Cywilizacja

Ajatollahowie przeciw „rządom ajatollahów”. „Reformatorzy” za obroną systemu. Irańskie paradoksy

Za życia Alego Chameneia do zmian w państwie perskim nie dojdzie. Ale gdy najwyższy przywódca umrze, będzie można się spodziewać bardzo silnego nacisku środowisk islamskich, by ograniczyć wpływ władzy... religijnej na świecką.

W reżimach totalitarnych scena polityczna jest zwykle prosta: jest wódz, jest rządząca partia i czasem jest też opozycja demokratyczna lub przynajmniej jacyś dysydenci. Jeśli odbywają się wybory, to są fałszowane, a ten kto ma wygrać, dostaje ponad 90% głosów. Czasem zdarza się, że wynik lub przynajmniej frekwencja przekracza 100%.

Oczywiście, wewnątrz reżimu mogą się tworzyć różne frakcje np. Natolin i Puławy, ale ich rywalizacja ma charakter wewnętrzny i ogół obywateli czy poddanych nie ma wpływu na to, kto zwycięży. W Arabii Saudyjskiej od dekad ścierają się różne frakcje dworskie, ale wiadomym jest, że tylko ród Saudów decyduje o tym, kto zostanie władcą i następcą tronu i z całą pewnością nie może to być nikt spoza dynastii.
Irańczycy w kolejce do głosowania podczas wyborów prezydenckich i samorządowych w Teheranie w maju 2017 roku. Fot. Majid Saeedi/Getty Images
W Iranie, również powszechnie uważanym za kraj niedemokratyczny, sytuacja jest jednak znacznie bardziej złożona.

System welajate fakih

Kluczem do zrozumienia irańskiej sceny politycznej jest system welajate fakih. W Iranie odbywają się bowiem wybory parlamentarne, prezydenckie i samorządowe, a także wybory do organu zwanego Zgromadzeniem Ekspertów.

Ta ostatnia instytucja jest częścią niedemokratycznej nadbudowy standardowych organów państwowych, takich jak prezydent, rząd i parlament, pochodzących z formalnie demokratycznych wyborów. Ta nadbudowa składa się, obok Zgromadzenia Ekspertów, z Rady Strażników i Rady Oceny Celowości, ale przede wszystkim w jej skład wchodzi Najwyższy Przywódca zwany po persku rahbarem.

Welajate fakih dosłownie oznacza „rządy mędrców” czy też precyzyjniej – znawców prawa islamskiego. Dlatego zasada ta często utożsamiana jest z teokracją, rządami ajatollahów. Jest to jednak dalece nieprecyzyjne.

Welajate fakih można przy tym rozumieć dwojako. Z jednej strony to pewien zbiór szyickich koncepcji teologicznych odnoszących się do społeczno-politycznej roli przywódców religijnych jako przewodników i zastępców szyickich imamów, z drugiej zaś to koncepcja ustrojowa Islamskiej Republiki Iranu, której zgodność z szyicką tradycją budzi wątpliwości.

Mardżowie a rahbar

W islamie zasadniczo brak jest rozróżnienia kwestii prawnych, politycznych, społecznych i religijnych, gdyż Koran jest zarówno świętą księgą, jak i swoistym kodeksem karnym, cywilnym i rodzinnym. Ponadto w szyizmie następcami proroka Mahometa byli reprezentujący jego ród imamowie. W dominującym obecnie szyickim nurcie zwanym imamizmem było ich dwunastu, przy czym ostatni, Muhammad al-Mahdi miał zniknąć w czasie pogrzebu swojego ojca. Imamici wierzą, że dwunasty imam nie umarł, lecz żyje w ukryciu i powróci, zwiastując koniec świata.

Przywództwo imamów nie wynikało przy tym z posiadanej władzy, lecz z autorytetu oraz charyzmy (pojęcia, którego źródeł można się doszukiwać w przedislamskiej, perskiej koncepcji chwareny). Koncepcje welajate fakih miały być odpowiedzią na brak przewodnictwa imamów (wobec ich braku) oraz definiować relację między przewodnictwem duchowym a władzą polityczną.

System welajate fakih, stworzony przez ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego i przyjęty po tzw. rewolucji islamskiej w Iranie jako podstawa nowo utworzonej Republiki Islamskiej, był zatem tylko jednym z wielu rozwiązań tego teologicznego problemu, a nie jedynym możliwym.

Ponadto na przełomie XVIII i XIX w. powstała inna doktryna zwana usul al-fikh (reguły prawodawstwa), która określiła zasady osiągania statusu tzw. mudżtahida, czyli osoby uprawnionej do formułowania religijnych praw w oparciu o interpretację źródeł religijnych takich jak Koran, a także statusu mardżi, czyli najwyższego autorytetu religijnego.

Iran stał się potęgą i zaczął zagrażać amerykańskim interesom

Wojciech Szewko, analityk stosunków międzynarodowych: Donald Trump obiecał swoim obywatelom, że ich żołnierze nie będą brnęli w kolejne wojny, które są nie do wygrania.

zobacz więcej
Zasadą stało się przy tym, że tytuły te nie były nadawane odgórnie, lecz uzyskiwane są w wyniku studiów w tzw. hauzie, zgromadzenia odpowiedniej liczby uczniów, a także zyskania autorytetu wśród wiernych i uznaniu wiedzy przez innych uczonych w prawie religijnym.

Inną zasadą było to, że mardżów jest wielu i każdy ma status równy innym. Tymczasem w systemie narzuconym przez Chomeiniego rahbar stanął ponad autorytetem mardżów. Co więcej, o ile rahbarem musi być, przynajmniej teoretycznie, mardża, o tyle nie każdy mardża irański wchodzi w skład pozostałych organów tej systemowej nadbudowy. I nie trzeba być mardżą by do nich wejść.

Tu tkwi paradoks. System, potocznie zwany „rządami ajatollahów” kontestuje wielu ajatollahów, w tym niektórzy mardżowie.

Rada Strażników na straży niedemokratyczności

Kluczową rolę w niweczeniu pozornie demokratycznego charakteru irańskiego ustroju odgrywa 12-osobowa Rada Strażników. Połowa członków tego organu powoływana jest bezpośrednio przez rahbara, a druga połowa wybierana jest przez parlament spośród kandydatów wskazanych przez szefa sądownictwa, który z kolei jest również powoływany przez rahbara.

Jedną z kompetencji tego organu jest dyskwalifikowanie kandydatów pragnących wystartować we wszystkich rodzajach wyborów przeprowadzanych w Iranie. To na starcie eliminuje tych, którzy są przeciw obowiązującemu systemowi. Ale nie tylko.

W 2013 r. Rada Strażników odrzuciła kandydaturę Alego Akbara Haszemi-Rafsandżaniego, byłego prezydenta Iranu i jednej z kluczowych postaci tworzących system po 1979 r. Co więcej, to właśnie jemu obecny rahbar Ali Chamenei zawdzięczał to, że w 1989 r., po śmierci Chomeiniego, objął to stanowisko.

Stało się tak, mimo że do dziś panują wątpliwości, czy Chamenei miał wówczas status ajatollaha, nie mówiąc już o pozycji mardżi. Następcą Chomeiniego miał być bowiem kto inny – ajatollah Hosejn Ali Montazeri, ale w 1988 r. doszło do konfliktu między nim a Chomeinim, i Montazeri trafił do aresztu domowego.

Rafsandżani przejął inicjatywę i podzielił władzę: sam wziął prezydenturę, a Chameneiemu oddał pozycję rahbara. Nie spodziewał się jednak tego, że gdy Chamenei umocni się, to nie będzie już chciał dzielić się z nikim władzą.

W 2016 r. Rada Strażników zdyskwalifikowała natomiast kandydaturę Hasana Chomeiniego, wnuka twórcy Republiki Islamskiej, który obecnie stoi na czele tej rodziny. Chomeini chciał kandydować w wyborach parlamentarnych oraz do Zgromadzenia Ekspertów. Kompetencje tego ostatniego ciała sprowadzają się w zasadzie do jednego: wyboru i możliwości odwołania rahbara.
Rahbar Ali Chamenei, najwyższy przywódca Iranu, wrzesień 2007. Fot. REUTERS/Morteza Nikoubazl
W historii tego systemu do wyborów doszło tylko raz, a do odwołania – nigdy. Wybory w 2016 r. budziły jednak emocje, gdyż Chamenei ma 80 lat, jest schorowany (ma raka prostaty) i od lat spekuluje się, że jest umierający.

Hasan Chomeini, który był blisko związany z Rafsandżanim jako członek Zgromadzenia Ekspertów mógł pomóc byłemu prezydentowi objąć stanowisko rahbara po śmierci Chameneia. Rafsandżani typowany był jako jeden z faworytów tzw. obozu reformatorów, tyle że w 2017 r. zmarł, a Chamenei – grzebany już od lat – wciąż żyje i być może pożyje jeszcze długo.

Opozycja ajatollahów przeciw „rządom ajatollahów”

Wewnątrzsystemowe podziały w Iranie zwykle sprowadza się do wyróżniania obozu reformatorów oraz konserwatystów. To jednak też jest bardziej skomplikowane. Pierwszym poziomem opozycji wobec systemu są ajatollahowie kontestujący system oparty na pozycji rahbara.

Po nieudanej konfrontacji w czasie „zielonej rewolucji” nie są oni jednak w stanie obalić tego systemu, dopóki żyje Chamenei. Ale gdy umrze, można się spodziewać bardzo silnego nacisku z Kom (religijnej stolicy Iranu), by jednoosobowe przywództwo zastąpić zbiorowym i ograniczyć wpływ władzy religijnej na władzę świecką.

Pozornie wydaje się to być dziwne, gdyż rzadko ktoś chce siebie samego pozbawiać władzy. Tyle że wynika to z pewnych doktrynalnych względów. Ponadto to nie ajatollahowie przecież rządzą, a na nich natomiast spada odium popełnianych nadużyć.

Wielu szyickich przywódców religijnych dostrzega postępującą ateizację Iranu będącą skutkiem obwiniania religii za błędy władzy. Ponadto w sąsiednim Iraku nie powielono wzorca irańskiego, choć kluczowym mardżą jest tam Ali Sistani, który jest Irańczykiem. Wielu irackich przeciwników irańskiego modelu twierdzi przy tym, że Sistani cieszy się większym autorytetem religijnym w Iranie niż sam Chamenei.

Jedną z kluczowych postaci obozu, który może zreformować system welajate fakih jest wspomniany wcześniej 45-letni Hasan Chomeini, wymieniany również jako potencjalny kandydat na rahbara. Jego głównym atutem jest nazwisko, poparcie całej tej wpływowej rodziny, a także elit związanych z jego dziadkiem.

Paradoksalnie jest on jednak postrzegany jako reformator i zagrożenie dla konserwatystów, którzy zrobią wszystko, by zablokować taki awans wnuka twórcy systemu. Chomeini na razie nie ma zresztą statusu ajatollaha czy mardżi, choć to akurat, jak pokazuje przykład Chameneia, można szybko zmienić, jeśli jest taka potrzeba.

Za faworytów do objęcia stanowiska rahbara uważa się konserwatystów: Ebrahima Raisiego oraz Sadeka Laridżaniego. Z racji choćby wieku (odpowiednio 59 i 58 lat) ich autorytet będzie jednak znacznie mniejszy od Chameneia, co może doprowadzić do zwiększenia nacisków ze strony niezadowolonych, znacznie starszych ajatollahów.
Twórca Republiki Islamskiej ajatollah Ruhollach Chomeini w roku 1980 i jego wnuk Hasan Chomeini, nadzieja irańskich reformatorów w roku 2005. Fot. Gettyimages: Bettmann/ Mohamad ESLAMI RAD/Gamma-Rapho
Pozycji Raisiego nie wzmacnia również fakt, że w 2017 r. przegrał wybory prezydenckie z Hassanem Rowhanim, uzyskując tylko 38% głosów. A Hassan Rowhani ma bardzo dobre relacje z Hassanem Chomeinim.

Kolejnym potencjalnym kandydatem na stanowisko rahbara jest Modżtaba Chamenei, syn obecnego rahbara. I tu właśnie tkwi klucz to zrozumienia, dlaczego elity związane z Ruhollahem Chomeinim są obecnie postrzegane jako reformatorzy. Problem polega na tym, że wielu uważa, iż za rządów Chameneia Republika Islamska odeszła od modelu stworzonego w 1979 r.

Mudżahedini i komuniści

Rewolucja, która miała miejsce 40 lat temu, była sprzeciwem wobec tyranii szacha. Ale uczestnicy tego buntu mieli bardzo różne wizje przyszłości kraju i islamiści Chomeiniego byli tylko jedną z trzech głównych grup, które obaliły Mohameda Rezę Pahlawiego.

Dwoma pozostałymi byli komuniści, którzy zostali wyeliminowani w pierwszej kolejności, oraz mudżahedini ludowi. Komunizm zaczął znajdować swoich zwolenników w Iranie już w końcu XIX w., a irańska partia komunistyczna powstała w 1920 r. Oczywiście, działając nielegalnie, ale zdobywając niemałe poparcie. Po II wojnie światowej doszło do podziału wśród komunistów na tle ich stosunku do ZSRR.

Tymczasem w latach siedemdziesiątych pojawiła się w Iranie nowa ideologia łącząca elementy marksizmu z szyickim islamizmem. Jej twórcą był Ali Szariati, profesor Uniwersytetu w Maszhadzie, który rozróżnił „czarny szyizm” od „czerwonego szyizmu”. Więziony przez reżim szacha, zmarł niespełna 2 lata przed wybuchem rewolucji. To właśnie do jego ideologii nawiązywali mudżahedini ludowi, trzecia siła rewolucji, z którymi związany był również pierwszy prezydent Republiki Islamskiej Abolhassan Banisadr.

20 czerwca 1981 roku mudżahedini ludowi zorganizowali w Teheranie potężną demonstrację przeciwko nowej władzy, która została krwawo rozpędzona, a następnego dnia parlament rozpoczął impeachment prezydenta. Miesiąc później Banisadr oraz lider mudżahedniów ludowych Masud Radżawi uciekli z Iranu.

Natomiast 30 sierpnia organizacja ta zorganizowała najbardziej spektakularny zamach w historii Islamskiej Republiki. W wybuchu bomby w siedzibie premiera zginęli m.in. następca Banisadra na stanowisku prezydenta Mohammad Ali Radżai oraz premier Mohammad Dżawad Bahonar.

Mudżahedini ludowi obecnie uważają się za „rząd emigracyjny” jednak przez wiele lat uznawani byli za terrorystów nie tylko przez Iran, ale również przez USA i kraje europejskie. Wynikało to z faktu ich współpracy z Saddamem Husajnem, po którego stronie brali udział w wojnie iracko-irańskiej. W 1991 r. Saddam powierzył im zadanie krwawego stłumienia szyickiego powstania na południu Iraku, co sumiennie wykonali i za co ich lider jest obecnie ścigany przez iracki wymiar sprawiedliwości.
Emigracyjni politycy irańscy - komuniści, mudżahedini czy monarchiści - mogą protestować na francuskich ulicach, ale nie mają wpływu na sytuację w kraju. Na zdjęciu ciężarówka wioząca podobiznę ajatollaha Chomeiniego w Paryżu 8 lutego 2019. Fot. REUTERS/Benoit Tessier
Nie wiadomo zresztą, czy Masud Radżawi żyje, gdyż od 2003 roku nie daje znaków życia, a organizacją kieruje jego żona Marjam Radżawi. Mudżahedini prawdopodobnie wciąż mają swoich agentów w organach siłowych Iranu, co umożliwia im przeprowadzanie zamachów oraz czyni ich atrakcyjnym partnerem Mosadu i CIA.

W samym Iranie ich reputacja jest jednak zszargana, a inne grupy opozycyjne uważają że liberalno-demokratyczne hasła przez nich głoszone to tylko fasada za którą czai się chęć wprowadzenia nowej dyktatury i kultu jednostki.

Znacznie większe wpływy od mudżahedinów zachowali prawdopodobnie emigracyjni komuniści twierdzący, że utrzymują bliskie relacje z irańskimi związkami zawodowymi, które od czasu do czasu organizują strajki. To właśnie z tego środowiska wywodzą się też najbardziej „islamofobiczni” działacze ateistyczni tacy jak Marjam Namazie.

Dopełnieniem mozaiki emigracyjnej opozycji antysystemowej są monarchiści oraz różne grupki liberałów, których łączy kanapowość i oderwanie od irańskich realiów. Są jeszcze separatyści kurdyjscy, arabscy i beludżyjscy, z których część prowadzi działalność o charakterze zbrojnym, a nawet terrorystycznym. To również dyskwalifikuje ich w oczach przytłaczającej większości Irańczyków, w tym tych krytycznych wobec władzy i systemu. Wspieranie takich grup jest natomiast prezentem dla twardogłowych, gdyż wzmacnia to ich narrację, że za opozycją stoją ci, którzy Iran chcą podzielić i nasłać na niego terrorystów.

Reformatorzy czy obrońcy ideałów rewolucji?

Wielu spośród tych, którzy tworzyli Republikę Islamską zarzuca jednak Chameneiemu odejście od ideałów rewolucji i wykorzystanie systemu mającego służyć ochronie islamskiego charakteru państwa do wprowadzenia dyktatury personalnej. Ewentualne „następstwo tronu” przez Modżtabę Chameneiego byłoby ostatecznym potwierdzeniem tych zarzutów.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Chamenei odpowiedzialny jest również za stworzenie gospodarczego imperium Pasdaranu. To równoległa armia stworzona przez Chomeiniego, który nie ufał regularnemu wojsku. Podległa jest bezpośrednio rahbarowi. Za Chomeiniego jednak Pasdaran nie mógł angażować się w sprawy gospodarcze, a dziś jest największą potęgą biznesową tego kraju.

Choć Pasdaran ma stać na straży rewolucji, to jednak w ostatnich latach mnożą się wątpliwości, czy liderom tej formacji, takim jak odpowiedzialny za operacje zagraniczne generał Kasem Sulejmani, jest po drodze z religijnymi konserwatystami. Wiele wskazuje bowiem na to, że Sulejamni jest przede wszystkim irańskim nacjonalistą dążącym do rozszerzenia strefy wpływów Iranu, a sprawy islamu są dla niego drugorzędne. Stąd pojawiają się również spekulacje, że po śmierci Chameneia władzę przejmie Pasdaran, choć z całą pewnością spotkałoby się to z oporem i to przede wszystkim ze strony ajatollahów z Kom.

Tzw. obóz reformatorów nie jest jednolity i obecnie główna rolę odgrywają w nim nie tyle reformatorzy, ile pragmatycy, którzy chcieliby otwarcia Iranu na świat przy minimalnych reformach wewnętrznych. Miałyby one raczej służyć obronie systemu, aniżeli jego demontażowi.

Wybuch wojny jest bardzo prawdopodobny. Nadchodzi nowe rozdanie

Jacek Bartosiak: Polska musi być czujna, bo świat, jaki znaliśmy po 1989 r. już się załamał.

zobacz więcej
To właśnie do takich pragmatyków należy prezydent Hassan Rowhani czy też szef MSZ Dżawad Zarif. Należał do nich również Rafsandżani. Czołowym przedstawicielem obozu reformatorów jest natomiast Mohammed Chatami, który był prezydentem w latach 1997 – 2005. Reformy przez niego zapoczątkowane doprowadziły do wybuchu antysystemowego buntu studentów w 1999 r., który został stłumiony. Sam Chatami przyciśnięty przez rahbara zrobił krok wstecz i potępił protestujących, którzy widzieli w nim swojego przywódcę. A wiele osób z bezpośredniego otoczenia Chatamiego spotkały represje.

Dziesięć lat później na czele kolejnego wielkiego buntu znów stanął „reformator”, będący człowiekiem ściśle związanym ze zbudowanym przez Chomeiniego systemem: Mir-Hosejn Musawi. Był on premierem Iranu w latach 1981-89, czyli przez cały okres wojny z Irakiem i przez większość czasów rządów Chomeiniego, aż do jego śmierci.

W wyborach prezydenckich w 2009 roku zyskał poparcie pragnącej zmian młodzieży i reformatorów. Według oficjalnych wyników przegrał jednak z Mahmudem Ahmedineżadem stosunkiem 63% do 34%. Wyniki zostały zakwestionowane, a Ahmedineżad oskarżony o sfałszowanie wyborów (co, wbrew pozorom, nie jest normą w Iranie). Choć po stronie Musawiego stanęło wielu ajatollahów, to „zielona rewolucja” została stłumiona, a Musawi razem z drugim kandydatem Mehdim Karubim, trafili do aresztu domowego.

Prezydent Ahmedineżad był znienawidzony przez reformatorów i antysystemową młodzież, a na Zachodzie postrzegany jako twardogłowy, jednak w rzeczywistości był populistą, a nie konserwatystą. Jego najbliższy współpracownik i wiceprezydent Esfandiar Maszaei znany był z wypowiedzi świadczących o jego ambiwalentnym stosunku do surowych nakazów obyczajowych islamskiej republiki. Maszaei siedzi zresztą obecnie w więzieniu, podobnie jak inny wiceprezydent z czasów Ahmedineżada Mohammad Rahimi. Sam Ahmedineżad został zdyskwalifikowany przez Radę Strażników, gdy chciał ponownie kandydować na prezydenta w 2017 r.

Ten artykuł nie wyczerpuje tematu podziałów politycznych w Iranie. Jedno jednak warto pamiętać – iskra dotycząca wielkich protestów antysystemowych wychodziła zawsze z wewnątrz systemu, a nie od emigracyjnych polityków wyolbrzymiających swoje wpływy w kraju.

– Witold Repetowicz
Zdjęcie główne: Irańskie studentki w Teheranie podczas obchodów 40. rocznicy Rewolucji Islamskiej 11 lutego 2019. Fot. Fatemeh Bahrami/Anadolu Agency/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„In vitro” dla par lesbijskich. Liberalizm uderza w rodzinę
Politycy z partii z Emmanuela Macrona mówią wprost: „Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Misterna gra Putina z Łukaszenką. Czy Rosja połknie Białoruś?
Moskwa chce wywołać w Mińsku wybuch niezadowolenia społecznego, trochę na wzór ukraińskiego Majdanu. W jakim celu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w...
– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
To nie jest taka prosta gra… Sędzia przestaje być „powietrzem”
Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Pełzająca germanizacja” Kaliningradu
Biznes poważnie cierpi na kremlowskiej polityce wobec obwodu: militaryzacji („lotniskowiec Kaliningrad”) zamiast komercjalizacji („bałtycki Hongkong”). Ta druga droga jest dziś uważana za herezję.