Kultura

Żeby nie żyć jak bydło. Podróż po człowieczeństwo

To osobisty moralitet, w którym reżyser odpowiednio odmalowuje chaos powojnia. Intymny i autorski ton zdejmuje z tematu Żołnierzy Wyklętych odium polityki. Wreszcie na spokojnie i z należytą powagą możemy się przypatrzeć okrutnemu okresowi 1945-1947.

Zaczęliśmy się wstydzić smutku i cierpienia

Jan Jakub Kolski: UB trzy razy wykopywało wuja z grobu, żeby sprawdzić, czy na pewno nie żyje. Dziadkowie musieli na to wszystko patrzeć.

zobacz więcej
Czy najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego, wchodzące właśnie do kin „Ułaskawienie” jest wyczekiwanym, najlepszym z dotychczas nakręconych obrazów o Żołnierzach Wyklętych? Czy może się stać nowym punktem odniesienia do dyskusji o „partyzantach drugiej konspiracji” w polskiej kulturze? Wreszcie, czy autor „Historii kina w Popielawach” znalazł dla okrutnych, powojennych czasów adekwatny filmowy język i zbliżył się do prawdy o tym okresie?

Historia zawsze w cenie

Na temat powojennego podziemia niepodległościowego w Polsce powstają liczne dokumenty, książki czy spektakle teatralne. Od dziesięciu lat odbywa się też festiwal filmowy zatytułowany „Niepokorni Niezłomni Wyklęci”. I choć, jak podkreślają twórcy tej imprezy, jej zakres tematyczny jest znacznie szerszy, bo dotyczy całego półwiecza walki o niepodległość – od 1939 do 1989 roku, to i tak większość prezentowanych tam obrazów to opowieści o tych, „którzy nigdy nie pogodzili się ani z niemiecką, ani z sowiecką okupacją”.

Ich na nowo odkrywane i dopiero dziś honorowane historie stały się wręcz elementem polityki historycznej państwa – w 2011 roku Sejm uchwalił Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych i był to rzadki dzisiaj przykład współpracy „ponad podziałami” (inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie podjął śp. prezydent Lech Kaczyński, a podtrzymał jego następca Bronisław Komorowski). Święto przypada 1 marca i nie jest to data przypadkowa, bowiem tego dnia w 1951 roku wykonano wyroki śmierci na członkach IV zarządu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.
Słychać też głosy, że za całym tym anturażem powinna podążać nie tylko popkultura ludyczno-rozrywkowa, bo ona na różne sposoby już ową tematykę zagospodarowała, ale też artystyczna, a szczególnie film. Gorliwe reagowanie na zapotrzebowanie społeczne przeważnie szkodzi sztuce, niemniej problematyka Żołnierzy Niezłomnych, z utrwalonymi wokół niej sporami, to faktycznie świetny materiał na pełnokrwisty film historyczny. Zresztą niezależnie od artystycznych walorów w polskim kinie (od czasów tzw. Polskiej Szkoły Filmowej i obrazów Andrzeja Wajdy, Kazimierza Kutza czy Wojciecha Jerzego Hasa), temat dotyczący II wojny światowej albo okresu tuż powojennego wydaje się być z założenia filmowym dynamitem.

„Nie chodzi o zemstę, ale o pamięć”. Wojtek Smarzowski o „Wołyniu”

– Nigdy nie robiłem filmu, podczas którego tak bardzo dmuchałem na zimne – mówi reżyser.

zobacz więcej
O tym, że tego typu produkcje historyczne wzbudzają emocje, są szeroko komentowane, a także mogą zdobywać międzynarodowe laury, dobitne pokazują przykłady „W ciemności” Agnieszki Holland, „Idy” Pawła Pawlikowskiego czy „Wołynia” Wojciecha Smarzowskiego. Tym bardziej musi zastanawiać, że na dobrą sprawę od czasów „Popiołu i diamentu” – dzieła Andrzeja Wajdy powstałego w 1958 roku, na fali odwilży po październiku 1956 roku – polski film nie doczekał się równie wyśmienitej i wielowymiarowej fabuły poświęconej okresowi 1945-1947. Oczywiście nie można powiedzieć, że w III Rzeczpospolitej nie mieliśmy prób stworzenia takiego obrazu, jednak każda z nich w mniejszej lub większej mierze pozostawiała widzów, a także rodzimych krytyków, w niedosycie.

Czy zatem – powtórzmy – wchodzący właśnie do polskich kin film Jana Jakuba Kolskiego „Ułaskawienie” może być takim wyczekiwanym od dawna obrazem? Po 1989 roku na temat Żołnierzy Wyklętych zrealizowano pięć filmów, co o nich można powiedzieć?

Od „Pierścionka…” po „Wyklętego”

Pierwszym po upadku PRL-u obrazem mówiącym o „żołnierzach drugiej konspiracji” był powstały w 1992 roku „Pierścionek z orłem w koronie”, w którym to Andrzej Wajda ostatecznie i symbolicznie żegnał się ze „Szkołą Polską”. Sugestywna scena ze szklaneczkami ze spirytusem, będącymi jednocześnie zniczami poległych akowców, nawiązywała wprost do słynnej sceny z „Popiołu i diamentu”. Niestety, „Pierścionek…” nie okazał się filmem na miarę swojego pierwowzoru, podobnie jak grający główną role Rafał Królikowski nie zachwycił widzów tak, jak niegdyś Zbigniew Cybulski.

Wajda po latach powie, że nie przeczytał wtedy dobrze nastroju chwili i oczekiwań widzów. Lepszym w tej mierze okazał się Władysław Pasikowski kręcący „Psy” – najważniejszy obraz doby transformacji, pokazujący czym ona de facto jest. Po latach „Pierścionek…” zyskiwał na artystycznej wartości, a zwłaszcza prezentowane tam kreacje aktorskie, na czele z niebanalną i nieoczywistą rolą Cezarego Pazury jako ubeka Kosiora. Ostatecznie jednak film pozostał jednym z najbardziej niespełnionych dzieł nie tylko w odczuciu Andrzeja Wajdy; filmem, który nie trafił w swój czas.
Plan filmu „Pierścionek z orłem w koronie”. Na zdjęciu Rafał Królikowski. Fot. PAP/Cezary Słomiński
Na kolejną poważną produkcję ocierającą się o problematykę Żołnierzy Niezłomnych musieliśmy czekać dziewięć lat. Wtedy to Wojciech Wójcik nakręcił „Tam i z powrotem”. Akcja filmu toczy się w 1965 roku, a wiec sporo lat po wojnie. To interesujący i niesłusznie zapomniany obraz, ukazujący tragedię akowskiego pokolenia żyjącego w PRL. Opowiadający o ludziach stających niejednokrotnie przed trudnym wyborem: pozostać i być w zgodzie z własnym sumieniem i przekonaniami, czy jednak zrobić wszystko, by wyrwać się z komunistycznego, czyli nieswojego państwa i zapewnić szczęście sobie i swoim najbliższym?

Polska ginie, my żyjemy. Nadwiślańskie egzorcyzmy

Dwaj pisarze, którzy wsiedli do czerwonego tramwaju, zostawiając za sobą przystanek Niepodległość. 60 lat temu miały premierę ważne dla Polaków filmy, zrealizowane na podstawie ich książek.

zobacz więcej
Film Wójcika nawiązuje również do wielu „szarości” w życiorysach Wyklętych, którzy w jakimś sensie zostali złamani i nie mogli się odnaleźć w czasach gomułkowskiej „małej stabilizacji”. „Tam i z powrotem” trzeba też wyróżnić z powodu dwóch wybitnych kreacji aktorskich: Janusza Gajosa i Jana Frycza – duetu pokazującego widzom prawdziwą walkę charakterów. Co ciekawe, obraz został na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni dostrzeżony i nagrodzony, a jednak dziwnym trafem nie przetrwał próby czasu w społecznej pamięci i dziś niesłusznie pokryty jest kurzem zapomnienia.

Osiem lat później temat poakowskiej konspiracji powrócił za sprawą biograficznego filmu „Generał Nil”. Obraz Ryszarda Bugajskiego, który pamiętnym „Przesłuchaniem” wysoko zawiesił poprzeczkę swojej twórczości, zyskiwał dopiero w porównaniu z kolejnymi produkcjami o powojennym podziemiu. Trzeba przyznać, że fabularna biografia generała Augusta Fieldorfa „Nila” to rzetelna produkcja, okraszona dobrą rolą Olgierda Łukaszewicza. Niemniej wydaje się, że od twórcy tej klasy, co Bugajski, można wymagać więcej. Rzecz jasna dobrze, że jego „Nil” pokazany jest nie tylko jako niezłomny patriota, lecz również jako normalny, targany wątpliwościami mężczyzna. Ostatecznie jednak otrzymaliśmy obraz niepełny, a zmęczony niekończącą się konspiracją „Nil” ustępuje chwilami (zważywszy na mord sądowy na generale) „Nilowi” pomnikowemu. Bugajski co prawda wybornie operuje pauzą, próbując z biografii generała „Nila” wydobyć głębie przegranego pokolenia, niestety w tym filmie są to tylko momenty dobrego kina.

Ostanie lata, choć mit Żołnierzy Niezłomnych jest w nich coraz mocniej celebrowany, przyniosły nam jedną ewidentną klapę artystyczną. Chodzi o powstałą w 2016 roku i słusznie skrytykowaną za realizatorski i scenariuszowy infantylizm „Historię Roja” Jerzego Zalewskiego. Obraz ten, jak żaden inny, jest modelową ilustracją popularnego powiedzenia, iż „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Znany dokumentalista Jerzy Zalewski długo walczył o realizację „Historii Roja” i na pewno stracił na tym sporo zdrowia. Być może właśnie podwyższona gorączka spowodowała, że film okazał się wyjątkowo nieudany: chaotyczny, niekonsekwentny w prezentowanym stylu, nieczytelny, wreszcie w większości aktorskich przypadków – źle zagrany. Na tym poprzestanę, żeby nie pastwić się nad dziełem Zalewskiego, który w przeszłości swoimi ważnymi dokumentami („Oszołom”, „Tata Kazika”, „Obywatel poeta”) dowiódł, jak ważnym jest twórcą dla polskiej kultury.
Moda na Żołnierzy Wyklętych
Rok po „Historii Roja” do kin trafił o klasę lepszy „Wyklęty” Konrada Łęckiego, którego kanwą jest historia Józefa Franczaka „Lalka” – najdłużej ściganego przez UB Żołnierza Niezłomnego (emisja w TVP 1 w piątek 1 marca 2019 r. o godz. 20:35). Filmowy debiut Łęckiego to nie jest heroiczny ani spiżowy fresk o nieuchwytnym partyzancie. To opowieść o człowieku, który chciał żyć, a musiał zginąć. Na ekranie przyglądamy się samotnym zmaganiom i nieustającej ucieczce tytułowego bohatera. Jego bój o przeżycie zimy przeplatany jest retrospekcjami, z których dowiadujemy się, dlaczego „Lolo” znalazł się w sytuacji w zasadzie bez wyjścia. Takie ujęcie tematu zbliża „Wyklętego” do „Generała Nila”, dobrze ukazując nierozwiązywalny dramat „pokolenia Kolumbów”.
Niestety film Łęckiego znacznie traci przez na wskroś dydaktyczne, wręcz łopatologiczne, współczesne zakończenie. Oto syn tytułowego Wyklętego przysłuchuje się procesowi dawnego funkcjonariusza UB, jednego z katów jego ojca. Prawda zostaje osądzona, historia ojca – nagrodzona pośmiertnym orderem, który wręcza prezydent RP. Tak właśnie spadkobiercy „trzeciego pokolenia ubeków” przegrywają ze spadkobiercami „trzeciego pokolenia akowców”. Ta końcówka, w której osobiście wystąpili kombatanci powojennego podziemia, odziani w mundury, mająca być ukłonem czy podziękowaniem dla wciąż żyjących Niezłomnych, w efekcie psuje jednak całkiem przyzwoity film Konrada Łęckiego.

Dojrzała, intymna, subtelna wędrówka

Jak zatem na tle przedstawionych wcześniej fabuł plasuje się „Ułaskawienie”? Otóż Jan Jakub Kolski w swoim filmie wprowadza widzów w zupełnie inny wymiar, eschatologiczny i symboliczny, i proponuje absolutnie odmienny filmowy język. Unika zarazem sztampowych emocji, które mógłby nieść tak często dyskutowany w przeszłości temat, jak Żołnierze Niezłomni. Obraz świadomie pozostaje w półcieniach. Zresztą w filmie ani razu nie pada żadna historyczna identyfikacja związana z antykomunistyczną partyzantką.

„Ułaskawienie” to przede wszystkim ciekawy, dojrzały, osobisty moralitet, w którym reżyser odpowiednio odmalowuje (dodajmy – z pietyzmem szczegółu) chaos powojnia. Intymny i autorski ton obrazu zdejmuje z tematu Żołnierzy Wyklętych odium polityki. To bardzo ważne, bo dzięki temu ruchowi wreszcie na spokojnie i z należytą powagą możemy się przypatrzeć okrutnemu okresowi 1945-1947. Film Kolskiego czyni to niezwykle subtelnie. To kino ciszy i niszy i dlatego trafia do mojego serca.

Reżyser stawia na autentyczność, wybierając na kanwę filmowej powieści swoją rodzinną historię. Wraca tym samym do ukochanych Popielaw, podobnie jak uczynił to choćby w „Pogrzebie kartofla” – fabularnym debiucie z 1990 roku. Przypomnijmy, tamten obraz był również osadzony w okresie powojennym i opowiadał historię dziadka reżysera – powraca on w 1946 roku z obozu koncentracyjnego do swojej wioski i dowiaduje się o śmierci swego syna, do której przyczynili się jego sąsiedzi.
zwiastun
Teraz twórca „Historii kina w Popielawach” jeszcze raz wybiera się do rodzinnego zakątka koło Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie przez kilka nastoletnich lat wychowywał się pod okiem dziadków ze strony matki. Ponownie miesza fikcję z prawdą, lecz nie używa już do tego „realizmu magicznego”. „Ułaskawienie” wymaga chropowatości i bólu, a ten bez trudu możemy dostrzec w grymasie twarzy i zmęczonych oczach dziadka Jakuba (Jan Jankowski) i babci Hanki (Grażyna Błęcka-Kolska).

Jana Olszewskiego przyjaciele z lat młodości. Wyklęci, torturowani, zamordowani, złamani

Nieznana opowieść byłego premiera o zaangażowaniu w mikołajczykowskie PSL i o tragicznych losach jego kolegów z tamtych czasów.

zobacz więcej
Para bohaterów wyrusza w drogę z trumną swojego syna Wacława Szewczyka „Odrowąża” – zdradzonego i zamordowanego Żołnierza Wyklętego, by znów uwierzyć w podstawowe wartości i siłę moralnej niezgody na zło. „To też jest wybór, żeby nie żyć jak bydło. Tam, gdzie jest wybór, tam jest wolność” – słyszymy w filmie. Właśnie dlatego, by ponownie zatriumfowało człowieczeństwo, Szewczykowie wyruszają w – na pierwszy rzut oka karkołomną – podróż, pokonują kolejne przeciwności i niebezpieczeństwa.

„Ułaskawienie” – odarte z artyzmu, jaki pamiętamy chociażby z takich wybitnych filmów Kolskiego, jak „Wenecja”, „Afonia i pszczoły” czy „Jasminum” – dzięki oszczędnościom realizacyjnym, pięknym długim kadrom, a także kilku metaforycznym scenom (odwrócony krzyż) jest przejmującym wołaniem o pojednanie i zrozumienie.

Motyw kina drogi, który proponuje w swym filmie Kolski, jest uniwersalny. To także symboliczna wiwisekcja kraju, który przeżył tragedię II wojny światowej. Obraz Polski, jaki wyłania się z „Ułaskawienia”, jest chyba najlepszą ilustracją ważnej książki historyka Marcina Zaremby „Wielka trwoga” („Już nie wiadomo, kto tu kogo zabija” – mówi Jakub Szewczyk). Jan Jakub Kolski podąża podobnymi ścieżkami, przekazując nam zarazem ważny testament życia. „Oficer powinien żyć, kończyć studia, wychowywać dziecko, to powinien robić oficer” – mówi Hanna Szewczyk.

To faktycznie jedna z najbardziej przejmujących, filmowych wizji powojennej Polski i najlepszy filmowy obraz Żołnierzy Wyklętych. Nie trzeba krzyczeć, gdy najbardziej wymownym aktem może być milczenie.

– Mikołaj Mirowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: „Ułaskawienie” reż. Jan Jakub Kolski. Fot. materiały prasowe
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Bez nadęcia, moralizowania, rozdzierania szat
Najbardziej zachwyca mnie jej kunszt w tworzeniu napięć poprzez nieoczekiwaną zmianę skali. Proszę sobie wyobrazić lilipucią ogrodniczkę wygrabiającą spirale z czerwonego piasku.
Kultura Najnowsze wydanie
Napisał scenariusze do „Zimnej wojny” i „Rejsu”
Nie ma dziś autorów, którzy by potrafili tak celnie, z cieniutką ironią, trafiać w słabe punkty przeciwników. Dziś wali się na odlew siekierą, On ciął skalpelem.
Kultura Najnowsze wydanie
Kurier do Londynu
Historia żołnierza, konspiratora, wysłannika AK, powstańca warszawskiego - już w kinach. A w Tygodniku TVP fotosy i zdjęcia z uroczystej premiery.
Kultura Poprzednie wydanie
„Elegancja Carringtonów w twoim domu”. Terapia dla...
Ludzie chcieli zobaczyć, jaki jest Zachód, wielu z nich szukało nowych wzorców – niestety, dostarczały je również tandetne seriale…
Kultura Poprzednie wydanie
Tchórz? Konformista? Kanalia? Literacka gwiazda!
Napisał obrzydliwy paszkwil na Czesława Miłosza, głosił pochwałę stalinowskiej bezpieki w czasie, gdy w katowniach mordowano AK-owców.