Cywilizacja

Erotoman bez orgazmu. Krytykował księżną Dianę, Angelę Merkel i akcję #MeToo. Skandalista Lagerfeld

Kreator mody z przypudrowanym suchym szamponem kucykiem, w nieśmiertelnych białych kołnierzykach i ciemnych okularach był nie tylko uznanym i idącym z duchem czasu kreatorem mody, ale też pierwszej klasy skandalistą. Dyrektor artystyczny domu mody Chanel zmarł 19 lutego 2019. Miał 85 lat. Przyczyną śmierci był rak trzustki.

Karl Lagerfeld słynął z uszczypliwości i kontrowersyjnych wypowiedzi. Niektórzy uważali, że nawet wtedy, gdy mówił o krawiectwie, tak naprawdę komentował rzeczywistość.

„Niczym wyrocznia jest regularnie przepytywany na wszelkie tematy zdecydowanie wykraczające poza jego zawód. Jego erudycja, cięty język i złote serce oczarowują. Maksymy, anegdoty i aforyzmy krążą niczym jego modelki po wybiegu, wytyczając oryginalne, dziwaczne szlaki, często złośliwe lub niepoprawne politycznie. Lubi dodawać do swoich wypowiedzi odrobinę pieprzu, aby tym skuteczniej droczyć się z mediami” – pisał o nim wieloletni dziennikarz „Elle” Bertrand Meyer-Stabley w książce „Mężczyźni, którzy wstrząsnęli światem mody”.

Najlepsza z diet

Lubił pozwalać sobie na ostre i kontrowersyjne wypowiedzi, szczególnie w ostatnich latach swojego życia. Tak było w kwietniu ubiegłego roku, gdy cały świat żył akcją #MeToo, która ujawniła kilka głośnych seksualnych afer w Hollywood.
Karl Lagerfeld w grudniu 2000 i o 40 kilogramów lżejszy w sierpniu 2001. Fot. REUTERS/Pascal Deschamps i Getty Images/Tony Barson Archive/WireImage
– Mam dosyć tego całego #MeToo. Najbardziej szokuje mnie w tym wszystkim to, że wiele gwiazdeczek potrzebowało dwudziestu lat, by przypomnieć sobie, co się wydarzyło. Nie wspominając już o tym, że nie ma świadków oskarżenia – stwierdził w wywiadzie dla magazynu modowego „Numéro”.

Tę wypowiedź kreatora mody uznano za skandaliczną oraz pozbawioną dobrego smaku. On sam niewiele przejął się krytyką czy nawoływaniem do bojkotu domu mody Chanel, którego był dyrektorem artystycznym. Twierdził, że rozgłos, jakiego nabrała akcja, utrudnia mu pracę z modelkami. – To jest niedopuszczalne, bym musiał pytać modelki, której pracą jest pozowanie, czy czuje się komfortowo, pozując – mówił.

Od zawsze był zwolennikiem szczupłej, wręcz chudej sylwetki. Takie modelki i takich modeli najchętniej widział na swoich sesjach i pokazach mody. Sam mając 64 lata, poddał się katorżniczej diecie, która sprawiła, że przestał zasłaniać „pyzatą twarz” wachlarzem – w ciągu 13 miesięcy zrzucił 42 kilogramy. Przy wzroście 1,80 cm ważył 60 kilogramów, a cały świat podziwiał cudowną dietę Lagerfelda. On sam swoją przygodę z odchudzaniem opisał w książce „Najlepsza ze wszystkich diet”.

Pacynka i marionetka

Jego zamiłowanie do szczupłej sylwetki sprawiało, że nie szczędził słów krytyki tym, którzy wykraczali poza kanony. Tak było w lutym 2012 roku, kiedy wypowiedział się na temat piosenkarki Adele. – Jest trochę za gruba, ale ma piękną twarz i boski głos – stwierdził.

Nie był to najgorszy „komplement”, jaki padł z jego ust. O modelce Heidi Klum powiedział, że jest „za ciężka”, ma „za duży biust”, a do tego „głupi i komercyjny uśmiech”. Gdy część środowiska modowego, zaczynała twierdzić, że modelki są za szczupłe, wyglądają, jak anorektyczki, a standardy czas po prostu zmienić, on uparcie przekonywał, że „moda to świat marzeń i iluzji, w którym dla okrągłych kobiet zwyczajnie nie ma miejsca”.

Adele, co prawda przeprosił, wysyłając jej trzy torebki z kolekcji Chanel warte aż 400 tysięcy złotych, ale zdania na temat rozmiaru modelek nie zmienił.

Skąd wzięło się to wręcz obsesyjne przekonanie, że „chude jest piękne”? Najprawdopodobniej Lagerfeld wyniósł je z rodzinnego domu. – Byłem bardzo chudy, ale matka twierdziła, że mam gruby brzuch. Do spania zakładałem opaski uciskające – wspominał. W przeciwieństwie do swoich kolegów ubranych w dziergane sweterki, mały Karl z równo przyczesanymi rudoblond włosami po wsi chodził w garniturze i pod krawatem.

„Najpierw był Balenciaga, potem dobry Pan Bóg”. Gdzieś pomiędzy była Hepburn i on

Jego religią była moda. Odszedł „ostatni Mohikanin elegancji” – Hubert de Givenchy.

zobacz więcej
– Miałem mahoniową czuprynę, przedziwny kolor, przez który matka nazywała mnie „starą komodą”. Chciała przefarbować mi włosy na czarno. Mówiła też: „Muszę cię zabrać do tkacza, ponieważ twoje nozdrza są za duże, trzeba w nich zawiesić zasłony” albo „Jesteś do mnie podobny, tylko w trochę gorszym wydaniu” – opowiadał. Osobliwe wypowiedzi rodzicielki nie wprawiły go w kompleksy, wręcz przeciwnie, sprawiły, że Lagerfeld stał się pewnym siebie odmieńcem.

– Na tym wielkim świecie nie ma miejsca, w którym mogę się schować. Każdy ma aparat i ciągle flesze, flesze, flesze. A ja jestem pacynką, marionetką, Mickey w Disneylandzie, z którym chce się pobawić każde dziecko. W Japonii mnie dotykają! Japonka uszczypnęła mnie w tyłek, więc teraz muszę mówić: „Możesz zrobić mi zdjęcie, ale błagam, nie dotykaj mnie. Nie można szczypać w tyłek faceta w moim wieku!” – apelował.

Tłumy dużo młodszych mężczyzn

Nigdy nie tylko nie krył się ze swoją orientacją seksualną, podobnie jak z tym, że pomagał modelom w rozwijaniu kariery. Przez lata kłębił się wokół niego tłum dużo młodszych mężczyzn. Obraźliwe komentarze w stylu „wstrętny schwuchtel” [ciota, pedał – red.] nie przeszkadzały mu.

W 1971 roku partnerem i utrzymankiem projektanta został 21-letni wówczas Jacques de Bascher. Ten stylowy dandys o proustowskich manierach mawiał, że umrze młodo, dlatego nie hańbi się ani nauką, ani pracą. Nie zawsze był też wierny Lagerfeldowi – w roku 1973 pisano o jego „skoku w bok” z Yvesem Saint Laurentem. Mimo tego otrzymał od swojego partnera okazały apartament na place Saint-Sulpice w Paryżu. – Jacques był niezwykle elegancki, prawdziwie dekadencki, wyglądał bardzo klasycznie. Ja niekoniecznie – mawiał o nim Karl.

De Bascher zmarł na AIDS w 1989 roku w wieku 38 lat. Po jego śmierci Lagerfeld związany był m.in. ze swoim ochroniarzem i asystentem (a później także projektantem odzieży) Sebastienem Jondeau oraz modelem (byłym mechanikiem i dostawcą pizzy) Baptistem Giabiconim.

Majątek odziedziczy kotka?

Często powtarzał, że gdyby tylko było to możliwe, ożeniłby się z Choupette, swoją ukochaną… kotką. Uważał ją za piękniejszą od wszystkich modelek i zapewnił luksusowe życie. – Żałuję, że nie ma jeszcze małżeństw dla ludzi i zwierząt... Nigdy bym nie przypuszczał, że mogę tak bardzo zakochać się w kocie – przyznał kiedyś Karl Lagerfeld w wywiadzie dla CNN.
Dzięki karierze w sieci w ciągu jednego tylko roku Choupette zarobiła 3 mln euro występując m.in. w kampanii Opla Corsy i własnej linii kosmetyków. Fot. Facebook/prinscreen
Choupette miała regularnie prowadzony profil na Twitterze oraz Instagramie, napisała dwie książki, potrawy przygotowywali dla niej najlepsi kucharze np. wołowinę w stylu japońskim czy urodzinowy tort z najlepszych krewetek. O higienę kotki dbały opiekunki, które dwa razy dziennie myły jej uszy i oczy, robiły manicure oraz pedicure, wyczesywały sierść, a w specjalnym notesie zapisywały jej nastroje.

Choupette miała swoje kolekcje ubrań, swojego iPoda, a nawet odrzutowiec. Nigdy nie jadała z podłogi, a niektóre modele torebek projektowanych przez Karla miały być inspirowane właśnie nią. Po śmierci swojego pana może odziedziczyć majątek szacowany na równowartość 125 mln złotych. Już wydała na swoim profilu specjalne oświadczenie. „Z przykrością potwierdzam, że mój Tatuś zmarł 19 lutego 2019 roku” – można przeczytać na „Choupette’s Diary”, instagramowym oficjalnym profilu kotki.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


To dzięki karierze w sieci tylko w 2014 roku zarobiła 3 mln euro, występując m.in. w kampanii Opla Corsy i własnej linii kosmetyków. Po śmierci projektanta najprawdopodobniej trafi w ręce jednej z dwóch swoich stałych opiekunek.

Wystarczy wygodne łóżko

Ekstrawagancje Lagerfelda nie polegały wyłącznie na uwielbieniu swojej pupilki. Pieniądze, które zarabiał, wydawał głównie na nieruchomości. Miał ich trzydzieści. Tłumaczył, że lubi kupować, szukać i łączyć, ale nie posiadać. Posiadłość w Le Mée-sur-Seine, którą kupił od aktorki Renee Saint-Cyr, odsprzedał swojej przyjaciółce Karolinie, księżnej Hanoweru (córce księcia Monako Rainiera III i księżnej Grace Kelly). – Kiedy kupiłem jakąś rzecz, myślę już o następnym zakupie. Czasami to czysty przypływ szaleństwa, są nawet domy, w których nigdy nie mieszkałem – mówił.

Dodawał przy tym, że jemu samemu wystarczy wygodne łóżko, w którym sypia siedem godzin i stół do rysowania. O ile w życiu prywatnym pozwalał sobie na ekstrawagancję, o tyle w pracy jej nie znosił. – Jestem modowym erotomanem, który nigdy nie ma orgazmu – mawiał.

Uważał, że każdy powinien znać własną wartość. W 1993 roku wpadł w szał, gdy dowiedział się, że jego muza i jedna z modelek, którą wylansował, wzięła udział w reklamie Fanty. Zerwał z nią współpracę, bo jak stwierdził „modelka nie powinna rozmieniać się na drobne”. Uważał, że sława tej klasy może reklamować jedynie szampana. Gdy po kilku latach nastąpiło ich pojednanie, wspólnie nakręcili reklamą dla marki Dom Pérignon.

Kościelny szyk to mody krzyk

Katolicyzm na wybiegu. Między wzniosłą ideą a bluźnierstwem.

zobacz więcej
Wśród tych, którym pomógł w osiągnięciu sukcesu, była prostytutka Zahia Dehar. Gdy wyszło na jaw, że z jej seksualnych usług korzystali najlepsi piłkarze świata, rzuciła dotychczasowe zajęcie i postanowiła spróbować sił w świecie mody. Gwiazdą została głównie dzięki kurateli Lagerfelda.

Diana „ładna, ale głupia”

Zawsze pozostawał wierny zasadom zarówno swoim, jak i tym, które panowały w firmie Chanel. A ta nigdy nie płaciła gwiazdom za noszenie kreacji marki. Do konfliktu na tym tle doszło dwa lata temu. To właśnie wtedy Meryl Streep miała pojawić się na czerwonym dywanie oscarowej gali w sukni zaprojektowanej przez Lagerfelda. Choć wszystko było dopięte na ostatni guzik, współpracę zerwano.

Powód? Streep, nominowana wtedy w kategorii Najlepsza Aktorka, znalazła innego projektanta, który zapłacił jej za pokazanie się w jego sukience podczas gali. – Jest wybitną aktorką, ale skąpą osobą – ocenił aktorkę Lagerfeld.

Surowo osądzał także księżną Dianę. Twierdził, że była „ładna i słodka, ale głupia”. Ta opinia nie przeszkadzała mu jej ubierać.

Nie lubił Merkel, wolał Macrona

W wywiadach pomijał milczeniem lata wojny i życie w nazistowskich Niemczech. Urodzony w 1933 roku w Hamburgu projektant długo nie chciał opowiadać na temat dzieciństwa. Dopiero w 2001 roku w rozmowie z „Le Monde” wspomniał, że w posiadłości, w której mieszkał wraz z rodziną, przebywali angielscy oficerowie.

Dobitnie krytykował jednak współczesne Niemcy. A szczególnie Angelę Merkel. Kanclerz dostało się nie tylko za źle dobrane spodnie i marynarki, ale przede wszystkim za decyzję o wpuszczeniu do kraju milionów imigrantów.

– Czy naprawdę musiała powiedzieć, że przyjęcie miliona migrantów jest konieczne, gdy w tym samym czasie Francja, przedstawiająca się jako kraj, w którym przestrzega się praw człowieka, zobowiązała się przyjąć 30 tysięcy osób? – pytał w wywiadzie opublikowanym w maju 2018 roku we francuskim tygodniku „Le Point”.

Nazwał Merkel „córką proboszcza” i stwierdził, że jej polityka doprowadziła do powstania skrajnie prawicowej partii AfD. – AfD nie istniała, ale [Angela Merkel – red.] jednym zdaniem stworzyła [tej partii – red.] dwa miliony wyborców i skierowała 100 osób do parlamentu – mówił, gdy Alternative für Deutschland zdobyła 92 mandaty w Bundestagu. Groził, że zrzeknie się niemieckiego obywatelstwa. Zastrzegał jednak, że choć lubi Emmanuela Macrona i jego żonę, nie oznacza to, że zostanie Francuzem.
Klientami urodzonej w Algierii nieletniej prostytutki Zahii Dehar byli m.in. futboliści Franck Ribéry i Karim Benzema. Gdy seksskandal wyszedł na jaw Dehar wziął pod skrzydła Karl Lagerfeld, który pomógł jej w zrobieniu kariery w świecie mody. Na zdjęciu Zahia już dorosła, jako modelka. Fot. Getty Images/ Foc Kan/WireImage
Lagerfeld krytykował niemiecką politykę migracyjną już wcześniej, w listopadzie 2017. – Nie możemy mordować milionów Żydów, a potem, po dziesięcioleciach, wpuszczać do kraju miliony ich najgorszych wrogów – te słowa wypowiedziane w programie francuskiej prywatnej stacji C8 wywołały niemałe oburzenie.

Podawał przykład Niemki, która pozwoliła zamieszkać w swoim domu mówiącemu trochę po angielsku syryjskiemu uchodźcy. – Wie pan, co młody Syryjczyk powiedział po czterech dniach tej pani? – spytał prowadzącego program. I sam sobie odpowiedział: – Że najlepszy niemiecki wynalazek to Holokaust.

Według projektanta Angela Merkel zapraszając masy imigrantów do Niemiec, chciała zmienić swój zły wizerunek, na który zapracowała sobie, źle traktując Greków w czasie kryzysu finansowego. Po programie CSA – francuski odpowiednik polskiej KRRiTV – otrzymał setki skarg od widzów.

Małe szanse

Skandalista i wyrafinowany dandys, który w telewizyjnych programach starał się pozować na aroganta, był równocześnie człowiekiem bystrym i autoironicznym.

Dla portalu Net-a-Porter Karl Lagerfeld przeprowadził kiedyś wywiad z samym sobą, w którym powiedział: – Jeśli przychodzisz do mnie z pytaniem, co zrobić, żeby wyglądać elegancko, to prawdopodobnie masz na to małe szanse.

– Anna Bartosińska
27.04.2018
Zdjęcie główne: Karl Lagerfeld w październiku 2018. Fot. REUTERS/Stephane Mahe
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.