Felietony

Polacy i Żydzi – zaślepienie internetowego motłochu

Jak to jest, że Izrael – ten zagrożony kraj, ta wysepka demokracji na oceanie muzułmańskiego wrogiego żywiołu, kraj, którego poza starzejącym się, choć jeszcze dziarskim Wujem Samem, nikt na świecie nie kocha, a wielu nienawidzi – odtrąca gorącą, żarliwą miłość Polski?

Polski – jedynego państwa w Europie, którego ręce po Zagładzie są czyste, a jedynie łapska polskiego motłochu (szmalcownicy, zdrajcy, donosiciele, rabusie i mordercy) są umazane żydowską krwią.

Napisałem przed kilkoma dniami artykuł pod świadomie prowokacyjnym tytułem „Zakazać Żydom i Polakom mówienia o sobie nawzajem na sto lat!”. Tekst był pełen sarkazmu i ironii.

Zakończyłem go tymi zdaniami: „Zakazać mówienia Żydom o Polakach! Zakazać mówienia Polakom o Żydach! Trzymajmy się od siebie z daleka! Niech w ciszy przeminą pokolenia, przyjdą nowe i niech historia XX wieku stanie się dla nich tak odległa i obojętna jak historia wojen napoleońskich czy powstania styczniowego”.
Niemców nie ma w Auschwitz. Ludzie na ulicach Oświęcimia, których izraelskie wycieczki widzą z okien autobusów, to mieszkający tu od zawsze Polacy. Na zdjęciu Marsz Żywych w Oświęcimiu 12 kwietnia 2018 r. Fot. Omar Marques/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Niestety, jest to tyle znakomity pomysł, co – rzecz jasna – całkiem nierealny. Więc będzie coraz gorzej: będziemy brnąć nadal RAZEM w te Mickiewiczowskie „potępieńcze swary”, połączeni wzajemnymi, nierozliczonymi krzywdami i winami, prowadzeni w przyszłość w absurdalnym, przerażającym korowodzie przez upiory: duchy i dybuki naszych przodków.”

Mój tekst miał być pewnego rodzaju eksperymentem: jak zareagują na niego Polacy, a jak Żydzi?

Reakcje były w zasadzie identyczne i bardzo znamienne. Po pierwsze, zaskakująco wielu potraktowało to ostentacyjnie żartobliwe wezwanie („zakazać Żydom i Polakom mówienia”) całkiem serio. Już samo to jest niepokojące. Po drugie, zarówno ze strony Żydów, jak i Polaków pojawiło się oburzenie. Identyczny zarzut, tylko wektor był skierowany przeciwnie: „Zakaz mówienia o Polakach jest krzywdzący dla nas – Żydów” i „Zakaz mówienia o Żydach jest krzywdzący dla nas – Polaków”.

Czego to dowodzi?

Że mamy do czynienia – po obu stronach – z przerażającym zaślepieniem i nienawiścią.

A gdzie mamy z tym do czynienia?

Oczywiście tam, gdzie mogłem to zaobserwować, czyli w internecie, w mediach społecznościowych. Powiedzmy rzecz oczywistą: tam koncentruje się kłótnia, tam króluje nienawiść. Tam gloryfikowane są radykalne postawy. Im ktoś jest bardziej radykalny w treści i formie, tym zyskuje większy poklask. A nie zapominajmy, że każdy ekstremizm staje się siłą sprawczą przeciwnego ekstremizmu.

Teraz kilka koniecznych banałów. Świat zmienił się fundamentalnie – rewolucja informatyczna, łatwość i szybkość komunikacji, anonimowość w sieci, która zburzyła niegdysiejsze kryteria przyzwoitości, specyficzna selekcja negatywna: w sieci „siedzą i nadają” przede wszystkim radykałowie, obsesjonaci jakiejś idei. A przecież żadna idea nie wzbudza takich emocji i nie daje takiego twórczego kopa, jak idea wroga i nienawiści do niego.

Internet jest najpotężniejszym narzędziem, jakie kiedykolwiek dostały masy. Nawet gorzej: motłoch. Te masy, o których pisał José Ortega y Gasset w „Buncie mas”: „Cechą charakterystyczną naszych czasów jest panowanie masy, tłumu, nawet w grupach o elitarnych dotychczas tradycjach. Tak więc także w dziedzinie życia intelektualnego, które z samej swej istoty wymaga określonych kwalifikacji, daje się zauważyć stały wzrost znaczenia pseudointelektualistów, niedouczonych, nie będących w stanie osiągnąć należytych kwalifikacji i którzy z natury rzeczy powinni być w tej dziedzinie zdyskwalifikowani.”

Na tych pieniądzach jest ich krew. Mienie bezspadkowe polskich obywateli, ofiar Holokaustu musi zostać w Polsce

Paweł Jędrzejewski: Kłótnia o mienie ofiar Holokaustu ostatecznie i trwale pogorszy trudne relacje polsko-żydowskie. Nie wolno do tego dopuścić!

zobacz więcej
To właśnie ci ludzie narzucają ton rozmowy na temat relacji polsko-żydowskich, to oni analizują krzywdy i winy, to oni ważą i mierzą zbrodnie. Wskazują obiekt i cel nienawiści, nawet jeśli jest ich zdecydowana mniejszość. Wiedzą tylko to, co chcą wiedzieć. Przyświeca im jedno hasło:

„Przywalić przeciwnikowi!”

Nigdy w historii ludzkości nie mieli dostępu do tysięcy odbiorców ze swoim prostackim, opartym na uprzedzeniach, wyrastającym ze złych emocji przekazem. Ktoś nienawidzący Żydów lub nienawidzący Polaków mógł dawniej co najwyżej prezentować swoje obsesje krewnym i znajomym zgromadzonym przy rodzinnym stole. Dziś może w ciągu sekundy docierać do nieograniczonej liczby słuchaczy lub widzów wykorzystując Twitter, Facebook, Youtube, Instagram itd.

Równolegle występuje inne istotne zjawisko: potwór internetu pożera media papierowe i telewizję. Gazety przenoszą się do sieci, telewizja przenosi się do sieci. Te media zadomowiając się w necie, zaczynają coraz bardziej traktować świat wirtualny jako realny. I następuje zjawisko sprzężenia zwrotnego: ten świat wirtualny, nadmuchiwany przez media, staje się naprawdę coraz bardziej realnym światem. Teraz „newsy” są przecież o tym, kto i co napisał na Twitterze. Zwrot „w sieci zawrzało” słychać co chwilę.

Wiedzą o tym dobrze politycy. I politykę coraz silniej uprawia się na Twitterze. Doświadczają tego Amerykanie zasypywani dzień w dzień twittami swojego prezydenta.

Kryzys w relacjach polsko-izraelskich (a nawet polsko-żydowskich) wyrasta w znacznym stopniu z tej nowej sytuacji komunikacyjnej, jaką stworzył internet.

Tubę mają w rękach nienawistni fanatycy OBU stron. I krzyczą przez nią dzień i noc. Co z tego, że jest ich relatywnie mało, skoro są najgłośniejsi i opętani swoją misją, a więc są nie do pokonania? Radykalizują nowych zwolenników, podsuwając im łatwe, proste, czarno-białe wizje świata, które ludzkość kocha.
Politycy, wykonując „pod media społecznościowe” dramatyczne gesty, podgrzewają atmosferę. Idealnym przykładem jest tu absurdalna i prowokacyjna wypowiedz szefa izraelskiego MSZ Israela Katza (na zdjęciu premierem Beniaminem Netanjahu). Fot. REUTERS/ Ronen Zvulun
Histeryczny ton internetowej kłótni przedostaje się poprzez media do polityki i wraca z niej do mediów społecznościowych, gdzie ulega kolejnej intensyfikacji. I wtedy następuje coś, czego jesteśmy świadkami w relacjach polsko-izraelskich od ponad roku (pamiętny 27 stycznia 2018 – wystąpienie ambasador Izraela w Auschwitz w reakcji na nowelizację ustawy o IPN). Pamiętamy wpis na Twitterze izraelskiej dziennikarki, która pisała kilkadziesiąt razy: „Były polskie obozy śmierci!”. Pamiętamy słowa izraelskiego polityka Jaira Lapida.

Efekt kuli śnieżnej. I tak

stworzony zostaje koszmarny GOLEM,

który ma atakować przeciwnika, a zwraca się przeciwko swoim twórcom. I – oczywiście – przeciwko nam wszystkim: Żydom, Polakom.

Politycy wykonują „pod media społecznościowe” dramatyczne gesty, aby wykazać swoją stanowczość i nie narazić się podlegającym ciągłej radykalizacji segmentom elektoratu. W ten sposób tym bardziej podgrzewają atmosferę (idealnym przykładem jest tu absurdalna i prowokacyjna wypowiedź szefa izraelskiego MSZ Israela Katza) i spirala konfliktu rozkręca się coraz bardziej. Wypowiedź polityka – im bardziej skandaliczna, im bardziej oburzająca, tym bardziej nagłaśniana – idzie prosto w nagłówki.

A skąd w ogóle ta nienawiść polsko-żydowska?

Oba narody, które żyły przez setki lat na polskich ziemiach razem, ale przecież bardzo, bardzo osobno, mają podstawową wspólną świadomość: wiedzą, że nie tylko zostały w XX wieku skrzywdzone, ale że nikt ich nie kocha. Nikt na świecie. Jednak od tego momentu zaczyna się już zasadnicza różnica. Nie ma tu symetrii.

Rozczarowani obojętnością świata Polacy jeszcze wciąż chcą być kochani. Straszliwie chcą. Żydom od dawna już na tym nie zależy. Od dawna wiedzą, że to się nigdy nie stanie. Wierzą tylko w siłę. Liczą tylko na siebie (i USA).

I te obie, tak podobne w doświadczeniu – i zarazem tak inne w reakcji – strony konfliktu wiedzą ze swoich głównych historycznych narracji, że były wzajemnie splecione w swoich jak najbardziej realnych klęskach, hańbie i śmierci.

Czego oczekują od nas Żydzi

Polska jest bezcenna dla Izraela jako pomoc pedagogiczna w nauce żydowskiego patriotyzmu.

zobacz więcej
Jednym (Polakom) szeroko rozumiana edukacja mówi o ich nieskalanej szlachetności i niewinności. Drugim (Żydom) taka sama edukacja mówi o bezprecedensowej krzywdzie. Skoro ludobójstwo dokonywało się na polskiej ziemi, te dwie narracje muszą wejść w kolizję. Ale przecież mordercami byli Niemcy!

Jednak tysiące uczestników izraelskich wycieczek szkolnych od lat ruszają co roku nie do Niemiec, żeby oglądać miejsca ludobójstwa, ale do Polski. Bo tu były niemieckie obozy śmierci. To ma swoje poznawcze i emocjonalne konsekwencje. Powstaje trwałe skojarzenie: „obozy śmierci=Polska”.

Niemcy kojarzą się z wesołym, nowoczesnym, zabawowym Berlinem. Polska – ze śmiercią.

Niemców nie ma w Auschwitz. Ludzie na ulicach Oświęcimia, których izraelskie wycieczki widzą z okien autobusów, to mieszkający tu od zawsze Polacy. Kluczowa sprawa!

Wojna dwóch, jakże skonfliktowanych historycznych świadomości, potężnych, narodowych narracji – jest tu oczywista i nie powinna być zaskoczeniem. Polacy i Żydzi postrzegają ten sam okres historyczny – lata 1939-1945 – zupełnie, ale to ZUPEŁNIE inaczej.

Żydzi i Polacy mają totalnie odmienne „historyczne doświadczenia”

z okresu 1939-45, mimo także wielu wspólnych elementów. Patrząc na to samo, widzą ABSOLUTNIE co innego. I to jest zrozumiałe.

I jeszcze jest coś innego wspólnego, co pozornie nas powinno łączyć, ale nie łączy, tylko dzieli, bo podobieństwo to jest odpychające. Sytuacja geopolityczna: Izrael – otoczony przez wrogi świat arabski; Polska – jak zawsze pomiędzy Niemcami i Rosją, którym „przeszkadza” niezmiennie od stuleci.

Żydzi i Polacy patrzą na siebie jak dwoje ludzi napiętnowanych przez zły los, widząc w drugiej stronie własną słabość i obawy. Są w tym tak podobni, że aż się siebie brzydzą. I jedni, i drudzy mogą liczyć tylko i wyłącznie na USA. Żadni przysłowiowi Francuzi nigdy nie będą umierali ani za Gdańsk, ani za Hajfę.
Wychodzi na to, że tylko USA mogą zmusić swoich skłóconych sojuszników do udawanej zgody. Na zdjęciu od lewej wiceprezydent USA Mike Pence, prezydent RP Andrzej Duda i premier Izraela Beniamin Netanjahu 13 lutego 2019 r. podczas warszawskiej konferencji poświęconej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Fot. PAP/Jakub Kamiński
To wszystko razem (radykalizacja płynąca z netu, przeciwstawne narracje, lista win i krzywd, podobieństwo słabości) popycha w złym kierunku. Mając moralne prawo do istnienia, Izrael jest w Europie – powiedzmy to otwarcie – znienawidzony za żydowskość swojego państwa, za patriotyzm, który jest mu niezbędny do przetrwania, za odejście od lewicowych ideałów na rzecz kultu państwa narodowego. Izrael reprezentuje wszystko, czego Europa nienawidzi w dawnej sobie samej.

Jedynym krajem, który wciąż kultywuje swój inteligencki projekt „pojednania z Żydami” z końca lat 80. XX wieku jest Polska. Mimo że antyżydowskich uczuć tu nie brakuje w enklawach antysemityzmu (tradycyjny „ludowy” i nowoczesny – „lewicowy”), to jednak – co za pozorny paradoks! – w polskiej polityce nadal, mimo tych absurdalnych konfliktów z Izraelem w ostatnim roku, wybory wygrywa się, popierając Izrael, a politycy głoszący hasła antyżydowskie mogą liczyć na promile głosów.

„Bohater” Blaichman i Żydzi w getcie walczący z „polskim i nazistowskim reżimem”. Dlaczego oni nam to robią?

Szczyt bliskowschodni w Warszawie, a dla Polaków kij i zgniła marchewka.

zobacz więcej
Niestety, w Izraelu jest odwrotnie: widać wyraźnie, że powracanie w mówieniu o Polakach do hasła „antysemityzm wyssany z mlekiem matki” daje punkty. Bo jeśli nie, to znaczyłoby, że minister Israel Katz nie zna się na wewnętrznej polityce izraelskiej.

Co z tym wszystkim zrobić?

Powiem szczerze: jestem pesymistą. Bo wychodzi na to, że tylko USA mogą zmusić swoich skłóconych sojuszników do udawanej zgody.

Jedyny optymistyczny akcent widzę... na niebie.

Tym optymistycznym akcentem są samoloty przenoszące Izraelczyków do Warszawy, Krakowa, Gdańska... I samoloty przenoszące Polaków do Tel Awiwu i Ejlatu, skąd rozjeżdżają się autobusami i samochodami do Jerozolimy, Hajfy i nad Morze Martwe... Jest ich, z roku na rok, coraz więcej i więcej.

W tych bezpośrednich kontaktach jedyna nadzieja. Zwyczajnych, ludzkich kontaktach, które są naturalnym „produktem” zwyczajnej ludzkiej turystyki. Turystyki normalnych ludzi, a nie internetowych fanatyków nienawiści.

Niegłębokie to najczęściej kontakty, wiadomo, ale na co innego można liczyć? Bo przecież nie uwierzę w mądrych polityków, a tym bardziej w mądre media, a już zwłaszcza w media społecznościowe.

– Paweł Jędrzejewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest redaktorem działów „judaizm” i „opinie” na portalu Forum Żydów Polskich. Wydał książki „Judaizm bez tajemnic” oraz „Czy Torę można czytać po polsku?” (rozmowa z ortodoksyjnym rabinem Sachą Pecaricem, autorem monumentalnego żydowskiego tłumaczenia Tory na polski). Mieszka w USA, prowadzi też działalność edukacyjną na temat judaizmu i religijnej kultury żydowskiej w „Stowarzyszeniu 614. Przykazania” („The 614-th Commandment Society”) działającym z Kalifornii.
27.02.2018
Zdjęcie główne: Polscy i izraelscy uczestnicy Marszuy Życia na Placu Zamkowym w Warszawie, 15 kwietnia 2018. Fot. Jaap Arriens/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Narciarz, taternik, przeciwnik ustroju. Okrutnie zamordowany
Był gotów rozmawiać ze wszystkimi – z lewa, z prawa, używać argumentów. Jako łagodny polemista łatwo uzyskiwał przewagę.
Felietony Najnowsze wydanie
Diabeł
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Mecenas do spraw politycznych
Aresztowany w roku 1984 pod fałszywym zarzutem, był przetrzymywany z więźniami kryminalnymi w ciężkim więzieniu.
Felietony Najnowsze wydanie
Okupanci
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
„To ja decyduję, kto jest faszystą”
Hasło „faszyzm nie przejdzie” to okrutna drwina z pamięci ofiar formacji tak odrażającej, jak prawdziwy faszyzm. W ten sposób eliminowała przedwojenne elity, nauczycieli i urzędników, a włączała do definicji bohatera członków UB.