Cywilizacja

Lasery bojowe, rakiety hipersoniczne, bezzałogowe łodzie podwodne. Rosja przyspiesza zbrojenia

Wojna ma być krótka, z udziałem ograniczonych sił, głównie powietrzno-desantowych. Ich użycie poprzedzone zostanie atakiem na infrastrukturę wrażliwą przeciwnika (zarówno przy użyciu rakiet, jak i w sieci), a wola obrony ma zostać osłabiona w wyniku dywersyjnego wzniecania konfliktów wewnętrznych.

Wszystkie przeprowadzane w ostatnich latach badania ankietowe na temat tego, jakimi wartościami kierują się rosyjskie elity (a było ich przynajmniej kilka) pokazały jedno: zdaniem zdecydowanej większości pytanych w ostatecznym rachunku liczy się siła militarna.

Nie znaczy to, że nie jest potrzebna sprawna dyplomacja czy to, co Amerykanie nazywają smart power, ale kiedy przychodzi do generalnej rozgrywki, to znaczenie ma przede wszystkim wielkość i sprawność sił zbrojnych, którymi się dysponuje.
Rosjanie twierdzą, że w przyszłą wojnę w Europie zaangażowane będą ograniczone siły, głównie powietrzno-desantowe. Na zdjęciu rosyjscy spadochroniarze podczas serbsko-rosyjskich ćwiczeń "Słowiańskie Braterstwo" niedaleko Belgradu w listopadzie 2016 roku. Fot. REUTERS/Marko Djurica
Nie na darmo Władimir Putin wielokrotnie przywoływał w swoich wystąpieniach publicznych słynną maksymę przypisywaną carowi Aleksandrowi III, który miał powiedzieć, że największym przyjacielem Rosji jest jej armia i flota.

Interwenci przyjadą koleją

Kiedy oceniamy rosyjską politykę zagraniczną czy gospodarczą, trzeba pamiętać, że Kreml nigdy nie traci z oczu militarnego wymiaru tego, co robi oraz tego, co robią państwa uznawane przezeń za potencjalnych przeciwników.

Dobrym przykładem, jak myślą władcy Rosji jest choćby ostatnia wypowiedź rosyjskiego ambasadora w Łotwie Jewgienija Łukianowa, którego zdaniem budowana właśnie linia kolejowa Rail Baltica (730 km) mająca połączyć systemy kolejowe Państw Bałtyckich z Polską i dalej z Europą Zachodnią, wcale nie jest konstruowana po to, aby stymulować rozwój gospodarki regionu. Otóż, w jego opinii, właściwym celem inwestycji jest skrócenie czasu, jaki potrzebny będzie dla przerzucenia ciężkiego sprzętu amerykańskich sił zbrojnych w ten rejon w razie konfliktu.

Przy okazji trzeba zdementować ugruntowany również w Polsce mit, w myśl którego różnica potencjałów gospodarczych między państwami NATO a Rosją jest tak przytłaczająco wielka na niekorzyść Moskwy, że nie zdecyduje się ona na siłowe rozwiązanie sporu, jeśli taki będzie miał miejsce. Otóż, Rosjanie wcale tak nie myślą – tego rodzaju opinię uważają (aby użyć modnej ostatnio metafory) za „zalatujący naftaliną”. Potencjały gospodarcze miały znaczenie – argumentują rosyjscy wojskowi – w czasie wojen na wyniszczenie, które trwały latami i angażowały wszystkie siły uczestniczących w konfliktach państw. Przyszła wojna, która wybuchnie w Europie, wcale taka – ich zdaniem – nie będzie.

Przeciwnie. Będzie to wojna krótka, w której zaangażowane będą ograniczone siły, głównie powietrzno-desantowe. Ich użycie poprzedzone zostanie atakiem na infrastrukturę wrażliwą przeciwnika (zarówno przy użyciu rakiet, jak i w sieci), a wola obrony ma zostać osłabiona w wyniku dywersyjnego wzniecania konfliktów wewnętrznych.

Wojna rozpocznie się na Morzu Azowskim. Lada dzień?

Analitycy wojskowi są zdania, że Rosjanie dążą do przekształcenia akwenu w obszar zamknięty i podlegający całkowicie ich kontroli.

zobacz więcej
Dyplomacja będzie użyteczna już po ataku po to, aby przekonać, że jego ofiara w gruncie rzeczy sama sprowokowała konflikt i że w interesie społeczności międzynarodowej będzie szybkie zażegnanie sporu.

Moskwa daje odpór

W tym kontekście niedawne działania Rosji w obwodzie kaliningradzkim (remonty bunkrów i stanowisk dowodzenia, przerzucenie dodatkowych sił pancernych, baterii rakiet Iskander czy w ostatnich tygodniach przeprowadzenie operacji gwarantujących większy stopień niezależności regionu od dostaw gazu za pośrednictwem naziemnego rurociągu) można, a nawet należy rozpatrywać w kategoriach przygotowań do wybuchu ewentualnego konfliktu.

Podobnie jest z wystąpieniem z układu INF o zakazie prac nad rakietami o zasięgu od 500 do 5000 km. Amerykanie, 1 lutego 2019 roku, oświadczyli, że nie czują się związani zapisami porozumienia, które Moskwa ciągle łamie.

Decyzja ta nie była zaskoczeniem, zapowiadano ją już kilkakrotnie i Kreml miał wiele czasu na przygotowanie odpowiedzi, która w związku z tym nastąpiła natychmiast. Następnego dnia prezydent Putin wezwał na Kreml ministrów obrony Siergieja Szojgu oraz spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na naradę, po której poinformował, że Rosja również zawiesza stosowanie układu, zobowiązał ministrów do nierozpoczynania z Waszyngtonem jakichkolwiek rozmów rozbrojeniowych i nakazał niezwłoczne przystąpienie do opracowania nowych pocisków, które miałyby zdolność rażenia celów od 500 do 5000 km, czyli w praktyce w całej Europie.

Konferencja była transmitowana przez rosyjskie stacje telewizyjne, co tylko potwierdza, że Moskwa zawczasu przygotowała się do tego, aby „dać odpór” Waszyngtonowi.

Mocne argumenty Waszyngtonu

O tym, że chodzi właśnie o cele w Europie, a nie jakiekolwiek inne świadczy rosyjska reakcja na pojednawczą propozycję, która w weekend została sformułowana przez dwóch niemieckich deputowanych wywodzących się z partii obecnie tworzących rząd RFN.

Otóż, na łamach „Frankfurter Algemeine Zeitung” zaproponowali oni, aby rakiety Iskander 9М729 (których zniszczenia żądają Amerykanie, bo ich zdaniem konstruując je, Rosjanie celowo złamali zapisy traktatu) zostały przez Rosjan wycofane za Ural. W ten sposób nie będą zagrażały europejskim miastom, a ten gest dobrej woli pomoże zorganizować wielką konferencję rozbrojeniową w Berlinie, którą zapowiedział w trakcie swej styczniowej wizyty w Moskwie niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas.
Tylko, że Rosjanie o tego rodzaju gestach dobrej woli nie chcą nawet słyszeć. Władimir Szamanow, przewodniczący komisji obrony w Dumie, uznał podobną propozycję za „oburzającą” i stwierdził, że NATO winno raczej myśleć o wycofaniu swoich wojsk z Europy Wschodniej, a nie o stawianiu warunków.

Warto pamiętać, że w NATO nikt nie ma wątpliwości, iż rosyjskie rakiety łamią zapisy traktatu. Na początku grudnia 2018 roku, aby przekonać swych sojuszników z Paktu Północnoatlantyckiego, Waszyngton po raz pierwszy ujawnił dane wywiadowcze mające świadczyć, iż Rosja świadomie i celowo łamała zapisy porozumienia. Niewiele wiadomo, jakich argumentów użyli Amerykanie, ale jest oczywiste, że mocnych, skoro wszystkie państwa członkowskie NATO poparły stanowisko Waszyngtonu.

Rosjanie zorganizowali jeszcze w Moskwie specjalny pokaz dla akredytowanych tu dziennikarzy i attaché wojskowych, podczas którego generał Michaił Matwiejewski dowodził, że Amerykanie oskarżając Rosję, są w błędzie. Jednak formułowanych wówczas wyjaśnień nikt nie uznał za przekonujące. Nawet niemiecka kanclerz Angela Merkel w ubiegły piątek, po spotkaniu z premierem Armenii Nikołem Paszynianem, oskarżyła Rosję o łamanie postanowień układu, co nie przeszkodziło jej jednocześnie zaapelować o rozpoczęcie rozmów nad nowym traktatem.

Iskander, Kaliber, Awangard, Rubież

W trakcie kremlowskiej narady i po jej zakończeniu rosyjskie media rozważały, jaką odpowiedź jest w stanie szybko przygotować Rosja.

Obok nieznanej liczby zmodyfikowanych rakiet Iskander, które Rosja już ma w swoich arsenałach i które są trudne do wykrycia, bo zamontowane są one na platformach samochodowych i kolejowych, Moskwa ma jeszcze kilka asów w rękawie.

Otóż, jak zapowiedziano na Kremlu 1 lutego Rosja będzie kontynuowała swój program modernizacji sił zbrojnych, w tym Sił Rakietowych Specjalnego Przeznaczenia (to wojska wchodzące w skład rosyjskiej triady atomowej). Przystąpi także do prac mających na celu dostosowanie rakiet Kaliber do tego, aby były wystrzeliwane z naziemnych wyrzutni, czego zabraniał umierający właśnie traktat. A warto pamiętać, że główną finansową barierą, z którą dotąd mierzyła się Moskwa był fakt, że umowy międzynarodowe zezwalały na instalowanie rakiet na bardzo drogich samolotach i okrętach, nie zaś na relatywnie tanich platformach naziemnych.
Rosjanie mają też przyspieszyć prace nad budową hipersonicznych rakiet o średnim zasięgu. Chodzi o rakiety poruszające się z prędkością wielokrotnie większą niż dotychczasowe i praktycznie niewykrywalne dla radarów. Jak powiedział rosyjskiej prasie jeden z deputowanych do Dumy odpowiadających za kompleks przemysłowo-obronny, realizacja obydwu zadań „z technicznego punktu widzenia nie jest trudna” i nie oznacza też zwiększonych nakładów na zbrojenia.

Najprawdopodobniej Rosjanie będą chcieli modernizować rakiety jeszcze z czasów sowieckich. Mówi się o pociskach SS-19 Stiletto (tak nazywanych wg NATO-wskiej nomenklatury). Co najmniej 30 takich rakiet Rosja dostała od Ukrainy w zamian za gazowe długi na początku stulecia. Każda ma zostać wyposażona w hipersoniczny kompleks uderzeniowy Awangard.

Ale to nie jedyna możliwość udzielenia przez Rosję „szybkiej odpowiedzi” Ameryce. Eksperci zwracają uwagę, że w ubiegłym roku zawieszono prace nad rakietami RS-26 Rubież, o zasięgu od 2 do 6 tys. km. Waszyngton uważał, że prace nad tymi pociskami, których zasięg był oceniany na 5 800 km, stanowią próbę obejścia przez Kreml porozumień traktatu IMF. Teraz Rosja ma rozwiązane ręce.

Putin odwiedzi fabryki

Trzeba pamiętać też o szeregu „cudownych broni”, o których prezydent Putin mówił w czasie swego ubiegłorocznego wystąpienia przez połączonymi izbami rosyjskiego parlamentu. Mowa jest o rakietach Kindżał, bojowych laserach Pereswiet, manewrujących rakietach hipersonicznych Awangard, rakietach balistycznych Sarmata czy bezzałogowych łodziach podwodnych Posejdon.

Rosja nie tylko nie rezygnuje z tych planów, ale dążyć będzie do przyspieszonej ich realizacji. Przed zbliżającą się okresową konferencją Putina z przedstawicielami armii i sektora obronno-przemysłowego (odbywają się dwa razy w roku w Soczi) zapowiedziano, że rosyjski prezydent będzie chciał odwiedzić fabryki odpowiedzialne za produkcje nowych typów broni, aby przekonać się, czy planom nie grożą opóźnienia.

W tym kontekście kluczowa wydaje się odpowiedź na pytanie, jak na posunięcia Moskwy mogą odpowiedzieć Amerykanie i jak szybka może to być odpowiedź. Wydaje się, że Waszyngton ma – eufemistycznie mówiąc – bardzo ograniczone możliwości. Dziesięcioletni program modernizacji sił jądrowych przewiduje wydanie na ten cel 494 mld dolarów, ale na taktyczne rakiety zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych ma zostać przeznaczonych tylko 15 mld. Na ten rok Kongres zatwierdził na prace nad budową nowej rakiety jedynie 55 mln dolarów.

Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem

W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.

zobacz więcej
Rosyjskie władze co prawda oskarżają Waszyngton, że koncern zbrojeniowy Raytheon jeszcze w ubiegłym roku rozpoczął testy rakiety o zasięgu 499 km, co – ich zdaniem – w oczywisty sposób miało na celu złamanie zapisów układu. Jednak nawet niezależni eksperci wojskowi z Rosji są przekonani, że prace są w bardzo wstępnej fazie, bo Kongres USA nie przeznaczył dotąd na ten cel środków.

W dłuższej perspektywie, za 3-4 lata, różnica potencjałów badawczych i zaangażowanych środków działać będzie na korzyść Waszyngtonu. Może dlatego w trakcie kremlowskiej narady prezydent Putin oświadczył, iż Rosja nie będzie uczestniczyła w wyścigu zbrojeń. Jednak w najbliższych 2-3 latach Kreml może mieć w Europie nuklearną przewagę, podobnie jak ma ją w siłach konwencjonalnych.

Presja na Europę

A w najbliższym czasie najprawdopodobniej Rosja będzie jeszcze zwiększała presję. Należy spodziewać się rewizji rosyjskiej doktryny wojennej w zakresie użycia sił jądrowych.

Do tej pory, i potwierdzał to wielokrotnie w publicznych wystąpieniach Władimir Putin, Moskwa zakładała wciśnięcie atomowego przycisku wyłącznie w charakterze odpowiedzi na atak. Teraz najprawdopodobniej poinformuje świat, że jeśli państwa NATO rozważać będą rozmieszczenie na swoim terenie pocisków średniego zasięgu z głowicami nuklearnymi, to Rosja powróci do doktryny uderzenia wyprzedzającego, znanej jeszcze z czasów sowieckich.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Oczywistym celem wszystkich tych działań jest zastraszenie europejskich stolic i osłabienie więzi atlantyckiej. Jeśli to się powiedzie, następnym krokiem będzie sprzeciw wobec stałej obecności wojsk NATO w naszym regionie, a później zostaną wysunięte żądania ich pełnego wycofania.

– Marek Budzisz
29.12.2018
Zdjęcie główne: Atomowy okręt podwodny K-18 "Karelia" wyposażony w pociski balistyczne podczas ćwiczeń na Morzu Barentsa. Fot. Lev Fedoseyev/TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z sutanną. Suspensa, wydalenie z zakonu, ekskomunika…
Po okresie pierwszej fascynacji partnerki zakonników często orientują się, że ich wybranek nie umie robić nic, poza głoszeniem kazań i spowiadaniem. Panie szybko wystawiają walizki takich duchownych za drzwi, a oni pukają ponownie do bram klasztorów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Elity III RP utraciły kontrolę nad rzeczywistością
Ugryziony w tyłek żubr, jak napisał swego czasu Jarosław Marek Rymkiewicz, przebudził się i pędzi w niewiadomym kierunku.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wierzą w parytety, przywileje dla gejów i cenzurę myśli....
„Czy ktoś może jeszcze sądzić, że partia torysów jest partią konserwatywną?” – pytał na łamach „Mail on Sunday” brytyjski publicysta.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ulubiony klub premiera Izraela
Tytuł „najbardziej rasistowskiego klubu świata” dzierży Beitar Jerozolima, w którym – jak deklarują kibice – żaden Arab nigdy nie zagra.
Cywilizacja wydanie 31.05.2019 – 7.06.2019
Były szef Facebooka:
Co my robimy z mózgami dzieci...
Młodzi ludzie zastępują stare używki nowymi — psychologicznymi. Emocjami, które uruchamiają, wodząc palcem po ekranie smartfona.