Cywilizacja

Ludzie Putina w Izraelu

To było już 13. spotkanie Beniamina Netanjahu z Władimirem Putinem. I jak niemal za każdym razem, to premier Izraela poleciał do Rosji. O ile większość takich rozmów wcześniej można było wiązać przede wszystkim z kwestiami Iranu i Syrii, to tym razem, pokazując się 27 lutego na Kremlu, Netanjahu chciał ugrać coś jeszcze. Chodzi o głosy licznej rosyjskojęzycznej społeczności w Izraelu.

Czego oczekują od nas Żydzi

Polska jest bezcenna dla Izraela jako pomoc pedagogiczna w nauce żydowskiego patriotyzmu.

zobacz więcej
Wybory parlamentarne za pasem, a około 16 proc. wyborców to łakomy kąsek dla każdego izraelskiego polityka. Zwłaszcza w sytuacji Netanjahu, któremu realnie grozi w kwietniu utrata władzy, a w efekcie zarzuty i nawet kara więzienia.

Obecnie w Izraelu mieszka około 1,2 mln żydowskich imigrantów z byłego ZSRS. Wszyscy mają izraelskie obywatelstwo, choć co czwarty nie jest w świetle religijnego prawa uznawany za Żyda. Kiedyś popularny był żart, że Państwo Żydowskie to 51. stan USA. Dziś pojawia się inna wersja: że Izrael stał się kolejną republiką sowiecką. Choć jest to stwierdzenie nieco na wyrost, to jednak ilustruje znaczenie, jakie dla Państwa Żydowskiego miała masowa imigracja z obszaru sowieckiego.

Żydzi a Rosja

„Strefa osiedlenia”, pogromy, „Protokoły Mędrców Syjonu”, znów pogromy, krótki flirt Stalina z Izraelem, spisek lekarzy, wsparcie Moskwy dla arabskiej koalicji toczącej kolejne wojny z Państwem Żydowskim, dyskryminacja sowieckich Żydów. Zanim Moskwa otworzyła granice i ponownie nawiązała stosunki dyplomatyczne z Tel Awiwem, historia Żydów w Rosji pełna była cierpień i upokorzeń.

W 1791 roku Katarzyna II wydała ukaz o utworzeniu „strefy osiedlenia”, a więc obszaru Cesarstwa, gdzie mogli mieszkać Żydzi. Potem przyszły dwie fale pogromów (lata 1881-1884 i 1903-1906), które przyniosły śmierć tysiącom wyznawców religii mojżeszowej. Wreszcie 150 000 Żydów zginęło w czasie wojny domowej po bolszewickim puczu.

W tym czarnym okresie, od roku 1880 do 1924, z Rosji wyjechały ponad 2 mln Żydów, głównie do USA, ale też już wtedy pierwsza fala żydowskiej emigracji z Rosji trafiła do Palestyny. Komunizm, zwłaszcza w wydaniu rosyjskim, był zawsze wrogi syjonizmowi.

Ale Stalin był pragmatykiem, ważniejsza była geopolityka niż ideologia. Już w 1941 roku doszło do pierwszych kontaktów sowieckich dyplomatów z liderami syjonistów, Chaimem Weizmannem i Dawidem Ben Gurionem. Kilka lat później Stalin zdecydował się poprzeć powstanie Państwa Żydowskiego.
Natan Szaranski (na zdjęciu: po lewej podczas dyskusji z Michaelem Douglasem na Uniwersytecie Browna, Providence, 28 stycznia 2016 r.) postawił sobie za zadanie zintegrowanie imigrantów z byłego ZSRS ze społeczeństwem izraelskim. Fot. Richard McCaffrey/Getty Images
Kluczowe było przemówienie sowieckiego ambasadora przy ONZ, Andrieja Gromyki. Sięgając do historii (wręcz biblijnej) i przypominając dramat Holokaustu, dyplomata bronił prawa Żydów do posiadania własnego państwa. Stalin zdecydował się na wsparcie syjonistów, bo w nowym państwie w Palestynie widział osłabienie wpływów brytyjskich na Bliskim Wschodzie i okazję do zainstalowania tam sojusznika. Moskwa poparła w ONZ pomysł powstania Państwa Żydowskiego, potem pomagała Żydom zaatakowanym przez arabską koalicję dostawami broni, a wreszcie – jako pierwsza na świecie – uznała Państwo Izrael (17 maja 1948 roku).

Sowiecki dyktator nie puścił jednak do Palestyny tysięcy gotowych walczyć obywateli pochodzenia żydowskiego, którzy prosili o zgodę na sformowanie Brygad Stalina. Oficjalne stanowisko władz sowieckich było jasne: Żydzi, tak jak inni obywatele ZSRS, są szczęśliwi, że mogą żyć w ojczyźnie światowego proletariatu. Tu, a nie w Palestynie, jest ich Ziemia Obiecana.

Stosunki sowiecko-izraelskie gwałtownie pogorszyły się, gdy Golda Meir, wówczas ambasador Izraela w Moskwie, podniosła kwestię emigracji sowieckich Żydów do Izraela. Sowieci byli temu przeciwni, co stało się zresztą jednym z powodów zwrotu Izraela ku USA. To z kolei pogłębiło antysemityzm Stalina.

Przywódca ZSRS najpierw wprowadził całkowity zakaz emigracji żydowskiej z Europy wschodniej. Potem był proces Rudolfa Slansky’ego (czechosłowackiego działacza komunistycznego pochodzenia żydowskiego) w Pradze. Wreszcie 13 stycznia 1953 „Prawda” opublikowała komunikat oskarżający grupę lekarzy („morderców w białych fartuchach”), w większości Żydów, o mordowanie sowieckich wysokich urzędników na rozkazy międzynarodowej żydowskiej organizacji.

Represje wobec Żydów zatrzymała śmierć Stalina. W lipcu 1953 przywrócono stosunki dyplomatyczne. Ale potem władzę objął antysemita Nikita Chruszczow. Po raz drugi stosunki zostały zerwane w czerwcu 1967 roku, gdy Moskwa poparła wrogów Izraela w wojnie sześciodniowej. W czasach zimnej wojny Związek Sowiecki tradycyjnie popierał świat arabski w kolejnych konfliktach z Izraelem. Przez większość tego okresu Moskwa nie utrzymywała nawet stosunków dyplomatycznych z Tel Awiwem, zaś syjonizm był uważany za jeden z najcięższych grzechów w bloku wschodnim.

Alija ze Wschodu

W latach 1948-1989 z ZSRS udało się wyjechać do Izraela 218 tys. Żydów. Najwięcej w latach 1972-1979, gdy w ramach szerszego układu Moskwy z Waszyngtonem, pozwolono na emigrację do Izraela 170 tys. osób.

Bramę do Ziemi Obiecanej otworzył jednak szeroko dopiero upadek ZSRS. Przez dwie dekady do Izraela wyjechało około miliona Żydów z byłych republik sowieckich. Najwięcej tuż po upadku ZSRS: blisko 650 tys. w latach 1990-1996 (w tym 185 tys. w wieku poniżej 20 lat). W sumie, do 1999 roku do Izraela przyjechało około 830 tys. rosyjskojęzycznych Żydów. W latach 1999-2009 już tylko około 160 tys.

Lobby izraelskie w USA

Krzysztof Kłopotowski: Były prezydent Jimmy Carter też usłyszał, że „przejdzie do historii jako nienawidzący Żydów”. A żaden inny prezydent USA nie zrobił więcej dla bezpieczeństwa Izraela, niż on.

zobacz więcej
Aby dostać izraelski paszport, zgodnie z regulującym kwestie „powrotu do ojczyzny swoich ojców” (alija) Prawem Powrotu, imigrant musi mieć co najmniej jednego żydowskiego dziada, żydowskiego małżonka lub dokonać konwersji w uznawanej żydowskiej wspólnocie. Natomiast aby zostać uznanym za Żyda w zgodzie z prawem religijnym (halacha), imigrant musi urodzić się z żydowskiej matki lub dokonać konwersji na ortodoksyjny judaizm w obecności rabina uznawanego przez Główny Rabinat Izraela.

Odsetek imigrantów z byłego ZSRS nie uznanych za Żydów w świetle prawa religijnego wzrósł z 30 proc. w latach 90. do 59 proc. w roku 2005. Niewielu z nich w Izraelu formalnie przeszło na judaizm. W efekcie, według religijnego kryterium, ponad 300 tys. rosyjskojęzycznych Izraelczyków nie jest Żydami.

Rosja pozostaje jednym z głównych źródeł imigracji do Izraela. Obecnie około 1/3 napływających do Państwa Żydowskiego imigrantów – średnio 7-8 tys. osób rocznie – przybywa z Rosji. Po wybuchu konfliktu z Ukrainą i gwałtownym pogorszeniu relacji Rosji z Zachodem, emigracja znów przyspieszyła.

W 2014 roku do Izraela przybyło blisko 4,7 tys. obywateli rosyjskich – tak wielu w skali roku nie było od 16 lat. Emigracja „postkrymska” to głównie młodsi, wykształceni, z Moskwy i Petersburga. W 2018 roku osiadło w Izraelu 40 tys. nowych imigrantów. Większość z Rosji, Ukrainy, USA i Francji. Podczas gdy liczba przybyszów z innych krajów zmalała, imigracja z Rosji znacząco wzrosła. W 2015 roku 53 proc. imigrantów pochodziło z byłego ZSRS. Niektórzy przyjeżdżali realizując syjonistyczne marzenie, inni uciekali przed antysemityzmem, wielu w poszukiwaniu dostatniego życia.

Wielu osiada w swoistych enklawach językowo-kulturowych, głównie w Aszdod, Petah Tikva i Hajfie. Część w żydowskich osiedlach na Zachodnim Brzegu (na przykład w Ariel). Napływ „Rosjan” – jak potocznie mówi się na rosyjskojęzycznych Izraelczyków – spowodował, że Aszdod podwoiło liczbę mieszkańców w dekadę, stając się piątym pod względem wielkości miastem Izraela (ponad 200 tys. mieszkańców). Wśród nich jest tylu „Rosjan”, że Aszdod nazwano „Małą Moskwą”.

Dziś cała populacja Izraela wynosi 8 mln 972 tys. Ludność żydowska to 6 mln 668 tys. osób (74,3 proc.). Arabów jest 1 mln 878 tys. (20,9 proc.). Liczba pozostałych mieszkańców wynosi 426 tys. (4,8 proc.). Liczbę rosyjskojęzycznych obywateli szacuje się na około 1,2 mln. Większość z nich, zwłaszcza w pierwszym pokoleniu nie spieszy się z integracją w sensie kulturowo-językowym.
Spośród imigrantów z byłego Związku Sowieckiego najdalej w karierze politycznej zaszedł Avigdor Lieberman pełniąc między innymi w Izraelu funkcje ministra spraw zagranicznych i ministra obrony. Na zdjęciu: pochodzący z Kiszyniowa polityk świętuje w Jerozolimie Dzień Zwycięstwa razem z weteranami Armii Czerwonej. 8 maja 2018 r. Fot. Ilia Yefimovich/Getty Images
Według badania z 2014 roku aż 72 proc. imigrantów z byłego ZSRS mówi, że ich krąg przyjaciół składa się głównie z innych rosyjskojęzycznych. Ale zarazem 85 proc. ma odczucie, że Izrael to ich dom, zaś 96 proc. jest zdecydowanych tu pozostać. W odczuciu 67 proc. rodowici Izraelczycy postrzegają ich jako „innych”. I mają ku temu pewne podstawy. Choć kursy hebrajskiego oferuje się każdemu imigrantowi, trzech na czterech „Rosjan” w domu mówi po rosyjsku.

Utrzymywaniu takiej odrębności sprzyja rozwój rosyjskojęzycznych mediów w Izraelu. Najpierw, w latach 90., szereg rosyjskich kanałów telewizyjnych zaczęto w tym kraju retransmitować. W 2002 roku powstał nowy rosyjskojęzyczny kanał Israel Plus. Powstało też siedem rosyjskojęzycznych gazet.

Imigranci z byłego ZSRS są w porównaniu z innymi mieszkańcami Izraela mniej religijni i bardziej otwarci na związki z innowiercami. Aż 81 proc. „Rosjan” określa się jako świeccy (hiloni), podczas gdy w całej żydowskiej populacji Izraela odsetek ten wynosi 49 proc. Większość uważa, że religia nie powinna wpływać na rządy. Ale już dzieci imigrantów są bardziej religijne.

Odrębności kulturowe i problemy językowe z pewnością miały wpływ na to, jak ci imigranci radzili sobie zaraz po przyjeździe do Izraela. Kolejnym powodem była z pewnością konieczność poradzenia sobie w gospodarce rynkowej ludzi wychowanych w socjalizmie w wydaniu sowieckim.

Ale trzeba przyznać, że „Rosjanie” szybko uczyli się nowego. Jeszcze w 1992 roku 56 proc. imigrantów z Rosji należało do najbiedniejszej 1/3 części izraelskiego społeczeństwa. Do 2010 roku ten odsetek spadł do 38 proc. Z kolei udział tych imigrantów w najbogatszej 1/3 społeczeństwa wzrósł z 10 proc. w 1992 roku do 27 proc. w 2010. W 2003 roku 21 proc. rosyjskojęzycznych żyło poniżej oficjalnego progu ubóstwa. W 2013 roku było ich 15 proc. (przy ogólnokrajowym współczynniku 11 proc.). Średnia płaca imigrantów z byłego ZSRS jest już bliska średniej urodzonych w Izraelu Żydów, a o niemal 50 proc. wyższa od płacy izraelskich Arabów i imigrantów z Etiopii.

Przy całej specyfice „Rosjan”, niewątpliwie ich napływ był potężnym impulsem dla izraelskiej gospodarki. Między innymi z racji na wykształcenie i zawodowe umiejętności tych ludzi. Aż 60 proc. przybyszów z lat 1989-1990 miało wyższe wykształcenie (dwa razy wyższy wskaźnik niż w całej izraelskiej populacji). W latach 1990-1993 do Izraela napłynęło 57 tys. inżynierów i 12 tys. lekarzy.

Dla porównania, w 1989 w całym Izraelu było tylko 30 tys. inżynierów i 15 tys. lekarzy. Dziś co czwarty pracownik naukowy na uniwersytetach izraelskich to rosyjskojęzyczny Izraelczyk. W 2009 roku premier Netanjahu stwierdził, że sowieccy Żydzi „zintegrowali się z życiem kraju i stali się ważnym elementem we wszystkich jego aspektach”. Aliję z Rosji premier nazwał „jednym z największych cudów, jakie zdarzyły się naszemu państwu”. Ale skorzystać na tym chce dziś także Moskwa.

Furia Izraela

Paweł Jędrzejewski, redaktor Forum Żydów Polskich: W wyniku nieodpowiedzialnej postawy strony izraelskiej, Polacy, którzy mają uprzedzenia wobec Żydów i szukają dla swoich postaw legitymizacji, dostali wspaniały i nieoczekiwany „prezent”.

zobacz więcej
Przyjaciel Putin

„Rosja i Izrael rozwinęły specjalne partnerstwo głównie dzięki 1,5 mln (zawyżona liczba – red.) izraelskich obywateli, którzy przybyli tam z byłego Związku Sowieckiego, którzy mówią po rosyjsku, są nosicielami rosyjskiej kultury, rosyjskiej mentalności. Podtrzymują relacje z krewnymi i przyjaciółmi w Rosji, i to czyni stosunki międzypaństwowe bardzo szczególnymi” – mówił Putin w 2016 roku, podczas spotkania z izraelskim prezydentem Reuwenem Riwlinem.

Trzeba przyznać, że od początku swoich rządów rosyjski przywódca zrobił dużo dla poprawy stosunków Moskwy z Tel Awiwem. Putin zachęca Żydów do powrotu do Rosji, pozwolił też zbudować za 40 mln dolarów muzeum żydowskie w Moskwie. Regularnie spotyka się z głównym rabinem Rosji. Obecny gospodarz Kremla jest wśród Izraelczyków popularny i postrzegany jako przyjaciel Państwa Żydowskiego – nawet mimo współpracy Rosji z Iranem w wojnie syryjskiej. Do tego dochodzą bardzo dobre osobiste relacje Putina z Beniaminem Netanjahu.

Rok temu dziennik „Haaretz” cytował pewnego ważnego urzędnika izraelskiego z korzeniami w Rosji, który nie raz rozmawiał z gospodarzem Kremla: „Putin przez dekady analizował dlaczego upadł Związek Sowiecki. On jest przekonany, że jednym z błędów sowieckiego kierownictwa było uczynienie sobie wrogów z Żydów. Działało to przeciwko ZSRS nie tylko na scenie globalnej, ale też spowodowało, że rosyjscy Żydzi nienawidzili swój kraj. Putin uważa, że dwa miliony Żydów, którzy wyemigrowali do Izraela i na Zachód, kiedy upadł Związek Sowiecki, to strategiczna strata dla Rosji”.

Przy czym Putin nie jest filosemitą. Natomiast tak jak wiele innych kwestii, także stosunki z Izraelem uważa on za strategicznie ważne dla mocarstwowej polityki Rosji.

Dziś oba państwa muszą brać pod uwagę wzajemne interesy. Jako silne regionalne mocarstwo, Izrael ma możliwości podważenia planowanej przez Moskwę architektury bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie Rosja jest sprzymierzona z głównymi rywalami Izraela w regionie – Iranem i Syrią, a obecność wojskowa Rosjan w sąsiedztwie Izraela komplikuje działania Państwu Żydowskiemu.

Moskwa zwiększyła swe wpływy na Bliskim Wschodzie nie tylko poprzez współdziałanie z różnymi ważnymi graczami w regionie, ale też, przede wszystkim, występując w roli mediatora między nimi. Mając co najmniej poprawne relacje z niemal wszystkimi znaczącymi krajami bliskowschodnimi (w przeciwieństwie do USA) Kreml przedstawia się jako niezastąpiony pośrednik.
Zdaniem Billa Clintona, rosyjskojęzyczni Izraelczycy są „przeszkodą dla pokoju z Palestyńczykami”. Na zdjęciu: były prezydent USA w trakcie pogrzebu Szimona Peresa, Jerozolima 30 września 2016 r. Fot. Abir Sultan- Pool/Getty Images
Dla izolowanego w dużym stopniu w regionie Izraela taki rosyjski pośrednik to bardzo użyteczne narzędzie – choćby za pośrednictwem Rosjan można wymieniać nieoficjalnie sygnały z Teheranem czy Hezbollahem. Rosja, wchodząc otwarcie do wojny syryjskiej na jesieni 2015 roku, zadbała o to, by nie mieć tu z Państwem Żydowskim żadnych problemów. Moskwa ze zrozumieniem przyjęła politykę izraelską, która polega na powstrzymywaniu ekspansji militarnej Iranu i Hezbollahu w Syrii.

Jak mówił, cytowany przez „Financial Times”, były ambasador Izraela w Rosji i na Ukrainie Cwi Magen, Rosjanie do pewnego stopnia są w stanie zaakceptować to, że Izrael walczy z Irańczykami: „Rosja ma interesującą pozycję, gdyż jako jedyna ma dobre kontakty z obiema stronami i jest ważna nie tylko w czasie wojny, ale też podczas pokoju”.

W grudniu 2017 Avi Dichter, członek rządzącego Likudu, szef komisji spraw zagranicznych i obrony Knesetu, mówił agencji Interfax: „Rosja nie jest naszym wrogiem i nie mamy problemu z jej stałą obecnością wojskową w Syrii”. Ten były dyrektor Szin Bet (Izraelskiej Agencji Bezpieczeństwa) określił Rosję jako „supermocarstwo i sojusznika” chcącego zająć strategiczną pozycję w regionie – co Izrael przyjmuje z zadowoleniem.

Rosyjskojęzyczna społeczność w Izraelu odgrywa ważną rolę w polityce Moskwy wobec tego państwa. Trudno o lepszy instrument, wszak to około 12 proc. całej populacji i 16 proc. uprawnionych do głosowania. Rosyjski jest trzecim, po hebrajskim i arabskim, językiem w Izraelu. To trzecia pod względem wielkości mniejszość rosyjskojęzyczna poza byłym ZSRS. Co ważne, wielu mieszkańców Izraela pochodzenia rosyjskiego nadal utrzymuje relacje z byłą ojczyzną, choćby posiadając krewnych w Rosji i korzystając z rosyjskojęzycznych mediów, także tych kontrolowanych przez rosyjskie władze. Zresztą znacząca część tych imigrantów (ponad 100 tys.) głosuje w wyborach rosyjskich, w lokalach wyborczych w Izraelu.

Rząd Rosji postrzega społeczność rosyjskojęzycznych Żydów w Izraelu jako część rosyjskiej diaspory. Moskwa nawet nie ukrywa, że postrzega rosyjskojęzyczną społeczność jako narzędzie wpływu na politykę izraelską. Rząd rosyjski wiele robi, aby było to skuteczne narzędzie.

W czerwcu 2016 roku rozszerzył przyznawanie emerytur na 100 tys. Żydów, którzy opuścili Związek Sowiecki przed 1992 rokiem, tracąc przy tym rosyjskie (sowieckie) obywatelstwo. Mimo symbolicznego wymiaru tej decyzji (średnio 200 dolarów miesięcznie) rosyjskojęzyczni Izraelczycy byli bardzo zadowoleni z tej decyzji.

W styczniu 2018 roku Putin podpisał dekret prezydencki o przyznaniu emerytur (wychodzi średnio co prawda zaledwie 17 dolarów miesięcznie) wojennym weteranom sowieckim żyjącym w Izraelu. Zresztą warto pamiętać, że w lipcu 2017 roku Kneset przyjął prawo deklarujące, że Izrael, podobnie jak Rosja, Dzień Zwycięstwa będzie obchodzić 9 maja, a nie 8 maja, jak zdecydowana większość innych państw na świecie (w tym USA).

Generałowie pchnęli Putina ku wojnie. Izraelska delegacja nie wpuszczona na Kreml

Przyjazna państwu żydowskiemu polityka Putina od dawna budziła niezadowolenie w rosyjskich kręgach wojskowych i dyplomatycznych, tradycyjnie bardzo proarabskich i antysemickich.

zobacz więcej
Oczywiście Netanjahu skorzystał z okazji, by zgrabnie połączyć doświadczenia historyczne z obecną sytuacją polityczną: „Ani na sekundę nie zapominamy tej bardzo ważnej lekcji historii: kiedy pojawiają się mordercze ideologie, musimy walczyć z nimi, zanim będzie za późno. 73 lata po Holokauście wciąż jest na Bliskim Wschodzie kraj, Iran, który otwarcie wzywa do zniszczenia państwa Izrael”.

Na ile różne gesty Moskwy przekładają się na polityczne zachowanie „Rosjan” w Izraelu? Były ambasador Izraela w Moskwie Zvi Magen zauważa, że gdy Moskwa ponownie nawiązała stosunki dyplomatyczne z Państwem Żydowskim w apogeum postsowieckiej emigracji do Izraela, myślała, że ta diaspora stanie się ważną grupą promującą interesy rosyjskie w Izraelu. Tymczasem, choć powiązania językowe, kulturowe i historyczne faktycznie istnieją, to nie przekłada się to na prorosyjskie nastroje polityczne. Ta społeczność nie jest wroga Rosji (choć większość ją opuszczała w okolicznościach, delikatnie mówiąc, dość nieprzyjemnych), ale też nie jest „piątą kolumną Kremla”.

W 2013 roku historyk i socjolog Zeev Khanin (Żyd urodzony na Ukrainie, który wyemigrował do Izraela) zbadał stosunek rosyjskojęzycznej społeczności izraelskiej do relacji Tel Awiwu z Moskwą. Jedynie 4 proc. ankietowanych zgadzało się ze stwierdzeniem, że dla Izraela byłoby lepiej porzucić orientację amerykańską i zacząć szukać innych strategicznych partnerów, w tym Rosji. Tymczasem 25-30 proc. uważało, że Rosja zawsze będzie sprzyjała w pierwszej kolejności Arabom, więc nie będzie nigdy lojalnym przyjacielem Izraela. Najwięcej, bo połowa, uważa, że najlepiej byłoby, gdyby Izrael wzmacniał i poszerzał relacje z Rosją, ale nie kosztem istniejącego sojuszu z USA.

Partie „rosyjskie”

„Rosjanie” po przybyciu na Bliski Wschód szybko znaleźli swych politycznych reprezentantów. Pierwszą partią, która zyskała duże poparcie, była Yisrael BaAliyah pod wodzą Natana Szaranskiego. Zaczynała z centrowym programem, skupiając się na problemach imigrantów z byłego ZSRS. Sukcesem zakończył się jej debiut w wyborach 1996 roku, kiedy uzyskała siedem miejsc w Knesecie (5,7 proc. głosów) i była szóstą siłą parlamentarną. Weszli do koalicji rządowej zdominowanej przez Likud (premier Netanjahu) i dostali tekę ministra do spraw imigracji.
Ksenia Swietłowa z Unii Syjonistycznej jest bardziej liberalna i centrowa w poglądach niż większość rosyjskojęzycznych Izraelczyków. Na zdjęciu: druga od lewej, podczas izraelsko-tureckiego spotkania w Stambule, 24 stycznia 2016 r. Fot. Emin Ileri/Anadolu Agency/Getty Images
W 1999 roku doszło jednak do rozłamu, część działaczy utworzyła partię Aliyah, która później weszła z sojusz z nacjonalistycznym Yisrael Beiteinu. Po wyborach 1999 roku stan posiadania Yisrael BaAliyah zmniejszył się do sześciu mandatów, ale byli piątą pod względem wielkości frakcją. Znów znaleźli się w rządzie, tym razem premiera Ehuda Baraka. Szaranski został ministrem spraw wewnętrznych.

Jednak w 2000 roku partia wyszła z koalicji i rządu. Kiedy w 2001 roku premierem został Ariel Szaron, „rosyjska” partia dołączyła do jego rządu, zaś Szaranski został ministrem budownictwa i wicepremierem. W wyborach 2003 roku Yisrael BaAliyah uzyskała już tylko dwa mandaty. Niedługo potem Szaranski zdecydował o połączeniu jego partii ze zwycięskim Likudem. Dostał za to stanowisko ministra do spraw Jerozolimy.

Koniec samodzielnej działalności partii imigrantów postrzegano jednak jako dowód na sukces integracji „Rosjan” z resztą społeczeństwa. Szaranski powiedział, że wyborcza porażka jest tak naprawdę sukcesem jego politycznego projektu, którego jednym z celów było zintegrowanie imigrantów ze społeczeństwem.

Droga Yisrael BaAliyah z pozycji centrowych do wchłonięcia przez prawicowy Likud symbolizuje zmianę politycznych nastrojów wśród „Rosjan”. Wraz z wybuchem II intifady zaczęli się oni stawać coraz bardziej prawicowi. Wzmocnili nowy typ izraelskiego nacjonalizmu – nacjonalizm świecki. Ma on inny charakter niż ultraortodoksyjny nacjonalizm religijny. Choć rosyjskojęzyczni są liberałami w takich kwestiach, jak na przykład relacje państwo-religia, nie głosują na lewicę. Najważniejszym kryterium politycznego wyboru stał się bowiem dla nich stosunek do kwestii palestyńskiej i ogólnie arabskiej.

W przypadku starszego pokolenia dochodzi jeszcze łączenie współczesnej izraelskiej lewicy z sowieckim komunizmem. Dość istotnym czynnikiem w politycznych wyborach „Rosjan” jest też wojskowa przeszłość polityków.

Na przykład uważa się, że wyborcze zwycięstwo Ehuda Baraka w 1999 roku było możliwe w dużej mierze dzięki zdobyciu znaczącej liczby głosów „rosyjskich”. I choć Barak miał program pokojowy, to był jednak generałem w stanie spoczynku. Podczas kampanii jego sztab wydał i rozpowszechnił w dużym nakładzie książkę po rosyjsku przedstawiającą Baraka jako wojennego bohatera Izraela. Zresztą z tego samego powodu (bogate wojenne doświadczenie i agresywny wizerunek) dużą sympatią „Rosjan” cieszył się premier Ariel Szaron.

Okazało się też, że wbrew twierdzeniom Szaranskiego, idea działania partii odwołującej się konkretnie do rosyjskojęzycznego elektoratu wcale nie została pogrzebana wraz z końcem Yisrael BaAliyah. Próżnię po tym ugrupowaniu wypełniła nowa partia – już zdecydowanie nacjonalistyczna. Jej twórcą był imigrant ze Wschodu, który zrobił chyba największą karierę polityczną we współczesnym Izraelu.

Straszliwa prawda o narodzie izraelskim

Żydówka antysemitka – taki zarzut spadł na Hannah Arendt, gdy podniosła problem kolaboracji z władzami III Rzeszy.

zobacz więcej
Avigdor Lieberman urodził się w sowieckim Kiszyniowie. Jego ojciec Lew był pisarzem, czerwonoarmistą, zesłańcem (siedem lat na Syberii za Stalina).

Do Izraela 20-letni Lieberman przyjechał w 1978 roku. Na wczesnym etapie politycznej działalności był związany z partią Kach założoną przez znanego radykała religijnego i żydowskiego rasistę, rabina Meira Kahane (ugrupowanie uznano później za terrorystyczne).

Od 1988 roku Lieberman zaczął współpracować z Netanjahu (Likud), był szefem jego biura premiera (1996-1997). W 1999 roku założył własną partię Yisrael Beiteinu (Naszym Domem jest Izrael), której prawicowy program szybko zyskał poparcie wśród rosyjskojęzycznych Żydów. Ugrupowanie skupiało się na kwestiach narodowych i przyjęło twardy kurs wobec palestyńskich i izraelskich Arabów, wspierając za to osadnictwo żydowskie. Imigranci zresztą bardziej stanowczo sprzeciwiają się „oddawaniu ziemi” Arabom niż rodowici Izraelczycy. W 2012 roku „Foreign Policy” cytowała Billa Clintona, który mówił, że rosyjskojęzyczni Izraelczycy są „przeszkodą dla pokoju z Palestyńczykami”.

W wyborach 1999 roku partia Yisrael Beiteinu zdobyła cztery mandaty i była jeszcze nieco słabsza w Knesecie od Yisrael BaAliyah. Choć warto zauważyć, że w ten sposób „Rosjanie” mieli łącznie 10 miejsc w parlamencie. W 2003 roku partia Liebermana poszła do wyborów w ramach nacjonalistycznej koalicji Związek Narodowy. Lista zdobyła 5,5 proc. głosów i siedem mandatów (piąte miejsce w wyborach).

Jednak ten projekt nie miał racji bytu na dłuższą metę. Yisrael Beiteinu odwoływał się bowiem do „Rosjan”, podczas gdy koalicjanci do nacjonalistów religijnych i osadników. W 2006 roku partia Liebermana startowała samodzielnie. To był dobry ruch – dostała 11 mandatów, stając się drugą po Likudzie partią na prawicy. Trzy lata później było jeszcze lepiej. W 2009 partia ta uzyskała najlepszy wynik w historii: 11,7 proc. głosów, 15 mandatów. Po wyborach 2013 roku Yisrael Beiteinu był trzecią siłą w parlamencie i kluczowym członkiem rządzącej prawicowej koalicji.

Co ważne, właściwie w każdej politycznej konfiguracji Yisrael Beiteinu uczestniczył w rządach. Wystarczy zresztą spojrzeć na rządową karierę jego lidera. Lieberman był już ministrem infrastruktury (lata 2001-2002), ministrem transportu (2003-2004), wicepremierem (2006-2008, 2009-2012), ministrem spraw strategicznych (2006-2008), ministrem spraw zagranicznych (2009-2012, 2013-2015) i ministrem obrony (2016-2018).
Czy fotki Beniamina Netanjahu z Władimirem Putinem zapunktują u rosyjskojęzycznych mieszkańców Izraela przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi w tym kraju? Na zdjęciu: spotkanie obydwu polityków w Moskwie, 27 lutego 2019 r. Fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images
Szczególnym osiągnięciem było uzyskanie tego ostatniego stanowiska, biorąc pod uwagę, że na ogół dostaje się ono doświadczonym generałom z IDF (Armii Obrony Izraela). Podał się do dymisji 14 listopada 2018 z powodu rozejmu w Gazie, który nazwał „kapitulacją przed terrorem”. Znając jednak specyfikę izraelskiej polityki, można oczekiwać, że w razie utrzymania przez Netanjahu władzy po najbliższych wyborach, Yisrael Beiteinu wejdzie do koalicji i to na jeszcze lepszych warunkach, niż to było w przeszłości.

Na to z pewnością liczy Rosja. Lieberman jest bowiem największym przyjacielem Moskwy w Izraelu – nie przypadkiem Putin nazwał jego karierę „błyskotliwą”. Po sfałszowanych wyborach do Dumy w 2011 roku lider Yisrael Beiteinu był pierwszym zagranicznym politykiem, który pospieszył z oceną, że były one „absolutnie uczciwe, wolne i demokratyczne”. Lieberman i jego partia akceptują aneksję Krymu. Jako minister obrony Lieberman powiedział rosyjskim mediom w maju 2018 roku, że nie zgadza się z zachodnią dezaprobatą dla rosyjskich działań w Syrii czy z zachodnimi sankcjami przeciwko Rosji.

Krytycy Liebermana mówią wręcz, że powinien zmienić nazwę swojej partii na Russia Beitenu, czyli Naszym Domem jest Rosja. Takich głosów było dużo szczególnie po aferze ze współpracownikiem Liebermana, który okazał się zajmować ważne stanowisko w instytucji kontrolowanej przez rosyjskie państwo. W 2016 roku prasa ujawniła, że Leon Litinetsky, były deputowany Yisrael Beitenu w Knesecie, który uczestniczył w rozmowach koalicyjnych i odpowiadał w rządzie za kwestię emerytur dla imigrantów z Rosji, zasiada we Wszechświatowej Radzie Koordynacyjnej Rosyjskich Rodaków Żyjących za Granicą.

To organ wykonawczy Kongresu Wszechświatowego Rosyjskich Rodaków Żyjących za Granicą. Kongres, zgodnie z rosyjską ustawą „O polityce państwowej Federacji Rosyjskiej wobec rodaków za granicą”, jest najwyższym organem przedstawicielskim sprawującym pieczę nad współpracą rodaków z organami państwowymi Rosji.

Rada Koordynacyjna jest jedną z kilku dużych instytucji finansowanych i kontrolowanych przez władze rosyjskie (także rosyjskie służby) promujących ideę „russkiego miru” („Rosyjskiego Świata”). W poszczególnych krajach, gdzie obecna jest mniejszość rosyjska działają lokalne Rady Koordynacyjne. O ich składzie decydują rosyjscy dyplomaci. Tak było też z wyborem Litinetsky'ego. Gdy w lutym 2016 roku w Rosyjskim Centrum Kultury w Tel Awiwie odbywało się głosowanie nad jego kandydaturą, obecni byli doradca ambasady Rosji w Izraelu, Aleksander Kriukow oraz przedstawicielka Rossotrudniczestwa, Natalia Jakimczuk.

Antysemityzm we Francji przybiera na sile. Żydzi zaczynają się bać i wyjeżdżają do Izraela

Zasztyletowali i podpalili 86-letnią staruszkę. Gdy dokonywali mordu mówili: „to jest Żydówka, ona musi mieć pieniądze”

zobacz więcej
Warto w tym miejscu powiedzieć słów kilka o roli, jaką w polityce państwa rosyjskiego odgrywają zagraniczne Centra Kultury Rosyjskiej oraz agencja Rossotrudniczestwo. Powstała w 2008 roku decyzją prezydenta Dmitrija Miedwiediwa agencja odgrywa kluczową rolę w używaniu soft power w polityce zagranicznej Federacji Rosyjskiej. Uczestniczy w rozwijaniu i prowadzeniu polityki zagranicznej Rosji, między innymi wspierając rodaków za granicą i promując język rosyjski na świecie. Organizacja zajmuje się zagranicznymi Centrami Kultury i Nauki Rosyjskiej. Jej budżet wciąż rośnie: w 2013 roku wynosił 24 mln euro, a w 2020 ma być to kwota 114 mln euro.

Czy „Rosjanie” uratują Bibiego?

Partia Liebermana ma obecnie w Knesecie pięciu deputowanych. Ale szacuje się, że w najbliższych wyborach „rosyjskie” głosy mogą w najlepszym razie zapewnić nawet 20 mandatów w 120-osobowym Knesecie. Ile ich będzie i jakim partiom przypadną, w dużym stopniu będzie zależało od frekwencji wśród rosyjskojęzycznych.

Zwykle 50-60 proc. ich głosów pada na partię Liebermana. Tyle że widać też tendencję, że coraz więcej rosyjskojęzycznych głosuje na mainstreamowe partie. Także w nich są politycy odwołujący się do imigrantów z bylego ZSRS. Najbardziej znaną jest Ksenia Swietłowa z Unii Syjonistycznej. Przyjechała z Moskwy w 1991 roku. Przez 13 lat zajmowała się problematyką arabską w rosyjskojęzycznym kanale telewizyjnym Kanał 9. W politykę zaangażowała się przed wyborami 2013 roku, zachęcało ją kilka partii, ale wybrała zaproszenie Cipi Liwni.

Jest bardziej liberalna i centrowa w poglądach niż większość rosyjskojęzycznych Izraelczyków. Utrzymuje kontakty z wieloma bliskowschodnim przywódcami. Zasiadająca w komisji spraw zagranicznych i obrony Knesetu deputowana pisała swego czasu, że „grożenie przez Rosję wetem rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającej Hezbollah bezsprzecznie wskazuje na bardzo poważne różnice między Jerozolimą a Moskwą w sprawach bezpieczeństwa. Osobiste dobre relacje z Putinem, którymi chwali się Netanjahu, nie przekładają się na polityczną rzeczywistość”.

Biorąc pod uwagę słabość „Rosjan” do generalskich pagonów, niepokojący dla Netanjahu i Liebermana musi być też fakt, że poważnymi rywalami premiera są doświadczeni generałowie, byli szefowie sztabu generalnego: Benny Gantz, Moshe Ya’alon, Gabi Ashkenazi. Ich blok w sondażach wyprzedził Likud. Sukces takich polityków z pewnością ani Moskwy, ani Netanjahu nie ucieszy.
7 stycznia 2019 roku dyrektor Szin Bet Nadav Argaman na konferencji prasowej w Tel Awiwie powiedział, że pewien obcy kraj próbuje wpływać na nadchodzące wybory w Izraelu poprzez działania w cyberprzestrzeni. Wojskowa cenzura sprawiła, że nazwa tego kraju nie została upubliczniona. Oczywiście pierwszym „podejrzanym” jest Rosja. Co potwierdziło się dwa dni później, gdy Moskwa ogłosiła, że to nie ona.

Pytanie, po co Rosja miałaby wpływać na wynik wyborów. Wszak ma dobre relacje z obecnym premierem. Chodzi o co innego – o wpływ na to, kto będzie w koalicji z Netanjahu. W interesie rosyjskim jest jak najlepszy wynik polityków, którzy będą prorosyjscy lub co najmniej nie antyrosyjscy.

Jest jeszcze jeden strategiczny cel, realizowany przez Kreml także w innych zachodnich demokracjach – destabilizacja systemu. Im więcej chaosu, niestabilności i im wyższa temperatura politycznych sporów, tym łatwiej Moskwie będzie forsować swoje plany.

Netanjahu wie, że jeśli jedna z dwóch znaczących partii na prawo od Likudu (Kulanu i Yisrael Beitenu) nie wejdzie do Knesetu, nie ma nadziei na większościową koalicję.

Jednak ostatni zwrot premiera Izraela ku religijnym radykałom i rasistom nie podoba się wielu „Rosjanom”. W całym kraju wiszą plakaty, na których Netanjahu towarzyszy lider partii Shas, Arje Deri, znany z ataków na rosyjskojęzycznych Izraelczyków. Niedawno oburzenie wywołało stwierdzenie Deriego, że imigranci z byłego ZSRS przybywają do Izraela, „żeby jeździć w soboty samochodami i jeść wieprzowinę”.

Czy fotki Netanjahu z Putinem zatrą to złe wrażenie? Odpowiedź będzie znana 9 kwietnia.

– Antoni Rybczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

12.05.2018
Zdjęcie główne: Prezydent Rosji nie jest filosemitą, ale utrzymywanie dobrych stosunków z Izraelem traktuje on jako realizację swoich celów strategicznych. Na zdjęciu: spotkanie Władimira Putina z Beniaminem Netanjahu w Moskwie, 27 lutego 2019 r. Fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Prowokator w habicie
Terlikowski: Jako duszpasterz jest świetny. Empatyczny, czasem choleryczny i wcale nie tak postępowy, jak może się wydawać. Niestety, gdy staje przed kamerami, wstępuje w niego polityk. I zaczyna się jazda bez trzymanki.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Milcząca większość dostała głos
Fox News czuje presję konkurencji. Nie CNN jednak, lecz MSNBC, która stała się medium tożsamościowym Amerykanów o lewicowych poglądach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rzeczpospolita harcerska
Dzieci często pierwszy raz w życiu dostają tu do ręki kuchenny nóż i kroją pomidora. A dają im też piłę i młotek, by zbudowali obóz.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Buty, wojenna flaga, psy i świnie. Co obraża muzułmanów?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że choć pozornie postępowcy wspierają duchowo wyznawców islamu, jest to tylko pretekst do walki z tradycjami i chrześcijańskim charakterem Europy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta-pająk z Lublina
Sprinterka wspinaczki 17 sierpnia w japońskim mieście Hachioji obroniła tytuł mistrzyni świata.