Cywilizacja

„Bohater” Blaichman i Żydzi w getcie walczący z „polskim i nazistowskim reżimem”. Dlaczego oni nam to robią?

W Białym Domu zmienia się podobno personel wraz z prezydentem, ale głowy są umeblowane tak samo. Przemówienie Baracka Obamy z „polskimi obozami śmierci” pisał pewnie kto inny, niż warszawskie wystąpienie Mike’a Pompeo, lecz okazuje się to bez znaczenia. Słowa Donalda Trumpa sprzed Pomnika Powstania Warszawskiego – „Polska żyje, Polska się rozwija, Polska zwycięża” – skojarzone z postacią Franka Blaichmana, przywołaną przez Mike’a Pompeo, tworzą efekt ponurej groteski. Jeżeli nie takie były intencje ich autora, to dlaczego padły? Ignorancja, arogancja, niefrasobliwość?

Na tych pieniądzach jest ich krew. Mienie bezspadkowe polskich obywateli, ofiar Holokaustu musi zostać w Polsce

Paweł Jędrzejewski: Kłótnia o mienie ofiar Holokaustu ostatecznie i trwale pogorszy trudne relacje polsko-żydowskie. Nie wolno do tego dopuścić!

zobacz więcej
12 lutego przyjechał do naszego kraju sekretarz stanu USA Mike Pompeo i w przeddzień międzynarodowej konferencji o sytuacji na Bliskim Wschodzie spotkał się z polskim ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem. Po rozmowach, na konferencji prasowej Pompeo pomachał kijem. To znaczy przypomniał, że Stany Zjednoczone oczekują od Polski kompleksowego rozwiązania w sprawie zwrotu mienia pożydowskiego. Dla przypomnienia: chodzi o tzw. mienie bezspadkowe, czyli własność obywateli RP, ofiar Holokaustu, którzy nie pozostawili spadkobierców.

Do obozów zagłady Niemcy deportowali całe miasteczka i dzielnice dużych miast zamieszkałe przez polskich Żydów, więc pozostałego po nich mienia nie ma kto dziedziczyć według prawa polskiego i międzynarodowego. Administracja USA zobowiązała się specjalnym aktem wobec diaspory żydowskiej, a szczególnie tej zamieszkałej w Stanach, czyli swoich wyborców, że skłoni Polskę do zwrotu majątku pożydowskiego nie spadkobiercom – bo oni także zginęli wraz z naturalnymi spadkodawcami – a innym, niespokrewnionym Żydom. Ma nastąpić dziedziczenie nie według pokrewieństwa, a narodowości. Postulat taki wysuwają organizacje Żydów amerykańskich mające w swych statutach pomoc ofiarom Holokaustu, upamiętnienie tragedii i antyrasistowską edukację.
Sekretarz stanu USA Mike Pompeo (z prawej) wita się z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu na Zamku Królewskim w Warszawie, podczas ceremonii powitania szefów delegacji na organizowanym wspólnie przez Polskę i Stany Zjednoczone spotkaniu ministerialnym poświęconym budowaniu pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Obok stoi minister spraw zagranicznych RP Jacek Czaputowicz. Warszawa, 13 lutego 2019 r. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Tuż po tym postulacie Mike Pompeo zastosował coś, co wydawało mu się pokazaniem marchewki, poczęstowaniem cukierkiem, czy czymś równie mobilizującym w dziele restytucji mienia pożydowskiego. Sekretarz stanu powiedział: „Stany Zjednoczone nigdy nie zapomną niezłomnego ducha polskiego” i przypomniał zmarłego w grudniu Franka Blaichmana, że był to Amerykanin: „Jeden z żydowskich partyzantów, którzy ryzykowali życiem, przeciwstawiając się nazistowskiej machinie wojennej. Jego życie było świadectwem niezłomności polskiego ducha i oddania amerykańskim ideałom, które mówią, że każdy, kto przykłada się do pracy, może osiągnąć swój cel. Był ucieleśnieniem tego, o czym mówił prezydent Trump podczas swojej wizyty w Polsce w 2017 r. – Polska żyje, Polska się rozwija, Polska zwycięża”.

Polacy vs. Żydzi: wyścig o palmę męczeństwa

Filip Memches: Żydom się w głowie nie mieści, że można enkawudzistę uważać za takiego samego potwora, jakim w ich oczach jest gestapowiec.

zobacz więcej
Czyli Polska i USA mają wspólnego bohatera w walce ze złem w czasie II wojny światowej, a tak się składa, że ów bohater jest Żydem, co powinno motywować Polaków do rozwiązania kwestii podjętej w poprzednim akapicie wystąpienia Mike’a Pompeo.

Trudno się spodziewać, by wszyscy słuchający sekretarza USA wiedzieli, co Frank Blaichman może mieć wspólnego z „niezłomnym duchem polskim”. A co, to Żyd nie może mieć nic wspólnego? Ależ może, są żydowskie groby w Katyniu i na Monte Cassino, ale Blaichmana nikt za bardzo nie kojarzy. Kredyt zaufania należy się do momentu sprawdzenia w pamięci i źródłach.

Frank Blaichman, a właściwie Franciszek Blajchman był w 2007 roku jednym z bohaterów wystawy IPN-owskiej „Twarze kieleckiej bezpieki”, gdzie pokazano jego zdjęcie jako p.o. kierownika Więzień i Obozów Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach. Porucznik Blaichman (stosujemy pisownię powojenną) był także wywiadowcą UB w Pińsku.

W 1948 roku wyjechał wraz z żoną do Niemiec, a w 1951 na stałe do USA. Po wojnie Blaichman lepiej wyrażał się o Niemcach niż Polakach, choć to Niemcy wymordowali mu całą rodzinę. Twierdzi, że z Polski wygnał go antysemityzm, ale wspomina też, że chciał wychować dzieci w duchu i kulturze żydowskiej, po której w powojennej Polsce nie było już śladu. Winni temu zdają się być świadkowie, nie sprawcy tego stanu rzeczy.

W roku 2010, rok po premierze amerykańskiej, ukazała się w Polsce książka wspomnieniowa Blaichmana „Wolę zginąć walcząc. Wspomnienia z II wojny światowej”. Rozpowszechniało ją wydawnictwo Replika, które na okładce dodało od siebie: „Przeciw nazistom, volksdeutchom i antysemickiej Armii Krajowej”.

Dowiadujemy się, że Blaichman miał 16 lat w chwili wybuchu wojny. W 1942 roku, gdy w Lubelskiem zaczęły się niemieckie deportacje prowincjonalnych gett do obozów, opuścił swoje getto w Kamionce i poszukał schronienia u zaprzyjaźnionego gospodarza. Chłopi, którzy go jakiś czas przechowywali, są Sprawiedliwymi Wśród Narodów Świata.

Następnie utworzył oddział z podobnych sobie uciekinierów z gett i – jak pisze – rozpoczął walkę z nazistami. Jego oddział połączył się z większym podobnym oddziałem i nawiązał kontakty z komunistyczną partyzantką. W 1943 roku towarzysze radzieccy dostarczyli im drogą powietrzną broń i materiały wybuchowe. Wtedy żydowscy partyzanci, często we współpracy z Armią Ludową, mogli walczyć już na szerszą skalę. Stawiali czoła – według słów Blaichmana – doborowym jednostkom Waffen SS i Wehrmachtu wspieranego przez Luftwaffe.
Instytut Pamięci Narodowej zamieścił na wystawie „Twarze kieleckiej bezpiek” kartę Franciszka Blajchmana, syna Chaima, urodzonego w 1922 roku, który od kwietnia do 19 lipca 1945 roku był p.o. kierownika Wydziału Więzień i Obozów Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach. Fot. printscreen z Facebooka
Blaichman w patetycznym, napuszonym stylu opisuje, jak zwycięża w bojach i wymierza sprawiedliwość kolaborantom w okolicznych wsiach. Sytuację w okupowanej Polsce opisywał tak:

W tym czasie w Polsce były cztery partie polityczne posiadające własne oddziały zbrojne: Partia Robotnicza, która rok wcześniej zorganizowała komórki Gwardii Ludowej, następnie przekształconej w Armię Ludową (AL); Partia Chłopska ze swoimi Batalionami Chłopskimi; drapieżczo antysemicka Armia Krajowa (AK); i wykonujące rozkazy nazistów Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) o charakterze ultra-nacjonalistycznym, a zarazem skrajnie antysemickim i antykomunistycznym.

Mordowano polskich ziemian, urzędników i księży. Tysiące ofiar komunistycznych rebelii

„Pchnięcie Polski nożem w plecy” – tak zachodnie media nazwały we wrześniu 1939 roku napaść ZSRR na wschodnie tereny II RP. Na Kresach przedstawiciele wszystkich mniejszości etnicznych wykazali czynnie, że nic ich nie łączy z państwem polskim.

zobacz więcej
Trzeba było walczyć ze wszystkimi, oczywiście poza Armią Ludową. Kiedyś w ręce oddziału Blaichmana wpadło dwóch „podrostków”:

Kiedy zaczęliśmy ich przesłuchiwać okazało się, że są członkami AK – antysemickiej Armii Krajowej. Dostali rozkaz zabicia nas, ponieważ byliśmy Żydami i okradaliśmy chłopów. Powiedzieli, że ich miejscowi zwierzchnicy otrzymali rozkazy z Londynu mówiące, iż żadnemu Żydowi nie powinno być dane dożycie do końca wojny i świadczenie o jej przebiegu. Przekonaliśmy smarkaczy, by powiedzieli nam, kim są wspomniani zwierzchnicy. Po przesłuchaniu zdecydowaliśmy się ich nie zabijać, ponieważ byli jeszcze młodzi, a my nie ponieśliśmy w walce z nimi żadnych strat. Puściliśmy ich wolno, ostrzegając, że następnym razem nie potraktujemy ich już tak wyrozumiale. Kolejnej nocy odwiedziliśmy domy przywódców, których nazwiska zdradzili nam schwytani smarkacze. Żadnego nie zastaliśmy, najwidoczniej wypuszczeni chłopcy zdążyli ich ostrzec.

Domy przywódców „antysemickiej Armii Krajowej” Blaichman chciał odwiedzić w nocy zapewne, by z nimi porozmawiać. W spotkaniach z AK, gdy dochodziło do nich w dzień, Blaichman miał się na baczności: Wiedzieliśmy, że są zatwardziałymi antysemitami i że gdyby tylko byli w stanie, zapewne wybiliby nas wszystkich, do ostatniego Żyda.

Po ukazaniu się książki Blaichmana na łamach prasy odezwali się historycy wskazując, że większość opisywanych przez autora bitew w ogóle nie miała miejsca, a te, które były faktem, stoczyło podziemie niepodległościowe. W opinii wielu badaczy odział Blaichmana był raczej bandą rabunkową, walczącą z polskim podziemiem, a nie partyzantką. Tak, jak w wielu swych działaniach patronująca mu Armia Ludowa.

Po wojnie prosta droga prowadziła takich chłopców z lasu do Urzędu Bezpieczeństwa. Jak pisze Blaichman: Moim zadaniem było wyłapywanie nazistowskich kolaborantów – Polaków, Ukraińców i volksdeutschów – znanych jako prześladowcy i mordercy Żydów, oraz szpicle donoszący na chłopów i całe wsie. Przydział ten z chęcią przyjąłem.

To ogólnie, a szczegółowo Blaichman wspomina, jak raz dostał rozkaz aresztowania grupy żołnierzy na stacji kolejowej: Później dowiedziałem się, że Urząd Bezpieczeństwa uzyskał doniesienie o przynależności oficerów do faszystowskiej opozycji. Wyrobili sobie fałszywe przepustki, które pozwalały im podróżować do Lublina na wakacje. Wakacje, podczas których w istocie spiskowali przeciw rządowi, przygotowując bunt.

„Faszystowska opozycja” tuż po 1945 roku musiała nie wiedzieć, że jest faszystowską opozycją.
Andrea Mitchell mówiąc o powstaniu w getcie warszawskim w 1943 roku pominęła fakt, że zagłady Żydów dokonywali Niemcy w zamian wskazując na „polski i nazistowski reżim”. Fot. printscreen Twitter /Alex Storozynski
Frank Blaichman, bohater łączący trzy narody z restytucją mienia żydowskiego w tle, jest kłopotliwy nawet dla swojego polskiego tłumacza. Kamil Janicki, który na stronie internetowej wydawnictwa robi wszystko, by wybielić swojego autora, jednak zwracał się do niego z pewnymi wątpliwościami, by wreszcie usłyszeć: „Wszystko pamiętam doskonale i nie będę z Panem po raz kolejny prowadzić drugiej wojny światowej!”. Autor zainteresował się też przyczyną „antyżydowskich poglądów” Janickiego i nie zgodził się na jego „Słowo od tłumacza” w książce.

Furia Izraela

Paweł Jędrzejewski, redaktor Forum Żydów Polskich: W wyniku nieodpowiedzialnej postawy strony izraelskiej, Polacy, którzy mają uprzedzenia wobec Żydów i szukają dla swoich postaw legitymizacji, dostali wspaniały i nieoczekiwany „prezent”.

zobacz więcej
Nie tylko historycy zwrócili uwagę na książkę Blaichmana. Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej złożył już w 2010 roku doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przez byłego funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa zbrodni komunistycznych. Ale Franka Blaichmana do końca życia przepełniała duma z lat wojennych i tuż powojennych.

Ta duma jakimś sposobem przeniknęła do Departamentu Stanu USA, który zdaje się ją podzielać. W Białym Domu zmienia się podobno personel wraz z prezydentem, lecz głowy są umeblowane tak samo. Słowa o „polskich obozach śmierci” Baracka Obamy pisał pewnie kto inny, niż warszawskie wystąpienie Mike’a Pompeo, ale okazuje się to bez znaczenia. A słowa Donalda Trumpa spod Pomnika Powstania Warszawskiego – „Polska żyje, Polska się rozwija, Polska zwycięża” – skojarzone z postacią Franka Blaichmana tworzą efekt ponurej groteski. Jeżeli nie takie były intencje ich autora, to dlaczego padły? Ignorancja, arogancja, niefrasobliwość?

Dzień po wystąpieniu Pompeo amerykańska dziennikarka, relacjonując z Warszawy program wizyty wiceprezydenta Mike’a Pence’a powiedziała, że odwiedzi on warszawskie getto, gdzie „Żydzi walczyli przez miesiąc z polskim i nazistowskim reżimem”. Dlaczego oni nam to robią? Aż się prosi przywołanie mądrości ludowej, która głosi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze.

Dawniej amerykańskie osobistości oficjalnie trzymały się standardu: Kościuszko i Pułaski. Te postaci nas rzeczywiście łączą. Bohaterowie dwóch narodów, honorowi obywatele USA, tam nagradzani i stojący na pomnikach. Jakąś część swego życia tam walczyli i tam mieszkali, ale to było dawno, w XVIII wieku. Z cywilów mieszkających w Stanach w XIX wieku nadają się Helena Modrzejewska i Ignacy Paderewski. W XX wieku Merian C. Cooper, dzielny lotnik w wojnie polsko-bolszewickiej, później znany producent i reżyser filmowy. Może lepiej niech tak zostanie, bo im bliżej współczesności, tym trudniej znaleźć postaci wielkiego formatu i zarazem łączące Polaków i Amerykanów. No bo nowojorski taksówkarz Tewje Bielski, to chyba raczej nie?

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher wita się z dziennikarką NBC Andreą Mitchell, która tego samego dnia w swojej relacji z wizyty wiceprezydenta Mike’a Pence’a w Warszawie powiedziała, że w warszawskim getcie „Żydzi walczyli przez miesiąc z polskim i nazistowskim reżimem”. 13 lutego 2019 r. Fot. REUTERS / Kacper Pempel – RC
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
O polskim szpiegu w Rosji to jest historia
39-letni Aleksandr Worobiow został aresztowany pod zarzutem zdrady i szpiegostwa. I jest to pierwsze w historii Federacji Rosyjskiej aresztowanie z takiego paragrafu urzędnika tak wysoko umiejscowionego w hierarchii władzy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eutanazja wprowadzana tylnymi drzwiami. Powodują śmierć z głodu...
Dlaczego szpital nie zgodził się na przeniesienie mężczyzny do ośrodka opieki, gdzie byłby on karmiony i poddawany fizjoterapii? Dlaczego lekarze usiłowali wymusić na rodzinie zgodę na jego odwodnienie?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Za 10 ziaren można było kupić usługi prostytutki, a za 100 –...
Było kluczową walutą Majów i jego braki mogły przyczynić się do ich upadku – odkryli archeolodzy. Znaleźli też najstarsze ślady picia czekolady: w Ekwadorze, sprzed ponad 5000 lat.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Łoszarik”, czyli kosmiczna katastrofa w głębinach
Z jakiego powodu elitę dowódczą rosyjskiej floty wsadzono do podwodnej, supertajnej jednostki i dlaczego zginęła?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Piłka nożna nie dla kobiet?
Polskie kadrowiczki grały bez nazwisk na strojach i koszulki prały w domu, a najlepszą zawodniczkę roku nagrodzono… voucherem na kurs gotowania. W tym czasie na świecie damski futbol się rozwijał.