Felietony

Jak pokonać demony

Mitologia romantyczna ewoluuje przekraczając kolejne granice zepsucia. Ale w jej centrum niezmiennie pozostaje jedno: celebracja narcyzmu i niedojrzałości, która stanowi przejaw infantylnej niezgody na prozę życia.

Odkąd anglosaska popkultura zaczęła kształtować wyobraźnię Polaków, 14 lutego obchodzony jest nad Wisłą rokrocznie jako „święto zakochanych”. Mało kto dzień ten kojarzy z liturgicznym wspomnieniem w Kościele katolickim świętego Walentego.

Powód tego jest prosty, choć dla wielu osób nieoczywisty. W nowożytnym świecie chrześcijaństwo znalazło się w defensywie, a serca i umysły podbija dziedzictwo romantyzmu.

Czyżby więc romantyzm narodził się w opozycji wobec chrześcijaństwa? Na to pytanie klarownie odpowiedział szwajcarski myśliciel Denis de Rougemont w wydanej w 1939 roku książce „Miłość a świat kultury Zachodu”, przywołując jedną z legend, które ukształtowały wyobraźnię Europejczyków.

Antyczna Grecja została zakłamana. Ówczesna tolerancja dla homoseksualistów to lewacki mit

Kobieta miała być żoną oraz matką i akceptować to, że jej mąż utrzymuje stosunki seksualne z osobami duchowo stojącymi od niej wyżej, czyli z innymi mężczyznami.

zobacz więcej
To opowieść o Tristanie i Izoldzie. W dużym skrócie dowiadujemy się z niej, że połączyła ich gorąca namiętność po tym, gdy spożyli oni magiczny napój. Izolda jednak miała poślubić króla Marka. Kochankowie więc dopuścili się wiarołomstwa. Tyle że znalazła się dla ich postawy ważna okoliczność usprawiedliwiająca: to „prawdziwe”, nie wymuszone przez jakieś ograniczenia społeczne, uczucie.

De Rougemont dostrzega konsekwencje takiej narracji, stwierdzając, że w kulturze europejskiej zdrada bywa postrzegana jako cnota. Tak jest wtedy, gdy za zdradą kryje się gorące uczucie, które rozsadza konwenanse i zobowiązania. To wręcz schemat melodramatu.

Rzecz jasna chrześcijaństwo nie znajduje dla takiej sytuacji usprawiedliwienia. I nie chodzi tylko o krzywdę zdradzanej osoby. W istocie nie mamy w tym przypadku do czynienia z miłością, ale ze stanem zakochania. Człowiek jest wówczas przekonany, że kogoś kocha, lecz to tylko złudzenie.

Z perspektywy chrześcijaństwa miłość to akt woli, a nie namiętność. Przejawia się ona zwłaszcza wtedy, kiedy… uczucie gaśnie.

I właśnie między innymi z tego powodu Kościół katolicki traktuje małżeństwo jako sakrament, czyli pole działania łaski Bożej. Pary stające przed ołtarzem bardzo jej potrzebują. To są przecież tylko niedoskonali ludzie, którzy często – gdy już stan zakochania przeminie – narażeni są na rozmaite pokusy. W świetle nauczania Kościoła małżeństwo nie jest hedonistycznym stylem życia, lecz drogą zbawienia. Człowiek na niej głównie ma dojrzewać, co znakomicie oddaje fragment „Hymnu o miłości” z Pierwszego Listu świętego Pawła do Koryntian (13,10-11):

Gdy (…) przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Portret Zygmunta Krasińskiego autorstwa Władysława Barwickiego. Fot. PAP/Alamy
W dziejach polskiej literatury jest twórca, który w mistrzowski sposób zobrazował manowce romantyzmu. Chodzi o Zygmunta Krasińskiego (23 lutego przypada 160. rocznica śmierci wieszcza) i jego „Nie-boską komedię”.

Autor napisał ów „arcydramat” w wieku 21 lat. Sam był młodym romantykiem, który przyjął jednak postawę rewizjonistyczną. Podjął się bowiem krytyki mitologii romantycznej.

I tak – przypomnijmy – w „Nie-boskiej komedii” hrabia Henryk daje się zwieść osobowemu Złu: zakochuje się w Dziewicy, widmie idealnej miłości, i porzuca żonę. Jednak namiętność, której pozwala on sobą zawładnąć, okazuje się takim samym fałszem i złudzeniem, jak później utopia świetlanej przyszłości, głoszona przez rewolucjonistów: Pankracego i jego towarzyszy.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdrada hrabiego Henryka daje zatem początek tragicznym wydarzeniom. Ich zwieńczeniem jest krwawa zagłada starego świata.

Grzech wobec najbliższych osób przynosi konsekwencje społeczne. Ostatnie słowo należy jednak nie do uszczęśliwiaczy ludzkości, lecz do Boga. Konający Pankracy woła: „Galilae vicisti!” („Galilejczyku, zwyciężyłeś!” – tak miał zawołać do Jezusa Chrystusa w chwili śmierci żyjący w IV wieku cesarz rzymski Julian Apostata).

Mesjanizm wiecznie żywy

Filip Memches: Czy zadaniem Polski i Polaków jest odegranie szczególnej roli w dziejach świata? A jeśli tak, to jakiej?

zobacz więcej
Dziś również trzeba dostrzec kłamstwo romantyzmu w wymiarze życia publicznego. Świadczy o tym wojna kultur. Prawo do miłości jest w niej orężem obozu, który chce nadać takim pojęciom, jak małżeństwo i rodzina, nowe znaczenia.

Bohaterami romantycznych opowieści XXI stulecia stają się już nie tylko „heteronormatywni” kochankowie pokroju Tristana i Izoldy. I tak na przykład w amerykańskim filmie „Tajemnica Brokeback Mountain” Anga Lee z roku 2005 jest para kowbojów. Łączy ich relacja homoseksualna, przy czym jeden z nich zdradza tym samym swoją żonę. Przekaz filmu jest zaś taki, że są oni ofiarami konserwatywnego społeczeństwa, które okazuje im brutalnie nietolerancję.

Mitologia romantyczna więc ewoluuje przekraczając kolejne granice zepsucia. Ale w jej centrum niezmiennie pozostaje jedno: celebracja narcyzmu i niedojrzałości, która stanowi przejaw infantylnej niezgody na prozę życia.

Gdyby spojrzeć na ten problem wyłącznie psychologicznie – sprawa byłaby beznadziejna. Okazałoby się bowiem, że człowiek jest tylko niewolnikiem swojej marnej kondycji. Pozostaje bowiem skazany na kaprysy swoich emocji.
W filmie „Tajemnica Brokeback Mountain” Anga Lee z roku 2005 jest para kowbojów, których Łączy relacja homoseksualna, przy czym jeden z nich zdradza tym samym swoją żonę. Przekaz filmu jest taki, że są oni ofiarami konserwatywnego społeczeństwa, które okazuje im brutalnie nietolerancję. Fot. materiały prasowe
Zygmunt Krasiński wskazał jednak w „Nie-boskiej komedii” źródło nadziei. Życie ludzkie jest obszarem, w którym, owszem, działają demony. To one dążą do unicestwienia człowieka – także poprzez romantyczne oszustwa. Tyle że jest jeszcze – przekonuje poeta – ktoś mocniejszy od osobowego Zła.

Możemy więc wnioskować, że tam, gdzie psychologia ma do zaproponowania tylko determinizm i fatalizm, chrześcijaństwo wychodzi z obietnicą duchowej wolności. To właśnie jej człowiek potrzebuje w konfrontacji z żywiołami, które nim targają.

– Filip Memches
21.02.2019 – Jakub Pyda
Zdjęcie główne: W kulturze europejskiej zdrada bywa postrzegana jako cnota, jesli kryje się za nią gorące uczucie. "Tristan i Izolda", obraz z 1902 roku z prywatnej kolekcji Hulton Fine Art. Fot. Fine Art Images/Heritage Images/Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Kreml dziękuje tropicielom polskiego antysemityzmu
Niektórzy opiniotwórczy Rosjanie nazywają nasz kraj „zgniłym płodem europejskiej demokracji”.
Felietony Najnowsze wydanie
Wypasiony debiut zarżnięty przez bezrozumny gest cenzora
Zaczynała od opowieści kosmicznej i horroru.
Felietony Najnowsze wydanie
Inteligent o ogromnej wiedzy niemający matury
Był wybitnym uczniem z polskiego i historii. Natomiast zupełnie nie pojmował matematyki – Andrzej Dobosz w 16. odcinku programu „Z pamięci” wspomina Pawła Hertza. Część 1.
Felietony Najnowsze wydanie
Pantofelek
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Nikt się nie pytał, czy to da się odbudować. To było oczywiste
Zamienił mieszkanie na duży strych na Nowym Świecie, który urządził. To było miejsce, w którym człowiek głupiał – Andrzej Dobosz w 17. odcinku programu „Z pamięci” wspomina Pawła Hertza. Część 2.