Cywilizacja

Biesiada wampirów. Krew w różowej willi

Wycinkowe badania, pokaźne portfele piłkarzy, bogate kluby i bogate federacje, wreszcie miliony graczy na świecie, nie dają szans, by o futbolu myśleć inaczej, niż jak o największej, sportowej „koksowni” świata.

Malownicze pejzaże górskiego kurortu, różowa willa w ostrym słońcu, dookoła biel śniegu. Pod ścianami budynku czają się policjanci.

Jedni to Austriacy, a drudzy to Niemcy. Czekają na sygnał, by wkroczyć do wewnątrz. W domu ukrywa się grupa przestępców. Wreszcie nadchodzi pozwolenie, policja wchodzi do wnętrza, a tam… leje się krew…

Tak mógłby się zaczynać jakiś tani kryminał albo szpiegowska opowiastka. Po wprowadzeniu w sensacyjny klimat, czytelnik mógłby się spodziewać wszystkiego, choć najmniej tego, co się wydarzyło. Jamesa Bonda tam nie było. Byli natomiast sportowcy, którzy dawali sobie w żyłę.

Rzecz miała miejsce podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Seefeld, więc aferka jest świeża, jeszcze ciepła, gdyż impreza skończyła się dopiero co. Policja zrobiła swoje. Wśród dziewięciu osób zatrzymanych, jest pięciu zawodników. Dwóch Austriaków, dwóch Estończyków i Kazach. Wszyscy biegają na nartach, niestety z pomocą dopingu, a dopingują się własną krwią. Przetaczali sobie krew właśnie w tej różowej willi. W Austrii doping jest przestępstwem, więc zatrzymanym grozi kara do trzech lat więzienia.
Na igrzystach w Pjongczangu w 2018 roku próbka B potwierdziła stosowanie dopingu przez Rosjanina Aleksandra Kruszelnickiego, brązowego medalisty w curlingu (występował w parze z Anastazją Bryzgałową). Zawodnik stosował meldonium, a ono ma szerokie spektrum działania: poprawia wydolność, przyspiesza regenerację, a przede wszystkim chroni przed stresem. Fot. Valery Sharifulin\TASS via Getty Images
Animatorem swoistej biesiady wampirów był lekarz, doktor Mark Schmidt z Erfurtu, stąd udział niemieckiej policji. Przetaczanie własnej krwi, wcześniej pobieranej i trzymanej w lodówce, to rodzaj dopingu najtrudniejszy do wykrycia. Schmidt był szefem dużej siatki międzynarodowej, miał licznych klientów różnej orientacji sportowej: narciarzy, kolarzy, piłkarzy, pływaków, lekkoatletów i szczypiornistów. Tym samym kolejny rozdział niechlubnej księgi dopingu dopisany został w Seefeld.

Nudą wieje

Afery dopingowe stały się śmiertelnie nudne, ponieważ każda przebiega dokładnie tak samo z wyjątkiem nazwisk, które się zmieniają, chociaż nie zawsze, gdyż niektóre się powtarzają.

Nudą też wieje z pól bitewnych. Walka z dopingiem trwa od pół wieku z identycznym rezultatem – walka się toczy, doping istnieje. Wszyscy są przeciw i nic się nie zmienia.

Liczne rekonstrukcje formalne w aparacie nadzoru nie zbliżyły nas do finału, jakim ma być czysty sport. W tym obszarze mamy wyraźny przerost formy nad treścią. Ani nocne naloty na siedziby sportowców, ani regularne i częste kontrole, odbieranie medali po latach, kary finansowe, kary dyskwalifikacji, zagrożenie karami więzienia nie posuwa spraw do przodu. Wszystko jest nieskuteczne. Dlaczego?

Są po temu konkretne powody. I takie, o których mówi się i pisze często oraz rzadko uwzględniane albo zupełnie nie zauważane, chociaż nie mniej ważne. Do tych drugich należy manipulowanie wiedzą.

Mogłoby się wydawać, że po tylu aferach, tylu artykułach prasowych, programach telewizyjnych, akcjach społecznych nie ma mowy, aby komukolwiek brakowało, przynajmniej podstawowej i ogólnej wiedzy o dopingu. Niestety brakuje, nawet ludziom kształtującym opinię, co sprzyja manipulacjom.

Umysłowi jak fizyczni

Na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu próbka B potwierdziła stosowanie dopingu przez Rosjanina Aleksandra Kruszelnickiego, brązowego medalisty w curlingu. Żarcikom i złośliwościom nie było końca. Lekarze, zawodnicy, działacze pukali się w głowę przekonani, że doping w tej dyscyplinie nie ma żadnego znaczenia. Nie wpływa ani na formę, ani na wyniki.

Tyle, że curler stosował meldonium, a ono ma szerokie spektrum działania. Poprawia wydolność, przyspiesza regenerację, a przede wszystkim chroni przed stresem, ponieważ wpływa na centralny ośrodek nerwowy. Pełny spokój i koncentracja to fundamenty tej gry. Wydolność przydaje się przy szczotkowaniu lodu, ale praca z kamieniem wymaga idealnego skupienia oraz precyzji, czyli panowania nad stresem startowym.

Na swój sposób Kruszelnicki okazał się mądrzejszy od swoich recenzentów. Niektórzy zapewne nie mieli bladego pojęcia jak działa meldonium. Jednak lekarze nie mogli tego nie wiedzieć, zwłaszcza, że to lekarz wystawił mu receptę na preparat.

Sofia Ennaoui: Na pewno wyjdę za mąż za Polaka

Wicemistrzyni Europy w biegu na 1500 metrów została zawodowym żołnierzem.

zobacz więcej
W powszechnym mniemaniu doping dodaje energii , poprawia wytrzymałość albo siłę, toteż sporty, które nie wymagają fizycznego zaangażowania, nie kojarzą się zupełnie z tym problemem. Nic bardziej mylnego.

Gdy Międzynarodowa Federacja Szachowa postanowiła wprowadzić testy antydopingowe, odzew był podobny jak w curlingu. Arcymistrzowie kpili, że zażywając sterydy, będą mocniej uderzać w zegar. Jim Leade, delegat USA do FIDE, stwierdził, że taki pomysł jest po prostu śmieszny.

Ciekawa teza, gdyż w tym środowisku stosowanie beta-blokerów nie jest żadną tajemnicą, a one podwyższają koncentrację i pozwalają skuteczniej myśleć. Jeszcze lepiej kopie kofeina, amfetamina czy ritalina. W pięciogodzinnych partiach narkotyk może przesądzić o zwycięstwie.

Dawniej zawodnicy zażywali ziółka albo pili gorzałkę, co najlepiej wychodziło szachistom radzieckim. Niektórym tak dobrze, że nie mogli potem wstać od szachownicy, jednak najczęściej po wygranej partii.

Co do sterydów też nie jest tak, jak się na pozór wydaje. Nie są potrzebne do walenia w zegar, ale tak w ogóle, czemu nie…. Kto nigdy nie grał w szachy, rzecz jasna sportowo, ten wiedzieć nie może, jak wielkich sił fizycznych wymaga wielogodzinna i wielodniowa rywalizacja. A ogólną kondycję polepszają hormony, więc…

Czwarty do testosteronu

Brydż to rozrywka towarzyska inteligentów. Tak się przyjęło o tak zostało w potocznej opinii. Jednak w brydża można grać dla czystej przyjemności i można grać o duże pieniądze w sposób nieczysty.

Norweg Geir Helgemo, mistrz świata, wpadł na dopingu i to takim jakiego używają koledzy sportowcy w dyscyplinach o profilu zdecydowanie fizycznym. Zafundował sobie kurację hormonalną z klomifenu oraz syntetycznego testosteronu. I znowu odezwali się mądrale z narodowej federacji brydżowej, konkretnie głosem Allana Livegarda, sekretarza generalnego, który oświadczył, że wykryte preparaty „nie dają efektów wydolnościowych ani innych pomagających w grze”.

Tego typu argumenty rozczulają mnie do łez. Helgemo dobiega pięćdziesiątki. Na brydżu zjadł zęby. Reprezentuje Monaco, a nie Norwegię, raczej nie dlatego, że nie kocha swej ojczyzny. Raczej dlatego, że kocha pieniądze i więcej ich może przytulić z uwagi na niskie podatki w Monaco. A tym więcej zarabia, im więcej wygrywa, to proste.

Czy weteran brydżowego stolika brał by coś, co nie pomaga mu wygrywać i zarabiać? Czy ryzykowałby karierę dla mieszanki, która nie popycha jego formy, a bank Monaco nie potwierdza, że dobrze popycha?
Zdarza się, że nawet brydżyści fundują sobie sobie kurację hormonalną z syntetycznego testosteronu. Na zdjęciu mistrzostwa amerykańskiej Narodowej Ligi Brydża w Denver w grudniu 2015. Fot. AAron Ontiveroz/The Denver Post via Getty Images
Takie argumenty są od czapy. Ponieważ stosują je osobnicy, którym zależy, by odwrócić publiczną uwagę od dyscypliny, w której robią własne biznesy, dlatego nie są wiarygodni, a to co robią to nic innego jak klasyczne wciskanie ciemnoty.

Instrumenty w butach

Nie tylko farmakologia, także technologia pomaga przy szachownicach i brydżowych stolikach. Doping technologiczny też jest dopingiem, w dodatku modnym i na czasie. Zabawiają się nim kolarze, lecz szachiści wcale nie gorzej.

Bułgar Borislav Ivanov był sprawcą skandalu na prestiżowym turnieju Zadar Open. W imprezie startowało 36 zawodników, w tym 16 arcymistrzów, 5 mistrzów międzynarodowych i 10 mistrzów FIDE.

Bułgar grał rewelacyjnie, zajął 4 miejsce w turnieju, co zaskoczyło fachowców oraz pokonanych mistrzów. Z tej przyczyny, a także dlatego, że Ivanov to programista komputerowy, przeszukano jego pokój w hotelu. Oszuści tej branży posługują się komputerowym programem szachowym, który wskazuje najlepsze posunięcia. Zwykle jest ich dwóch, bo gracz przy szachownicy nie trzyma przecież tabletu na kolanach czy pod stolikiem. Musi to robić ten drugi, z pewnego oddalenia, ale w łączności z uczestnikiem.

Tym samym grający ma do dyspozycji najnowszą technologię, posługując się kamerkami do nadawania obrazu, zaawansowanymi urządzeniami do odczytywania ruchów. Instrumenty mogą być ukryte w guzikach marynarki, w okularach, w uszach, a nawet w butach. Partner przesyła mu najlepsze rozwiązania, a zawodnik gra z nieosiągalną dla człowieka siłą szachowej gry. Tak twierdzą eksperci.

Czy sportowiec jest bardziej fizyczny, czy bardziej umysłowy, doping się przydaje. Nie istnieją dyscypliny wolne od dopingu i można to przyjąć za pewnik. Jeśli ktoś wierzy, że jest inaczej, jest ofiarą własnej wiary i własnej niewiedzy.

Na froncie walki z dopingiem w sporcie jest tylko jeden element krystalicznie czystej narracji, mianowicie – czysta propaganda. W jej zakres wchodzą, z dużym medialnym rozgłosem, wszystkie, rzekomo skuteczne i wybitnie nowatorskie rozwiązania krucjaty antydopingowej.

Dlatego publiczność jest skołowana i o to w sumie chodzi. Bo im mniej wiedzą jedni, tym lepiej się udają ciemne interesy drugim.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Gierki polityczne

Rosyjscy hakerzy z grupy pod nazwaniem „Fancy Beras” zamachnęli się potężnie tylko po to, żeby strzelić sobie w stopę.

Na pozór zamachnęli się na WADA (Światową Agencję Antydopingową), lecz tak naprawdę na cały świat Zachodu. Zrobili to w zemście, a pewnie na rozkaz Kremla, za wielomiesięczne młotkowanie przez wszystkie media na zachód od Bugu rosyjskiego państwa i rosyjskich sportowców za doping.

Zaczęło się od afery lekkoatletów oraz prezydenta IAAF (Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej) Lamine Diacka, który przyjął 2 miliony dolarów łapówki za krycie rosyjskich dopingowiczów, potem poszło jak po maśle. Skala państwowego dopingu w Rosji przebiła dawne NRD, pewnie z uwagi na większe zasoby kadrowe, dowodziła oczywiście głębokiej troski o fizkulturę narodową… Krytyków to nie wzruszyło, walili jak bęben i ujawniali coraz to nowe, choć sławne postacie. Nic dziwnego, że zemsta musiała być.

Hakerzy włamali się do komputerów WADA, dopadli tajnej kartoteki medycznej, wystrzelili gwiazdorską serię nazwisk, co miało wykazać bezczelne oszustwa Agencji. Na liście hańby znalazły się siostry Williams, w towarzystwie połowy sportowego świata, który akurat nie cieszy się sympatią prezydenta Władimira Putina. Rosjan tam nie było.

W kartotekach zawodników widniały nazwy farmaceutyków wykrytych w ich organizmach, uznawanych za środki dopingujące. Mimo tego dostali zgodę na aktywny udział w rywalizacji sportowej. Przekaz brzmiał – WADA Rosjan prześladuje, a innych ochrania.

Haker jak ten koń: jaki jest, każdy widzi. Małpia zręczność w obsłudze komputera, raczej zawęża niż poszerza horyzonty. Włamywacze wypuścili kradzione pliki na rynek jak leciało. Przeczytali po łebkach, „niczego nie skumali”.

Wszyscy sportowcy z tej listy rzeczywiście stosowali preparaty wymienione przy ich nazwiskach, rzeczywiście mieli na to zgodę, lecz nie dlatego, że WADA ukrywała doping, tylko dlatego, że pozwoliła na leczenie chorób i kontuzji, jakie wcześniej zgłosili lekarze zawodników, wraz z podaniem nazw leków, koniecznych w kuracji i zatwierdzonych przez Agencję. Ta procedura nosi nazwę „wyłączeń farmakologicznych”, jest zgodna z prawem dawno ustanowionym i obowiązującym w całym sporcie.

Czy cyberatak był więc bezcelowy? I tak i nie: był jałowy jako próba skompromitowania WADA, jednak był przydatny politycznej propagandzie Kremla, ponieważ wywołał medialny zgiełk, a on jest celem propagandy.

Newsa wrzucono na czołówki, obrabiały go stacje telewizyjne, omawiali go publicyści. Komentarze szły w dwóch kierunkach. W jednych twierdzono, że jest to polityczny odwet Moskwy. W drugich utrzymywano, że sugerowanie takiego odwetu jest właśnie polityczną propagandą. Kierunki wywodów zależały od skali lubienia albo nielubienia Władimira Władimirowicza.
„Wyłączenie farmakologiczne” to jeden z największych błędów WADA. Serdeczna zachęta dla kombinatorów i cwaniaków. Przerabialiśmy to w czasach pamiętnych pojedynków Justyny Kowalczyk i Marit Bjørgen. Na zdjęciu meta biegu na 15 km w Holmenkollen w lutym 2011. Bjørgen zwyciężyła wtedy z Kowalczyk. Fot. Christof Koepsel/Bongarts/Getty Images
Tak czy inaczej gra dopingiem trafiła do zestawu gierek politycznych. Nie po raz pierwszy i nie ostatni jak sądzę. Polityczne przeciąganie liny zaczęło się już na igrzyskach olimpijskich w Seulu. Carl Lewis i Ben Johnson biegali na tym samym koksie. Jednak Lewis był obywatelem USA, polityczne naciski sprawiły, że to nie on, a Johnson stał się sportowym banitą. Napisano o tym książki. Polityka to kolejny powód, rzadko uwzględniany, który hamuje zmagania z dopingiem.

Na marginesie warto dodać, że „wyłączenie farmakologiczne” to jeden z największych błędów WADA. Serdeczna zachęta dla kombinatorów i cwaniaków. Przerabialiśmy to w czasach pamiętnych pojedynków Justyny Kowalczyk i Marit Bjørgen.

Otwarcie tej Puszki Pandory pozwoliło choćby Norwegom upajać się totalną inhalacją, aż doszli w tym do absurdu. Wszystkich swoich juniorów podczas mistrzostw świata poddali profilaktycznej inhalacji zapewniając, że robią to dla ochrony przed mroźnym powietrzem. Tyle, że na mistrzostwach temperatury oscylowały między 12-15 stopni Celsjusza na plusie. Jednak wcześniej zgłosili do WADA chorobę (chyba epidemię astmy?) i dostali zgodę na „wyłączenie farmakologiczne”.

Kasa Misiu, kasa…

O tym, że wielkie pieniądze są główną przyczyną stosowania dopingu, wiadomo doskonale. Ale pewnie nie wszyscy mają świadomość, że wielkie pieniądze są też najbardziej skuteczną bronią przeciw kontrolom antydopingowym.

Roczny budżet WADA wynosi 26 milionów dolarów. Mniej więcej tyle płaci Sky Sports za pokazanie dwóch meczów Premier League. Już tylko to zestawienie daje wgląd w różnicę skali.

Futbol to najpopularniejsza dyscyplina na planecie. W pikę nożną gra obecnie około 270 milionów zawodników. Przebadanie takiej rzeszy to prawie tak, jak przebadanie całej populacji USA - każdego człowieka z osobna.

W 2014 roku przeprowadzono testy na obecność sterydów anabolicznych. Wykonano 674 testy, wynik pozytywny dały tylko… trzy. Wniosek wstępny i pochopny – niebywale czysty sport. Sięgając głębiej, już niekoniecznie.

Bundesliga zatrudnia półtora miliona piłkarzy. W sezonie 2011/2012 zbadano 1278, czyli mniej niż jedną dziesiątą procenta. Któryś ze statystyków obliczył, że przeciętny niemiecki piłkarz poddawany jest kontroli raz… na trzy lata.

Grożą śmiercią, korumpują, kompromitują. Pozostają bezkarni

Czy rosyjscy sportowcy stracą prawo uczestniczenia w światowych imprezach, a Rosja nie będzie mogła organizować międzynarodowych zawodów? Dowiemy się za kilka dni.

zobacz więcej
Jeżeli piłkarz przechodzi jakieś testy antydopingowe, to badany jest tylko jego mocz, w żadnym razie jego krew. Na brazylijskim mundialu w 2014 roku ani jeden z graczy nie przechodził badań krwi. Tak samo wygląda to w Turcji, Portugalii, Japonii, Holandii, Rosji, Grecji, Szwecji, Meksyku, Chinach i Szwajcarii. Choć dane są niepełne, bo tylko z krajów, które takie informacje ujawniły.

Testy kosztują, a budżety placówek badawczych przy budżetach piłkarskich klubów i w całego futbolu są jak jeden włos na głowie przy gęstej czuprynie. Bezradność aparatu kontrolnego wobec futbolu można tłumaczyć gigantyczną liczbą piłkarzy na świecie, jednak tylko częściowo, ponieważ wyłączne badanie moczu i niebadanie krwi, nie z tym nic wspólnego. Zatem co jest powodem zaniechań i niepowodzeń?

Kasa, Misiu, kasa… że użyję tej zmęczonej powtórkami frazy. Duże i wielkie pieniądze używane są zależnie od potrzeb. Duże – na zakupy najlepszych, zatem i najdroższych preparatów oraz na najlepszych, zatem i najdroższych lekarzy (w zasadzie szamanów koksu). Wielkie – na ukręcania łba aferom, które przypadkowo wypłynęły albo mogą zostać ujawnione.

Doktor Eufemiano Fuentes, guru międzynarodowej klasy od dopingu, w końcu został zatrzymany w ramach Operacji Puerto. Jego „pacjenci” należeli do sportowej elity świata większości dyscyplin, w tym gronie były też gwiazdy futbolu.

Jednym ze spowiedników Doktorka był Stephane Mandard, dziennikarz pracujący dla „Le Monde”. Spowiedź była szczegółowa, redaktor dowiedział się wiele i wiele z tego opisał w gazecie. Między innymi i to, że z jego usług korzystali piłkarze Barcelony, Realu Madryt, Valencii i Betisu Sewilla. Na dowód Fuentes pokazał dziennikarzowi specjalne plany dopingowe dla konkretnych zawodników z dużymi nazwiskami.

Efekt – Real i Barcelona podały gazetę do sądu i sprawę wygrały, ponieważ doktor stwierdził, że nic prasie nie pokazał i że niczego jej wyjawił. Zapewne zaprzeczał motywowany wrodzoną uczciwością.

Lata temu pieniądze futbolu nie były aż taką zaporą przed badaniami i publicznym ujawnianiem rezultatów, pewnie dlatego, że nie były aż tak wielkie. W latach 1954-1974 gracze wpadali na metaamfetaminie, efedrynie, a chłopcy Beckenbauera nawet na transfuzjach krwi. Zatem wówczas krew badano. Dzisiaj procedury się zmieniły, niestety na gorsze.

Polisa od ryzyka

Wycinkowe badania, pokaźne portfele piłkarzy, bogate kluby i bogate federacje, wreszcie miliony graczy na świecie, nie dają szans, by o futbolu myśleć inaczej, niż jak o największej, sportowej „koksowni” świata. I to bez apelacji ze względu na statystykę, która zajmuje się tym, co leży na dywanie, a nie tym, co jest pod dywan zamiatane.
Dr Eufemiano Fuentes w czasie madryckiego procesu, który był efektem antydopingowego śledztwa Operacion Puerto, styczeń 2013. Fot. REUTERS/Sergio Perez
Sport jest biznesem, a sportowiec inwestycją. Oba pojęcia należą do sektora gospodarki i sport współczesny także do niego należy. Celem inwestorów nie są starty, tylko zyski. Toteż dla inwestorów doping jest rodzajem polisy. Ubezpiecza od ryzyka porażki w biznesie.

Jednak dla miliardów fanów sport jest źródłem rozrywki i wzruszeń. Kibice patrzą na sport inaczej, poprzez własne emocje i własne pragnienia. To są dwa światy i dwie optyki widzenia. Oba światy mają jednak pewien punkt zbieżny, a są nim widowiska sportowe.

Inwestorzy chcą, aby się dobrze sprzedawały. Widzowie – aby były mega atrakcyjne. Doping w tym niestety nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Ten trzeci świat, świat sportu doskonale o tym wie, dlatego posługuje się dopingiem. Twardo trzyma się zasady: biorą wszyscy, wpadają nieliczni.

W efekcie obie strony tworzą sprzyjający klimat dla dopingu. Nie ma znaczenia, że pierwsza robi to świadomie, a druga nieświadomie. Że pierwsza kłamie i manipuluje drugą, gdy publiczne wyraża sprzeciw i bojową determinację. Że ta druga pała szczerym oburzeniem za każdym razem, gdy wybucha petarda afery.

Sytuacja jest klarowna i stabilna. Doping już nie jest żadną plaga sportu. Doping stał się standardem, mimo hałaśliwych oraz nudnych deklaracji, że walka trwa a sukcesy postępują.

Brać czy nie brać? Oto jest pytanie. Gdyby można je tak sformułować, byłaby jakaś nadzieja. Ale nie warto go tak formułować, ponieważ ten dylemat został dawno rozstrzygnięty.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Sterydy anaboliczne są skuetecznymi substancjami dopingowymi, bo stymulują wzrost masy mięśni, a czasami również kości poprzez pobudzanie syntezy białka lub wapnia. Fot. Simon Hausberger/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.