Felietony

Kreml dziękuje tropicielom polskiego antysemityzmu

Są pola, na których europejskie kręgi lewicowo-liberalne idą ramię w ramię z Moskwą. Tak jest wówczas, kiedy trzeba zrobić czarny piar Polsce i Polakom.

Naukowcy z nowej polskiej szkoły badań nad historią Holokaustu odgrywają nad Wisłą rolę bluźnierców i obrazoburców. Z tez głoszonych przez Barbarę Engelking, Jana Grabowskiego czy Jana Tomasza Grossa wyłania się obraz Polaków pod okupacją niemiecką jako brutalnej tłuszczy, która mordowała i rabowała Żydów.

Nic dziwnego, że w Polsce taka interpretacja dziejów wywołuje oburzenie: jeśli się wmawia ofiarom – a tak postrzegają siebie Polacy – że były one oprawcami, to ich gniew jest zrozumiały. Tyle że samo oburzenie jeszcze nie świadczy o tym, że racja jest po stronie Polaków. Właściwe pytanie brzmi: czy mamy do czynienia z odkłamywaniem przeszłości, czy z jej zakłamywaniem?

Zacznijmy od tego, że prace wspomnianych wyżej naukowców były nie raz miażdżone w zakresie faktów. Tak było choćby z wynikami śledztwa Grossa w sprawie zbrodni w Jedwabnem. IPN podważył zawartą w książce „Sąsiedzi” liczbę zabitych Żydów i wiarygodność zeznań czołowego świadka, Szmula Wasersztajna. Ostatnio zaś historyk Piotr Gontarczyk na łamach tygodnika „Sieci” wskazał, że w publikacji „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” pod redakcją Engelking i Grabowskiego przemilczany został współudział żydowskich policjantów w likwidacji getta w Bochni. Przykłady można mnożyć.
Jan Tomasz Gross i Jan Grabowski (na zdjęciu w 2013 roku) to czołowi przedstawiciele nowej polskiej szkoły badań nad historią Holokaustu. Fot. PAP/Jacek Turczyk
Niezależnie jednak od wątpliwości dotyczących naukowego poziomu wspomnianych pozycji, działalność naukowców z nowej polskiej szkoły badań nad historią Holokaustu – bez względu na intencje, jakie nimi kierują – wykracza poza spór o przeszłość. Ich opinie stają się bowiem argumentami dla tych środowisk w Europie Zachodniej, Ameryce Północnej czy Izraelu, które są zainteresowane w portretowaniu Polaków jako narodu antysemitów na użytek bieżącej gry politycznej.

Warto jednak dostrzegać, że tacy historycy, jak Grabowski czy Gross, mają też swoich kibiców w innej części świata. Chodzi o Rosję. Polska nie jest w tym kraju przedmiotem takiego zainteresowania jak Niemcy, USA czy Chiny. Jednak jej wizerunkowe kłopoty na arenie międzynarodowej tamtejsi komentatorzy polityczni jak najbardziej skrzętnie odnotowują. I robią to z satysfakcją.

Tak było w lutym – kiedy pełniący obowiązki szefa izraelskiej dyplomacji Israel Katz słowami, że Polacy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, wywołał kryzys na linii Warszawa – Tel Awiw. Do tej sytuacji odniósł się dziennikarz rosyjskiej telewizji państwowej Władimir Sołowjow. W jego cieszącym się dużą oglądalnością programie na kanale Rossija-1 głos zabrał Yakov Kedmi, były szef Nativ – agencji mającej rangę służby specjalnej, a zajmującej się sprowadzaniem Żydów z krajów dawnego ZSRR do Izraela.

Emerytowany izraelski urzędnik – skądinąd również imigrant ze Związku Sowieckiego – szarżował danymi. Oznajmił, że w trakcie drugiej wojny światowej z polskich rąk zginęło około pół miliona Żydów. Tym samym przelicytował ponad dwukrotnie Jana Grabowskiego, który w ubiegłym roku zatrzymał się na liczbie 200 tys. ofiar (choć potem polski historyk dziwnie tłumaczył, że chodziło mu nie tylko o przypadki sprawstwa „własnoręcznego”, lecz także pośredniego). Poza tym Kedmi stwierdził, że nawet 6-7 tys. polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata nie umniejsza faktu, iż ponad 30 mln Polaków (!) zajmowało się mordowaniem i rabowaniem Żydów. Prowadzący program tych wierutnych bzdur nie kwestionował.

Ludzie Putina w Izraelu

Moskwa nawet nie ukrywa, że postrzega rosyjskojęzyczną społeczność w Państwie Żydowskim jako narzędzie wpływu na politykę Tel Awiwu.

zobacz więcej
Podobny ton był obecny w rosyjskich mediach już wcześniej.

Można choćby przywołać emitowaną w czerwcu zeszłego roku audycję w Radiu Radoneż, zapowiedzianą pod wiele dającym do myślenia tytułem: „Zgniły płód europejskiej demokracji”. Dyrektor tej prawosławnej rozgłośni Jewgienij Nikiforow zaprosił do studia historyka i polonistę, byłego szefa Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia, Jurija Bondarenkę (niedawno zresztą uczestniczącego w nagonce na nowego dyrektora Instytutu Polskiego w Moskwie, Piotra Skwiecińskiego) oraz znanego dziennikarza Dmitrija Babicza.

Dyskutanci byli zgodni – Polska to kraj borykający się w tej chwili z olbrzymimi problemami. Nie dość, że poziom życia w niej spada i jej mieszkańcy uciekają za chlebem do Europy Zachodniej (a są i tacy – można było usłyszeć w audycji – co byliby nawet chętni szukać poprawy swojego bytu w Rosji), to jeszcze władze RP – wbrew zwykłym Polakom – uwikłały się w konflikt z całym światem.

Bondarenko, Babicz i Nikiforow nie omieszkali jednak też poruszyć kwestii historycznych. I podnieśli temat wysuwanych pod adresem Armii Krajowej i Żołnierzy Wyklętych oskarżeń o zabijanie Żydów. W dyskusji pojawił się zarzut, że Polacy mają na swoim sumieniu bardzo poważne winy, lecz strugając bohaterów i męczenników, nie chcą się do nich przyznać.

Najbardziej jednak na uwagę zasługuje wdzięczność, jaką wyraziła cała trójka wobec Izraela. A za co? Za piętnowanie polskich uprzedzeń wobec innych narodów. Dzięki temu bowiem, że świat się dowiedział od polityków izraelskich o polskim antysemityzmie, rozeszły się wszędzie również wieści o polskiej rusofobii. W rezultacie jest szansa, że rusofobia zacznie być na światowych salonach traktowana jako coś równie haniebnego i wstydliwego jak antysemityzm – konkludowali uczestnicy audycji.
Czasem europejskie kręgi lewicowo-liberalne idą ramię w ramię z Kremlem. Na fotografii prezydent Rosji Władimir Putin z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem podczas szczytu w Istambule w październiku 2018 roku. Fot. Mikhail Klimentyev\TASS via Getty Images
W takim razie Bondarenko, Babicz i Nikiforow powinni być też wdzięczni nowej polskiej szkole badań nad historią Holokaustu – niestrudzonej w szukaniu dowodów na to, że w latach 1939-1945 Polacy w swojej masie nieśli Żydom raczej śmierć niż ocalenie.

Takie debaty o polskim antysemityzmie, jak te w Rossija-1 czy Radiu Radoneż, znakomicie się wpisują w rosyjską politykę historyczną. Ta zaś łączy mainstreamowych prokremlowskich propagandystów z radykałami, którzy niegdyś występowali przeciw pierestrojce, rehabilitowali Stalina i chcieli zatrzymać rozpad sowieckiego imperium. Do tych drugich należy poeta i publicysta Stanisław Kuniajew.

W roku 2002 opublikował on na łamach miesięcznika „Nasz Sowriemiennik” tekst, w którym pokazał Polaków jako naród żydożerców kolaborujących z III Rzeszą. Przy okazji autor podał w wątpliwość odpowiedzialność ZSRR za zbrodnię katyńską. Stwierdził, że obowiązująca wersja wydarzeń w tej sprawie ustalona została w 1992 roku, kiedy nowe władze Rosji postawiły przed historykami zadanie skompromitowania sowieckiej przeszłości.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W tekście Kuniajewa nie zabrakło także uwag odnoszących się do „Sąsiadów” Grossa. Zdaniem rosyjskiego publicysty, polska heroiczno-martyrologiczna narracja ma na celu załganie ciemnych kart polskich dziejów. „Im mocniej będą truć Polacy swoje dusze wspomnieniami o Katyniu, tym częściej z ciemnego i bezdennego niebytu historii będą wypływać na powierzchnię życia widma kolejnego Jedwabnego” – pisał Kuniajew. I podkreślał, że Rosjanie mają tę moralną przewagę nad Polakami, że nie dopuścili się takich nikczemności jak jedwabieński mord.

Kolejny kraj wystawi Polsce rachunek?

„Wzywamy do elementarnej sprawiedliwości. Trzeba powiedzieć: «Przebaczcie nam»” – nawołuje Polaków historyk.

zobacz więcej
Nowa polska szkoła badań nad historią Holokaustu rzecz jasna nie działa na zlecenie Kremla. Bliżej jej do europejskich środowisk lewicowo-liberalnych, które bądź co bądź krytykują rosyjski autorytaryzm. To ich językiem mówił Jan Grabowski w lutym w rozmowie z Tomaszem Lisem na Onecie, stwierdzając, że Polacy mają w świecie reputację ciemnogrodu. Treść tej narracji można zinterpretować następująco: po jednej stronie jest dobry, postępowy Zachód, który potrafi pokajać się przed Trzecim Światem za wyzysk kolonialny i inne paskudztwa, po drugiej zaś – zły, tradycjonalistyczny Wschód, który do żadnych rozliczeń swojej przeszłości się nie kwapi.

Okazuje się jednak, że taki podział jest fałszywy. Są pola, na których europejskie kręgi lewicowo-liberalne idą ramię w ramię z Kremlem. Tak jest wówczas, kiedy trzeba zrobić czarny piar Polsce i Polakom.

I nawet jeśli naukowcy z nowej polskiej szkoły badań nad historią Holokaustu nie mają zamiaru służyć Moskwie, to służą jej ich argumenty. Żyją one bowiem swoim życiem. Są powielane, a nawet wyolbrzymiane przez tuby prokremlowskiej propagandy.

– Filip Memches
Zdjęcie główne: Argumenty na temat polskiego antysemityzmu są wyolbrzymiane przez propagandowe tuby Kremla. Na zdjęciu Centralna Orkiestra Marynarki Wojennej Rosji podczas festiwalu na Placu Czerwonym w Moskwie w sierpniu 2016 roku. Fot. Artyom Geodakyan\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Wypasiony debiut zarżnięty przez bezrozumny gest cenzora
Zaczynała od opowieści kosmicznej i horroru.
Felietony Najnowsze wydanie
Inteligent o ogromnej wiedzy niemający matury
Był wybitnym uczniem z polskiego i historii. Natomiast zupełnie nie pojmował matematyki – Andrzej Dobosz w 16. odcinku programu „Z pamięci” wspomina Pawła Hertza. Część 1.
Felietony Najnowsze wydanie
Pantofelek
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Nikt się nie pytał, czy to da się odbudować. To było oczywiste
Zamienił mieszkanie na duży strych na Nowym Świecie, który urządził. To było miejsce, w którym człowiek głupiał – Andrzej Dobosz w 17. odcinku programu „Z pamięci” wspomina Pawła Hertza. Część 2.
Felietony Najnowsze wydanie
Newsy
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.