Kultura

Bez nadęcia, moralizowania, rozdzierania szat. W świecie pomyłek

Proszę sobie wyobrazić dwucentymetrowego ludzika z pędzlem wielkości łebka od szpilki, spod którego to pędzla wylewa się niebieska fala, ogarniająca błękitem całą ścianę sali wystawowej. Albo lilipucią ogrodniczkę, wygrabiającą spirale z czerwonego piasku. Tak wygląda istota ludzka widziana z góry. Z tej perspektywy nasza codzienna krzątanina to śmieszne dreptanie mrówek.

Świeckie ikony: drogie, modne i coraz bardziej puste. Tęsknota za pięknem

Okazało się, że najlepiej czujemy się w kontakcie z obiektami spełniającymi warunki renesansowego piękna.

zobacz więcej
To naprawdę rewelacja: „Sytuacje”, pierwszy w naszym kraju przegląd dokonań Liliany Porter, 78-latki urodzonej w Argentynie, od 55 lat mieszkającej i tworzącej w Nowym Jorku. Dotychczas jej związki z Polską były skromne: w 1986 dostała nagrodę na Międzynarodowym Biennale Grafiki w Krakowie. Miała dobrze po czterdziestce, kiedy stworzyła własny styl.

Jak to często w przypadku współczesnych artystów bywa, nie sposób jednym słowem określić medium, którym się posługuje: malarstwo, rysunek, grafika, instalacje, film animowany, działania w przestrzeni miejskiej, reżyseria i scenografia teatralna… A wszystko to spójne i dopełniające się.

Rozrzut stosowanych technik świadczy o lekceważeniu warsztatu – choć w każdym gatunku Porter osiąga świadomość, a to ważniejsze niż świetność. I właśnie owa lekkość przerzucania się z jednego medium na kolejne daje pojęcie o skali kreatywności, inteligencji i specyficznym poczuciu humoru autorki.

Jej oryginalność doceniono: dwa lata temu została zaproszona na Międzynarodowe Biennale Sztuki w Wenecji, gdzie zaprezentowała instalację „Człowiek z siekierą”.

Żonglerka czasem

A w Zachęcie – takie zdjęcie: buńczuczna dwudziestokilkulatka; obok – ta sama twarz, ale pogodnie uśmiechnięta. Jedna czarnowłosa, druga posiwiała, lecz obie ostrzyżone na chłopaka, obie z szelmowskim błyskiem w oku. Ich oczy łączy prostokątna forma. Portrety dzieli 40 lat.
Praca Liliany Porter „Portret”. Fot. Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki
Inna praca z tej serii: dłoń młódki u góry, ręka starszej osoby w dole, obie z wysuniętymi ku sobie palcami wskazującymi, związanymi czarną nitką. Czy to ta sama osoba? Oczywiście, bo „choć w papierach lat przybyło to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami”.

Jednak coś uległo zmianie. Porter więcej zrozumiała, straciła buntowniczość, zda się – pokochała ludzi.

Niepodległość Polski czy niepodległość macic? Pod patronatem Róży Luksemburg

Tej wystawie przyświeca wyrazista ideologia, w której szwarccharakterem jest europejska, chrześcijańska i patriarchalna cywilizacja stojąca na straży seksizmu, rasizmu bądź homofobii.

zobacz więcej
Kilka dekad temu artystka dostrzegła nieważkość pojedynczego losu i komizm starań, by temu jednostkowemu bytowi nadać jakąś szczególną rangę. To „odkrycie” sprawiło, że wszystko, co robi od lat 80. ubiegłego wieku, bardziej przypomina zabawę niż twórczość serio. Wszystko od niechcenia, z przymrużeniem oka, dalekie od ambicji wspięcia się na artystyczny Parnas. Chodzi raczej o wypięcie…

Gadżety tandetne i rozczulające

Jej spojrzenie na świat i ludzki byt kojarzy mi się z wizją Piny Bausch – a Porter jest niemal rówieśnicą wielkiej choreografki (urodzone: Bausch – 1940; Porter – 1941). Obie podobnie postrzegają naszą egzystencję, w której śmieszność miesza się z rozpaczą, patos z kiczem, wrażliwość (nadwrażliwość) z małostkowością. Obie też uznały ludzkie dążenie do perfekcji za z góry skazane na klęskę – z racji niezależnych od nas.

Bausch wykorzystywała w spektaklach tancerzy dalekich od klasycznego wyglądu; w układy choreograficzne włączała niezdarność (inna sprawa, starannie wyreżyserowaną); warstwę muzyczną podbijała ckliwymi szlagierami.
Z kolei Porter głównymi aktorami swych przedstawień uczyniła tandetne gadżety, jarmarczne pamiątki, kiczowate ozdóbki i niegdysiejsze zabawki. Większość wyszperała w antykwariatach, na bazarach i targach staroci. Przedmioty imitujące wyroby luksusowe, w istocie koślawe i niedorobione, zarazem rozczulające pretensjami do piękna.
Najbardziej zachwyca mnie kunszt Portrer w tworzeniu napięć poprzez nieoczekiwaną zmianę skali. Proszę sobie wyobrazić dwucentymetrowego ludzika z pędzlem wielkości łebka od szpilki, spod którego to pędzla wylewa się niebieska fala, ogarniająca błękitem całą ścianę sali wystawowej. Albo lilipucią ogrodniczkę, wygrabiającą spirale z czerwonego piasku.

Lub taka inscenizacja, zatytułowana „Sytuacja z białym wozem”: duże płótno, na nim rozlana gęsta czarna farba zastygła jak lawa, w niej brnące mikroskopijne figurki ludzkie. Te postaci zauważa się dopiero z bliskiego dystansu, zaś z daleka to ledwo widoczne drobiny, grudki. Tak wygląda istota ludzka widziana z góry. Z tej perspektywy nasza codzienna krzątanina to śmieszne dreptanie mrówek, zaś rozpisana w czasie trajektoria życia przypomina planszę do gry w chińczyka.


Ale, ale… jeśli zsumować dorobek dowolnie wybranego żywota, może okazać się on nieproporcjonalnie wielki w stosunku do wykonującej go istoty. Porter obrazuje to najprościej: oto maciupeńka tkaczka, która utkała zwały, masy materii; mini-listonosz, pokonujący w ciągu życia dystans dookoła świata; tyci zegarmistrz naprawiający staromodny budzik, mniejszy niż wskazówka.

Człowiek jest wielki, skoro potrafi mierzyć się z czymś, co go tysiąckrotnie przerasta!

Wszystkie te zabawy ze skali przywodzą na pamięć „Podróże Guliwera” czy „Alicję w krainie czarów”. Jedna różnica: artystka nie sytuuje swych bohaterów w baśniowych sceneriach, pośród wyimaginowanych postaci, lecz osadza w kontekstach znanych z codzienności.

On się spala, ona nietknięta

Niejako rewersem jej instalacji są animowane filmy. Na ekranie pojawiają się te same kiczowate gadżety, lecz tym razem widzimy je w zbliżeniu, wielokrotnie powiększone. Poruszają się niezdarnie w takt muzyki łatwej, lekkiej i przyjemnej, która w pewnym momencie poważnieje, nabiera tonów dramatycznych albo zacina się jak zdarta płyta (znów kłania się Pina Bausch!).
Autorka-reżyserka nie ukrywa metod animacji: to ręczna robota. Kamera bezlitośnie ujawnia mankamenty „bohaterów” sfilmowanych scenek. Tu nietrafnie położona farba na lokach, tam krzywe oczko, ówdzie dwie lewe nogi, dwie lewe ręce, do tego brak szyi i główka jak makówka.

Jest też świeczka o nietypowym kształcie: wirująca w tańcu para. On w trakcie popisów tanecznych gwałtownie maleje, bo… w jego ciałku umieszczony został knot. Knot płonie, stearyna topi się, a tancerz traci głowę, potem dalsze partie ciała. On się spala; ona pozostaje nietknięta. Czyż to nie wspaniała metafora niejednego związku, w którym nie ma równoległości uczuć ani stopnia zaangażowania?

Niezgraby wywołane przez Porter na ekran bawią, ale też rozczulają. Oddają mizerię ludzkiej kondycji. Nasze słabości, ułomności, krzywizny. Argentynka uświadamia to odbiorcy bez nadęcia, moralizowania, rozdzierania szat. Bo jak pamiątka z wakacji ma odgrywać mentora?

Mimo wszystko, mikroskopijne postaci Liliany Porter wydają się heroiczne – wszak porywają się z motyką na słońce. Jak my.

– Monika Małkowska

Wystawę Liliany Porter „Sytuacje” można oglądać do 5 maja 2019 roku. Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa, pl. Małachowskiego 3


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 16.08.2019 – 23.08.2019
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?