Kultura

Piękne rybki w akwarium. Terapia dla sfrustrowanych Polaków

Podziwiano opływającą luksusem rezydencję, w jakiej mieszkali bohaterowie serialu, samochody, ubrania, fryzury. Pewien meblarz ze Swarzędza reklamował się w prasie hasłem: „Elegancja Carringtonów w twoim domu”. Wypuszczał na rynek m.in. ciężkie meblościanki dębowe albo z okleiną dębową, które imitowały salonowe meble z willi bohaterów „Dynastii”. Wśród młodych Polaków podobną rolę pełnił serial „Beverly Hills, 90210”.

Hans Kloss, agent GRU w niemieckim mundurze

„Stawka większa niż życie” ma już 50 lat. Aktorzy, którzy zagrali niemieckich oficerów, byli idolami, co szczególnie pikantne – przede wszystkim w NRD.

zobacz więcej
Trzy dekady temu Polska Ludowa kończyła swój żywot. Nastał czas przemian – trudny i zwariowany. Nastroje na początku nasycone euforią i nadzieją, szybko zostały ostudzone. Hiperinflacja doszła do poziomu 1395 procent. Polacy nie mieli realnych dochodów z tytułu pracy; zaczęli szukać alternatywnych źródeł zarobku; kwitł handel, często na dziko – ze stolika, bagażnika, łóżka polowego; sprowadzano z zagranicy niedostępne w Polsce towary: mandarynki, kosmetyki, tureckie swetry itd.

Odskocznią od szarej rzeczywistości stały się amerykańskie seriale, które coraz liczniej zaczęły się pojawiać w polskiej telewizji. Miały istotny wpływ na nasze życie codzienne, styl życia, modę. Były oknem na świat i urzeczywistniały marzenia o lepszym, bardziej kolorowym życiu na Zachodzie. Były też synonimem kapitalizmu, wzorem konsumpcji, symbolem sukcesu, do którego – jak nam się wydawało – powinniśmy dążyć.

– Początek lat 90., mimo chwilowej euforii, związanej z transformacją, demokratyzacją życia publicznego, otwarciem na świat, był okresem ponurym, trudnym pod względem ekonomicznym i społecznym. Koszty transformacji były wysokie, część społeczeństwa dotkliwie ją odczuła – mówi dr Rafał Towalski, ekspert z Zakładu Socjologii Ekonomicznej SGH w Warszawie.

Dla niektórych, przypomina, transformacja była bardzo korzystna. Ale dla większości wiązała się z poważnymi kosztami: bezrobociem i pogłębiającym się rozwarstwieniem społecznym. – Społeczeństwo polskie było w stanie anomii: zdezorientowane, zagubione. A seriale były ucieczką od poczucia beznadziei – dodaje ekonomista.
– Początek lat 90. był okresem ponurym, trudnym pod względem ekonomicznym i społecznym – mówi dr Rafał Towalski. To także początki wolnego rynku, czego dobrym wyrazem był handel na warszawskim Stadionie X-lecia. Fot. PAP/Ireneusz Sobieszczuk
– Były dla nas jak akwarium. Takie piękne złote rybki w nich pływały. Wszystko wyglądało super. A my? Niestety, znajdowaliśmy się po drugiej stronie, w szarej rzeczywistości – wtóruje prof. Grzegorz Łęcicki, medioznawca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Drink zamiast ciepłej wódki

Czy można się więc dziwić, że na początku lat 90. Polacy oszaleli na punkcie „Dynastii” – opery mydlanej, przedstawiającej losy wywodzącej się z amerykańskich wyższych sfer rodziny Carringtonów? Fabuła nie była najważniejsza. Podziwiano przede wszystkim: opływającą luksusem rezydencję, w jakiej mieszkali bohaterowie, samochody, ubrania, fryzury.



– Zachodnie seriale były czymś w rodzaju gumy do żucia czy waty cukrowej. Osładzały szarą rzeczywistość, były ukojeniem. Ich popularność wynikała też z tego, że wtedy nie znaliśmy prawdziwego luksusu. To, co u nas było luksusem: w Peweksach, prywatnych sklepach, na Zachodzie odpowiadało koszom z tanimi artykułami w hipermarketach. Polacy oglądali amerykańskie seriale tak, jak dziecko ogląda wystawę w cukierni, oblizując się na widok cukierków, ciastek, tortów – mówi prof. Jerzy Eisler, historyk z IH PAN, dyrektor warszawskiego oddziału IPN.

„Dynastia” stała się więc źródłem wzorców kulturowych. – Pokazywała świat, którego Polacy nie znali, który był czymś wymarzonym. Serial oglądano zachłannie; bywało, że widzowie nie potrafili wobec tego obrazu się zdystansować. Czerpano z niego różne wzorce, choćby konsumpcji. Tak jak na początku lat 70. modne stało się picie drinków zamiast ciepłej wódki, tak tutaj próbowano naśladować zachowania serialowych bohaterów, ich stroje itd. – opowiada dr hab. Marcin Zaremba z Uniwersytetu Warszawskiego.

Pokaż mi swój PESEL, a powiem Ci kim jesteś! Sprawdź, do jakiego należysz pokolenia

O czym marzyłeś, kto był Twoim idolem, jakiemu sportowcowi kibicowałeś, na jakim filmie byłeś 10 razy? Kamienie milowe kolejnych generacji Polaków.

zobacz więcej
Historyk przekonuje, że seriale miały na nas wpływ terapeutyczny: w związku z otaczającą nas przaśnością, kolejkami, biedą czy papierem toaletowym, przypominającym papier ścierny („»Dynastia« była dla Polaków niczym podróż w dobrą powieść” – dodaje).

– Panie wzorowały się na Lindzie Evans (serialowa Cristal Carrington). Mówię choćby o żakiecikach z silnie uwypuklonymi, nienaturalnie dużymi „pagonami”, makijażu czy o sposobie w jaki się czesała – wylicza Wiesław Kot, krytyk filmowy.

Odpustowe błyskotki Carringtonów

Kopiowano również styl urządzania domów. Na przykład pewien meblarz ze Swarzędza reklamował się w prasie hasłem: „Elegancja Carringtonów w twoim domu”. Wypuszczał na rynek m.in. ciężkie meblościanki dębowe albo z okleiną dębową, które imitowały salonowe meble z willi Carringtonów.
Byli też pasjonaci, którzy w swoich domach imitowali bibliotekę z „Dynastii”. – Kupowali książki pod wymiar i kolor, ustawiali je w idealnie równym szeregu, co do milimetra. Oczywiście miały one charakter dekoracyjny – opowiada Kot.

I po chwili dodaje: – Widziałem u kogoś w domu meblościankę jak z willi Carringtonów, zapełnioną równo ułożonymi książkami. Z daleka wyglądało to idealnie jak z Ameryki. Ale podszedłem bliżej – zastanowiło mnie, że przecież wtedy na rynku księgarskim dominowała pstrokacizna, trudno było też dostać opasłe książki. I co się okazało? Właściciel domu wykupił z jakiegoś magazynu dzieła Stalina! Wszystkie tomy z przełomu lat 40. i 50.! Pokazuje to desperację niektórych fanów serialu, by imitować środowisko Carringtonów.

Zdaniem krytyka filmowego „Dynastia” była dla nas także lekcją urządzania łazienek, które dotąd „mieliśmy w kompletnej pogardzie” – świeciły gołym tynkiem, plastikami na ścianach. Tymczasem w łazience w serialowej rezydencji „kafelki były robione pod kolor całej reszty”. To była nowość, „uczyliśmy się, że łazienka powinna lśnić czystością”. Były też złocenia, elementy posrebrzane, które staraliśmy się kopiować. – Nasze kafelki miały czasem odpustowe złocenia, błyskotki. To też było pokłosie „Dynastii” – dodaje.

Klasa średnia z przedmieścia

Ważnym czynnikiem, wpływającym na ówczesne zainteresowanie zachodnimi serialami, na to, że z nich czerpaliśmy wzorce było otwarcie Polski na świat. – Jednym z elementów globalizacji była amerykanizacja, utożsamianie się z pewnymi wzorcami kulturowymi właściwymi dla Stanów Zjednoczonych i społeczeństwa amerykańskiego, w tym bezrefleksyjne ich powielanie – analizuje dr Towalski. – Wydaje się, że amerykanizacja trafiła w Polsce na dość podatny grunt. Na hasło: „Ameryka” wielu Polaków oczami wyobraźni widziało (i wciąż widzi) podróż do Stanów, „amerykański sen” – dodaje.
Na przełomie lat 80. i 90. Wielką popularnością cieszyły się „Cudowne lata” – w czołówce mogliśmy usłyszeć „With a little help from my friends” Joe Cockera; Polacy poznali Arnoldów – przeciętną amerykańską rodzinę końca lat 60.; serial ukazywał życie przedmieść zamieszkiwanych przez klasę średnią; ludzie mieli stałą pracę, samochód i zwykłe codzienne problemy.

Wiesław Kot zauważa, że nasza kinematografia pokazywała prowincję zupełnie inaczej („pijaństwo, bezrobocie, chamstwo, agresja”). A serial „Cudowne lata” pokazywał, że „można mieć ładny dom na przedmieściu, miłych sąsiadów, kilkoro dzieci i nie być rodziną patologiczną”. Uczył, że można ze sobą normalnie rozmawiać i rozwiązywać codzienne problemy. Ludzie nie warczeli na siebie, nie mieli wzajemnych pretensji. Był więc wzorcotwórczy dla kształtującej się w Polsce klasy średniej.

W założeniu twórców produkcja przeznaczona była dla młodzieży, tematem głównym było dorastanie nastolatka, Kevina Arnolda – ale okazało się, że chętnie oglądali ją również dorośli.

Nie można też przy okazji zapominać o serialu „Beverly Hills, 90210”, który również miał wpływ na styl życia, zwłaszcza młodych Polaków. Niektórzy mówią o nim „Dynastia” dla młodzieży. Serial opowiadał o szkolnych, a potem uniwersyteckich i domowych perypetiach bliźniąt Brendy i Brandona Walshów. Ponieważ ich ojciec dostał nową pracę w Kalifornii, rodzina (także typowa klasa średnia) musiała przenieść się z Minnesoty. Zamieszkali w snobistycznym Beverly Hills, gdzie toczy się akcja serialu. Ponieważ produkcja cieszyła się niebywałym powodzeniem, zyskała miano kultowej.

Policjant nie musi być idiotą i łapówkarzem

Duże wzięcie miały także seriale kryminalne. Choćby „Policjanci z Miami” czy nieco później „Strażnik z Teksasu”. To była nowa jakość: wysportowani gliniarze, w czołówce „Policjantów z Miami” flamingi, palmy, ocean. Działało to na wyobraźnię. A poza tym jakże różnili się policjanci z amerykańskich seriali od tych z polskich, np. z „07 zgłoś się”.
Amerykańscy policjanci byli przystojni, inteligentni, wysportowani do granic możliwości i wymierzali sprawiedliwość kopniakami z półobrotu. Taki był też detektyw James „Sonny” Crockett (Don Johnson) z serialu „Policjanci z Miami”. Fot. NBCU Photo Bank/Getty Images
– W polskich serialach kryminalnych na straży prawa stał ogromny aparat milicyjny, któremu nikt nie mógł umknąć. Nie dlatego, że porucznik Borewicz był taki zdolny, tylko dlatego, że ten aparat zastawiał gęsto sieci – działał w każdej, nawet najmniejszej miejscowości, przestępca nie miał prawa się wymknąć – mówi Wiesław Kot.

W amerykańskich produkcjach telewizyjnych było inaczej. Cordell Walker był inteligentny, wysportowany do granic możliwości, wymierzał sprawiedliwość kopniakami z półobrotu. Miał również poparcie lokalnej społeczności.

10 najlepszych ról dziecięcych w historii polskiego filmu. Ranking Tygodnika TVP

Filmy dla dzieci łączą polskie pokolenia. Na produkcjach z lat 60. i 70. wychowali się nie tylko dzisiejsi rodzice i dziadkowie, ale też obecna młodzież.

zobacz więcej
– W Polsce społeczeństwo było tłamszone, nawet przez zwykłego sierżanta MO na prowincji; mieliśmy do czynienia z opresją, kontrolą, szantażem, zastraszaniem. W „Strażniku Teksasu” tego nie było. Chętnie to oglądaliśmy, myśląc: „o proszę, można inaczej”. Amerykańskie seriale kryminalne pokazywały, że policjant nie musi być zapijaczonym grubasem, idiotą, do tego łapówkarzem, czerpiącym siłę z tego, że stoi za nim aparat przymusu. Może to być młody, wysportowany, inteligentny i sympatyczny człowiek – zaznacza krytyk filmowy.

Pogoda dla biedaków

Zachodnie seriale w polskiej telewizji pojawiły się zresztą już wcześniej. W latach 60. emitowano „Bonanzę” – amerykański serial westernowy. Były seriale kryminalne, jak „Columbo” czy „Kojak”. Do tego m.in. brytyjski serial science fiction „Kosmos 1999” czy amerykański „Dallas”.

Pod koniec lat 70. Polacy chętnie zasiadali do oglądania „Pogody dla bogaczy”, która powstała na podstawie powieści Irwina Shawa.
W połowie lat 70. Polacy nauczyli się pić drinki zamiast ciepłej wódki. Czy wpływ na to miała również „Pogoda dla bogaczy”? Fot. ABC Photo Archives/ABC via Getty Images
– Oglądano ją całymi rodzinami. Bohaterowie zostali dobrze nakreśleni, role dobrze zagrane – komplementuje produkcję dr hab. Marcin Zaremba. I dodaje, że pojawiały się wówczas żarty, typu: „Partia mogłaby zrobić dla nas »Pogodę dla biedaków«, a reżyserem powinien zostać Edward Gierek”, „Oni mają »Pogodę dla bogaczy«, a my »Pogodę dla biedaków«”. – Mieliśmy wtedy poważny kryzys, do tego zimę stulecia. W związku z tym nagminnie coś takiego się mówiło – wspomina historyk.

Kryzys gospodarczy, sięgający epoki Gierka, trwał przez cała lata 80. Skutecznie podsycały go sankcje USA po wprowadzeniu stanu wojennego. Gospodarka sięgnęła dna, narastała niepewność. – Z badań prowadzonych w drugiej połowie lat 80. wynikało, że znaczna cześć społeczeństwa żyła w warunkach wyraźnego i pogłębiającego się ubóstwa; zdecydowana jego większość całkowicie straciła wiarę w model gospodarki „uspołecznionej” – mówi dr Towalski.

Polacy uznali, kontynuuje ekspert, że jedynym remedium na problemy może być własność prywatna, czyli kapitalizm, który będziemy budować. Osłabły postawy umiarkowanie egalitarystyczne, a wzrosła akceptacja dla zasadności ekonomicznych zróżnicowań w społeczeństwie oraz działalności prywatnej. Ponadto młodzi w latach 80. doszli do wniosku, że wykształcenie nie jest warunkiem czegokolwiek. Osoby mające dobre wykształcenie często zostawały np. taksówkarzami. Ludzie uciekali od takiego systemu w sferę prywatną…. i w bajki.

Kicz i szmira, które pomagały żyć

W połowie lat 80. Polacy stracili głowę dla brazylijskiej telenoweli – „Niewolnicy Isaury”. Podczas wizyty w naszym kraju, Lucelia Santos i Rubens de Falco zostali przyjęci niczym para królewska. Aktorzy odwiedzili Warszawę, Łódź, Skierniewice, Katowice, Sosnowiec i Kraków.
Lucelia Santos i Rubens de Falco zostali przyjęci jak gwiazdy pierwszej wielkości. Fot. PAT
– Mieszkałem wtedy na Ursynowie. Pewnego dnia zauważyłem, że na osiedlu, przy niedawno otwartym Domu Sztuki, panuje straszne zamieszanie. Pomyślałem, że to jakaś obława. Może na kogoś z podziemnej „Solidarności”? Ale nie. Okazało się, że to Isaura i Leoncio przyjechali do Polski: trzeciorzędni artyści, których chwilowa moda wyniosła na Himalaje popularności. Zwątpiłem w to, co zobaczyłem. I przekonałem się, że jeśli coś jest popularne, to wcale nie musi być dobre. A często jest wręcz odwrotnie… – wspomina Janusz Zaorski.

Reżyser krytycznie podchodzi również do mody na amerykańskie seriale z przełomu lat 80. i 90. – Wielu telewidzów przyjęło, że seriale, takie jak np. „Dynastia”, przedstawiają zachodnią rzeczywistość. I że właśnie tak, w proporcji jeden do jednego, wygląda życie w amerykańskim wydaniu. Nie przemawiało do nich, że często scenariusz tych seriali to była grafomania. Próby kopiowania, naśladowania serialowego życia były śmieszne, a nawet żenujące. Ale taka była m.in. cena za pół wieku braku wolności – przekonuje.

Zachwyt nad amerykańskimi serialami dla niego był czymś okropnym. – Jeździłem na festiwale filmowe, widziałem, jak wygląda świat. I wiedziałem, że obrazy, jakie zostały przedstawione w tych serialach to falsyfikaty; że to nie są żadne dzieła, tylko produkcje dla półinteligentów, które mają wyciskać łzy. Ich popularność wynikała z zapotrzebowania na inną rzeczywistość; ludzie chcieli zobaczyć, jaki jest Zachód, wielu z nich szukało nowych wzorców – niestety, dostarczały je również tandetne seriale… Przecież to była zwykła szmira i kicz – nie owija w bawełnę Zaorski.

Gdy pojawiały się pomarańcze, dochodziło do przemocy

Może i udałoby się Gomułce zastąpić cytrynę kiszoną kapustą, gdyby można ją było wyciskać do herbaty. Świąteczne wspomnienie luksusu PRL.

zobacz więcej
Mniej radykalny w ocenach jest prof. Jerzy Eisler. – Rzadko czytam czy słyszę w mediach, by ktoś otwarcie się przyznał, że najbardziej lubi święty spokój. Każdy raczej mówi, że lubi żyć mocno, energicznie, że szuka przygód, adrenaliny: skacze na bungee, ze spadochronem, a jego największym marzeniem jest wejście na Mount Everest. Tymczasem powiedzieć: „lubię siedzieć z moim psem na kanapie i oglądać nieobciążającą komedię, serial, klasyczny western” to prawie tak, jakby powiedzieć o sobie: „jestem kretynem”, „nie mam ambicji”. Tak to bywa odbierane – mówi.

– Nie wykpiwałbym tych, którzy oglądali seriale, np. „Dallas” czy „Dynastię” – dodaje historyk. –To nie tak, że jak ktoś to oglądał, to musi być idiotą, kimś ograniczonym – nic z tych rzeczy. Seriale dawały pewną harmonię i spokój. Pamiętam okres od kwietnia do sierpnia 1982 r., kiedy pracowałem jako urzędnik w ZUS-ie. W telewizji emitowano wtedy czechosłowacki serial „Szpital na peryferiach”. I w każdy poniedziałek, koleżanki z pracy (byłem jedynym facetem w pokoju) szczegółowo omawiały ostatni odcinek, wymieniały uwagi itd. Nie odbierałem tego na zasadzie: „Co z nimi jest? Nie mają własnego życia?”, tylko z pewną życzliwością. Zwłaszcza, że serial pomagał im przechodzić przez trudne chwile.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Czajnik Crystal i krajalnica Alexis
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Maja Ostaszewska na barykadach. Aktorka wszystkich protestów
We współczesnej Polsce widzi samo zło: ideologię nazistowską i ksenofobię, szczucie i podsycanie lęków, manipulację, oszczerstwa i cenzurę oraz ból, strach i stres karpia.
Kultura Najnowsze wydanie
Houellebecq dla wielbicieli erotyki i kryminałów
Autor „Serotoniny”, niestety, Nobla chyba nigdy nie dostanie. Z tych samych powodów, z których nie dostali go inni: Nabokov, Borges czy Herbert. Jest zbyt prawicowy i tego nie ukrywa.
Kultura Najnowsze wydanie
Nie traćcie czasu na pościg za Europą
Krzysztof Kłopotowski: Zdemaskujmy umysłową niedojrzałość liberalnej lewicy.
Kultura Najnowsze wydanie
Ogłosił strajk głodowy w łagrze, wygrał z cenzorami
W PRL jego nazwisko nie mogło się pojawić w druku. A co dopiero teksty.
Kultura Poprzednie wydanie
Wyrywali kotom zęby obcęgami, katowali ludzi na ulicach. Pisarz...
Opisywał przestępczy świat pełen ludzi brutalnych i sponiewieranych, upadłych kobiet i przestępców, którzy w panującym powszechnie bezhołowiu próbowali kierować się jednak jakimś kodeksem postępowania.