.
Pod koniec życia hrabina Mańkowska napisała książkę o swoich przeżyciach wojennych. Fot. okładka biografii
W tym mieszkaniu regularnie bywał Stefan Witkowski i spotykał się tam z innymi muszkieterami. Hrabina przystąpiła do organizacji. Dla Witkowskiego cenne musiały być jej koneksje międzynarodowe, znajomość języków i być może to, że posągowa i dostojna matka dzieciom nie robiła wrażenia Maty- Hari. O ile Krystyna Skarbek „miała cechy postaci fikcyjnej”, jak pisał Ian Fleming, czyli była trochę taką agentką z przedwojennego kina i popularnej literatury, to Klementyna Mańkowska była jej przeciwieństwem.

Broniły Lwowa, Wilna i Warszawy. Nie mogły palić i rozmawiać z mężczyznami. Pierwsze polskie żołnierki

Przyjmowano wyłącznie ochotniczki ze „świadectwem moralności”, między 18. a 40. rokiem życia, wyznania rzymsko-katolickiego.

zobacz więcej
Piękna, ale budząca przede wszystkim respekt. Prawdziwa dama, nie dama kameliowa. Regularne rysy, jasna cera, niebieskie oczy i długie, jasnoblond włosy – to wydobywało westchnienia z piersi każdego Niemca. Tych z wyższych sfer, wychowanych na niemieckim romantyzmie, i tych ze szkoleń partyjnych o wspaniałości rasy germańskiej. Już z wyglądu była „swoja”, a biegły niemiecki miała „z domu”.

Inżynier przez Mańkowską chciał mieć jeszcze jeden bezpośredni kontakt z Zachodem. Hrabina pojechała do Włoch, potem do Francji. Tam osiadła na dłużej – w Bretanii, na wyspie Noirmoutier, jako jednocześnie tłumaczka miejscowej niemieckiej Komendantury i Urzędu Celnego.

Skrzętnie zbierała oryginalne blankiety urzędowe. Uzyskała nawet polecenie do władz niemieckich o udzielanie jej wszelkiej pomocy, podpisane na blankiecie Oberkommando der Wehrmacht przez zauroczonego nią oficera. Widziała to, co trzeba i notowała, gdy jako tłumaczka towarzyszyła innemu niemieckiemu oficerowi w objeździe placówek wojskowych na wybrzeżu.

Pracodawcy byli z niej zadowoleni, więc bez trudu po jakimś czasie uzyskała dwutygodniowy urlop. Chciała odwiedzić matkę w rodzinnym majątku Wysuczka na Podolu. Choć po ofensywie Wehrmachtu w 1941 roku tereny te były pod administracją niemiecką, podobnie jak okupowana Francja – jej miejsce pracy, to pomysł był szalony. Niezliczone ilości zezwoleń i zaświadczeń zdobywała, wizytując odpowiednich oficerów oficjalnie w ich biurach. Dotarła najpierw do Paryża i tu aresztowało ją Gestapo. Dostojna pewność siebie i dystynkcja zatrzymanej, która żąda śniadania zanim odpowie na pytania, spowodowały refleksję jednego z gestapowców: „Stąd się nie wychodzi, a pani zachowuje się tak, jakby planowała wieczorem wizytę w operze”. I rzeczywiście, tego dnia wieczorem hrabina była w Operze Paryskiej na zaproszenie gestapowca.

W dalszej drodze do majątku Wysuczka, czyli do matki, Mańkowską opiekowali się w Berlinie i Lwowie znajomi z Winnogóry z jesieni 1939 roku. W Berlinie poznała plany ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, które pokazał jej wspomniany już Rudolf von Scheliha, na pół roku przed konferencją w Wannsee.

Agentka antyhitlerowskiego Wehrmachtu

W drodze do Wysuczki i w drodze powrotnej hrabina widziała się z Witkowskim w Warszawie. Inżynier był zadowolony z blankietów dokumentów niemieckich, posłużą za wzór fałszerzom. A kiedy Mańkowska opowiadała mu, jak w pociągu zaczął z nią rozmowę niemiecki oficer – miała takie dokumenty, które pozwalały na podróżowanie w wagonach dla Niemców – i przy rozstaniu wyraził pewność, że się jeszcze zobaczą, Inżynier zaczął podejrzewać zainteresowanie Abwehry. Polecił Mańkowskiej, żeby dała się zwerbować, jeśli ci się zgłoszą. Niebawem tak się stało.
Tylko Klementyna Mańkowska dożyła późnej starości, bo posłuchała ostrzeżeń przed trucizną i rad, aby jeszcze przed końcem wojny opuścić Londyn, a tuż po wojnie – Anglię. Zmarła w 2003 roku. Na zdjęciu hrabina w 2001 roku, w filmie dokumentalnym Macieja Zakrockiego „Ostatni agent Muszkieterów”. Fot. arch . TVP/Mikołaj Nestorowicz
Abwehra i Muszkieterowie to wątek bardziej rozbudowany. Kiedy generał Władysław Anders tworzył Armię Polską w ZSRR, Witkowski wysłał do niego czterech oficerów z poleceniem na zmikrofilmowanym piśmie o odwróceniu sojuszy, czyli przejściu Andersa na niemiecką stronę frontu przy najbliższej okazji. Kto mógł wydać takie polecenie z nadzieją, że Anders posłucha? Witkowski, który w konspiracji sam się mianował z porucznika na kapitana?

Polska u boku Hitlera rusza na Sowietów. Co by było, gdyby…

Namiestnikiem Adolfa Hitlera w Polsce zostaje Władysław Studnicki, zwolennik sojuszu z Niemcami. Powołuje dwie dywizje Waffen-SS, aby na nich oprzeć obronę kraju...

zobacz więcej
Istnieją domysły, że mógł to być marszałek Edward Rydz – Śmigły lub Leon Kozłowski, były premier RP, bądź obydwaj. Kiedy Witkowski organizował misję do Andersa, Rydz i Kozłowski przebywali w Warszawie. A do powodzenia misji jadącej do Buzułuku potrzebna była współpraca Abwehry, aby możliwe było przejście linii frontu. Niemiecki wywiad wojskowy i Witkowski porozumieli się – mieli wspólny interes.

Mańkowska miała być kolejnym kontaktem Inżyniera z Abwehrą i jego wtyczką w tej organizacji. Przeszła szczegółowe szkolenie. Szyfrowanie, deszyfrowanie, znajomość różnych kodów. Tuż przed jej przerzuceniem przez Niemców do Anglii, Mańkowska została zaproszona na przyjęcie. Było kilkunastu oficerów, w jednym z nich na pokazanym później w Londynie zdjęciu poznała szefa Abwehry Wilhelma Canarisa. Oczywiście admirał przedstawił się innym nazwiskiem i stopniem. Okazało się, że hrabina może zapomnieć o całym szkoleniu. Nikt nie będzie wymagał od niej meldunków. Ma przekazać w Londynie, że w Wehrmachcie jest silna opozycja antyhitlerowska mająca zamiar przejąć władzę, ułożyć się z Zachodem i sformować koalicję antykomunistyczną.

Ten sam cel miały działania Witkowskiego i Kozłowskiego w Warszawie. Rydz – Śmigły wypadł z gry, bo umarł na zawał. W Anglii były kręgi wśród opozycji i zbliżone do dworu, pragnące odsunąć od władzy nieprzejednanie antyniemieckiego i prosowieckiego taktycznie Churchilla. Abwehra i Witkowski przecenili ich wpływy.

Klementyna Mańkowska wykonała swoje ostatnie zadanie, to zlecone przez Abwehrę i to zlecone przez Muszkieterów. Przywiozła też bardzo cenne materiały wywiadowcze. Przesłanie przyniesione przez Mańkowską na Wyspy miało odwrócić sojusze w II wojnie światowej. Polska w tej konfiguracji miała być satelickim sojusznikiem już nie hitlerowskich Niemiec w walce z sowietami.

Hrabina zrobiła swoje i dostała rady wyjazdu z Londynu. General Sosnkowski powiedział jej, by jadła jajka na twardo, bo to trudno zatruć. Przeniosła się do Szkocji. W 1947 roku odwiedziła ją Krystyna Skarbek i powtórzyła dawne ostrzeżenia z Londynu. Mańkowska z rodziną przeniosła się więc do Kongo. Dopiero po 25 latach wróciła do Europy. Zmarła we Francji w 2003 roku.

Jeszcze w czasie wojny Brytyjczycy chcieli dać hrabinie obywatelstwo, a po wojnie krzyż św. Jerzego. Obie inicjatywy storpedował polski rząd emigracyjny, przyczyna – oczywiście Muszkieterowie.

Zmowa milczenia, choćby przez śmierć

24 maja 1957 roku na peronie londyńskiego metra znaleziono zasztyletowaną hrabinę Teresę Łubieńską. W tym morderstwie, podobnie jak w przypadku Grocholskiej i Skarbek, nie było motywu rabunkowego. Łubieńska niedługo przed śmiercią mówiła znajomym, że dostaje telefony z pogróżkami i że obawia się o swoje życie. Była właścicielką mieszkania przy placu Zbawiciela, kluczowego punktu kontaktowego Muszkieterów. Policja londyńska przesłuchała 18 tysięcy świadków i nic nie ustaliła. Coś może ustalił wywiad, który włączył się do śledztwa.
Jedna z willi w Podkowie Leśnej, należąca do znanej przedwojennej aktorki Mieczysławy Ćwiklińskiej, była kwaterą Muszkieterów. Na zdjęciu aktorka w swoim mieszkaniu, 1938 rok. Fot. NAC/IKN, sygn. 1-K-7704
Na długo przed swoimi agentkami zginął Stefan Witkowski. 18 września 1942 roku egzekutorzy Armii Krajowej wykonali na nim wyrok śmierci, wydany przez Sąd Specjalny. Wyrok na oficerze, organizatorze potężnej siatki szpiegowskiej, mającej na koncie wiele sukcesów powinien być zatwierdzony przez władze w Londynie. Tymczasem Sztab Naczelnego Wodza dowiedział się o nim dopiero w dziewięć miesięcy po wykonaniu.

Zapasy z losem. Tragiczna historia Sosabowskich

Generała i jego syna życie ciężko doświadczało. Nigdy nie poddali się w walce.

zobacz więcej
„Wobec systematycznych prób wyłamywania się, prowadzenia dwuznacznej gry z kontrwywiadem niemieckim, gestapo i wywiadem angielskim (...), Tenczyńskiego ( jeden z pseudonimów Witkowskiego) oddałem pod sąd, który skazał go na śmierć. Wyrok zatwierdziłem. W międzyczasie został on zabity na rozkaz niemieckiego szefa kryminalnej policji, z którym Tenczyński miał powiązania na tle afer bandycko-łapówkowych...” – napisał w depeszy generał „Grot” – Rowecki.

Przed wyrokiem doszło do częściowego scalenia Muszkieterów z ZWZ-AK. Witkowski odmówił ujawnienia wszystkich agentów, szczególnie za granicą. Ktoś jednak o nich wiedział.

Agenci w kraju przeciwni scaleniu zostali wyłapani przez Gestapo w kilka dni po śmierci swojego dowódcy. Jak pisze Jerzy Rostkowski w książce „Świat Muszkieterów. Zapomnij albo zgiń”, gestapowcy „szli jak po sznurku”, aresztowania były niemal równoczesne, a wchodząc do mieszkań natychmiast odnajdywali skrytki. Agenci, którzy przystąpili do AK, nie byli niepokojeni.

Zwłoki Witkowskiego z klatki schodowej domu, w którym mieszkał, zabrali Niemcy. Za pokaźną łapówkę wykupiła je Mieczysława Ćwiklińska i tylko ona uczestniczyła w pogrzebie. Aż do jej naturalnej śmierci w 1972 roku nikt, nawet najbliżsi, nie wiedział o jej znajomości z Witkowskim. A byłoby o czym mówić – jedna z wilii aktorki w Podkowie Leśnej była kwaterą Muszkieterów, skąd nadawali komunikaty radiowe.

3 lica 1951 roku w lesie pod Niceą znaleziono zmasakrowane zwłoki (zdekapitowany korpus) Marty Zaleskiej – Rydzowej, wdowy po marszałku Śmigłym – Rydzu. Zamordowano ją najprawdopodobniej w jej willi, gdyż zginęła stamtąd biżuteria i pieniądze. Policja francuska podejrzewała miejscowy świat przestępczy, gdyż pani Rydzowa była widywana w nie najlepszym towarzystwie w miejscowym kasynie.


Ale z willi zginął także pamiętnik marszałka, zawierający zapiski z czasów po jego powrocie do Warszawy z Rumunii, mogące rzucić sporo światła na wyprawę czterech muszkieterów do generała Andersa, a także jego korespondencja z żoną. Jako że trudno podejrzewać gangsterów z Lazurowego Wybrzeża o znajomość polskiego i pasję do historii II wojny światowej, przypuszczać można, że sprawca połączył przyjemne z pożytecznym.

Kiedy Borys Jelcyn w 1991 roku przekazał Polsce archiwa katyńskie i otworzył archiwa KGB, gabinet Johna Majora odbył na ten temat posiedzenie. Były interwencje dyplomatyczne i archiwa poradzieckie ponownie zamknięto. Badacze mogliby tam znaleźć niepokojące świadectwa, jak ponad linią frontu sojusznicy przerzucali między sobą gorący kartofel, jakim była sprawa polska. „Neverland” odparł nieoczekiwany atak z niespodziewanej strony.
Stefan Witkowski został sportretowany w powieści Szczepana Twardocha „Morfina”, Krystyna Skarbek w powieści Marii Nurowskiej „Miłośnica”, Klementyna Mańkowska pod koniec życia napisała książkę o swoich przeżyciach wojennych. Sprawy, o których się długo nie mówiło, zaczynają żyć i na nic po latach zdały się nawet wysiłki międzynarodówki kochanków Skarbek, którzy postanowili bronić jej reputacji przez milczenie i torpedowanie szczerości innych. O Krystynie Skarbek książki biograficzne napisano po angielsku i po polsku. Ale nie wszyscy czytają książki. Umysły i emocje kolejnych pokoleń widzów seriali ciągle zatruwa Hans Kloss z Szarikiem przy nodze. I to w kraju, który ma takie bohaterki.

Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ona dosłownie błyszczy. Ma wszystkie cechy niezbędne fikcyjnej postaci – powiedział o polskiej agentce Ian Fleming. Krystyna Skarbek stała się pierwowzorem agentki Vesper Lynd w pierwszej z cyklu jego powieści o Jamesie Bondzie – „Cassino Royale”. Fot. Apic/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Czarnobylskie kłamstwo. Jak KGB preparowało informacje
Sowieckie służby specjalne nie tylko utajniły prawdę o skażeniu. Skutecznie podsuwały też zachodnim dziennikarzom fałszywe dane podmieniając próbki gleby i podstawiając swoich agentów jako zwykłych obywatelki.
Historia Poprzednie wydanie
Laskowikowi nie dali rady. Cenzorzy w Opolu
Agnieszka Osiecka musiała w swoim tekście podwyższyć kwotę zarobków polskiego obywatela. Maryla Rodowicz śpiewając „Był sobie król” rzekomo drwiła z Breżniewa, a „Wielką wodą” – z klęski żywiołowej.
Historia Poprzednie wydanie
Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Jak...
Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.
Historia Poprzednie wydanie
Żałosne indywiduum czy człowiek honoru i bohater?
Nastroje wrogości, podburzanej przez jego przeciwników, groziły linczem Skrzyneckiemu i jego żonie Amelii. Dwie twarze generała.
Historia wydanie 7.06.2019 – 14.06.2019
Szykowali chemiczny atak na Polskę
Wycinali marynarzom w kombinezonach otwory, sprawdzając, jak skóra będzie reagować na zabójcze substancje. Broń testowano w mieście, które dziś słynie z wynalezienia morderczej trucizny: nowiczoka.