Felietony

Najważniejsze święto Polaków. Ani 3 maja, ani 11 listopada nie mogą się z nim równać

Kiedy Europa tonęła we krwi przelewanej w wojnach religijnych XVI stulecia, I Rzeczpospolita dosłużyła się miana „państwa bez stosów”. Bliska Polakom koncepcja wolności sumienia czerpie swoje źródła z chrześcijaństwa. Dla narodu polskiego chrzest Mieszka okazał się w jakimś stopniu wydarzeniem egzystencjalnym.

Sprawę panowania Chrystusa nad światem potraktowali serio

Jerzego Brauna i arcybiskupa Marcela Lefebvre’a łączyło przekonanie o konieczności ochrzczenia polityki.

zobacz więcej
Można się było spodziewać, że przyjęcie przez Sejm ustawy, która ustanawia Święto Chrztu Polski (14 kwietnia), nie wywoła nad Wisłą powszechnego entuzjazmu. Przyczyna wydaje się prozaiczna – ustawa nie wprowadza kolejnego dnia wolnego od pracy. Wielu Polaków ma zatem prawo pomyśleć, co to za święto państwowe, które niczym się nie różni od dni powszednich.

Ale odezwały się też głosy podnoszące problem w wymiarze – nazwijmy to – ideowym. Ostatnio coraz śmielej poczyna sobie w Polsce antyklerykalna lewica. Choć Polacy w swojej większości – przynajmniej na poziomie deklaracji – są katolikami, to jednak nie brak wśród nich środowisk opiniotwórczych, które podkreślają na każdym kroku, że państwo polskie ma charakter świecki i należy je trzymać z dala od religii.

Mocniejszy od innych bogów

Tymczasem chrzest Mieszka I to najważniejsze wydarzenie w dziejach Polski. Ani 3 maja, ani 11 listopada nie mogą się równać z dniem, w którym władca Polan został włączony do wspólnoty, jaką jest Kościół. Dlaczego? Nie można sobie bowiem wyobrazić Polski niechrześcijańskiej. Taka Polska nie mogłaby po prostu istnieć.
Chrzest Mieszka zadecydował o wejściu państwa Polan do średniowiecznej wspólnoty europejskiej, której spoiwem była wiara w Jezusa Chrystusa. Tak „Zaprowadzenie chrześcijaństwa” wyobrażał sobie Jan Matejko. Fot. MNW
Szczególnie powinni się nad tym zastanowić Polacy, których serce bije po lewej stronie, i którzy są przekonani, że warunkiem postępu społecznego jest dechrystianizacja i sekularyzacja życia publicznego. Gdyby naprawdę zdali sobie sprawę z tego, że chrzest nie oznaczał bynajmniej budowy teokratycznego nietolerancyjnego państwa, może by przyklasnęli inicjatywie ustanowienia nowego święta.

Chrzest Mieszka zadecydował o wejściu państwa Polan do Christianitas – średniowiecznej wspólnoty europejskiej, której spoiwem była wiara w Jezusa Chrystusa. Nie istniały wtedy jeszcze narody w nowożytnym znaczeniu tego słowa. Ale istniały odrębne państwa. Władający nimi monarchowie traktowali chrześcijaństwo również w wymiarze politycznym.

Pojawia się zatem pytanie, czy Mieszko przyjmując chrzest nie kierował się głównie dobrem państwa, z czego mogłoby wynikać, że jego nawrócenie nie było szczere. Podobne rozważania snuł znany XIX-wieczny szwajcarski historyk Jacob Burckhardt na temat Konstantyna Wielkiego.
odc. 1
Aby dowieść tezy, że pierwszy chrześcijański cesarz Rzymu kierował się wyłącznie przyziemnymi względami, badacz deprecjonował świadectwa jego religijności. Tak było w przypadku pochodzącego z roku 314 listu do synodu w Arles. W dokumencie tym Konstantyn dzielił się swoim odkryciem, że Bóg ma wgląd w „najskrytsze zakamarki [jego] serca”.

Podejście Burckhardta krytykuje amerykański historyk mieszkający w Polsce, Philip Earl Steele. W książce „Nawrócenie i chrzest Mieszka I” formułuje on opinię, że i Konstantyn Wielki, i tytułowa postać, wybrali wiarę w Chrystusa z pobudek serca. Nie chodziło więc im o wyrachowanie polityczne, a przynajmniej nie było ono czynnikiem, który przechyliło szalę na rzecz chrześcijaństwa. Mieszko – twierdzi Steele – był „zabobonnym poganinem”, który po prostu uznał, że Chrystus jest mocniejszy od innych bogów.

Współcześni intelektualiści z „Kościoła otwartego” mogą się zatem obruszyć, że duchowość władcy Polan pozbawiona była jakiejkolwiek refleksji teologicznej. Ot był on prymitywnym czcicielem żywiołów natury, który przeraził się potęgą Kościoła.

Tyle że i wśród pierwszych apostołów nie brakowało ludzi jego pokroju. Bądź co bądź w Ewangelii według świętego Łukasza Jezus mówi: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Słowa te można odnieść właśnie do Mieszka. Władca Polan uwierzył w „Nieznanego Boga”, o istnieniu którego zapewniał blisko tysiąc lat wcześniej ateńskich pogan święty Paweł z Tarsu w swojej katechezie na Areopagu.

Wychodzenie z getta

Ale rzecz jasna chrzest Mieszka miał także konsekwencje polityczne. Wydarzenie to zapoczątkowało wychodzenie Polan z getta plemienności ku europejskiej cywilizacji łacińskiej. W dzisiejszym kontekście ów zwrot można byłoby interpretować jako porzucenie pogańskiego nacjonalizmu na rzecz chrześcijańskiego uniwersalizmu.

Mesjanizm wiecznie żywy

Filip Memches: Czy zadaniem Polski i Polaków jest odegranie szczególnej roli w dziejach świata? A jeśli tak, to jakiej?

zobacz więcej
Dlatego nie powinny dziwić argumenty współczesnej polskiej lewicy antyklerykalnej, która kontestując konkordat III RP ze Stolicą Apostolską, odwołuje się do swoiście pojętego „patriotyzmu”. Tak było choćby w roku 2010 podczas pewnej debaty w Fundacji Batorego. Biorąca udział w dyskusji panelowej filozof Magdalena Środa zasugerowała, że Watykan jest zagrożeniem dla przyrostu naturalnego Polaków, ponieważ zakazuje metody in vitro.

Wybór Mieszka sprawił, że Polska stała się częścią cywilizacji, która w dziejach odegrała szczególną rolę. To dziedzictwo chrześcijaństwa sprawiło, że w Europie wytworzył się podatny grunt dla projektów emancypacyjnych. Idea praw człowieka – niezależnie od zastrzeżeń, które można do niej mieć – wyrosła z przekonania o przyrodzonej godności osoby ludzkiej.

Mimo że Polska nie należy do najstarszych cór Kościoła, to jednak Polacy sytuują się w straży przedniej chrześcijaństwa. Kiedy Europa tonęła we krwi przelewanej w wojnach religijnych XVI stulecia, I Rzeczpospolita dosłużyła się miana „państwa bez stosów”. Bliska Polakom koncepcja wolności sumienia czerpie swoje źródła z chrześcijaństwa, które od początku postulowało, aby Bogu oddawać to, co boskie, a cesarzowi – co cesarskie.

A zatem chrzest Mieszka okazał się dla narodu polskiego w jakimś stopniu wydarzeniem egzystencjalnym. Jan Paweł II w swojej homilii w Warszawie w roku 1979 ujął tę myśl w słynnym zdaniu: „Nie można (…) bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski — przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię”.

Pierwsza niedziela po pierwszej pełni Księżyca

Tyle że pozostaje jeszcze kwestia sposobu, w jaki świętować wydarzenie z roku 966. Zgodnie z ustawą przyjętą przez Sejm nowe święto ma być obchodzone 14 kwietnia, ponieważ prawdopodobnie właśnie tego dnia – w Wielką Sobotę wieczorem, przypuszczalnie na Ostrowie Lednickim lub w Gnieźnie, Mieszko przyjął chrzest.
Mieszko został ochrzczony w sobotni wieczór. Dlatego trzeba przyjąć, że dniem, w którym przypada rocznica chrztu Polski, jest Niedziela Zmartwychwstania – dowodzi autor. Na zdjęciu: uroczystości Wielkiej Soboty w Szczecinie. Fot. K.M.Krause/via Getty Images
Jeśli tak, to w przypadku ustalenia daty święta, kluczowy nie powinien być dzień miesiąca, lecz dzień w kościelnym kalendarzu liturgicznym. W X wieku chrzty katechumenów (kandydatów do przyjęcia na łono Kościoła), odbywały się w Wielką Sobotę. Ale liturgicznie rzecz biorąc stanowiły one ryty wigilii Niedzieli Zmartwychwstania. Skoro więc Mieszko został ochrzczony w sobotni wieczór, to była to już uroczystość wigilii Wielkanocy (wieczorna Wigilia Paschalna).

A przecież Wielkanoc nie ma stałego dnia w kalendarzu – poza tym, że jest to zawsze niedziela. Rokrocznie jej datę wyznacza pierwsza pełnia Księżyca po przesileniu wiosennym.


Dlatego trzeba przyjąć, że dniem, w którym przypada rocznica chrztu Polski, jest po prostu… Niedziela Zmartwychwstania, ponieważ Wigilia Paschalna stanowi już jej część. Mogłoby to oznaczać, że i nowe święto państwowe powinno mieć – jeśli chodzi o datę – ruchomy charakter. I wniosek ten jest słuszny.

Dlatego ustawa, która ustanawia Święto Chrztu Polski, powinna być skorygowana. Rocznicę aktu nawrócenia Mieszka należy świętować w każdą Niedzielę Zmartwychwstania. I wiadomo, że każdego roku byłaby to inna data.

Ale w takiej sytuacji najważniejsze święto kościelne zostałoby połączone z najważniejszym świętem państwowym. I jeśli nawet nie musiałoby się to wiązać co roku z uroczystą Rezurekcją w katedrze gnieźnieńskiej z udziałem najwyższych władz państwowych, to jednak przy takiej korekcie ustawy Święto Chrztu Polski z pewnością nie byłoby już dniem powszednim.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Chrześcijaństwo i co dalej?
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Kreml dziękuje tropicielom polskiego antysemityzmu
Niektórzy opiniotwórczy Rosjanie nazywają nasz kraj „zgniłym płodem europejskiej demokracji”.
Felietony Najnowsze wydanie
Wypasiony debiut zarżnięty przez bezrozumny gest cenzora
Zaczynała od opowieści kosmicznej i horroru.
Felietony Najnowsze wydanie
Inteligent o ogromnej wiedzy niemający matury
Był wybitnym uczniem z polskiego i historii. Natomiast zupełnie nie pojmował matematyki – Andrzej Dobosz w 16. odcinku programu „Z pamięci” wspomina Pawła Hertza. Część 1.
Felietony Najnowsze wydanie
Pantofelek
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Nikt się nie pytał, czy to da się odbudować. To było oczywiste
Zamienił mieszkanie na duży strych na Nowym Świecie, który urządził. To było miejsce, w którym człowiek głupiał – Andrzej Dobosz w 17. odcinku programu „Z pamięci” wspomina Pawła Hertza. Część 2.