Cywilizacja

Czy showman zostanie prezydentem Ukrainy? Między Dyzmą a Reaganem

Skoro Amerykanie mogli w roku 2016 wybrać kogoś spoza układu, dlaczego nie mogliby tego zrobić Ukraińcy? Niby dlaczego w odczuciu przeciętnego zjadacza chleba znad Dniepru czy spod Charkowa to kandydat gorszy od skompromitowanej Julii Tymoszenko czy Petra Poroszenki, który nie ma wiele do zaoferowania?

Wojna rozpocznie się na Morzu Azowskim. Lada dzień?

Analitycy wojskowi są zdania, że Rosjanie dążą do przekształcenia akwenu w obszar zamknięty i podlegający całkowicie ich kontroli.

zobacz więcej
Jeśli jesteś Polakiem, osobą w miarę inteligentną i pamiętasz wybory prezydenckie z 1990 roku, to jedno nazwisko dźwięczy ci w głowie do dziś: Stan Tymiński. Kandydat, który pojawił się znikąd i zmiażdżył w I turze wyborów samego Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego premiera III RP. Gdyby nie ciągle mocny sentyment wobec Solidarności i Lecha Wałęsy, który w II turze Tymińskiego pokonał, kto wie, co by się stało. Być może pierwszym prezydentem III RP zostałby właściciel pierwszej peruwiańskiej telewizji kablowej.

Niemniej odtąd „człowiek znikąd” przeraża polska klasę polityczną i to do tego stopnia, że nawet inicjatywy polityczne rzekomo kierowane przez nowe twarze w rzeczywistości są odgrzewane.

Nic więc dziwnego, że boimy się również ludzi znikąd w polityce krajów sąsiednich. O ile Czechy czy Słowacja nie są dla nas problemem, o tyle w wypadku Ukrainy zapala się nam czerwone światełko alarmowe. Ukraina kojarzy się bowiem przeciętnemu Polakowi ze strefą destabilizacji. A ktoś nieznany w strefie destabilizacji to stres podwójny.

Sowiecka elita z prowincji

Pojawienie się w trwającej właśnie kampanii przed wyborami prezydenckimi komika i aktora Wołodymyra (a może Władimira – jest on wszak rosyjskojęzyczny) Zełeńskiego i jego szybki lot w sondażach wzmagają naszą niepewność. Z badań wynika bowiem, że człowiek, który swój start w wyborach ogłosił 31 grudnia 2018 roku, wyprzedza dziś zarówno prowadzącą dotąd byłą premier Julię Tymoszenko, jak i obecnego prezydenta Petra Poroszenkę.
Wołodymyr Zełeński w niepodległej Ukrainie odniósł ogromny sukces jako aktor i reżyser. Fot.PAP/EPA/PAVLO PALAMARCHUK
Kim jest człowiek, który może wykosić żelażny duopol Tymoszenko-Poroszenko? Czy to tamtejszy Dyzma? Czy też może błyskotliwa, ukraińska wersja Ronalda Reagana?

Przyjrzyjmy się najpierw danym na temat tego najpopularniejszego bodaj kandydata, którymi dysponujemy. Zełeński ma 41 lat . Urodził się na południu Ukrainy, w przemysłowym Krzywym Rogu. Ten obszar, oprócz Ukrainy Wschodniej, to kopalnia elit współczesnej Ukrainy. Warto to przypomnieć Polakom żyjącym zbyt mocno sprawami dawnej Galicji, która na razie nie wydała żadnego ukraińskiego przywódcy.

Rodzina Zełeńskich to typowa lokalna sowiecka elita – jego ojciec był profesorem cybernetyki w miejscowym instytucie ekonomicznym. Rodzina z całą pewnością była rosyjskojęzyczna. Niewykluczone, że Zełeńscy mają żydowskie korzenie. Plotki dotyczące pochodzenia pojawiają się coraz częściej na izraelskich czy rosyjskich portalach internetowych. Jedynie na samej Ukrainie temat się na razie nie pojawia, a komentarze samego zainteresowanego w tej sprawie są więcej niż dyskretne.

Jednemu rozerwało głowę, drugi wyleciał w powietrze, trzeci zginął od pocisku. Szatański plan Moskwy

Tym razem to nie jakiś „Motorola”, „Giwi” czy inny „Batman”. Teraz zabito w samym centrum Doniecka samego „szefa” tzw. republiki, Aleksandra Zacharczenkę.

zobacz więcej
Jeśli jednak na obszarze postradzieckim żydowskie korzenie są nie tylko akceptowane, ale wręcz lubiane w wypadku ludzi ze świata rozrywki, to nie wiadomo, czy prezydentowi (lub kandydatowi na ten urząd) nie zaszkodzą. Choć potencjalnym antysemitom i tak wystarczają powiązania Zełeńskiego z medialnym oligarchą Igorem Kołomojskim – ukraińskim Żydem z byłego Dniepropietrowska, w którego kanale telewizyjnym „1 + 1” od wielu lat pokazywany jest show Zełeńskiego i który od samego początku wspiera jego kampanię.

Działanie biznesowe czy polityczne?

Nowy kandydat na prezydenta Ukrainy jest zatem przedstawicielem mówiącej po rosyjsku części kraju. Jest też stosunkowo młody. W chwili gdy Ukraina odzyskiwała niepodległość, miał dopiero trzynaście lat. Jest też raczej beneficjentem panującego systemu. W niepodległej Ukrainie odniósł ogromny sukces jako aktor i reżyser.

Produkowany przez niego telewizyjny show i program „Studia kwartał-95” („Студія Квартал-95”) to zjawisko porównywalne z amerykańskim „Saturday Night Live”, czyli najważniejszy satyryczny komentarz do rzeczywistości politycznej i jakiejkolwiek innej na Ukrainie. Jego rozwinięciem jest serial „Sługa Narodu”, w którym Zełeński gra lokalnego inteligenckiego everymana z lekkim, odeskim akcentem, który zostaje głową państwa. Złośliwcy mówią, że kampania wyborcza ma wypromować kolejny sezon produkcji. Jeśli to prawda, to działanie biznesowe z lekka wymknęło się spod kontroli.
Julia Tymoszenko, choć nie brakuje jej zwolenników, uważana jest za polityka skompromitowanego. Fot. PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO
Kandydat „z zewnątrz” elity politycznej (choć już nie establishmentu) wpisał się w kryzys zaufania do niej. Klasa polityczna, która przejęła władzę po rewolucji godności (tak nazywane są protesty przeciwko ówczesnemu prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi, które zaczęły się w listopadzie 2013 roku) już wtedy nienowa, dziś zawodzi na wszelkich frontach.


Skoro Amerykanie mogli w roku 2016 wybrać kogoś spoza układu, dlaczego nie mogliby tego zrobić Ukraińcy, którzy pójdą do urn 31 marca 2019 roku? Ktoś nieskompromitowany i rozpoznawalny przez wszystkich może więc te wybory po prostu wygrać. Niby dlaczego w odczuciu przeciętnego zjadacza chleba znad Dniepru czy spod Charkowa (a powtórzę nie bez kozery – to ich jest znacznie więcej niż nacjonalizujących Hałyczan spod lwowskiego Wysokiego Zamku) ma być on kandydatem gorszym od skompromitowanej od prawie dwóch dekad Julii Tymoszenko czy Petra Poroszenki, który oprócz narracji skupionej wokół uzyskania tomosu o autokefalii Prawosławnego Kościoła Ukrainy nie ma wiele do zaoferowania?

Fajny, dowcipny i błyskotliwy

Zełeński czaruje społeczeństwo w sposób bardzo podobny do Donalda Trumpa: Wszyscy wiecie, kim jestem. Jestem doświadczonym menedżerem. Nie jestem skompromitowany. Nic nikomu nie ukradłem. Do tego, co mam, doszedłem ciężką praca. Jestem fajny, dowcipny i błyskotliwy.

W przeciwieństwie jednak do 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, Zełeński unika jednoznacznych deklaracji dotyczących polityki zagranicznej – co już powinno nas zainteresować. Akcesja Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO nie jest dla niego celem. Co zdecydowanie ważniejsze – celem jest (przynajmniej według aktualnych deklaracji) kompromisowe rozwiązanie konfliktu z Rosją. A jaki kompromis jest możliwy w sprawie Donbasu? Tego, poza poddaniem go ewentualnie pod ogólnonarodowe referendum, już się od kandydata nie dowiemy.
Petro Poroszenko, oprócz narracji skupionej wokół uzyskania tomosu dla Cerkwi nie ma wiele do zaoferowania. Na zdjęciu obecny prezydent z Epifaniuszem, zwierzchnikiem autokefalicznego Kościoła Prawosławnego Ukrainy. Fot. Sergei Chuzavkov/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Niemniej jednak Zełeński wyraża nadzieje dużej części ukraińskiego społeczeństwa. Pragnie ono bowiem nie tylko zmian, ale też chyba nie porusza go już patriotyczne wzmożenie, jakie wybuchło po rosyjskiej agresji. I może dlatego grający ostatnio wyłącznie na tej emocji ukraiński prezydent Petro Poroszenko traci w sondażach. A Zełeński wprost przeciwnie.

Od rewolucji, aneksji Krymu i agresji w Donbasie mija już pięć lat. To bardzo dużo – i w polityce, i w życiu przeciętnego człowieka. Bez względu na to, czy Zełeński wygra czy też nie, prawdopodobnie dostaniemy od ukraińskiego społeczeństwa jednoznaczny przekaz: chcemy normalności.

Najgorzej, że ukraińska klasa polityczna tego pragnienia chyba nie odczytuje. Wyjątkiem są, jak widać ci, którzy wymyślili operację: „Zełeński”. Moim zdaniem będzie to operacja udana.

– Łukasz Jasina

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.