Historia

Miały być bliźniacze wieże, drapacz Kulczyka i wieżowiec „Agory”

Warszawski drapacz chmur jest na 45. miejscu wśród 102 najsłynniejszych budynków w historii świata, obok m.in. wieży Eiffla, piramidy z Gizy i Empire State Building. On, jak i inne stołeczne wieżowce, to zresztą niezła lekcja historii. W jeden trafiło ponad 1000 pocisków, patrząc na zdjęcia ruin, ma się skojarzenia z wybuchami nowojorskich Twin Towers. Jeden z dwóch drapaczy chmur zaplanowanych w latach 70. nawiązuje do stylistyki World Trade Center i początkowo polskie dwie wieże też miały być do siebie podobne.

Arogancki i bezduszny styl w pseudoekologicznym wcieleniu

Szkło zaspokaja faraońskie ambicje. Działa na wyobraźnię. Poprawia wizerunek. Co o naszej epoce mówią wieżowce Dubaju i Warszawy?

zobacz więcej
Większość urbanistów i planistów uważa, że wieżowce w Warszawie są stawiane wbrew regułom. Są za bardzo rozproszone, a powinny blisko siebie. Jednak efekt osiągnięty wbrew woli i opinii specjalistów okazał się całkiem ciekawy, bo warszawski skyline, czyli panorama stolicy z wieżowcami, cieszy się dużym uznaniem, co widać na różnych listach top 10 najlepszych panoram miast europejskich zamieszczanych w internecie. Niektórzy, jak Alex Scoia z matadornetwork.com, umieszczają nawet stolicę Polski wśród 40 najbardziej imponujących panoram świata („the world’s most impressive skylines”).

Niektóre zagraniczne biura podróży i portale, zachęcając do odwiedzenia Warszawy wymieniają jako jedną z atrakcji właśnie widok na stołeczne drapacze chmur. A niebawem warszawski skyline znów bardzo się odmieni, ponieważ w tej chwili w polskiej stolicy buduje się kilka nowych, wysokich budynków. Nigdy dotąd nie powstawało w jednym momencie tak wiele wieżowców. Stolica jest zresztą jednym z najwyższych miast Europy, obok Londynu, Paryża, Frankfurtu oraz wiodących obecnie prym w tej dziedzinie Stambułu i Moskwy. Oczywiście większości miast Starego Kontynentu daleko od niebotycznych wież powstających obecnie na Dalekim i Bliskim Wschodzie – Azjaci budują teraz najwyżej i zostawili w tyle nawet amerykańskie metropolie.

Mimo to, jak się słucha wypowiedzi stołecznych polityków i aktywistów to wynika z nich, że właśnie drapacze chmur są głównymi winowajcami korków i smogu w Warszawie. Nie to, że niektóre sąsiadujące ze sobą od stu lat dzielnice, jak Mokotów i Ochota, nie mają komunikacyjnych połączeń. Nie to, że kilkadziesiąt lat temu zaprzestano rozwijania komunikacji tramwajowej. Ani brak dróg, ani fakt, że większość samochodów na polskich drogach nadaje się po prostu na szrot. Winne są wieżowce, bo efektownie można przeciwko nim protestować. Zdecydowanie łatwiej niż przedstawić program rozwoju dróg i komunikacji miejskiej.

Toi-Toi, czyli ataki na Turka

Nad Warszawą krąży też „kompleks podarunku Stalina”. Z jednej strony słychać narzekania, że to symbol dominacji sowieckiej, który zniszczył śródmiejską harmonię, a z drugiej – administracyjne ograniczenia architektoniczne, by w mieście nie stanął budynek wyższy od Pałacu Kultury i Nauki. Jest to o tyle śmieszne, że dotąd nie było nawet takiego inwestora, który w ostatnim trzydziestoleciu byłby skłonny wyłożyć ogromne pieniądze na budowę blisko 300-metrowej wieży. To nie ta skala gospodarki. Oczywiście pojawiali się inwestorzy, którzy mówili o gotowości wybudowania wielkich drapaczy. Ale poza bardzo wstępnymi deklaracjami, nigdy to nie nabrało poważnych kształtów.
Same początki powstawania w Warszawie budowli, które mogłyby z PKiN konkurować wysokością lub choć zmniejszyć jego dominację nad miastem, były burzliwe. W 1989 roku oddano do użytku hotel Marriott. Jego wznoszenie trwało latami – zostało przerwane w 1980 roku w wyniku kryzysu i źle podpisanych umów przez peerelowskie biura handlu zagranicznego. W 1991 roku zakończono na placu Bankowym budowę „Złocistego Wieżowca”, który zmienił się w „Błękitny”. Wznoszono go od 1965 roku.

Tam były domy gorsze od postawionych na ich miejsce wieżowców

To opowieść o osobliwej dzielnicy. Mieszkania niskie i wilgotne. Ciągłe awantury o klucz od strychu. Sześć osób żyło w jednym pokoiku.

zobacz więcej
Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pierwsze i nowe wieżowce nie zostały przyjęte dobrze przez część mediów i środowisko architektów. Najbardziej atakowano FIM Tower (potem Orco Tower, teraz Central Tower) oraz Reform Plaza (potem Milllennium Plaza, teraz Atlas Tower), które były zaprojektowane przez zagranicznych architektów: włoskiego i tureckiego.

Szczególnie ostro potraktowano Turka Vahapa Toya. Bez wątpienia był on, delikatnie mówiąc, osobą kontrowersyjną, która miała w Polsce ekscentryczne plany inwestycyjne (np. budowę „drugiego Las Vegas w Białej Podlaskiej” wraz z międzynarodowym lotniskiem, torem Formuły 1 i stadionem olimpijskim). Ale w przeciwieństwie do Michaela Jacksona, którego tak bardzo fetowały polskie władze za sam pomysł budowy ma Mazowszu parku rozrywki, turecki biznesmen przynajmniej dwie duże inwestycje w Polsce zrealizował (oprócz wspomnianego wieżowca, także centrum handlowe Blue City).

Turka spotkały też w Polsce ksenofobiczne ataki, bo za takie należy uznać określanie przez kilku dziennikarzy jego budynku Toi-Toiem i twierdzenie, że tak mówi warszawska ulica. Jest o tym wzmianka nawet w Wikipedii. Ale zapewniam państwa, że ulica nie zna nazwisk architektów (choć ci o tym śnią nieustannie). To epitet wymyślony przez dziennikarzy oraz tych architektów, którym marzyły się wtedy projekty większe niż pałace ZUS-u – na ich szczęście obawy okazały się płonne, żadni Turkowie im nie zagrażają i mogą teraz projektować osiedla mieszkaniowe w stylu tureckiej riwiery.

Pojawił się też wówczas argument „warszawskiej wysokości”, czyli budynków tylko kilkupiętrowych. Ten nieprawdziwy zresztą argument, podobnie jak inny – „warszawskiej szarości”, o jedynie słusznej kolorystyce budowli – są już od wielu lat zapomniane.

Przedwojenne „drapacze”

Jeśli chodzi o budynki wysokie, to Warszawa jest bardzo ciekawym miastem. Była w tej dziedzinie pionierem na skalę europejską, a mimo zniszczeń wojennych miasta, akurat warszawskie wieżowce ocalały. Stolica Polski – oprócz miast amerykańskich – jest bowiem jednym z niewielu miast na świecie, które ma budynki wysokie (niebędące też obiektami takimi, jak wieże kościelne) i z początku XX wieku, i z późniejszych okresów tamtego stulecia – z lat 30., 50., 60., 70. i 90.
To właśnie w Warszawie w 1973 roku odbyła się jedna z pierwszych na świecie regionalnych konferencji poświęconych planowaniu i projektowaniu wieżowców, na którą zjechali czołowi konstruktorzy, architekci i urbaniści z wielu kontynentów, w tym oczywiście ze Stanów Zjednoczonych Ameryki (Regional Conference on the Planning and Design of Tall Buildings). To wtedy rozpoczęło się budowanie Zachodniego Rejonu Centrum Warszawy (ZRCW), według projektu zespołu architektów pod kierunkiem Jerzego Skrzypczaka.

W Pruszkowie obraz, w Sulejówku dźwięk

Wydarzenie sprzed 80 lat pozwoliło Polsce wejść do telewizyjnej elity, w której podówczas było niespełna 10 państw.

zobacz więcej
Z tych założeń udało się zrealizować tylko dwa wieżowce: Intraco II (dzisiaj Oxford Tower) i wspomniany już Marriott. Oxford Tower nawiązuje luźno, ale bardzo udanie, do stylistyki bliźniaczych wież World Trade Center, które czekał tragiczny koniec – 11 września 2001 roku wbiły się w nie dwa, pełne paliwa samoloty pasażerskie porwane przez terrorystów Al-Kaidy, powodując zawalenie się budynków i śmierć 2973 osób. Początkowo polskie dwie wieże też miały być do siebie podobne, jak Twin Towers , ale w końcu z tego zrezygnowano.

Warszawskie „drapacze” to także niezła lekcja historii. Szczególnie cztery z nich mogą bardzo udanie pomóc w tłumaczeniu skomplikowanych polskich dziejów. Będą lepsze niż długi wykład. Wieża PAST-y (Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej), początkowo zbudowana jako gmach szwedzkiego przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego Cedergren, była nie tylko najwyższym budynkiem Imperium Rosyjskiego, ale w latach 1908-1911 także najwyższym gmachem w Europie. PAST-a ma historię, jakiej nie doświadczył żaden inny rekordzista wysokości na świecie: to o nią od 2 do 20 sierpnia 1944 roku toczyły się krwawe, ale zwycięskie boje w Powstaniu Warszawskim. Została w rękach żołnierzy Armii Krajowej aż do dnia kapitulacji.

Krajowy rekord wysokości (51 metrów) PASTA-a straciła w latach trzydziestych na rzecz katowickiego Drapacza Chmur (62 m), zaprojektowanego przez Stefana Bryłę, oraz warszawskiego gmachu angielskiego towarzystwa ubezpieczeniowego Prudential (66 m), który wyszedł z pracowni Marcina Weinfelda i – także – Stefana Bryły.

Prudential był przed II wojną światową najwyższym budynkiem w Polsce i trzecim co do wysokości w Europie. Na jego dachu w 1936 roku zamontowano antenę zaprojektowaną przez profesora Janusza Groszkowskiego, przez którą przeprowadzono pierwsze w Europie transmisje telewizyjne. W czasie Powstania w gmach trafiło ponad 1000 pocisków, w tym dwutonowy ładunek z moździerza typu Karl-Gerät. Kiedy dzisiaj patrzy się na zdjęcia amunicji trafiającej Prudential, to ma się skojarzenia z wybuchami nowojorskich Twin Towers. Po wojnie zdjęcia szkieletu budynku zdobiły plakaty antywojenne i przypominające o niemieckim niszczeniu Warszawy (tak na marginesie: w Berlinie w każdym punkcie z pamiątkami można kupić pocztówki ze zdjęciami zburzonego w 1945 roku Berlina, a w stolicy Polski – żadnej ze zburzoną Warszawą).

„Zemsta Stalina”

Najwięcej kontrowersji w Warszawie wzbudza Pałac Kultury i Nauki. Nie będziemy ich kolejny raz przypominać, warto jednak zauważyć, iż sam fakt, że jest to „prezent Stalina”, czyni z niego jedną z większych atrakcji turystycznych (bardzo często wymienianą na pierwszym miejscu). Opowiadając o tzw. Pekinie można cudzoziemcowi szybciej wytłumaczyć to, co po II wojnie światowej zdarzyło się w Europie Środkowo-wchodniej, niż na innych przykładach.
Czy wzorem dla PKiN była Wieża Niepodległości, której koncepcja budowy przy rondzie Waszyngtona w Warszawie powstała w 1934 roku? Na zdjęciu prezydent Warszawy Stefan Starzyński (ze wskaźnikiem, poniżej którego widać makietę Wieży) podczas wystawy „Warszawa przyszłości” w Muzeum Narodowym. Od lewej stoją: adiutant prezydenta RP kpt. Zygmunt Gużewski, premier Marian Zyndram Kościałkowski, prezydent Ignacy Mościcki. Marzec 1936. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-U-8484-2
W trakcie budowy PKiN zginęło 16 sowieckich robotników, którzy zostali pochowani na cmentarzu prawosławnym. Do budowy ściągnięto kilka tysięcy robotników ze Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich i zbudowano im na Jelonkach osiedle domków fińskich, z których z kolei musiano kogoś wysiedlić, żeby je rozebrać i przenieść do Warszawy. A musieli to osiedle wznieść, bo miasto było zniszczone (i znowu dygresja: na początku lat 70. w Warszawie dom dla swoich pracowników budujących wieżowce Intraco I oraz hotel Forum wznieśli też Szwedzi, bo w stolicy nie mogli znaleźć dla siebie obiektu ze standardem zachodnioeuropejskim).

Przyciągał władze i samobójców. Pałac Kultury kończy 60 lat

Wyżej! Wyżej! – krzyczeli urzędnicy, gdy nad przyszłym Placem Defilad latał samolot, wyznaczając wysokość Pałacu Kultury.

zobacz więcej
Zwykle podaje się, że Pałac Kultury (237 metrów), oddany do użytku w 1955 roku, przez 35 lat był drugim co do wysokości budynkiem w Europie, zaraz po moskiewskim Uniwersytecie im. Łomonosowa. Dla mnie ciekawsze jednak jest to, że był jednym z 10 najwyższych budynków świata przez blisko 15 lat. Na tej liście, poza nim i moskiewskim budynkiem, były tylko amerykańskie drapacze chmur. W latach 70. zajmował 15. miejsce, a jeszcze w latach osiemdziesiątych był na liście pod koniec pierwszej trzydziestki. Sam Pałac porównany z „Siedmiona Siostrami”, moskiewskimi socrealistycznymi wieżowcami, wydaje się być od nich zdecydowanie ładniejszy. Przeszedł do europejskiej i światowej literatury przedmiotu, jest nawet częściej prezentowany niż jego sowieckie „starsze siostry”. Na stronie visualcapitalism.com, w ilustracji do artykułu o globalnym pędzie budowania nowych drapaczy chmur znajduje się – z racji pełnionych przez PKiN funkcji publicznych – na 45. miejscu wśród 102 najsłynniejszych budynków w historii świata (m.in. obok Empire State Building, wieży Eiffla, bazyliki św. Piotra, piramidy z Gizy, katedry Notre-Dame).


Niektórzy twierdzą, że jego inspiracją były plany niezrealizowanego z powodu wojny Pałacu Rad. Inni w projekcie Lwa Rudniewa dopatrują się podobieństw do Wieży Niepodległości, której koncepcję w 1934 roku stworzył architekt Juliusz Nagórski. Miała znaleźć swoje miejsce przy rondzie Waszyngtona w Warszawie.

W latach 60. w trochę innym miejscu, ale na tym samym rondzie, stanął mieszkalny wysokościowiec, który jest tam nadal. Miał na dachu koło przypominające karuzelę, odwołanie do czasów, kiedy Saska Kępa była miejscem majówek. Miał też oszklone ściany, więc pisano o nim, że to spełnione sny Stefana Żeromskiego o szklanych domach. Sny te były bardzo męczące – szybko okazało się, że trudno takie mieszkania ogrzać, za to latem było tam upiornie gorąco. A że w małych klitach liczył się każdy metr, to i estetyka tego była dość szokująca dla postronnych obserwatorów z ulicy. Szybko więc wrócono do konwencjonalnych okien. I sen o szklanych domach się skończył.

Z kolei wspomniany już „Błękitny wieżowiec” przy placu Bankowym, budynek architektonicznie przeciętny i ciekawy jedynie z powodu ciągnącej się ponad ćwierć wieku budowy, doskonale ilustruje tą historią realia gospodarki realnego socjalizmu. Ale też nie można zapominać, iż zbudowano go w miejscu po Wielkiej Synagodze, którą Niemcy wysadzili 16 maja 1943 roku.

Wieże wolności, handlu i „Gazety Wyborczej”

Upadek komunizmu to nie tylko dokończenie starych inwestycji, to także nowe marzenia. O drapaczu chmur marzyła bowiem nie tylko spółka Srebrna, o której ostatnio tak głośno. Marzyli też w latach dziewięćdziesiątych liczni biznesmeni, a nawet spółki medialne.
Po Warszawie krążył wtedy pewien mężczyzna z makietą przypominająca Puchar Świata FIFA. Chciał on zbudować w stolicy taką dwustumetrową Wieżę Wolności. Liczący 282 metrów drapacz chmur na ulicy Chmielnej planował też miliarder Jan Kulczyk. Do budowy ostatecznie nie doszło. W tym miejscu ktoś inny stawia teraz 80-metrową piramidę.

Wyznania burzyciela

Robert Bogdański, który zlikwidował budynek cenzury, włącza się do dyskusji o zburzeniu PKiN. „Tych, którzy wielbią Pałac i tych, co go nienawidzą, łączy jedno: to On włada ich emocjami. Nie potrafią się oderwać od świata, jaki On zbudował”.

zobacz więcej
W zapowiedzi programu Andrzeja Woyciechowskiego „Na każdy temat”, który wówczas zaczął emitować Polsat, lektor mówił – wtedy w ramach dowcipu – że na dachu wieżowca tej stacji wylądował helikopter z gościem. Polsat naprawdę śnił o wieżowcu i w końcu go wybudował na ulicy Ostrobramskiej. Skromny pod względem wysokości, ale jest.

Henryk Drzewiecki, były architekt miejski, pisał w czasopiśmie „Architektura” o niejakim Sashy Muniaku, który na początku lat 90. przymierzał się do projektu 70-piętrowej wieży w Warszawie. Miała być ona i warszawską wieżą Eiffla, i symbolem odrodzenia Polski, i Warszawskim Centrum Handlu.

Ta sama „Architektura” zawiera też projekt z 1990 roku budynku spółki Agora, która miała mieścić się przy zbiegu ulic Grzybowskiej i Marchlewskiego (obecnie Jana Pawła II) w Warszawie. W gmachu o powierzchni 37 500 metrów kwadratowych pracować miało 2000 osób. Oprócz miejsca dla władz spółki planowano, że znajdą się tam redakcje gazet „Wyborczej”, „Stołecznej”, „GW International” oraz pisma „Rock and Roll”. „Ponadto – czytamy – w dwudziestu dwóch kondygnacjach mieścić się będą studia telewizyjne oraz radiowe, pomieszczenia biurowe do wynajęcia (około połowy powierzchni obiektu), sklepy i punkty usługowe na parterze, kawiarnia i restauracja (na I piętrze). W podziemiach zaprojektowano miejsca parkingowe”.

Jak na tamte czasy, był to projekt zrobiony z wielkim rozmachem. Projektowało biuro JEMS Olgierd Jagiełło, Maciej Miłobędzki, Jerzy Szczepanik-Dzikowski. Poza tą jedną informacją nie było więcej wzmianek na ten temat. Nie wiadomo, dlaczego ta inwestycja nie doszła do skutku.

Biuro JEMS przygotowało też projekt dzisiejszej siedziby Agory na ulicy Czerskiej, którą dziennikarze od czasu powstawania nazywają „leżącym wieżowcem”, co jeden z nich niedawno kolejny raz wyraził w rozmowie z projektantami („Poprawia nam się widok na Polskę”): „Ale bardziej lubicie wieżowce «leżące». Taka jest zaprojektowana przez JEMS Architekci siedziba Agory, wydawcy «Gazety Wyborczej»”.

Tak więc mamy w stolicy wieżowce stojące i leżące.

– Grzegorz Sieczkowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Drapacze chmur
Zdjęcie główne: Centrum Warszawy w 2016 roku, m.in. Pałac Kultury i Nauki, Marriott, Złota 44, Novotel i inne wieżowce. Fot. Omar Marques/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od cebulek tulipanów po kredyty hipoteczne
Czy po 90 latach od Czarnego Czwartku świat czeka kolejny krach finansowy? Dziś wywołać go mogą kryptowaluty.
Historia Najnowsze wydanie
Jak Kuroń stał się dowódcą armii pacyfikującej społeczny bunt
Słyszałam, że wziął kartkę i rysował strzałki, kierunki natarcia policji, rozlokowanie sił, które miały rozpędzić strajkujących – wspominała Janina Paradowska.
Historia Poprzednie wydanie
Bardziej Polak niż komunista – Gomułka w październiku ‘56
Jedyna w PRL radziecka interwencja zbrojna rozpoczęła się ćwierć wieku przed grudniem 1981 r.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała
Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Tydzień solidarnego głodowania
Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.