Felietony

Wina supermarketowe są coraz lepsze

Dziś spółdzielnie są wszędzie, wyspecjalizowały się i robią wina na wszystkich poziomach, nawet te butikowe. Co ciekawsze, wiele najsłynniejszych wytwórni pracuje systemem quasi-spółdzielczym. Ale pewnie też tak było na Bliskim Wschodzie w czasach Dionizosa.

Bąbelki pana Ferrari, czyli historia włoskiego szampana

Pewnego dnia eksplodowało siedem tysięcy butelek wina. Kanonada trwała kilka godzin! Czy to parę rozsadzonych gazem flaszek wywołało efekt domina?

zobacz więcej
Zastanawiałem się, co pomyślałby sobie bóg wina, gdyby zjawił się na ziemi in personam, zajrzał do kilku sklepów, zjadł obfity obiad na paryskim, drogim Montparnassie, a następnie porozmawiał z prostymi konsumentami napoju, któremu patronuje. W pierwszej chwili wydawało mi się, że byłby zszokowany, ale teraz jestem pewien, że powiedziałby jak Dyzma: „Może być”.

Bachus czy też Dionizos odruchowo kojarzy nam się ze starożytnością, choć rzesze winopisarzy odwołują się do niego w swoich tekstach raz po raz. Zaczynał jako tracki bóg Sabazjos, potem zmienił paszport na grecki, gdzie wpisano mu imię Dionizos, a skończył z rzymskim dokumentem wystawionym na nazwisko Bachus.

Ale wróćmy do wina. Ostatni rocznik niemal na całym świecie był wybitny, więc wszystko jest w zasadzie OK. Gorzej będzie ze sprzedażą, bo wina będzie za dużo, ceny pewnie spadną, ale jakość się utrzyma.
Sabazjos, Dionizos czy Bachus. Zawsze bóg wina. „Bachusa” pędzla Caravaggia można podziwiać w galerii Uffizi we Florencji. Fot. VCG Wilson/Corbis via Getty Image
Zastanawiałem się ostatnio, dlaczego jakość win, nawet tych najtańszych, supermarketowych, ciągle rośnie. Rzecz jasna, patrzę na to globalnie, bo zawsze i wszędzie trafimy na podłą flaszkę. Kiedy ten wzrost jakości się zaczął? Otóż, doszedłem do wniosku, iż stało się to dzięki powstaniu spółdzielni winiarskich. Długo psioczyliśmy na nie i ich produkty, ale to właśnie one z czasem były w stanie zaoferować duże ilości win o stałej jakości.

Ruch spółdzielczy jest pochodną pofilokserowej (filoksera winiec łac. Daktulosphaira vitifoliae, Phylloxera vastatrix, Viteus vitifolii – mszyca, groźny szkodnik winnic – przyp. red.) biedy i kryzysu lat 20. ubiegłego wieku. Zrazu wina były byle jakie, ale z czasem w tym ruchu pojawiło się wielu mądrych ludzi.

Dziś spółdzielnie są wszędzie, wyspecjalizowały się i robią wina na wszystkich poziomach, nawet te butikowe. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, iż wiele najsłynniejszych wytwórni pracuje systemem quasi-spółdzielczym. Bo jak inaczej określić sytuację, kiedy wzięta winiarnia skupuje owoce od kilkudziesięciu winogrodników na podstawie wieloletnich kontraktów? Ale pewnie też tak było choćby na Bliskim Wschodzie w czasach Dionizosa.


A co by powiedział bóg, gdyby podano mu np. wino niebieskie, coraz modniejsze w Europie, i z którym unijne prawodawstwo nie jest w stanie do końca sobie poradzić? Lub też „wino” (napój alkoholowy na bazie wina) mieszane z różnymi sokami owocowymi, ewentualnie drinka z winem? Mógłby mieć z tym problem, bo napojów destylowanych jeszcze pewnie nie znał. A może zdziwiłoby go wino różowe, a właściwie… różane, które podbija rynek amerykański? Technicznie to „wino” białe macerowane z płatkami róży…
Winnica w Healdsburg w kalifornijskim hrabstwie Sonoma, ważnym ośrodku przemysłu winiarskiego. Fot. Smith Collection/Gado/Getty Images
Na koniec – czy zdziwiłoby go wino z farfoclami w środku, które jest już w badaniach rynkowych objęte osobną kategorią – „wino brokatowe”? A więc wino typu „goldwasser” – dla mnie nie przejścia, to tak jakby etiopską kawę z Sidamo mielić w betoniarce. Można ująć to tak – jakiegoś wina konsument nie kupuje, bo mu nie smakuje, jednak kiedy zobaczy metalowe płatki w środku, natychmiast zmienia zdanie: – O, to jest to, czego od dawna szukałem! Bzdura!

Już nie „Łzy sołtysa”. Regionalne i dobre – winiarski boom w Polsce

Choć dla wielu trunkiem kojarzonym z Polską jest wódka, a hasło „polskie wino” przywodzi na myśl alkohol tani i słodki, w kraju przybywa winnic.

zobacz więcej
Wróćmy na chwilę do naszego boga. Wydaje mi się, że nie zdziwiłoby go absolutnie nic – przeciwnie, czułby się jak ryba w wodzie. Bo elity, które oddawały mu hołdy w starożytności właśnie takie wina pijały. Prosty lud zadawalał się tymi codziennymi, spółdzielczymi –supermarketowymi, jak byśmy to dziś powiedzieli.

Ale już podanie na salonach takiego wina byłoby obrazą. Najlepsze były doprawiane miodem, korzeniami, ziołami, płatkami kwiatów, a zapewne były też i takie z farfoclami w środku. Dalekim echem systemu doprawiania jest przecież wermut, choć to dziś też napój na bazie wina, co mogłoby naszego boga mocno wkurzyć.

Może nasz Dionizos w restauracji na Montparnassie zamówiłby brokatowego na aperitif, słodkiego wermuta do foie gras, różanego do befsztyka chateaubriand i popił czymś doprawionym miodem? Sommelier by tego nie przeżył, to pewne, ale bóg czułby się dziś u nas dobrze…

– Wojciech Gogoliński
redaktor magazynu „Czas Wina” i współautor książki „Wiedza o winie”.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Apostoł Zła. Przeciwnik Stalina, który chciał zastąpić Boga
Był rozwiązłym playboyem i piekielnie inteligentnym człowiekiem. Zamachowiec zabił go uderzeniem czekana w tył głowy.
Felietony Poprzednie wydanie
Malarz ludzkiej pracy, który wyglądał na boksera
Do malowania używał nawet twarożku.
Felietony Poprzednie wydanie
Wilki
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Bzzz
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Wcieliła się w Violettę Villas, jest urodzoną królową balu
Łukasz Orbitowski: To ona rozdaje karty. Żadnej pracy się nie boi