Historia

Smok wawelski istniał naprawdę. Zapraszamy tam, gdzie mieszkają bestie

Dwunożny potwór wgryzał się w ofiarę, z apetytem kruszył i zjadał jej kości. Podobno z potrzeby przyswajania sporych ilości soli mineralnych oraz pragnienia odżywczego szpiku. Inne dinozaury na ogół subtelniej podchodziły do posiłku i objadały mięso, ale ten był szczególny.

Słowianie – „antropologiczny śmietnik” czy „najbardziej wierni genetycznemu dziedzictwu Europy”?

Nie wiadomo, skąd przyleźli, a matka i babka puściły im się z żołdakami, którzy maszerowali wielokrotnie przez ich dom. Tak m.in. po Polakach „jeżdżą” naukowo w Europie. Badania robi się tak, że ów stereotyp się utrwala.

zobacz więcej
Ma nasza ojczyzna znaleziska archeologiczne dokumentujące najstarszy na świecie wóz kołowy czy bumerang. Ma i takie, które dowodzą, że to na dzisiejszym terytorium Polski robiono pierwszy na świecie ser. Ostatnio wykazano również, że pod Wawelem nasi paleolityczni przodkowie polowali z oszczepami na mamuty już 25 tys. lat temu i to jest najstarsze takie znalezisko w Europie.

Jeśli jednak chcieć pójść tu głębiej w czasie i tokiem myślenia pewnej byłej premier naszej ojczyzny, szukając po Polsce skamieniałości po dinozaurach, to jest cieniutko… Ukamienowanych mozolnie przez turbolechitów nie ma wcale (bo dinozaury to jednak domena paleontologii, a nie archeologii), a i innych też brak.

Nasz ci on, rodzimy

A raczej było brak. Bo w roku 2012 zespół polskich paleontologów w składzie: Grzegorz Niedźwiedzki, Tomasz Sulej i Jerzy Dzik, opublikował wstępną analizę znaleziska szczątków i prawdopodobnych odcisków trójpalczastych stóp dinozaura. Nieliczne fragmenty kostne „jaszczura” znaleźli poszukiwacze-amatorzy kilka lat wcześniej, w pochodzących z późnego triasu (a dokładnie sprzed 205-200 milionów lat) osadach na terenie cegielni w górnośląskich Lisowicach. Reszty odkrycia i rekonstrukcji szkieletu dokonali już specjaliści z Instytutu Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk.
Dziś model 1:1 szkieletu tego przedpotopowego gada stoi w holu głównym Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Nikt zatem, kto tam wstąpi, nie może zaprzeczyć, że i na naszym terenie dinozaury żyły. I to wielkie, bo rekonstruowany gad miał 5-6 metrów długości i półmetrową czaszkę wypełnioną zębiskami: dokładnie 25 lub 26 zakrzywionymi ku tyłowi i piłkowanymi. Zęby te miały nawet 10 cm długości.

Odkryto nową formę życia na Ziemi! Ba – całe nowe królestwo! Osobną gałąź, która zmienia Drzewo Życia

Sam okaz, wolno żyjący w błocie drapieżnik, otrzymał nazwę na cześć pewnego ogra imieniem Kukwes.

zobacz więcej
Wielki jaszczur był tak samo krewnym późniejszych, wymarłych dinozaurów, jak i krokodyli, które żyją na naszej planecie do dziś. Nie do końca da się znalezisko z Lisowic przypisać precyzyjniej do szerszej grupy w obrębie triasowych archozaurów. Z teropodami (dwunożne dinozaury mięsożerne, to wśród nich swój początek miały ptaki) łączy go wiele cech, a jednak inne upodabniają go do archozaurów spokrewnionych właśnie z krokodylami. Archozaury to gady pradawne i zwane „naczelnymi”. Wywodzi się z nich kilka gadzich linii ewolucyjnych.

Szukając śladów w… kupie

Pod koniec stycznia tego roku skamieniałość z Lisowic znów przewinęła się przez nagłówki polskich mediów, a to za sprawą badania odchodów tego wielkiego i unikatowego archozaura. Wykorzystano specjalną technologię prześwietlania skamieniałych odchodów, czyli koprolitów, tzw. promieniowaniem synchrotronowym. Czasem aż takim wyszukanym szkiełkiem i okiem trzeba się przypatrzeć … kupie.

Było to owocne, jak donieśli na łamach „Scientific reports” Grzegorz Niedźwiedzki, Martin Qvarnstroem i Per E. Ahlberg z Uniwersytetu w Uppsali. Okazało się bowiem, że gad ów, choć żył jakieś 140 mln lat przed tyranozaurem, żywił się dokładnie jak T-rex. Wgryzał się w ofiarę, aż kości trzaskały. I on te kości z apetytem kruszył i zjadał. Podobno z potrzeby przyswajania sporych ilości soli mineralnych oraz pragnienia odżywczego szpiku, jak mają w zwyczaju zwierzęta kościożerne. Inne dinozaury na ogół subtelniej podchodziły do posiłku i objadały mięso z kości, te ostatnie pozostawiając nietkniętymi.

Tu na marginesie: analiza skamieniałych odchodów zwierząt i hominidów to poważna, dystyngowana i od 1829 roku bujnie się rozwijająca działka paleontologii. Pierwsze opisanie koprolitów zawdzięczamy ojcu brytyjskiej i wszelkiej w sumie paleontologii, teologowi anglikańskiemu i dziekanowi Katedry Westminsterskiej Williamowi Bucklandowi. Dokonał on również m.in. pierwszego pełnego opisu skamieniałości jakiegokolwiek dinozaura. Odkryte skamieniałości z Oxfordshire Buckland nazwał Megalosaurusem.
Koprolity służą poznawaniu pradawnej historii życia na naszej planecie w myśl zasady, którą podczas studiów na Wydziale Biologii UW wpajał studentom prof. Tomasz Umiński. Przechadzając się wśród nas podczas swych wykładów z zoologii i biologii zwierząt, z uporem maniaka powtarzał pytanie: „Co on żre i co jego żre?”. Dla zrozumienia życia na ziemi to pytanie fundamentalne i właśnie na nie odpowiadają koprolity. Skamieniałe odchody są świadectwem życia i trawienia na Ziemi już w osadach z okresu ordowiku, a to jest 485 mln lat temu.

Dinozaur jak smok

Obcy są wśród nas. Długo po innych gatunkach na Ziemię przybyły ośmiornice

Ziemię zasiedlają kosmiczne organizmy. Takie, które żyją w żołądkach ziemskiego bydła, ale równie dobrze radziłyby sobie na Marsie. I takie, które żywią się energią jądrową i przeżyłyby na księżycu Jowisza.

zobacz więcej
Wracając do archozaura z Lisowic, nic większego i bardziej przerażającego nie udało się na razie w Polsce z mezozoicznych osadów wydłubać. Czy kogoś zdziwi zatem, że polscy paleontolodzy nadali całemu jego rodzajowi nazwę „Smok”, zaś typowemu gatunkowi – oczywiście „Smok wawelski”? Nie „Draco”, po łacinie. Po prostu „Smok”. Dzięki czemu wszyscy paleontolodzy świata już wiedzą, jak jest „smok” po polsku oraz że dawno, dawno temu żył sobie straszny smok wawelski.

Nie wzbudzi to w nas zdumienia z wielu powodów. Chociażby niemożność przyporządkowania rodzaju Smok (gatunek typowy Smok wawelski) do żadnej grupy systematycznej, gdyż zebrał on w sobie mieszaninę cech co najmniej trzech różnych współczesnych sobie grup stworzeń – to dobry przyczynek nomenklaturowy.

Smok, jako byt legendarny, też jest zlepkiem kilku różnych autentycznych stworzeń. Coś jakby twórcy mitów wygrzebali niechcąco z ziemi kości wielu różnych gadzin jednocześnie i dokonali niekoniecznie naukowej, za to przejawiającej niemałą wyobraźnię, rekonstrukcji. Do tego zresztą jeszcze wrócę. Smok wawelski zaś zasadniczo inaczej wygląda na ziejącej ogniem rzeźbie u podnóża Wawelu, inaczej zaś na ilustracjach Mariana Walentynowicza do bajki Kornela Makuszyńskiego. Gdyby jednak te dwa przedstawienia ze sobą zespolić, to by był perfekcyjny obrazek na temat filogenezy Smoka wawelskiego sprzed 200 mln lat.

Po wtóre, rekonstrukcja Smoka wawelskiego – zarówno ta znajdująca się w hallu Wydziału Biologii UW, jak i ta u wejścia do Smoczej Jamy w grodzie Kraka – pokazuje bestię dwunożną. Stojącą i majestatyczną. Nie możemy założyć, że naukowcy poskładali te kości tak, by wyglądały nieco podobnie, jak rzeźba z Krakowa, ale… Każdy z nas ma ją od dzieciństwa w oczach. I pewnie trudno się tak całkiem uwolnić od wspomnień.

Trzeba tu przyznać na marginesie, że rzeźby smoków, nawet te powstające w naszym na wskroś racjonalnym stuleciu i nie dla potrzeb megaprodukcji typu „Gra o tron”, potrafią poruszyć wyobraźnię. Oto, jak doniosło BBC, w Północnej Walii w pobliżu wioski Tregarth, przy ruchliwej autostradzie stanęła siedmiometrowa, dębowa statua smoka, autorstwa rzeźbiarza Simona O’Rourke. Miejsce stało się „czarnym punktem”, gdzie zaczęło dochodzić do kolizji i wypadków spowodowanych przez zagapionych na smoka kierowców.

Żarłoczność bestii z Lisowic też jak ulał pasuje do jej nazwy. Wszak legenda głosi, że o obyczajach żywieniowych znanego każdemu polskiemu dziecku smoka wawelskiego wiele by się dało powiedzieć, nikt by jednak nie śmiał w oparciu o owe źródła przypisać gadzinie subtelności w podejściu do pokarmu. Pan Walentynowicz niezmiernie sugestywnie nam narysował, co by zostało z Króla Kraka i Królewny Wandy po zetknięciu ze smokiem: korona złota i wianek z kwiatków na głowę. Że już nie wspomnę o groźbach w stronę nieszczęsnego Księcia Bursztynka: „A ja połknę cię ze zbroją”, które ziejąca ogniem poczwara skierowała do walecznego rycerzyka. Tak, ten potwór definitywnie żarł wszystko z kośćmi.

Żyją też inne smoki

Smok wawelski, wymarły gatunek archozaura, ma jednak co najmniej trzech dalekich krewnych w świecie dziś żyjących gadów, które również zostały nazwane, zwłaszcza potocznie, smokami. Tutaj na pierwszym miejscu kroczy dumnie smok z Komodo, jak nazywa się warana zamieszkującego indonezyjskie wyspy. Nazwę zawdzięcza on rozmiarom. Zamiast, jak inne warany, mieć około 20 centymetrów czy nieco więcej, mierzy 3 metry długości i waży 70 kilogramów.
Uczeni są przekonani, że swe doprawdy smocze rozmiary waran z Komodo zawdzięcza wyspowemu siedlisku. Na wyspach bowiem brak licznych mięsożerców, co powoduje rozrost jedynego drapieżnika. Staje się on zupełnie niepodobny rozmiarami do swych kuzynów zamieszkujących siedliska na kontynencie. Tak niegdyś rozrosły się na przykład: wymarły już dziś nowozelandzki orzeł Haasa, gigantyczny szczur z Teneryfy czy fossa madagaskarska (rodzaj kota).

Ukryte pod górami, precyzyjnie ustawione, promieniujące energią. Nowe fakty o piramidach

Aby zbudować piramidę w ciągu 10 do 20 lat, trzeba by stawiać co 4,5 minuty kolejny kamienny blok ważący 2,5 tony.

zobacz więcej
Nie tylko jednak waran z Komodo. Smokiem obwołano jaszczurkę z rodziny agamowatych, zwaną po łacinie Draco volans, czyli smok latający. Można go zobaczyć w locie przebywając w Azji Południowo-Wschodniej, od Filipin po Indonezję. Jest jaszczurką niewielką, około 20-centymetrową, ale ma ze smokiem z naszej wyobraźni inny styk: błoniaste skrzydła. Draco volans jest bowiem jaszczurką owadożerną (żywi się głównie mrówkami) i nadrzewną. A to sprawia, że nieraz po prostu musi się przelecieć. Rozpościera wtedy płaty skóry rozpięte pomiędzy wydłużonymi żebrami i szybuje nawet 15 metrów. W tym locie potrafi zmienić kierunek nawet dość radykalnie, czyli zawrócić, by wylądować na tym samym drzewie, z którego wystartowała. Smoczy jest również u niej przepiękny czerwony kołnierz rozpościerający się podczas lotu. Jaszczurka ta zatem, choć jest malutka, wygląda groźnie. Coś, jak smocze dziecko.

I wreszcie ostatni smok – tym razem brodaty. Tak popularnie nazywa się iguany z rodziny agamowatych, rodzaju Pogona. Zresztą w tej rodzinie jaszczurek smoków jest całkiem sporo. Choć nie tak dobrze znane, jak występująca w Australii agama brodata. Nazwa „brodaty smok” pochodzi od spodu gardła jaszczurki, który może stać się czarny, gdy agama się zestresuje lub widzi potencjalnego rywala. Rozmiaru jest mikrego, ok. 30 cm, ale za to wygląda niemal dokładnie tak – jeśli zapomnieć o skrzydłach – jak smok wawelski pana Walentynowicza, choć umówmy się, że ów ma łeb nieco za bardzo krokodyli, jak na smoka.

Cały ten baśniowo-realny psychologiczny jazz

Poza tym wszystkim co wyżej… Tak, Jerzy Dzik, jak i jego współpracownicy z Instytutu Paleobiologii PAN i Uniwersytetu Warszawskiego, jak i każdy z nas był dzieckiem. I każdy wierzył w smoki. Czytał o nich, bał się ich. W Polsce zwłaszcza w smoka wawelskiego, choć i podania o warszawskim bazyliszku, ptasim nieco zabójcy samym spojrzeniem, trzymają się nieźle. I to jest pewnie najważniejsza przyczyna, dla której archozaur z Lisowic został nazwany tak, jak został.

Smoki polskie zresztą nie ograniczają się do wawelskiego i warszawskiego monstrum, jak przekonuje piękna „Księga smoków polskich” Bartłomieja Sali i Pawła Zycha (Bosz, 2014). Są tam przedstawienia i legendy nieznane ogółowi, lokalne.

Dla mnie najciekawszym jest żmij. To taka ogólnosłowiańska poczwara, tym od smoka wawelskiego różna, że przychylna ludziom. Opiekująca się zasiewami, walcząca bowiem ze smokami powietrznymi, które ściągały gradobicia i suszę. Żmij był królem węży i strażnikiem sprawiedliwości. Strzegł Wyraju, baśniowej krainy, z której przychodzi wiosna i do której odlatują ptaki, i przybierał postać człowieka o niewielkich skrzydłach, pokrytego łuską lub z wężowym ogonem. Żmij bywał też ojcem lokalnych herosów.
Dziś smoki są nieco wyparte z dziecięcej wyobraźni przez dinozaury. Obie jednak grupy (i krokodyle na dodatek) spełniają dla kształtowania się świata wewnętrznego małych ludzi rolę niezastąpioną. Uczą, jak się mądrze bać. Jak minimalizować i przerzucać irracjonalne lęki na małe, kontrolowalne, ale groźnie wyglądające obiekty realne, np. myszy czy pająki, oraz nierealne: dinozaury, smoki, czarownice, trolle i cały ten baśniowy jazz. Zwłaszcza, jeśli dać się dziecku bawić miniaturowymi modelami tych stworzeń. Pisałam już o tym mechanizmie tutaj.

Pokazują miłość i śmierć, radość i cierpienie. Przerażają, ale i pomagają ujarzmić lęki. To potęga baśni

Dlaczego czytamy dzieciom na dobranoc „Jasia i Małgosię”, choć to baśń krwawa i groźna, niczym „Opowieści z krypty”?

zobacz więcej
Straszne baśnie z obrazkami nie są wcale takie straszne, bo służą nam do transmisji kompletnie nieopanowywalnych, nowych i przejmujących lęków egzystencjalnych naszego dzieciństwa na potwory, które znikną, gdy będziemy dorastać. Monstra zaś zabiorą ze sobą, niczym kozioł ofiarny na pustynię, owe przerzucone na nie lęki dziecka.

O dinozaurach, na których – jak wskazuje codzienne doświadczenie wielu rodziców – najlepiej znają się 5-8-latki, a potem dopiero doktoranci paleontologii, można godzinami rozmawiać z fanami tych stworzeń. Co ich przyciąga do dinozaurów? – spytałam jedynego znanego mi człowieka z brontozaurem wytatuowanym na przedramieniu, Dawida Wildsteina. Okazuje się, że znaczenie ma ich pradawność, monstrualność i… piękno. Rekonstrukcje szkieletów umieszczone w muzeach, jak tłumaczy:

„Te wypreparowane kości, następnie złożone w szkielety ustawione w odpowiednich pozach, są trochę jak rekonstruowane bitwy sprzed wieków. Mają w sobie właśnie mityczność, choć nie są aż takim cywilizacyjnym symbolem czy alegorią, jak smoki. Jednak gdy się stanie pod takim gigantycznym szkieletem, realności nabierają opowieści o tytanach i gigantach, którzy kiedyś władali Ziemią. No i są one czystym dziełem sztuki stworzonym przez naturę”.

Smok z kawałków

„Głowa spadła aż na Kleparz, nogi aż do samych Bielan” – napisał mistrz Makuszyński na samym końcu swej legendy, znanej każdemu polskiemu dziecku. Smok wawelski pękł na drobne kawałki. Choć w istocie smok jest, jak wspomniałam już wyżej, złożony z kawałków, jest hybrydą istniejących zwierząt. Są to jednak kawałki rozmaite.

W dodatku wierzenia dotyczące smoków są różnorodne w różnych kulturach. Najogólniej smoki cywilizacji zachodniej są uskrzydlone, rogate, mają jaszczurczy pokrój ciała i zieją ogniem. Natomiast smoki orientalne nie mają skrzydeł, są raczej wężami na czterech nogach, niż jaszczurami, i są niebywale, wręcz bosko inteligentne. Smoki protoindoeuropejskie zaś, czyli takie trochę po środku, z których wywodzi się wspomniany słowiański żmij, to skrzydlate gadzie lub ludzko-wężowe stworzenia o niewielkich skrzydełkach, związane z wodą oraz ziemią i jej płodnością.

Patrząc wstecz, dość podobny do późnośredniowiecznych europejskich wyobrażeń, którymi nakarmiono nas w dzieciństwie wraz z legendą o świętym Jerzym i dzielnym szewczyku Dratewce, jest znacznie bardziej starożytny smok z Mezopotamii – Muszhuszu, przedstawiony w Bramie Isztar w Babilonie. Ma on głowę, szyję i tułów węża, pokryte łuskami, przednie nogi lwa, tylne nogi ptaka, ogon i rogi na głowie. W głowie charakterystyczny wężowy języczek, na szyi grzywę. Tak prawdopodobnie wyglądał rajski wąż, zanim nie skusił Ewy i nie musiał za karę zacząć się czołgać, beznogi, w prochu ziemi. Co zdaje się niestety zupełnie pomijać ikonografia chrześcijańska. Od smoka, jakim wyobrażamy go sobie najczęściej, różni się brakiem skrzydeł.
Według badaczy smoków (a jest to zagadnienie ściśle naukowe, bo smoki są najpowszechniej chyba występującym i pełnym alegorycznych znaczeń stworzeniem mitycznym na świecie), od Muszhuszu już tylko krok do Hydry lernejskiej. Wielogłowego, wężowatego, bagiennego potwora pokonanego przez Herkulesa podczas drugiej jego pracy.

Bogowie uwielbiali ludzką krew i dym z palonych serc. Czaszki ofiar obierano ze skóry i mięśni, a czerepy nawlekano na żerdź

Najpierw kapłan ostrym jak brzytwa nożem z obsydianu rozcinał klatkę piersiową i wyjmował bijące wciąż serce. To uśmiercało ofiarę. Rytuał jednak trwał dalej.

zobacz więcej
Co ciekawe, zdaniem astronomów ta sama niebieska konstelacja (największy pod względem powierzchni gwiazdozbiór, rozciągający się na ponad jedną czwartą drogi dookoła nieba) zwie się z grecka Hydrą, a znana była Babilończykom w okresie akkadyjskim jako Baszmu – wąż. Ów z kolei potwór miał mieć tułów ryby, smoczy ogon, przednie łapy lwa, tylne orła, głowę dokładnie taką, jak Muszhuszu, ale był uskrzydlony i były to skrzydła ptasie. Sumeryjczycy, znacznie wcześniej żyjący na tym samym terenie, nazywali podobne demoniczne stworzenie Muszszatur. Obok Baszmu w spisanych świadectwach mitologii akkadyjskiej były jeszcze obecne dwa rogate smoki: Uszumgalu – hybryda lwa i węża oraz Muszmahhu – tym prawdopodobnie różniący się od Baszmu, że, podobnie jak grecka Hydra, miał siedem głów.

Bez wątpienia pradawne istnienie dinozaurów nie miało żadnego wpływu na powstanie tych starożytnych, bliskowschodnich monstrów hybrydowych i ich legend, jako że w mezozoiku tereny te były zalane morzem i po prostu nie da się tam znaleźć żadnych szczątków lądowych dinozaurów. Jednak na późniejsze przedstawienia i wyobrażenia odkrywane przypadkiem pod powierzchnią ziemi, gigantyczne gadzie kości mogły mieć wpływ.

W starożytnym Egipcie zatem smok schodzi do podziemi. Cywilizacja Egipska zna żyjącego w podziemnej krainie zmarłych boskiego gigantycznego węża Apepa. Gdy on ryczał, drżała ziemia. Bóg Słońca Ra walczył z nim, nie dziwne zatem, że zaćmienia Słońca uważano za aspekty tej walki. Ra wykorzystał do wojny z Apepem innego gigantycznego węża – Nehebkau. To właśnie w Egipcie pojawia się trzeci gigantyczny wąż, o tyle istotny dla tej opowieści, że choć jeszcze nie ział ogniem, to był wprost z niego zrobiony. I omal nie spalił całego egipskiego panteonu, ale na szczęście pokonał go pierwszy faraon, co zresztą dało mu prawo do władzy. Imię tej ognistej bestii brzmiało Denwen.

I tu, jako kolejny zlepek tego wszystkiego, a więc Hydry, Apepa i Denwena oraz legendy o pokonaniu (czy związaniu) tego monstrum przez Boga, pojawia się biblijny Lewiatan. W nazwie swej podobny do kananejskiego Lōtanu, wypisz wymaluj przypominającego Hydrę siedmiogłową. W Księdze Hioba Lewiatan zieje ogniem, a pojawia się w Biblii kilkukrotnie (np. Księga Izajasza 27 czy Księga Psalmów 74 i 104).

Najciekawsza dla naszej opowieści będzie jednak opowieść z Księgi Daniela, a właściwie apokryficznego do niej dodatku, „Bel i smok”. Prorok Daniel opowiada tam, jak to Babilończycy oddają cześć smokowi. Postanawia zatem zabić bestię, nakarmiwszy ją zrobionymi własnoręcznie ciastkami ze smoły, tłuszczu i włosów. Po zjedzeniu owych ulepków, smok, a jakże by inaczej, pęka.

Święty Jerzy Dratewka

Historia o tym, jak heros zabija gigantycznego węża-smoka jest znana absolutnie w każdej indoeuropejskiej mitologii. Jak powiada Jordan Peterson: „Św. Jerzy jest bohaterem, który wyrusza, by zmierzyć się ze smokiem i wyzwolić dziewicę z jego szponów. Powiedziałbym, że to całkiem prostolinijna historia o seksualnym pożądaniu męskiego ducha, który to gotów jest dobrowolnie zmierzyć się z nieznanym. Dla mnie jest to prosta reprezentacja biologii. I jest to bardzo, bardzo stara opowieść. To jest najstarsza zapisana opowieść jaką mamy, bo znajduje się w micie stworzenia starożytnej Mezopotamii – Enuma elisz. Na pewno widziałeś ją odegraną na setki różnych sposobów i nigdy się nią nie znudzisz, ponieważ jest najważniejszą opowieścią ludzkości.”

Długogłowa arystokracja – kosmici, hybrydy, bogowie? Czyli o „cudach i dziwach, które ukrywa rząd”

Czy ludzie o wysokich czołach są inteligentniejsi i piękniejsi od tych o czołach niskich? Czy odkrywane w różnych zakątkach świata zniekształcone czaszki są pozostałościami po jakiejś specjalnej „rasie”?

zobacz więcej
Jednak według etnologów i religioznawców, jak np. Bruce’a Lincolna z Uniwersytetu Chicagowskiego, najbliższy nam Słowianom i ogólnie Europejczykom, bo protoindoeuropejski mit o pokonaniu smoka, który nam jest już od oseska podawany w historii smoka wawelskiego, bazyliszka czy Alicji w Krainie Czarów walczącej z Żaberzwłokiem, daje się ogólnie przedstawić jako nieco inna, niż wspomniana przez Petersona, praopowieść. Po pierwsze, bohater walczący ze smokiem jest „gromowładny”. Po drugie niemal zawsze smok czy wąż jest związany z wodą i wielogłowy czy też wielokrotny w jakiś inny sposób.

W tym podstawowym, źródłowym micie, który odtworzyli naukowcy, najpierw bogowie nieba dają trzeciemu człowiekowi na ziemi (Tritosowi) bydło. Zwierzęta zostają następnie porwane przez trzygłowego smoka (Ngwhi). Tritos wraz z innym człowiekiem (Hanér) wyrusza za smokiem, po czym obaj zabijają potwora i odzyskują bydło. Trzeba przyznać, że jest to znacznie mniej romantyczne, niż pożeranie dziewic i walka samotnego rycerza z bestią. Kilka tysięcy lat historii tych legend obudowało je jednak wszystkim, co jako ludzie wydaliśmy z siebie jako kulturę, sumę kolejnych przeżyć, nowoodkrywanych wartości i nachodzących nas nieznanych wcześniej lęków.

Bo patrząc na to trzeźwo, bez fascynacji i bez wielkich oczu dziecka, tak dinozaury, jak i smoki są w zasadzie mało romantyczne czy baśniowe same w sobie. Dopiero – jak ujmuje to Dawid Wildstein – „świadomość tego niesamowitego kontinuum, którego jesteśmy częścią, te możliwości i bogactwa życia, te całe światy, które się nam wyłaniają z odległej przeszłości, a są piękniejsze i barwniejsze niż najwspanialsze filmy czy opowieści, ta gra form… Dinozaury i smoki przez swój ogrom najłatwiej pobudzają ten zachwyt”.

– Magdalena Kawalec-Segond,
biolog molekularny i mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii” (Adamantan, Łódź 2008)


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rysunek rekonstruujący szkielet archozaura Smok wawelski, wykonany na podstawie skamieniałości odkrytych w Lisowicach (Lipie Śląskie). Rysunek został opublikowany w magazynie „Acta Palaeontologica Polonica”. Fot. Wikimedia Commons/analiza szczątków – Grzegorz Niedźwiedzki, Tomasz Sulej i Jerzy Dzik, 2012 rok – CC BY 2.0
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SLD-PSL: koalicja z wrogiem
Postkomuniści i ludowcy po 1989 roku już razem tworzyli wspólne rządy. Ale nie było to współpraca łatwa.
Historia Najnowsze wydanie
Pół wieku na Woronicza. Kultowe miejsca, pamiętne programy
Jedna z pierwszych telewizyjnych emisji zakończyła się podtruciem artystów i ekipy. Dlaczego? Bo studia szykowane w pośpiechu na 25-lecie PRL miały podłogi z klejem nie przystosowanym do wysokiej temperatury lamp.
Historia Najnowsze wydanie
Telewizyjna kronika agonii
Trudno w najnowszej historii znaleźć przykład konfliktu lepiej udokumentowanego audiowizualnie niż rozpad Jugosławii.
Historia Najnowsze wydanie
Granice II RP podpaliły mniejszości narodowe. Dwie V kolumny
W przeciwieństwie do zachodnich rejonów kraju, na wschodzie trudniej mówić o wyszkolonych karnych oddziałach dywersantów.
Historia Poprzednie wydanie
Tomasz Kot w roli „Władcy piorunów”. Kim był Nikola Tesla?
Syn popa i popadii, wynalazca prądu zmiennego. Bez niego nie byłoby kart zbliżeniowych, bezprzewodowych ładowarek i dronów.