Cywilizacja

Kapłan, który uwierzył że jest Bogiem. Pokrętny żywot ks. Wojciecha Lemańskiego

Lubi apelować o szacunek dla drugiego człowieka i jego godności, lecz o polemistach potrafi powiedzieć, że „bredzą”, „dają głos” lub „szczekają”. Popiera związki partnerskie, a na pielgrzymkę do Częstochowy wybrał się w żydowskiej chuście.

Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, mówi o Wojciechu Lemańskim, że „bez względu na konsekwencje robi i mówi rzeczy, których – jak wierzy – oczekuje od niego Bóg”. A jeśli wiara we własną boskość i nieomylność zwiodła go na manowce, a Bóg oczekuje czegoś innego? Oto po konferencji bliskowschodniej w Warszawie, gdy znów zaczęło iskrzyć między Polską i Izraelem, ksiądz ironizował na facebookowym profilu, który służy mu za najlepszą ambonę (22 tysiące wyznawców):

„Do kolejnej rocznicy wybuchu powstania w warszawskim getcie już tylko dwa miesiące. Co mają robić zwolennicy «dobrej zmiany»? Iść, czy nie iść? Z Żydami, czy jakoś tak alternatywnie? Żółte żonkile, czy biało-czerwone goździki? Jasny gwint, jak za Gomułki... Pani ambasador [Anna Azari], niech się Pani nie martwi. Gdyby coś, to my tu Panią gdzieś ukryjemy i przechowamy”.

Wśród nas rodzą się i rosną podpalający kukłę Żyda

Niestety, podobnych wypowiedzi jest więcej. „Kolejny kamyk osuwającej się na nas wszystkich lawiny polskiego, urzędowego, propagandowego antysemityzmu. (…) A gdy się już zbyt szybko powie tak wiele nieprzemyślanych słów, to co potem? Napisy na murach, wybite szyby w oknach, swastyki na macewach?” (za przypomnienie, że nie należy słuchać profesora Tomasza Grossa).
Był kustoszem pamięci o polskich Żydach. To dlatego rabin Schudrich mówi o nim per „Wojtek”. Na zdjęciu Michael Schudrich i ks. Wojciech Lemański na cmentarzu żydowskim podczas uroczystości w 68. rocznicę mordu Żydów w Jedwabnem w 2009 roku. Fot. PAP/Artur Reszko
„Ktoś zasiał wiatr, a burza jest już tylko kwestią czasu” (za napis na murze żydowskiego cmentarza we Wrocławiu: „Jezus jest królem”). „To już tyle dziesiątek lat od tamtych tragicznych lat Holokaustu (…) A pośród nas rodzą się i rosną podpalający kukłę Żyda, malujący antysemickie napisy na ścianach, dewastujący żydowskie cmentarze i wybijający szyby w oknach synagog. Czy to się kiedyś skończy? I czym to się skończy?” (bez okazji).

Słowa księdza brzmią tak, jakby czekał na więcej i rzeczywiście marzyło mu się odrodzenie polskiego antysemityzmu, którego dzisiaj nad Wisłą szczęśliwie próżno szukać ze świecą nie tylko szabasową. A przede wszystkim: i kto to pisze?

Wszak Lemański tworzył Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich, gdy pozostawał na probostwie w podwarszawskich miejscowościach. Przystąpił także do Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, gdzie działał na rzecz wzajemnego pojednania.

W 2008 roku prezydent Lech Kaczyński wręczył mu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski właśnie za bycie kustoszem pamięci o polskich Żydach! To dlatego rabin Schudrich mówi o nim per „Wojtek”. Na Facebooku pozuje do fotografii w jarmułce, którą chętnie przywdziewa przy najróżniejszych – stosownych mniej lub bardziej – okazjach.

Nie Herod, ale jego naśladowcy

Szlachetna działalność Lemańskiego przynosi bowiem i kontrowersje. W parafii w podwarszawskiej Jasienicy przygotowany przez niego Grób Pański odnosił się do pogromu w Jedwabnem. Ksiądz doprowadził do powstania instalacji ku „Pamięci Dzieci Narodu Żydowskiego zamordowanych przez «Herodów»”, bo przez Jasienicę – jak dziesiątki miejscowości – jechały pociągi do Treblinki.

„Kogo uczcili jasieniczanie tym pomnikiem, wiedzą nawet miejscowi gimnazjaliści. Tych Żydów zamordował nie Herod, ale jego naśladowcy, których przez wieki namnożyło się na świecie wielu” – tłumaczył w liście do biskupa Henryka Hosera, przełożonego z macierzystej diecezji warszawsko-praskiej, który protestował przeciwko działaniom godzącym w dobre relacje między narodami.

Biskupowi nie spodobało się również umieszczenie w jasienickim kościele Pisma Świętego w szafce stylizowanej na księgi Tory, co jest niezgodne z przepisami liturgicznymi, choć ksiądz bronił się, że szafka była wzorowana na papirusowym zwoju używanym przez Jezusa w synagodze! Sam miał zresztą prosić biskupa o zgodę na postawienie mebla, ale przez kilka lat nie doczekał się i – jak zwykle – zgodę wydał sobie sam.

Wobec zagrożeń współczesnego świata

Ba, jako zarzewie konfliktu z przełożonym wskazał w wywiadzie dla radia, a jakże – TOK FM, ich rozmowę z 2010 roku dotyczącą zaangażowania w dialog chrześcijańsko-żydowski, podczas której arcybiskup wypominał aktywność Lemańskiego i w końcu zapytał go wprost: „Niech ksiądz powie, czy ksiądz jest obrzezany?”.

Wybrali kariery w lewicowych rządach. Księża zafascynowani Marksem

To jest raczej akt miłosierdzia wobec 94-letniego kapłana niż zmiana stanowiska w sprawie nurtu teologicznego, który Kościół wielokrotnie już potępiał.

zobacz więcej
„Gdybym był Żydem, tobym się tego nie wstydził, i czasami na pytanie: «Czy ksiądz jest Żydem?», odpowiadam, jak kiedyś odpowiadał ksiądz Czajkowski: «Żałuję, ale nie»” – pisał Wojciech Lemański. Urodził się w 1960 roku w Legionowie, wychował w pobliskim Chotomowie. Chciał być kucharzem, lecz po technikum gastronomicznym wstąpił do seminarium.

Obronił pracę magisterską „Chrześcijanin wobec zagrożeń współczesnego świata w świetle nauczania Soboru Watykańskiego II”. Święcenia przyjął z rąk kardynała Józefa Glempa. Po inkardynowaniu został wikariuszem w Rzeczycy i Milanówku. Słodko-gorzkie lata 90. spędził na Białorusi, gdzie zainteresował się z dziejami miejscowych Żydów: w Świrze odwiedzał kirkut i odnalazł fundamenty synagogi.

Po powrocie do Polski został mianowany proboszczem w Otwocku, lecz dopiero w parafii Narodzenia Pańskiego w Jasienicy jego gwiazda zaświeciła pełnym blaskiem, bo wiedział jak przyciągnąć uwagę.

Nie tylko kwestiami polsko-żydowskimi, ale choćby naruszając regulacje diecezji samowolnym wniesieniem do świeckiego sądu prywatnego oskarżenia przeciwko dyrektorce szkoły i nauczycielom za przestępstwo przeciwko czci i nietykalności cielesnej. A przede wszystkim krytykowaniem przy każdej okazji – w kazaniach i wywiadach –zmurszałej struktury Kościoła i zakłamania księży i biskupów, którym Lemański ex cathedra wciąż wytykał błędy i nieustannie pouczał.

Pasja duszpasterza

„Księża są tacy, jacy są ludzie. Opowieści o prymitywizmie, o chamstwie, o grzechach księży słyszę od ludzi, czasami wyczytuję w gazetach. Czasami mówią o nich sami księża. Spowiednik cham chłopakowi, który się spowiadał z samogwałtu, powiedział, żeby sobie ręce w gips włożył. Ten chłopak przy okazji kolejnej spowiedzi o tym mówi, i nie wiadomo, jak mu teraz pomóc. Albo inny mądrala starszej kobiecie, która mówi o problemach małżeńskich, odpowiada: «Ale jak to? Ty współżyjesz? Przecież ty już nie możesz być płodna, każde twoje współżycie z mężem jest grzeszne, bo współżycie ma tylko wtedy sens, jeśli ma perspektywę płodności». Jeżeli słyszysz takie relacje – jak możesz nie być krytycznym?” – pisał w swojej książce.

Mówiąc prostymi słowami o trudnych sprawach („Nie mam specjalnego wykształcenia, jestem człowiekiem prostym, wydaje mi się, że rozumiem ludzi, którzy mieszkają, żyją, pracują na wsi”) zaskarbiał sympatię. „Kilka dni na plebanii w Jasienicy (zimnej, bo słabo z grzaniem) zapisało mi się w pamięci jako spotkanie z księdzem pasjonatem. I nie mam na myśli jego pasji w sprawach dialogu z judaizmem, ale pasję duszpasterza” – pisał z uznaniem ksiądz Adam Boniecki z „Tygodnika Powszechnego”, którego Lemański wiele razy komplementował za otwartą postawę zwłaszcza w zestawieniu z zaściankową konkurencją, nie tylko katolicką, którą z kolei chętnie nazywa „szczujnią”. To i tak łagodne określenia, wobec tych miotanych w stronę Kościoła…
Ks. Wojciech Lemański podczas obchodów 110-lecia Ochotniczej Straży Pożarnej w Jasienicy 10 sierpnia 2014 r., dzień po tym, gdy kuria warszawsko-praska wycofała mu zgodę na odprawianie okazjonalnych posług kapłańskich w jego dawnej parafii. Fot. PAP/Leszek Szymański
W efekcie Hoser ganił Lemańskiego za „deprecjonowanie osób i posługi biskupów i kapłanów”, „podejmowanie decyzji dotyczących parafii bez zgody kompetentnej władzy kościelnej”, „brak współpracy z władzami oświatowymi i samorządowymi”, w efekcie – „konfliktowanie lokalnej społeczności”. Pozbawił go też prawa nauczania religii w jasienickiej szkole.

Ksiądz nie dawał za wygraną i rozpoczął procedurę odwołania się do watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, która jednak odrzuciła skargę we wszystkich instancjach. Lemański otrzymał zaś powtórne upomnienie kanoniczne oraz zakaz udzielania wywiadów, czemu również nie zamierzał się poddać. Rekurs w tej sprawie także został odrzucony (kan. 831 KPK), bo duchownym nie wypada wypowiadać się w mediach, które „wyraźnie atakują religię lub dobre obyczaje”.

Biskup radził proboszczowi, aby dobrowolnie zrezygnował z funkcji, po czym i tak odwołał go z urzędu. W uzasadnieniu napisał, iż dalszą posługę uniemożliwiają publicznie głoszone poglądy niezgodne z prawem kanonicznym.

Lemański znów odwołał się do Trybunału Sygnatury Apostolskiej, który ponownie stwierdził zasadność procedury odwoławczej za brak szacunku i posłuszeństwa biskupowi diecezjalnemu (kan. 273 KPK) oraz sprzeczność z nauczaniem biskupów w kwestiach bioetycznych (kan. 753 KPK). Watykan uznał, że poglądy księdza „przynoszą poważną szkodę i zamieszanie we wspólnocie Kościoła”.

Bo mam swoje zdanie

Lemański odcinał się Hoserowi za niechęć do rozwiązania konfliktu: „Jeśli dialog z niewierzącymi lub poszukującymi drogi do Boga, miałby tak wyglądać, jak dialog biskupa Hosera ze mną, to biada wam – poganie”. Oświadczył, że nie zastosuje się do nakazu i odmówił przekazania zarządu nad jasienicką parafią oraz opuszczenia jej terenu.

Jego odejście wzbudziło protesty mieszkańców, co chętnie pokazywała telewizja – a jakże – TVN. Ludzie pisali listy i zbierali podpisy w obronie ukochanego proboszcza. Co więcej, zbuntowali się i przestali dawać na tacę i w ogóle chodzić do kościoła, byle Lemański został. Na marne, musiał odejść. A kościół parafialny za karę został zamknięty!

Pani z kwiaciarni do dzisiaj nie może tego zrozumieć, bo kościół budowali sami, proboszcz też był ich, więc jak ktoś mógł to odebrać? Sama krzyżem na podłodze nie leży, ale wciąż jest za Lemańskim, bo poświęcał się dla parafii: świetlicę dla ludzi otworzył, kanapki dzieciom robił.

Niedawno podczas kolędy ludzie dawali pieniądze na plac do poszerzenia cmentarza, bo miejsce się kurczy, ale mają wątpliwości, czy nowy proboszcz ziemię wykupi – a Lemański by wykupił. – On najpierw coś robił, potem prosił o wsparcie. Nie zależało mu na kopertach. Nawet w rodzinnym Chotomowie nie pobudował się, bo liczyła się tylko parafia w Jasienicy – wspomina Dariusz Parys, właściciel piekarni, którego Lemański wciąż odwiedza.

Ksiądz jest jak samolot – mówią o nim głośno, gdy spadnie

Kościół to szpital, w którym leczą chorzy lekarze – cytuje papieża ks. dr Bogusław Nagel, krajowy duszpasterz Apostolatu Modlitwy za Kapłanów Margaretka.

zobacz więcej
Mówi o księdzu, że nie jest krnąbrny, lecz zawzięty. Sam go pytał, po co pcha się do polityki. „Bo mam swoje zdanie” – odpowiedział. Parys mówi, że ludzie przyzwyczaili się do nowego proboszcza, choć podziały pozostały, ale wielu tęskno za Lemańskim. Działa założony przez niego klub historyczny, ale świetlica jest nieczynna.

Wyrządził wielką szkodę Kościołowi

Pewnego lipcowego popołudnia 2013 roku Lemański ogłosił, iż podporządkuje się woli zwierzchnika i odchodzi na dobre. Hoser jako nowe miejsce zamieszkania wyznaczył mu Dom Księży Emerytów w Otwocku, choć wyraził gotowość mianowania rezydentem w parafii, która zechce księdza przyjąć. Chętnych nie było. Mianował też Lemańskiego kapelanem Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii Dzieci i Młodzieży w Zagórzu, największego w Polsce szpitala psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży, by sprawdzić jego wytrzymałość. I dalej groził suspensą czyli zakazem odprawiania mszy i udzielania sakramentów.

„Groźbę suspensy lepiej odłożyć dla pedofili w sutannie, dla malwersantów dóbr kościelnych i dla heretyków” – bronił się po swojemu Lemański, lecz w 2014 roku otrzymał najwyższą kościelną karę. I tym razem złożył apelację, którą Watykan ponownie odrzucił.

Tym bardziej, że oficjalne uzasadnienie kurii było dla niego miażdżące: „Ks. Wojciech Lemański, stając się dobrowolnym zakładnikiem mediów, wyrządził wielką szkodę Kościołowi, którego jest kapłanem i który – jak deklaruje – «kocha», oraz wywołał poważną dezorientację i niepokój w szerokich kręgach polskiego społeczeństwa. (…) Udzielał lekcji wiernym, kapłanom i biskupom z pozycji oskarżyciela i tropiciela grzechów, nie mając dostępu do wszystkich aspektów spraw trudnych, bolesnych i złożonych. Zawsze wiedział lepiej, bez koniecznego umiaru i zachowania proporcji. Stosując zasadę «pars pro toto» ukazywał Kościół, jako środowisko gwałcicieli, pedofilów, hipokrytów, zdzierców i pijaków. Sam kreował się obrońcą pokrzywdzonych i wykorzystywanych w Kościele, «który jest chory», zwłaszcza w swej strukturze hierarchicznej. Czynił to przy aplauzie wtórujących mu mediów”.

Na pogrzebie Jaruzelskiego

Czas na skruchę? Nic z tego! Lemański nie mógł czynić kapłańskiej posługi, ale bynajmniej nie próżnował. Blogował na portalu – a jakże – natemat.pl. Z polską flagą i plakietką „Konstytucja” w klapie brał udział w demonstracjach Komitetu Obrony Demokracji. Bywał na spotkaniach organizowanych pod jego egidą: „Co z tą Polską we współczesnym Kościele” (Piła) i „Co się dzieje z Polską?” (Kalisz).

W Poznaniu wyrokował, że „kwestia uchodźców kompromituje polski Kościół i jeszcze długo będziemy musieli zmagać się z tym piętnem”. „Gazeta Wyborcza” życzliwie opisywała aktywność księdza-nieksiędza i donosiła, że bezrobotnemu pomagają dawni parafianie oraz „inni przyjaciele”.

I nic dziwnego, że swoją popularność postanowił zdyskontować właśnie w wydawnictwie Agory, gdzie wydał książkę „Z krwi, kości i wiary”: zapis rozmowy Anny Wacławik-Orpik z „niepokornym księdzem”, który „odważnie woła o prawdę i przemianę polskiego Kościoła”.
Ks. Wojciech Lemański w lipcu 2017 wśród uczestników manifestacji przed Pałacem Prezydenckim protestujacej przeciwko reformie sądownictwa. Fot. PAP/Paweł Supernak
„Dopóki chodzę po świecie, będę starał się wprowadzać te zmiany w Kościele w Polsce. I to nie jest jakiś obraz idealny, który sobie wyśniłem. Taki jest Kościół tuż za granicą: w Niemczech, w Austrii, w Czechach, we Francji, nawet we Włoszech. Nasz też taki będzie, bo dinozaury, które myślą kategoriami Kościoła zza żelaznej kurtyny – bastionu i oblężonej twierdzy – odejdą kiedyś na emeryturę” – stwierdził.

Pojawił się na pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego, co uznał za kapelański obowiązek, bo umierający generał poprosił o przyjęcie sakramentów, więc jak mógł odtrącić ten gest – tłumaczył w TOK FM. A gdy na warszawskim Placu Defilad Piotr Szczęsny dokonał samospalenia, w proteście przeciw łamaniu w Polsce praworządności, Lemański – w ramach suspensy mógł pełnić posługę dla osób, które znalazły się in periculo mortis, czyli w niebezpieczeństwie śmierci – udzielił w szpitalu desperatowi ostatniego namaszczenia.

Grupa milczenia

I wciąż mówił swoje: o polskim Kościele, że „ten gmach naprawdę zaczyna się chwiać” (film „Kler” uznał za „bardzo prawdziwy”); zaś o Watykanie, że to stajnia Augiasza.

Nawet zabawne, że nie przeszkadzało mu to zwracać się do Hosera o cofnięcie kar, bo „są podstawy do tego”. W tej samej sprawie napisał też list do papieża Franciszka. I stało się tak po czterech latach, gdy Hoser poszedł na emeryturę, zaś w lipcu 2018 roku nowy biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński zawiesił karę na terenie Archidiecezji Łódzkiej i w dyskrecji skierował Lemańskiego do pracy w łódzkim Zakładzie Karnym oraz parafii św. Andrzeja Boboli w Łodzi-Nowosolnej. Sam Lemański nazywa to okresem próbnym pod duszpasterską opieką arcybiskupa Grzegorza Rysia. „Brakowało mi już kontaktu z wiernymi. Prawdziwa ambona to coś zupełnie innego niż rozważania facebookowe” – komentował, choć w Internecie zgromadził tysiące wyznawców, zaś w kościele ma ich kilkudziesięciu. Mówi, że przyjęli go miło.

Latem pojawił się w Pabianicach na 93. pielgrzymce do Częstochowy. Na głowie miał żydowską chustę, na plecaku cytat z Władysława Bartoszewskiego: „Warto być przyzwoitym”. Został przydzielony do grupy milczenia, czyli bez śpiewów.

Ale milcząca zaduma chyba niewiele dała, skoro po śmierci piosenkarki Kory potrafił napisać do księdza krytykującego świecki charakter pochówku: „Zamilknij klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza”. I znów zebrał poklask od tysięcy wyznawców!

„Kler”. Czy pomyjami można oczyszczać?

W filmie Smarzowskiego Kościół krzywdzi, a potem wciąga na dokładkę skrzywdzonych w swoje struktury – niczym świat więzienia, które „przecwela” skazanych, którzy zaczynają grypsować.

zobacz więcej
A niedawno zachwycił się „Polonezem Równości”, który obok zwykłego zatańczyli maturzyści liceum społecznego przy Bednarskiej w Warszawie: w „równościowej wersji” tańczyli chłopcy z chłopcami i dziewczęta z dziewczętami, aby… okazać wsparcie gejom i lesbijkom. „W głowach i sercach takich młodych ludzi, rodzi się przyszłość naszego kraju. Brawo «Bednarska». Brawo kadra i brawo uczniowie. Tylko czy to jedna jaskółka, czy też znak nowego myślenia młodych ludzi?” – piał ksiądz z zachwytem.

Nic dziwnego, bo taki z niego liberał. „Batalia o związki partnerskie jest batalią o odpowiedzialność. Taki związek nie tylko gwarantuje prawa do dziedziczenia i tak dalej, ale zobowiązuje do wzajemnej opieki. To lepsze niż to, co nazywaliśmy życiem na kocią łapę, i pokazuje, że dobro w nas jest, bo gotowi jesteśmy brać odpowiedzialność za drugiego człowieka z jego słabościami i zobowiązaniami. Na przykład troska o dzieci partnera z poprzedniego związku staje się wspólnym zobowiązaniem. To stanowi jakąś wartość” – pisał w swojej książce.

Nieewangeliczne oblicza

Lemański lubi apelować o szacunek dla drugiego człowieka i jego godności, lecz o polemistach potrafi powiedzieć, że „bredzą”, „dają głos” lub „szczekają” w „prymitywnych wywodach”. Krytykował kolegę po różańcu: „Ten ksiądz już niejednokrotnie był powodem poważnego zamieszania i wzburzenia wiernych. Co pewien czas, stając w obronie rządów «dobrej zmiany» chlapie językiem i obraża inaczej niż on myślących. Jednak najodważniejszy to ten księżulo nie jest”.

Sam po śmierci prezydenta Gdańska do jego żony kierował słowa „prawdy o TVP, o polskiej prokuraturze, o politycznych przeciwnikach, którzy nie cofali się przed niczym. Którzy doprowadzili do śmierci Pani męża. Dziękuje, że mówi Pani prawdę o gdańskim Kościele i wielu jego nieewangelicznych obliczach”.

I przy byle okazji krytykuje „koszmarne” rządy w Polsce, bo „obecnie sprawujący w Polsce władzę, skrywają się za plecami biskupów i księży, którzy hołubią ich wsuwanymi na ręce pierścieniami, wezwaniami do rachunku sumienia i opowieściami o winie obciążającej obie strony politycznego sporu”.

Rzecznikowi prezydenta Polski mówił, że „należy częściej zmieniać pampersy”. O poprzedniej premier pisał jako „niezbyt zdolnej, pozbawionej inwencji kobiecie”, którą stanowisko „po wielokroć przerasta”, więc „łże jak bura suka” – za co zresztą potem przyszło mu przepraszać.

Po co w ogóle miesza się do polityki? Bo, jak mówił, ma swoje zdanie? „Nie znajdzie pani żadnego mojego wpisu, w którym bym popierał jakąś opcję polityczną, w którym bym optował za wyborem tej czy innej osoby albo wskazywał, że zwolennicy tej czy innej partii są dla mnie persona non grata” – bronił się w rozmowie z TOK FM, co należy potraktować jak udany mon mot, gdyż intencje ma oczywiste i zawsze ocenia świat na jedno kopyto.
Ksiądz Adam Boniecki i ksiądz Wojciech Lemański w Bazylice Mariackiej w Gdańsku w czasie mszy pogrzebowej za prezydenta miasta Pawła Adamowicza 19 stycznia 2019. Fot. PAP/Adam Warżawa
Czy takich ocen nie powinien wydawać cały Kościół? „Polski Kościół swoją szansę przegrał i myślę, że – obym się mylił – ale mało kto już oczekuje od polskiego Kościoła czegoś sensownego w tej sytuacji”.

Żeby księdzu mordę obili

Jednak to chyba Lemański stracił swoją szanse, by w czasem siedzieć cicho. Zwłaszcza w związku z oskarżeniami o kościelne przyzwolenie na szerzącą się pedofilię wśród duchownych. „Dlaczego w tylu parafiach, w których skrzywdzono Marka Lisińskiego i jego przyjaciół z Fundacji «Nie lękajcie się», dlaczego się nie znalazło kilku takich, co poszliby i temu księdzu mordę obili? Nie wzywam do przemocy, mówię tylko o tym, że zabrakło wtedy właściwej reakcji, która być może zapobiegłaby tragedii wielu później skrzywdzonych dzieci” – tak Lemański zachęcał do oporu wobec księży pedofilów.

Proponował też, by Kościół wypłacił odszkodowania wszystkim ludziom zgłaszającym się po rekompensaty za molestowanie, a nawet jeśli 30 procent z nich będzie oszustami to trudno, bo przy okazji i tak zadośćuczyni się poszkodowanym i warto ponieść straty.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Chwalił „rzeczowe, bez emocji, analityczne” teksty „Gazety Wyborczej” o „aferze taśmowej”, zaś roli księdza Rafała Sawicza w sprawie spółki Srebrna pisał: „Zapoznajcie się z tą historią klerycy, ojcowie duchowni, prefekci, rektorzy seminariów duchownych. Zróbcie to, zanim zaczniecie opowiadać innym, albo też słuchać z rozdziawioną gębą opowieści o apolitycznym Kościele i o księżach, którym wystarczyła sutanna uboga. (…) Jeden z nas «kręci lody» i gwiżdże sobie na zasady i prawa, których uczą w seminariach duchownych i którymi wygrażają «niepokornym». Czytajcie historię o księdzu, który się «zgubił» swojej diecezji. A ta go ani specjalnie nie szuka, ani po nim nie płacze. Czytajcie tę historię w «Gazecie Wyborczej», bo «Gość Niedzielny», «Niedziela», «Idziemy» ani «Nasz Dziennik» nie opowiedzą wam tej historii. Polski ksiądz, jeden z nas, historia pouczająca”.

W punkt trafione, toż to przecież opis żywota księdza Lemańskiego! I wyjątkowo nie w „Gazecie Wyborczej”, lecz w Tygodniku TVP!

– Jakub Kowalski
22.08.2014
Zdjęcie główne: Można mieć wrażenie, że ksiądz Wojciech Lemański najlepiej czuje się, gdy otacza go wianuszek dziennikarzy. Fot. PAP/Leszek Szymański
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.