Felietony

Czy Moskwa ingeruje w mózgi zachodnich polityków?

Społeczeństwo rosyjskie nie ma złudzeń wobec życia publicznego. Akceptuje cynizm i nihilizm jako zasady rządzące światem.

Rosja jest państwem, które jeśli coś eksportuje, to są to bogactwa naturalne, jak ropa naftowa czy gaz. Natomiast nie sposób jej uznać za dostawcę wzorców politycznych czy kulturowych dla świata. Wręcz przeciwnie, zawsze była ona ich importerem.

I na nic się zdadzą fascynacje zachodnich snobów powieściami Fiodora Dostojewskiego czy występami baletowymi Teatru Bolszoj. Nawet komunizm w wersji sowieckiej uwodził na Starym Kontynencie i w USA użytecznych idiotów Moskwy dlatego, że widzieli w nim projekt wywodzący się z europejskiego oświecenia, a nie produkt rdzennie rosyjski.
Doradca Władimira Putina – wedle oficjalnej tytulatury – „do specjalnych poruczeń”. Na zdjęciu Władisław Surkow składa w sierpniu 2018 r. wieniec pod pomnikiem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Cchinwali w czasie uroczystości 10. rocznicy oderwania Południowej Osetii od Gruzji. Fot. Valery Sharifulin\TASS via Getty Images
Nieco innego zdania jest jednak prominentny doradca (asystent) prezydenta Federacji Rosyjskiej „do specjalnych poruczeń”, Władisław Surkow. Uważany nie od dziś za szarą eminencję Kremla blisko 55-letni polityk opublikował w poniedziałek 11 lutego na łamach dziennika „Niezawisimaja Gazeta” tekst „Dołgoje gosudarstwo Putina”(„Długie państwo Putina”), który wywołał oddźwięk nie tylko w ojczyźnie autora. Surkow postawił w nim tezę, że procesy toczące się w Rosji od początku XXI wieku okazały się prekursorskie wobec przybierającego od kilku lat na sile antyliberalnego zwrotu o zasięgu globalnym.

Przy czym nie chodzi tu o kreowanie Władimira Putina na przywódcę światowego konserwatyzmu. Wbrew temu, do czego przyzwyczaiły nas rozmaite debaty dotyczące – nieraz tylko pozornych – sporów ideowych między Rosją a Zachodem, Surkow nie drąży kwestii światopoglądowych, a przynajmniej nie one są w tym przypadku sednem sprawy (w wywiadzie udzielonym w roku 2012 dziennikowi „Wiedomosti” oznajmił, że pod względem poglądów politycznych jest... Rosjaninem).

W tekście kremlowskiego dygnitarza brak rozważań nad tym, czy sojusznikami Moskwy są – jak to się przyjęło określać na europejskich salonach – „prawicowi populiści” (wiadomo, że tym mianem określani są politycy w rodzaju Donalda Trumpa, Marine Le Pen czy Viktora Orbana).

Surkowa interesuje przede wszystkim racja, którą – według niego – historia przyznała rosyjskiemu politycznemu establishmentowi, symbolizowanemu przez postać Putina. Jak czytamy w tekście, po zimnej wojnie polityczne elity Zachodu uwierzyły w „koniec historii” charakteryzujący się dążeniem do świata bez państw narodowych, granic i wojen. Uległy one ideologicznym złudzeniom, do których zresztą chciały przekonać Rosję.

I Rosja w pierwszej dekadzie po krachu ZSRR podzielała te złudzenia. Zapłaciła jednak za to wysoką cenę. W latach 90. pogrążyła się w zapaści. Dopiero wraz z pierwszą kadencją prezydencką Putina – rozpoczętą w roku 2000 – nastąpiła zmiana. Rosja znalazłszy się w kryzysie pozbyła się złudzeń, które sprowadziły ją na manowce.

Jej elity polityczne zaczęły się zachowywać wobec Zachodu bez kompleksów. Uznały, że aby rządzony przez nie kraj stanął na nogi i odzyskał mocną międzynarodową pozycję, musi on kroczyć własną ścieżką – twierdzi w swoim tekście Surkow.

Lasery bojowe, rakiety hipersoniczne, bezzałogowe łodzie podwodne. Rosja przyspiesza zbrojenia

Dotąd Moskwa zakładała użycie broni atomowej wyłącznie w charakterze odpowiedzi na atak. Teraz może powrócić do doktryny uderzenia wyprzedzającego, znanej jeszcze z czasów sowieckich.

zobacz więcej
I to właśnie w tamtym czasie – w pierwszej dekadzie XXI stulecia – zaczęła się polityczna kariera owego kremlowskiego notabla. Wcześniej jednak ten syn Czeczena i Rosjanki pracował w biznesie. Współpracował wtedy między innymi z przedzierzgniętym z komsomolca w przedsiębiorcę Michaiłem Chodorkowskim (był wpierw zresztą jego ochroniarzem). Ów więziony później za prezydentury Putina oligarcha wspominał Surkowa w rozmowie z czasopismem „Nowaja Gazeta” w roku 2013 jako „wyjątkowo utalentowanego piarowca”, któremu można wybaczyć wszystko lub prawie wszystko.

Przełom dla przyszłego doradcy Putina nastąpił w roku 1999. Surkow został wówczas zastępcą szefa administracji prezydenckiej. To piastując owo stanowisko stał się kimś w rodzaju głównego ideologa („polittechnologa”) reżimu putinowskiego.

Przyjmując taką właśnie rolę napisał w roku 2006 głośny tekst programowy „Nacionalizacija buduszczego” („Nacjonalizacja przyszłości”). Nadał w nim szczególny sens terminowi „suwerenna demokracja”.

Pojęcie to stało się swoistym alibi dla Kremla, jeśli chodzi o podporządkowywanie oligarchów państwu, marginalizację realnej opozycji, odzyskiwanie przez Moskwę wpływów na obszarze byłych republik sowieckich. Surkow uznał, że model demokracji, który Zachód chce narzucić całemu światu (w tym Rosji), koliduje z koniecznością zachowywania przez każde państwo swojej suwerenności.

W tych wywodach nie brak rzecz jasna demagogii. Ale błędem byłoby postrzegać Surkowa jako tępego propagandystę.

Owszem, nie bez przyczyny jest on oskarżany o zakulisowe działania mające na celu sterowanie sceną polityczną (oligarcha Michaił Prochorow wręcz go nazwał „głównym lalkarzem politycznego procesu”) – chodzi tu o powoływanie proputinowskich organizacji młodzieżowych, na przykład Naszych, i tworzenie ugrupowań kontrolowanej opozycji, takich jak Sprawiedliwa Rosja.
Czy Władimir Putin może zarazić świat swoimi ideami? Fot. Mikhail Svetlov/Getty Images
Ale zarazem Surkow epatuje swoją fascynacją kulturą „zgniłego” Zachodu. Przejawem tego ma być choćby to, że polityk często wykazywał zainteresowanie sztuką awangardową, a do frontu poparcia dla Putina wciągał artystów rosyjskiej sceny rockowej (skądinąd sam napisał kilka tekstów do utworów moskiewskiego nowofalowego zespołu Agata Kristi).

Z Surkowem miał okazję się zetknąć Peter Pomerantsev. Ten pochodzący z ZSRR brytyjski dziennikarz był świadkiem przemian, które zachodziły w Rosji na początku epoki putinowskiej. Swoje obserwacje i przemyślenia zawarł w reporterskiej książce „Nothing is True and Everything is Possible” z roku 2014 (w Polsce się ona ukazała w 2015 pod tytułem „Jądro dziwności” w przekładzie Igi Noszczyk).

Pomerantsev był na wykładzie Surkowa. Opisał polityka następująco: „Spodziewamy się, że (…) wkroczy głównymi drzwiami uniwersyteckiej sali wykładowej; ale on zaskakuje nas, spokojnie wchodząc tylnym wejściem, ze swoim słynnym uśmiechem kota z Cheshire. Ubrany jest w białą koszulę i skórzaną kurtkę, która wygląda, jakby żywcem zdjęto ją albo z któregoś z muzyków Joy Division, albo z radzieckiego komisarza z lat trzydziestych”.

Uwagę czytelników przykuwa fragment książki ilustrujący być może sposób, w jaki Kreml uwodzi wielu wykształconych Rosjan: „[Surkow] Proponuje, by tradycyjny wykład zastąpić zadawanymi przez publiczność pytaniami, na które chętnie odpowie i które, ma nadzieję, dadzą początek otwartej dyskusji. Na pierwsze pytanie odpowiada przez prawie czterdzieści pięć minut, nie zostawiając już właściwie czasu na nic innego. To jego polityczny system w miniaturze: demokratyczna retoryka skrywająca niedemokratyczne intencje”.

W „Jądrze dziwności” Pomerantsev przypomina, że Surkowowi przypisywane jest autorstwo powieści „Okołonolja” („Blisko zera”) z 2009 roku. Dlaczego tylko przypisywane? Książka bowiem została wydana pod pseudonimem Natan Dubowicki, a żona Surkowa nazywa się Natalia Dubowicka.

Powieść – zdaniem Pomerantseva – „jest satyrą na współczesną Rosję, a jej bohater, Jegor, to skorumpowany PR-owiec, który chętnie służy każdemu, kto mu za to zapłaci. (…) W tym świecie każdy człowiek jest na sprzedaż; nawet najbardziej liberalni dziennikarze mają swoją cenę. (…) To jest dokładnie taka książka, jakie palą na placu Czerwonym organizowane przez Surkowa bojówki młodzieżowe”.

Włochy zawiodły Kreml. Sankcje przeciw Rosji będą trwały długo

W Europie nawet formacje występujące przeciw Brukseli wolą Biały Dom niż Kreml.

zobacz więcej
Wydawało się, że w roku 2013 kariera polityczna czołowego kremlowskiego stratega dobiegnie kresu. Surkow był wówczas od roku wicepremierem Rosji w gabinecie Dmitrija Miedwiediewa. Putin jako prezydent wyraził niezadowolenie z prac rządu. W rezultacie Surkow podał się do dymisji.

Pojawiły się spekulacje, że został odstawiony na bok, gdyż ze swoimi pomysłami, mogącymi w oczach sztywnej postsowieckiej nomenklatury trącić ekscentryzmem, przestał być władzy potrzebny. Tymczasem kilka miesięcy później został doradcą prezydenta Federacji Rosyjskiej. Powierzane są mu istotne zadania. Uczestniczy choćby w negocjacjach między Rosją, a państwami zachodnimi w sprawie uregulowania sytuacji na Ukrainie.

Pozycja Surkowa jest na tyle znacząca, że znalazł się on na liście rosyjskich polityków i urzędników, których Unia Europejska i Stany Zjednoczone objęły sankcjami obarczając ich odpowiedzialnością za naruszenie terytorialnej integralności państwa ukraińskiego.

Ale ideolog Kremla nic sobie z tego nie robi. Z tupetem oświadczył, że decyzję strony amerykańskiej odbiera jako dowód uznania jego zasług dla Rosji i – jak podawał w roku 2014 dziennik „Moskowskij Komsomolec” – wręcz wyznał: „To dla mnie wielki zaszczyt. W USA interesują mnie Tupac Shakur [raper], Allan Ginsberg [poeta] i Jackson Pollock [malarz]. Żeby mieć dostęp do ich twórczości wiza jest mi zbędna, tak więc nic nie tracę”.

Wróćmy jednak do najnowszego tekstu Surkowa. Autor przypomina, że kiedy Rosja kroczyła już ścieżką „suwerennej demokracji”, elity polityczne Zachodu wciąż pozostawały przekonane, że nie ma alternatywy dla drogi, którą podążały ich państwa. Pouczały więc Moskwę, na czym polega demokracja i respekt dla międzynarodowego porządku.

Tyle że ta narracja politycznych elit Zachodu przestała przemawiać także do jego społeczeństw. Kryzys migracyjny w Europie, fala buntu niezadowolenia, która wyniosła w Ameryce do władzy Donalda Trumpa, Brexit – te zjawiska wyrażają rozczarowanie szerokich mas na Starym Kontynencie i w USA dominującym po zimnej wojnie dyskursem politycznym. To przejawy „deglobalizacji, desuwerenizacji i nacjonalizmu”.
Władisław Surkow uważa, że seriale takie jak „House of Cards” dobrze odzwierciedlają brudną codzienność establishmentu politycznego. Na zdjęciu Kevin Spacey pozuje przy portrecie prezydenta Franka Underwooda, którego zagrał w tym serialu. Fot. Leigh Vogel/Getty Images for Netflix
I tu warto przytoczyć soczyste cytaty z tekstu Surkowa. Oto jeden z nich: „Cudzoziemscy politycy przypisują Rosji ingerencję w wybory i referenda na całej planecie. W rzeczywistości sprawa jest poważniejsza – Rosja ingeruje w mózg tych polityków i oni nie wiedzą, co zrobić z własną odmienioną świadomością. Odkąd po katastrofalnych latach 90. nasz kraj zrezygnował z ideologicznych zapożyczeń, zaczął sam wytwarzać sensy i przeszedł do informacyjnej kontrofensywy wobec Zachodu, europejscy i amerykańscy eksperci zaczęli coraz częściej mylić się w prognozach. Ich dziwią i doprowadzają do wściekłości paranormalne preferencje wyborców. Pogubiwszy się, obwieścili nadejście populizmu. Jeśli brakuje słów, to można powiedzieć i tak”.

W innym miejscu Surkow stwierdza: „W dobre intencje występujących publicznie polityków teraz nikt już nie wierzy. Powszechna jest wobec nich zazdrość. Uważani są za ludzi zepsutych, podstępnych i – mówiąc wprost – podłych. Znane seriale o tematyce politycznej od »Bossa« do »House of Cards« w sposób właściwy kreślą naturalistyczne obrazy brudnej codzienności establishmentu”. Z tekstu Surkowa wyziera antropologiczny pesymizm. Okazuje się, że żyjemy w epoce nie tylko rozczarowania zachodnim modelem demokracji, lecz również i jego odczarowania. „Złudzenie wyboru – uważa rosyjski polityk – jest jednym z najważniejszych złudzeń, koronnym trickiem zachodniego stylu życia w ogóle i zachodniej demokracji w szczególe”. Pod powierzchnią sloganów o prawach człowieka i społeczeństwie obywatelskim daje o sobie znać prawdziwa ludzka natura: toczy się brutalna gra interesów – od środowiskowych do narodowych.

I na takim stanie rzeczy Rosja wygrywa i wygrywać będzie, bo jej społeczeństwo pozbawione jest złudzeń – ogłasza z satysfakcją Surkow. I dodaje, że system putinowski przetrwa samego Putina. Snuje tu zresztą analogie z Mustafą Kemalem Atatürkiem, który w okresie międzywojennym stworzył świeckie państwo tureckie. Ów model państwa trwa w Turcji po dziś dzień niezależnie od tego, że u władzy w tym kraju są politycy flirtujący z fundamentalizmem islamskim.

Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem

W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.

zobacz więcej
Warto jednak zadać sobie pytanie, co to oznacza, że społeczeństwo rosyjskie – a zwłaszcza jego głębokie struktury („głęboki lud” – jak je określa Surkow) – nie ma złudzeń wobec polityki. Odpowiedź brzmi: oznacza to tyle, że akceptuje ono cynizm i nihilizm jako zasady rządzące światem.

Mamy bowiem do czynienia z krajem, którego mieszkańcy zostali poddani w czasach sowieckich demoralizacji. Przekonali się oni bowiem drastycznie, że szczytne obietnice komunizmu okazały się pustymi słowami. Nasunął im się zatem wniosek, że polityka to wyłącznie pozbawiona jakichkolwiek cnót bezwzględna walka o byt.

Dlatego olbrzymia większość Rosjan z entuzjazmem przyjęła rosyjską aneksję Krymu. Surkow więc zachwyca się, że Kreml doskonale wyczuwa emocje i nastroje panujące wśród „głębokiego ludu”. Doradca Putina też podkreśla, iż w polityce brak złudzeń może nie jest czymś „lepszym” niż patrzenie na rzeczywistość poprzez ich pryzmat, lecz jest „uczciwsze”, ponieważ nie ma w nim zakłamania cechującego zachodnią demokrację. W tym podejściu kremlowskiego spin doctora da się dostrzec parodiowanie ewangelicznego przesłania: poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

W „Jądrze dziwności” Peter Pomerantsev przytacza opinię pewnego Rosjanina, który mówi mu o swoim kraju, że to „jakby Zachód odbity w krzywym zwierciadle”. A jak definiuje system putinowskiej Rosji sam autor książki? Dla niego to „jakiś rodzaj postmodernistycznej dyktatury, która wykorzystuje język i instytucje demokratycznego kapitalizmu do autorytarnych celów”.

Trudno się z tym nie zgodzić. Jeśli więc Władisław Surkow pozostaje ideologiem reżimu putinowskiego, to zarazem nie jest ideologiem prawicowego, konserwatywnego zwrotu w polityce rosyjskiej. Taki zwrot może i pojawił się – w bardzo różnym natężeniu – w Polsce, na Węgrzech, we Włoszech, w USA i wielu innych krajach. W Rosji jest on jednak fikcją.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: "Dźwig mózgowy", rys. Philip Brooker. Fot. The Miami Herald/MCT via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Hodowanie posłusznych Europejczyków. Co na to Witkacy?
Propaganda mainstreamowych mediów jest jak pastylki chińskich najeźdźców.
Felietony Najnowsze wydanie
Uważał Marksa za wybitnego myśliciela, polemizował z PZPR
A ponieważ marksiści traktują teksty Marksa jak religijne, i on, i żona zostali odsunięci od nauczania.
Felietony Najnowsze wydanie
Więcej Prometeuszy!
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zapadł na tajemniczą chorobę. Nie rozpoznali jej nawet we Francji
Dowieziony na uniwersytet, niemal leżąc w fotelu, przerywając zdania wygłosił swój ostatni wykład. Wskazał, jakie powinni zrobić badania.
Felietony Najnowsze wydanie
Zlikwidować
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.