Kultura

Napisał scenariusze do „Zimnej wojny” i „Rejsu”. Jego dramaty grano od San Francisco po Tajwan

Czy np. dziś jest do wyobrażenia, żeby felietonista parafrazował w swoich tekstach Szekspira czy „Pieśń o Rolandzie”? Nie ma już wysokonakładowych pism, które by takie intelektualne wyzwanie podjęły.

O Januszu Głowackim w programie „Koło pióra” w czwartek 21 marca godz. 22.15 w TVP Kultura Mariusz Cieślik rozmawia z żoną pisarza Oleną Leonenko, kompozytorką, choreografką i aktorką.

Każdy kto choć trochę interesuje się polską literaturą wie, kim był Janusz Głowacki. Może nie tyle chodzi nawet o książki, co o postać. Nie jestem pewien czy przeciętny odbiorca kultury wie, że największe sukcesy Głowa (jak go nazywano) odnosił jako dramatopisarz. Był grany, bez najmniejszej przesady, od San Francisco po Tajwan. Oczywiście, w Polsce również, ale teatr to jednak dziedzina dość ezoteryczna.

Tymczasem Głowacki był również scenarzystą kultowego „Rejsu”, gwiazdą PRL-owskiej bohemy i naszym człowiekiem w Nowym Jorku – krótko mówiąc literacką legendą.
Do kultowego "Rejsu" Janusz Głowacki napisał scenariusz wraz z reżyserem Markiem Piwowskim. Na zdjęciu kadr z filmu. Zdzisław Maklakiewicz, Jan Himilsbach, Wanda Stanisławska-Lothe. Fot. TVP
Swoją drogą legendą nazwałem go chyba jako pierwszy na łamach „Newsweeka” jakieś dziesięć lat temu. Co skomentował w swoim charakterystycznym stylu: „Podobno napisałeś, że jestem legendą. Na szczęście zdarzają się też żywe legendy”. Od sierpnia 2017 Janusz Głowacki jest już tylko legendą bez przymiotnika, a ostatnie miesiące dopisały piękne post scriptum do jego biografii. „Zimna wojna”, której scenariusz napisał wspólnie z Pawłem Pawlikowskim, to bodaj najbardziej nagradzany polski film ostatnich kilku dekad.

Nie będę ukrywał, że Głowackiego osobiście bardzo lubiłem, a jako mistrza anegdoty wręcz podziwiałem. W swoich tekstach, ale i w życiu, był człowiekiem obdarzonym błyskotliwym dowcipem, wyczuciem absurdu i przenikliwą inteligencją. Można się o tym przekonać, czytając wznowiony właśnie zbiór felietonów „Jak być kochanym”. W nowym wydaniu książki pojawiło się kilka niedrukowanych wcześniej tekstów, dotyczących spraw amerykańskich, ale większość tych felietonów ukazywała się pod koniec lat 60. i w latach 70. na łamach warszawskiej „Kultury”. Głowacki pokazuje w nich nie tylko swój dowcip, ale i erudycję, przy okazji dowodząc jak niezwykłym miejscem był PRL.

Bo czy np. dziś jest do wyobrażenia, żeby felietonista parafrazował w swoich tekstach Szekspira czy „Pieśń o Rolandzie”? Nie ma już wysokonakładowych pism, które by takie intelektualne wyzwanie podjęły.

Tchórz? Konformista? Kanalia? Literacka gwiazda!

Napisał obrzydliwy paszkwil na Czesława Miłosza, głosił pochwałę stalinowskiej bezpieki w czasie, gdy w katowniach mordowano AK-owców.

zobacz więcej
Nie ma dziś też autorów, którzy by potrafili tak celnie, z cieniutką ironią, trafiać w słabe punkty przeciwników. Dziś wali się na odlew siekierą, Głowacki ciął skalpelem. Jego ofiarami najczęściej padali grafomani, nieutalentowani filmowcy i propagandyści, a ulubioną figurą literacką był persyflaż. To znaczy chwalił tak bardzo, że zaczynano podejrzewać, że kpi.

Wielu z dawnych felietonowych przeciwników pisarza odeszło już w zapomnienie i dziś mało kto rozumie niektóre aluzje, a mimo to są to teksty nieodparcie śmieszne. Choćby, słynna swego czasu, recenzja horroru Janusza Majewskiego „Lokis” zatytułowana „Strzeż się ciąży lokis krąży”, w której autor ostrzegał panie „przed przesadnym rozczulaniem się, gdy zobaczą gentlemana, który wygląda nawet przyzwoicie, ale ma kły, pazury i jest kudłaty, bo może to doprowadzić do powstania nowego filmu”.

Albo list do redakcji „Res Publiki” z roku 1988, komentujący nowojorskie wspomnienia kolegi pisarza, któremu pokazywał miasto. «Ten burdelik dla „mężczyzn, którzy lubią kobiety w ciąży”, co go ze zrozumiałym „triumfem” pokazywałem Tomaszowi Jastrunowi, jest już zamknięty. Ale na jego miejscu otworzono burdelik dla kobiet, które lubią mężczyzn w ciąży. Podjąłem tam pracę w pełny wymiarze godzin…»
Do obsypanej nagrodami i oskarowymi nominacjami "Zimnej wojny" reżyser Paweł Pawlikowski napisał scenariusz wraz z Januszem Głowackim. Na zdjęciu kadr z filmu. Joanna Kulig i Tomasz Kot. Fot. Kino Świat/materiały prasowe
Paradoks goni paradoks i żartem pogania. Ale to nie jest cała prawda o pisaniu Głowackiego i tej książce. Bo poza felietonowymi szarżami znajdziemy tu pełne czułości wspomnienia przyjaciół takich jak Zdzisław Maklakiewicz czy Jan Himilsbach, a także świetne szkice opisujące Nowy Jork po atakach na World Trade Center. Bo, jak na prawdziwego mistrza komizmu przystało, Janusz Głowacki był w głębi duszy bardzo smutnym człowiekiem.

– Mariusz Cieślik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


O Januszu Głowackim Mariusz Cieślik rozmawia w czwartek 21 marca godz. 22.15 w TVP Kultura w programie "Koło pióra" z żoną pisarza Oleną Leonenko, kompozytorką, choreografką i aktorką. Gościem audycji będzie także pisarz Wojciech Kuczok, który wydał niedawno nową powieść "Rozmemuary".
Zobacz wyemitowane odcinki programu „Koło pióra”:
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Brak miłości i kryzys człowieczeństwa. „Król Lear” z Łabonarską
Aktorka, jako tytułowy stary władca, zagrała w ciekawym spektaklu – o końcu świata.
Kultura Najnowsze wydanie
Sanktuaria polskie. Co warto zobaczyć?
Ile jest sanktuariów w Polsce? Z pewnością ponad 1200.
Kultura wydanie 21.05.2021 – 28.05.2021
Filmy z seksem w roli głównej. Polski towar eksportowy
Czy w sequelach „365 dni” będą pracować specjaliści od cenzurowania scen erotycznych?
Kultura wydanie 7.05.2021 – 14.05.2021
Z życia wzięte i wycięte
To nie jest robota dla delikatnych panienek.
Kultura wydanie 30.04.2021 – 7.05.2021
Oscarowa gala jak sowiecka akademia. Biali adorują czarnych
W aurze filmowej rewolucji natychmiast pojawiają się skojarzenia z socjalistycznymi punktami za pochodzenie.