Cywilizacja

„Machiny piekielne” Putina: Kindżał, Awangard, Posejdon, Cyrkon…

Niemal równo rok temu Władimir Putin postraszył świat, a zwłaszcza Amerykanów, nową rosyjską bronią. I to nie jedną. W wygłoszonym 1 marca 2018 roku orędziu do Zgromadzenia Federalnego prezydent mówił o rakietach ponaddźwiękowych, balistycznych i manewrujących, o broni laserowej i podwodnej, konwencjonalnej i jądrowej. Od tamtej pory rosyjska propaganda zachłystuje się tym arsenałem, „nie mającym analogii w świecie”. Problem w tym, że pełno w tym sprzeczności, niedomówień i zwykłych kłamstw.

Czołgi wroga w ciągu pół godziny dotrą do Braniewa, po dwóch będą w Elblągu

Uzbrojone w ładunki jądrowe rakiety mają w zasięgu każdy region Polski. Stąd nadejdzie atak?

zobacz więcej
23 stycznia 2019 roku rosyjska armia urządziła teatr, zapraszając attache wojskowych z zagranicznych ambasad na prezentację pocisku rakietowego 9M729 i jego wyrzutni. Zdaniem USA i ich sojuszników, to właśnie ten pocisk manewrujący narusza układ INF z 1987 r. o całkowitej likwidacji rakiet pośredniego i średniego zasięgu. Rosjanie pokazali broń zapewniając, że jej zasięg nie przekracza maksimum określonego w traktacie (500 km). Problem w tym, że pokazali… wcale nie 9M729. Według CIA i innej amerykańskiej służby specjalnej NGA, prawdziwy pocisk 9M729 jest większy niż to, co zaprezentowano dyplomatom. Wyrzutnia też była nie ta.

Jak widać, w sprawie nowych typów uzbrojenia Rosjanie kłamią jak najęci. Wszak jeszcze niedawno w ogóle zaprzeczali istnieniu zakazanego pocisku. Gdy w końcu przyznali, że jest, pokazali fałszywkę. W jakim więc stopniu można wierzyć w to, co Putin i jego generałowie mówią o innych, nowych rodzajach broni?

Skrzydlaty meteoryt

Awangard był jednym z kilku typów broni, którymi Putin chwalił się 1 marca 2018 roku w słynnym „wojennym” orędziu do Zgromadzenia Federalnego. To strategiczny kompleks rakietowy: międzykontynentalna rakieta balistyczna plus szybująca ponaddźwiękowa skrzydlata głowica bojowa (konwencjonalna lub atomowa).

Podobnie jak pozostałe, także ta broń jest konstruowana i testowana już od wielu lat, w ramach Projektu 4202, łączącego serię eksperymentalnych obiektów hipersonicznych. Kompleks – znany początkowo pod nazwą Ju-70 – był testowany jeszcze w latach 90. XX wieku. Po czym próby zawieszono. Wrócono do nich po objęciu rządów przez Putina. Przy czym należy pamiętać, że Awangard (podobnie jak niemal wszystkie inne, „nowe” bronie) nie jest czymś zupełnie nowym. Za nową można uznać skrzydlatą głowicę bojową, natomiast rakieta wynosząca tę głowicę ponad atmosferę to zmodyfikowana wersja rakiety balistycznej SS-19 Stiletto (ros. UR-100N UTTH), wystrzeliwana z silosa przeznaczonego pierwotnie dla największej na świecie rakiety balistycznej SS-19 Satan (ros. R-36M2).
Na jakiej zasadzie działa Awangard? Ministerstwo Obrony Rosji opublikowało 19 lipca 2018 roku nagranie wideo, na którym widać umieszczenie pocisku w wyrzutni i jego wystrzelenie. Potem jest już tylko animacja pokazująca rzekomo dalsze etapy lotu. Międzykontynentalny pocisk balistyczny wynosi bojową głowicę tuż nad górną granicę atmosfery, na wysokość ok. 91 000 metrów. Następnie głowica oddziela się od nosiciela, rozkłada skrzydła i leci samodzielnie, poruszając się nad atmosferą z prędkością ponaddźwiękową. Doleciawszy w rejon ataku, niemal pionowo spada na cel, niczym rozgrzany meteoryt.

Awangard podobno porusza się 27 razy szybciej niż dźwięk i na dodatek ma przy tym wykonywać manewry. – Przy takich prędkościach praktycznie żadna antyrakieta nie może jej zestrzelić – chełpił się 27 grudnia 2018 roku wicepremier Rosji Jurij Borisow. – Może zmieniać kierunek, jak i nachylenie. Obrona antyrakietowa zostaje praktycznie sprowadzona do zera. Bardzo trudno jest wykryć taką głowicę, a tym bardziej zniszczyć ją – zaznaczył polityk. Właśnie niższy pułap i manewry czynić mają Awangarda trudniejszym do przechwycenia niż tradycyjne, międzykontynentalne pociski balistyczne.

Lasery bojowe, rakiety hipersoniczne, bezzałogowe łodzie podwodne. Rosja przyspiesza zbrojenia

Dotąd Moskwa zakładała użycie broni atomowej wyłącznie w charakterze odpowiedzi na atak. Teraz może powrócić do doktryny uderzenia wyprzedzającego, znanej jeszcze z czasów sowieckich.

zobacz więcej
Ale jest przy tym kilka wątpliwości. W określaniu Awangarda pada często słowo „ślizgacz” sugerujące, że głowica porusza się bez napędu. A to niemożliwe przy takich wysokościach i prędkościach. Pytanie więc o rodzaj napędu i paliwa pozwalających głowicy poruszać się z taką prędkością, wykonywać różne manewry i na koniec trafić dokładnie w cel. Twierdzenie, że Awangard może osiągnąć prędkość 27 machów może być prawdziwe, ale tylko podczas fazy powrotu, gdy pocisk spada z orbity w atmosferę niczym skała. Pocisk może mieć różną prędkość, zależnie od fazy lotu (wznoszenie, ślizg, pikowanie na cel), lecz powinno być uwzględnione to, w jak wysokich temperaturach będzie się poruszał. Te zaś mogą sięgać w pewnych momentach nawet 2000 stopni Celsjusza. Putin zapewniał jednak, że dzięki zastosowanym wytrzymałym materiałom kompozytowym, nad głowicą cały czas jest pełna kontrola.

18 grudnia 2018 roku Putin ogłosił rozpoczęcie seryjnej produkcji systemu Awangard. Co było o tyle ciekawe, że to samo ogłosił już na początku marca 2018 roku. A rok później, 20 lutego 2019 roku, znów w orędziu do Zgromadzenia Federalnego, Putin ogłosił rozpoczęcie produkcji... po raz trzeci.

Twierdzenia o gotowości wejścia Awangarda do seryjnej produkcji i służby operacyjnej są jednak przesadzone. Pełna gotowość bojowa tej broni to raczej początek najbliższej dekady. Choć dowódca strategicznych wojsk rakietowych gen. Siergiej Karakajew zapowiedział, że pierwsze dwa Awangardy trafią do jednostki w Dombarowskim do końca 2019 roku. To właśnie na poligonie tej jednostki 26 grudnia 2018 roku odbył się pierwszy transmitowany w telewizji test Awangarda.

Podczas transmisji z Narodowego Centrum Zarządzania Obroną prezydent Putin osobiście wydał rozkaz wystrzelenia pocisku. Widoczny na wielkim ekranie film dla widzów w całym kraju był jednak dostępny tylko w małym fragmencie: samego startu. Co było dalej? Oficjalna wersja mówi, że pocisk wystrzelony z silosu należącego do dywizji rakietowej w Dombarowskim na Uralu pokonał 6000 km, lecąc z prędkością ponaddźwiękową i „wykonując manewry pionowe i poziome”, po czym we wskazanym czasie uderzył w cel na poligonie Kura na Kamczatce. „Wspaniały prezent dla kraju na Nowy Rok” – oświadczył Putin.
Prezydent Rosji Władimir Putin pochwalił „udany” test końcowy nowego pocisku hipersonicznego
Z racji swej specyfiki, Awangard jest bronią przeznaczoną wyraźnie do przeprowadzenia pierwszego ataku nuklearnego przez Rosję. Jednak bazowany w silosach miałby małe szanse zostać odpalonym w odpowiedzi na atak wroga. Jest to więc wyraźnie broń ofensywna, mająca postraszyć Amerykanów. Tyle że uzbrojona w jądrową głowicę broń hipersoniczna jest groźna nie bardziej niż przeciętny międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM). Jeśli już Awangard może coś zmienić w układzie sił, to jako broń konwencjonalna, której użycie przez Rosję nie będzie prowadziło do wojny nuklearnej i zagłady ludzkości. W takim wypadku Awangard staje się bronią o największym zasięgu w arsenale konwencjonalnym.

Powietrzny Iskander

Po raz pierwszy publicznie przedstawił go Putin w orędziu 1 marca 2018 r., zaś słowa bardzo sugestywnie wzmocnił przekaz wideo: animacja odpalenia przez wielozadaniowy samolot MiG-31 jakiegoś dużego pocisku, który następnie trafia w amerykański okręt wojenny. To Kindżał – hipersoniczny pocisk rakietowy. Tydzień po wystąpieniu Putina resort obrony opublikował już normalne nagranie testu nowej broni, do którego miało dojść niedaleko Wołgogradu.

Kreml skupuje dolary i gromadzi oszczędności. Czy już powinniśmy zacząć się bać?

Po co rosyjskim władzom tyle pieniędzy i dlaczego tak szybko dążą do odbudowania rezerw, że nie troszczą się ani o perspektywy wzrostu gospodarki, ani o nastroje społeczne?

zobacz więcej
Ma ona osiągać prędkość ponad 10 machów i pokonywać dystans ponad 1,5 tys. km, w tym czasie ciągle manewrując. „Kindżał nie ma analogii na świecie” – chwaliło się ministerstwo obrony. 19 lipca 2018 roku opublikowało kolejne nagranie z wystrzelenia Kindżała. Resort ogłosił, że w pociski wyposażona została eskadra nad Morzem Kaspijskim.

Publicznie zademonstrowany test to jedno. Przejście do etapu seryjnej produkcji i wprowadzenie do służby – drugie. Rosjanie mają tylko 10 samolotów MiG-31 tak zmodyfikowanych, że mogą przenosić ośmiometrowej długości Kindżała. Biorąc pod uwagę wszelkie uwarunkowania i prawdopodobieństwo awarii, taka eskadra rosyjska mogłaby wystrzelić jednocześnie od trzech do sześciu pocisków. Żadna przewaga. Dla porównania, kiedy w kwietniu 2017 Trump rozkazał uderzyć w pozycje Asada, okręty US Navy wystrzeliły w jedno tylko lotnisko syryjskie 59 pocisków Tomahawk.

Co więcej, nie wiadomo jaki jest stopień manewrowości Kindżała. Odpalany z lądu pocisk Iskander (powietrzny Kindżał bazuje na tej konstrukcji) ma zasięg 480 km. W przypadku Kindżała ten zasięg może być dużo większy (1800 km) – jest odpalany z pułapu tysięcy metrów, przez samolot lecący z prędkością setek kilometrów na godzinę. Ale pocisk lecący z dziesięciokrotną prędkością dźwięku musi być niezwykle precyzyjny, aby trafić w odległy cel. Przy takiej prędkości nawet minimalne odchylenie od kursu oznacza chybienie.



Amerykanie i Chińczycy rozwijają własną broń hipersoniczną o prędkości pięć razy większej niż prędkość dźwięku. Przy czym większość prototypów ma małe skrzydła dające im zdolność manewrowania niczym samolot i korekty wyznaczonego kursu. Kindżał ma zaś kształt stożkowej rakiety z czymś w rodzaju małych płetw. Lecz jeśli dzięki temu ma zdolności manewrowania, to nie można go z kolei nazywać prawdziwą bronią hipersoniczną.

Pod koniec 2018 roku Rosja ogłosiła, że przeprowadziła kolejny test nowego, odpalanego z powietrza pocisku – Ch-47M2 Kindżał znów został odpalony z samolotu MiG-31. Być może jednak w Kindżały będą też uzbrajane bombowce Tu-22, po cztery pociski każdy. Także pod koniec ub.r. koncern Tupolew poinformował o oblocie pierwszego egzemplarza tego zmodernizowanego bombowca. Samolot spędził w powietrzu ponad pół godziny i osiągnął pułap 1500 m. Próba przebiegła pomyślnie. Pierwsze takie samoloty mają wejść do służby w 2021 roku.

Torpeda Apokalipsy

Kreml, 10 listopada 2015 roku. To była kolejna nudna narada Putina z generałami na temat perspektyw przemysłu zbrojeniowego Rosji. Jakby przypadkiem jedna z kamer państwowej telewizji zajrzała przez ramię na dokumenty jednego z oficerów. A na niej był ciekawy schemat – z technicznymi detalami torpedy. I to nie byle jakiej torpedy. To, co udało się odczytać, mogło zszokować ekspertów zachodnich. Szybko ktoś ukuł nazwę „broń dnia ostatniego”.

Co wynikało ze szczegółów schematu? Taka torpeda miałaby spowodować eksplozję ładunku nuklearnego o mocy 100 megaton (!), wywołać gigantyczne tsunami, zabić setki tysięcy ludzi i dzięki kobaltowej powłoce na stulecia narazić na radioaktywne promieniowanie ogromne rejony wybrzeża.
Ujawnione (przypadkowo?) w telewizyjnym programie (!) informacje techniczne świadczyłyby, że torpeda bije rekord świata w kilku aspektach, m.in. prędkości, zasięgu, czasu pracy napędu, wielkości. Przez następny rok uważano więc, że to rosyjski blef. Sam fakt, że w państwowych mediach pokazano informacje na temat supertajnego systemu powinien wzbudzić podejrzenie.

Jednak niemal równo rok później amerykańskie służby zarejestrowały coś, co uznały za test owej tajemniczej torpedy – wystrzelić ją miał eksperymentalny okręt podwodny Sarow. Po raz pierwszy administracja Stanów Zjednoczonych, a dokładniej Pentagon napisał o nowej broni na początku 2018 roku. W „Przeglądzie Strategii Jądrowej” napisano, że Rosja pracuje nad „nową, międzykontynentalną, uzbrojoną w głowicę jądrową podwodną autonomiczną torpedą”. Zaraz potem, w marcu 2018 roku, w słynnym „wojennym” orędziu Putin potwierdził pierwszy raz publicznie, że Rosja posiada podwodnego drona o napędzie atomowym.

Rosja „zgubiła” pocisk z atomowym napędem. Putin buduje nową, cudowną broń czy „latający Czarnobyl”?

Na co poszły setki milionów dolarów, które Roskosmos zarobił przez 20 lat na handlu z amerykańską Agencją Kosmiczną?

zobacz więcej
Dziś wiadomo na jego temat więcej, acz należy zaznaczyć, że niemal wszystkie informacje pochodzą ze źródeł rosyjskich i można zakładać, że 99 proc. z nich to informacje, które Moskwa chce ujawnić. Przede wszystkim znamy już nazwę: Oceaniczny Wielozadaniowy System Status-6 (Posejdon). Pentagon nadał mu zaś nazwę Kanyon. Dron ma być budowany przez petersburskie biuro Rubin, największe takie w Rosji biuro konstrukcyjne wyspecjalizowane w projektowaniu okrętów podwodnych o napędzie atomowym z pociskami balistycznymi.

Posejdon ma być zdolny do przenoszenia głowicy jądrowej o sile do dwóch megaton. Oczywiście pierwotne sensacje o 100 megatonach były absolutną fantasy – to by oznaczało dwa razy więcej, niż w przypadku kiedykolwiek użytej broni atomowej (rosyjska „car-bomba”) i cztery razy więcej, niż najpotężniejsza broń w ręku Amerykanów.

W animacji przedstawionej podczas orędzia Putina widać, jak taki dron atakuje wrogą grupę lotniskowcową. Posejdon miałby też móc atakować instalacje nadbrzeżne – detonacja głowicy wywołałaby falę tsunami o wysokości 500 m, której uderzenie zniszczyłoby rozległe tereny nadbrzeżne. Rzecz jasna mowa przede wszystkim o Wschodnim lub Zachodnim Wybrzeżu USA.

Najpierw jednak taki podwodny dron musiałby zbliżyć się w sąsiedztwo celu. Nieograniczony zasięg zapewnia napęd atomowy – najprawdopodobniej chodzi o nieduży radioizotopowy generator termoelektryczny. Znany z pojazdów kosmicznych, może przez długi czas dostarczać ilość energii wystarczającą do poruszania drona. Ale wolnego poruszania. Dlatego wątpliwie wygląda informacja, jakoby Posejdon mógł w wodzie rozwijać prędkość 200 km/h. Choć jest też teoria, że ma być to możliwe dzięki wykorzystaniu zjawiska superkawitacji.

Jeśli wierzyć informacjom z rosyjskich źródeł, dron mógłby zanurzać się na głębokość ponad 1000 m, czyli poza zasięg znanych systemów antytorpedowych. Dla porównania, większość okrętów podwodnych może zanurzać się maksymalnie na 400-600 metrów.

W lipcu 2018 roku ministerstwo obrony opublikowało kadry z zakładów, gdzie odbywa się montaż bezzałogowych pojazdów podwodnych. 26 grudnia 2018 roku Rosja miała rozpocząć podwodne testy Posejdona, w nieznanej lokalizacji w rosyjskich wodach terytorialnych – donosiła agencja TASS. W styczniu 2019 roku źródło agencji TASS w przemyśle zbrojeniowym poinformowało, że flota planuje zakup 32 takich podwodnych dronów. Połowa ma trafić do Floty Pacyfiku, zaś połowa do Floty Północnej. Każda z tych flot ma dostać po dwa okręty podwodne przystosowane do przenoszenia takich dronów. Każdy okręt byłby uzbrojony w maksymalnie osiem dronów. W orędziu do Zgromadzenia Federalnego 20 lutego 2019 roku Putin ogłosił, że jeszcze tej wiosny gotowy będzie pierwszy okręt podwodny nowego typu, uzbrojony w tajemniczą torpedę Posejdon.

Z tego co dziś wiadomo wynika, że Posejdon to niezwykle szybki i zarazem cichy dron. Co jest nonsensem, gdyż pod wodą nie można być jednocześnie szybkim i cichym. Czy Rosjan stać na produkcję Posejdonów w takim kształcie, jaki jest przedstawiany? Wątpliwe, skoro mają problemy nawet z wyprodukowaniem zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych, które z tego powodu najczęściej nie są kupowane w kraju, ale za granicą. Tak samo zacofany jest segment budowy załogowych batyskafów. Ale największym wyzwaniem jest budowa miniaturowego reaktora atomowego, napędzającego drona. Reaktora niezawodnego i bezobsługowego, który zmieści się w torpedzie o średnicy 160 cm.

Wybuch wojny jest bardzo prawdopodobny. Nadchodzi nowe rozdanie

Jacek Bartosiak: Polska musi być czujna, bo świat, jaki znaliśmy po 1989 r. już się załamał.

zobacz więcej
Kolejna wątpliwość to zdalne kierowanie torpedą. Woda dobrze powstrzymuje fale radiowe. Długie fale mogą przenikać na głębokość do 300 m, ale przekazują przy tym mniejszą ilość danych. Dlatego okręty podwodne muszą wypływać niemal na powierzchnię, jeśli chcą odebrać większą ilość informacji. Sprawa Status-6 przypomina więc nieco historię „maszyny końca świata” skonstruowanej przez Sowietów u schyłku zimnej wojny. System atomowy Perimetr, znany jako „martwa ręka”, miał automatycznie się odpalić w razie nieoczekiwanego amerykańskiego ataku – żeby spopielić wroga w czasie, gdy już sami Sowieci będą wszyscy martwi. Ale być może torpedę będzie można nakierować na jakiś cel, zaprogramować i odpalić. Po czym nie będzie ona już zdalnie sterowana.

Mordercze ptaszki i nie tylko

Nawałniki (Hydrobatidae) to rodzina niedużych ptaków z rzędu rurkonosych. Występują na oceanach półkuli północnej. Ich rosyjska nazwa wiąże się z tym, że po ich zachowaniu marynarze mogli przewidzieć nadchodzący sztorm (buriewiestnik). Tak Rosjanie nazwali też swój nowy pocisk, mający radzić sobie z obroną amerykańską, latając godzinami a nawet dniami i szukając luk w sieci systemów antyrakietowych.

Posiadanie takiej broni Putin oficjalnie ogłosił w marcu 2018. Prezydent nie wymienił jednak nazwy, tylko jej specyfikację. Nazwę nadano po przeprowadzonym wśród Rosjan sondażu. Tak, jak w przypadku innych typów broni, również nad tym pociskiem prace trwają od dobrych kilku lat. Wiadomo na przykład o przeprowadzonym w listopadzie 2017 roku teście Buriewiestnika na arktycznym poligonie na Nowej Ziemi. Oficjalnie test uznano za „umiarkowanie udany”. Dlaczego tylko „umiarkowanie”? Po fakcie kilka rybackich statków rosyjskich na Morzu Barentsa prócz ryb zebrało w sieci złom i materiały jądrowe. Pocisk ma bowiem napęd atomowy, co pozwala na bardzo długie loty.


Po raz pierwszy resort obrony pokazał zdjęcia z miejsc produkcji Buriewiestnika 19 lipca 2018 r. Zaś do kolejnego testu, tym razem „częściowo udanego”, doszło 29 stycznia 2019 roku na poligonie Kapustin Jar. To był już 13. testowy lot Buriewiestnika – i na razie nie widać końca fazy prób pocisku, oznaczonego w dokumentach amerykańskich służb specjalnych jako SSC-X-9 Skyfall („X” oznacza, że broń jest wciąż w fazie eksperymentalnej).

Wydaje się, że głównym problemem tej broni jest atomowy napęd. Współczesne pociski manewrujące używają silnika turboodrzutowego lub turbowentylatorowego. Mają zwykle zasięg do 1,5 tys. km i zależy on od ilości paliwa. Ale Rosjanie chcą, żeby Buriewiestnik był rewolucją w tym segmencie broni. Jeśli wejdzie do służby, będą mogli go wystrzelić z Azji, programując, żeby przeleciał nad Pacyfikiem, okrążył Amerykę Południową i szukał możliwości penetracji amerykańskiej przestrzeni powietrznej od strony Zatoki Meksykańskiej. Na razie jednak Amerykanie nie mają się czym martwić. I nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek rosyjska armia będzie dysponowała pociskiem manewrującym o napędzie atomowym.
Zaledwie kilka dni po ostatnim teście Buriewiestnika brytyjski dziennik „The Times” napisał, że rosyjska flota wojenna rozpoczęła wyposażanie swych okrętów w systemy 5P-42 Filin (Puchacz). Ta nowa broń działa w oparciu o specjalne lasery – ma wywoływać u wrogów halucynacje i zaburzenie widzenia. Według materiałów producenta broni, firmy Roselektronika, Puchacz jest w stanie zaburzyć działanie urządzeń pozwalających na zwiększenie widoczności nocą, a także systemów nakierowywania pocisków.
Nowy system został już zainstalowany na fregatach Admirał Gorszkow i Admirał Kasatonow i ma znaleźć się na dwóch kolejnych okrętach, które dopiero są budowane.


Inna laserowa broń Rosjan to Pierieswiet. Próbną eksploatację tego mobilnego systemu laserowego rozpoczęto 1 grudnia 2018 roku.

Ministerstwo Obrony opublikowało 5 grudnia krótkie nagranie, opatrując je informacją, iż Pierieswiet rozpoczął dyżur bojowo-doświadczalny w siłach zbrojnych. System podobno „oparty jest na nowych zasadach fizyki”. Szczegóły nie są znane, ale zdaniem ekspertów Pierieswietów mają one zabezpieczać pozycje międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM), „oślepiając” wrogie systemy rozpoznania.

Oczywiście głównym powodem do chluby Putina i jego generałów mają być jednak sukcesy w dziedzinie broni hipersonicznej. Była już mowa o Awangardzie i Kindżale, ale jest jeszcze Cyrkon. To nowy rakietowy pocisk przeciwskrętowy. Nieco danych na jego temat ujawniła 21 grudnia 2018 roku niezastąpiona w „przeciekach” na temat nowego uzbrojenia agencja TASS.

Cyrkon ma mieć zasięg ok. 400 km i mknąć w kierunku celu z prędkością nawet sześć razy większą od prędkości dźwięku. Pocisk ma być testowany już od czterech lat – odbyło się podobno już ponad dziesięć strzelań Cyrkonów z wyrzutni na brzegu do celów nawodnych (ostatni 10 grudnia 2018 r.). W tym roku zaś mają ruszyć testy użycia Cyrkonów z okrętów – zarówno nawodnych, jak i podwodnych.

Jak długo będą trwały testy, kiedy jest szansa na seryjną produkcję, kiedy Cyrkony wejdą do służby? Nie wiadomo. Zapewne ogłosi to sam Putin, w jakimś kolejnym orędziu. W ostatnim, 20 lutego, jedynie „zwiększył” parametry pocisku: już nie 400, a 1000 km, już nie 6 a 10 machów prędkości. Co dalej?

– Antoni Rybczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rosyjski pocisk rakietowy 9M729 zdaniem USA narusza układ INF z 1987 r. o całkowitej likwidacji rakiet średniego zasięgu, przekraczając określone w traktacie maksimum 500 km. Rosjanie pokazali broń 23 stycznia 2019 roku, ale… była to fałszywka. Na zdjęciu pocisk demonstrowany w styczniu po odprawie dla attache wojskowych i światowych mediów, zorganizowanej przez rosyjskie Ministerstwo Obrony w Centrum Kongresowo-Wystawienniczym Patriot w Kubince w obwodzie moskiewskim. Fot. Sergei Bobylev / TASS via Getty
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.