Kultura

Świeckie ikony: drogie, modne i coraz bardziej puste. Tęsknota za pięknem

Naprzeciwko centralnego wejścia oglądamy żonglera (widok z góry, od tyłu) podrzucającego ludzkie czaszki. A na samym końcu dostrzegamy czarny romb pośrodku ciemnoszarych masywów – jak przepaść, otchłań, studnia. Na jej krawędziach co pół minuty majaczy ludzka sylwetka (znów ujęcie z góry, od tyłu), by natychmiast zniknąć w czarnej czeluści.

Pępek świata epoki pudrowanych peruk: szulernia, rozpusta i wielka sztuka

To Francuzi przyczynili się do powstania czarnej legendy republiki: zmurszałej, egoistycznej i wrogiej postępowym ideom „ladacznicy Adriatyku”.

zobacz więcej
Czym współcześnie jest piękno? Jak się je definiuje? Przez setki lat było wiadomo: piękno nie dotyczyło tylko zewnętrzności. Chodziło o całokształt, o piękno ducha, charakteru, umysłu. Ideał nie mógł ograniczać się do powłoki. Tak też rozumiano pojęcie „sztuki piękne”. Ten termin odnosił się do dzieł, których zadaniem było zarówno cieszyć oczy, jak uwznioślać.

W XX wieku, po drugiej wojnie, zwątpiono w sens tego tradycyjnego określenia, jak i w etyczny wymiar estetyki. Kiedy świat się zawalił, dbałość o wizualne rozkosze stała się czymś pustym, powierzchownym, podejrzanym. Zwłaszcza pięknoduchostwo nie miało dobrych notowań. Zrewidowano zarówno sens tworzenia „sztuk pięknych”, jak sam termin, wymieniony na prozaiczne „sztuki plastyczne”.

Lans połączony z ekskluzywnością

Stosunkowo niedawno, tak ze trzy dekady temu, nastąpiła kolejna zmiana nazewnictwa. Obecnie ten gatunek kreatywności określa się mianem „sztuk wizualnych”. Co oznacza, że wszelkiej natury komunikaty, przyswajane przez oczy, mają pobudzać myślenie, choć o moralnym aspekcie można zapomnieć.

Niespodziewanie dla teoretyków sztuki, człowiek syty i nieubogi (wszak tacy decydują o artystycznych trendach) zatęsknił za kreacjami „ubogacającymi” go tak intelektualnie, jak duchowo. No, nie mówimy o trendzie masowym, jednak tzw. elita nabrała skłonności ku wzniosłości.

A gdy zabrakło metafizyki w sztuce wysokiej, zaczęto jej szukać w przedmiotach codziennego użytku. Designerzy wykorzystali wakaty w obszarze egzystencjalnym i zaczęli podsuwać odbiorcom... nowe świeckie ikony. Nagle rozmaite obiekty o użytkowym przeznaczeniu, lecz perfekcyjnie zaprojektowane i równie dobrze wykonane zaczęto opatrywać mianem „kultowych” czy „ikonicznych”.
Ideał proporcji i układu kompozycji „Trzy Gracje” Rafaela. Fot. Wikimedia
W rzeczywistości chodzi o lans połączony z pewną dozą ekskluzywności, co, rzecz jasna, przekłada się na cenę. Ale to już było... dwadzieścia lat temu.

Nadal opowiada się banialuki o „ikonach”, którymi nie są obiekty kultu religijnego, lecz drogie i modne obiekty pożądania. Mimo tej z gruntu świeckiej narracji tu i ówdzie przebijają się głosy „wsteczne”. Może nie są artykułowane expresiss verbis – wszak laicyzacja rozumiana jest jako postęp – jednak tu i ówdzie przebąkuje się o tęsknocie za uduchowieniem, co przekłada się na potrzebę piękna.

Żadne odkrycie. Nawet ludy pierwotne odczuwały (i nadal odczuwają) wizualną doskonałość jako przejaw boskości. Ten, kto posiadł tajniki czynienia piękna, ma dar z niebios. Bo piękno zewnętrzne musi być połączone z ładem wewnętrznym, musi być zharmonizowane z dobrem – a jest dobrem umiejętne wykorzystanie surowca i kształtu, a także stworzenie przedmiotu o optymalnej funkcjonalności. I nie koniecznie musi to oznaczać bajońskie koszty nabywcze.

I oto po stuleciach znów uznano, że w pięknie, w dążeniu do niego, w zapotrzebowaniu na otaczanie się pięknem, zawiera się istota człowieczeństwa.


Oczywiście, nie można naiwnie ufać w etyczny przewrót. Myślę, że jesteśmy świadkami raczej nieuświadomionych tęsknot i nienazwanych emocji zrodzonych dojmującym brakiem czegoś, wobec czego ustawiamy nasze życie. Doświadczają tego ludzie o ponadprzeciętnej wrażliwości, lecz także znudzeni, zagubieni, coraz bardziej świadomi swojej i innych pustki.

Prostota, równowaga, symetria

Do tych uwag sprowokowała mnie wystawa zmyłkowo zatytułowana „Beauty” w wiedeńskim Muzeum Sztuk Stosowanych (MAK). Czynna do końca marca 2019 roku.

Nie jest to tylko prezentacja obiektów ponadprzeciętnej urody, lecz zaproszenie do aktywnego oglądania oraz głosowania za... na przykład, za najbardziej pociągającym kształtem, kolorem, miastem, stacją metra, pejzażem.
Jak się okazuje, wizualne zalety formy zawsze idą w parze z jej przydatnością. Rzecz brzydka źle działa; rzecz zaprojektowana perfekcyjnie zachwyca i sama podpowiada, jak jej używać.

Czym obecnie jest piękno wedle autorów wiedeńskiej prezentacji? To dobrostan dla naszych zmysłów, rozumu i duszy. Nieoczekiwanie, współcześni projektanci przywrócili definicję z czasów renesansu. Otóż najlepiej czujemy się w kontakcie z obiektami wyróżniającymi się następującymi cechami: prostotą, równowagą, symetrią, wyważonymi proporcjami i konstrukcyjną przejrzystością, czyli logiką formy. Co najważniejsze: te przymioty są ponadczasowe. Bo to nasza ludzka potrzeba.

Nasz byt to złudzenie?

Z zupełnie innej strony temat sensu życia podejmuje pokaz, który stawia pytanie o... strach. Taki, z którym zmagamy się w naszej teoretycznie wolnej od strachu rzeczywistości. Niby wojny na naszym terenie nie ma od ponad 70 lat; wielki głód nie zagląda nam w oczy; żaden zbój nie czyha na rozdrożach na nasze życie i dobytek. A jednak!

Dlaczego jest nam źle i szaro? A poza tym – jak to przekłada się na malarstwo, o ile to w ogóle możliwe? Odpowiedzi poszukałam na wystawie o trudnym do zapamiętania tytule: „Problemy pierwszego świata: życie przed śmiercią”.

To w warszawskiej Fundacji Stefana Gierowskiego, czyli w galerii dziwnej, nietypowej, której program wystaw konsultowany jest z naszym znakomitym abstrakcjonistą i wieloletnim profesorem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ale czy aby na pewno mistrz Gierowski akceptował formę ekspozycji? Trzynastu uczestniczących w niej artystów nie łączy ani wiek, ani podejście do malarstwa, ani tematyka – choć to wszystko współcześni polscy autorzy.
W przeciwieństwie do wcześniejszych prezentacji w FSG, nie mam jasności co do doboru prac. Stanowczo ich za dużo!

Ale nie to zmusza do uwagi od progu. Na tej wystawie trzeba patrzeć pod nogi! Każdy, kto wchodzi, ślizga na... forsie. Bowiem całą podłogę galerii zasypano skrawkami banknotów (polskich), wciąż będących w obiegu, o nominałach od 20 do 100 złotych. Nigdy nie sądziłam, że na pieniądzach można się przejechać jak na lodowisku! Podejrzewam też, że nie byli tego świadomi autorzy inscenizacji – choć niespodziewanie stworzyli całkiem udatną metaforę bytu i dobrobytu: bogactwo to ułuda!
Trudno omawiać kilkadziesiąt nierównej jakości prac. Pozwolę sobie wyróżnić jednego artystę, którego obiekty stały się klamrą spinającą całość. Trzy prace rewelacyjnego jak zawsze Dominika Lejmana. Na pierwszy rzut oka, to mroczne, nieprzedstawiające kompozycje.

Wystarczy jednak postać przed nimi bodaj pół minuty, by zauważyć, że nie istnieją samodzielnie – zostały użyte jako ekrany dla rzutowanych na nie z mikroprojektorów obrazów wideo. Prace Lejmana nadają sens całej prezentacji.

Dziewica spod Pleszewa

Jej babka od romansów nie stroniła. Poczęła siedmioro dzieci, a każde z innym ojcem. Wnuczka nie interesowała się mężczyznami, w końcu wyszła za mąż, ale małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane.

zobacz więcej
Jej lewe skrzydło otwiera obraz-animacja z rzutowanym pokazem składania czaszy spadochronu. Naprzeciwko centralnego wejścia oglądamy żonglera (widok z góry, od tyłu) podrzucającego ludzkie czaszki. I wreszcie, na samym końcu pokazu, na prawym skrzydle – ostatnia tu, najbardziej przejmująca kompozycja Lejmana. Najpierw dostrzegamy czarny romb pośrodku ciemnoszarych masywów – jak przepaść, otchłań, studnia. Na jej krawędziach co pół minuty majaczy ludzka sylwetka (znów ujęcie z góry, od tyłu), by natychmiast zniknąć w czarnej czeluści. To... ilustracja raportu Światowej Organizacji Zdrowia, która alarmuje, że co 30 sekund ktoś na naszej planecie targa się na życie.

U Lejmana nic nie jest dosłowne: w czerni nikną cienie, nie ciała. Ten zabieg sprawia, że wymowa dzieła staje się jeszcze bardziej dramatyczna. Czyżby nasz byt był złudzeniem?

Przy omawianiu zbiorowych wystaw zawsze kogoś się krzywdzi przemilczeniem. Toteż choć jednym tchem, chcę spośród trzynastu uczestników wymienić naprawdę oryginalnych, wybitnych i... umiejących malować: Agatę Kus, Agatę Bogacką, Roberta Maciejuka, Łukasza Korolkiewicza.

Dla tych kilku osób koniecznie trzeba obejrzeć „Problemy pierwszego świata...”, które na pewno nie zakończą się – tak jak wystawa – 31 marca.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wystawę „Beauty” w Muzeum Sztuk Stosowanych (MAK) w Wiedniu (Stubenring 5) można oglądać do końca marca 2019 roku.
Ekspozycja „Problemy pierwszego świata: życie przed śmiercią” w Fundacji Stefana Gierowskiego (Warszawa, ul. Kredytowa 9) będzie czynna do 31 marca 2019 roku.
odc. 77, Symetria
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Trumna wśród nieba i aniołów
Zainspirował go cmentarz w Rumunii – w jakiejś wiosce zobaczył groby z niebieskimi krzyżami, co dawało nastrój zupełnie „nie cmentarny”, lecz radosny, optymistyczny.
Kultura Najnowsze wydanie
Księgarnia na Tłomackiem
Panna ma jasnorude, kręcone włosy, jest młoda i silna, tylko takie kobiety przetrwają i urodzą zdrowych synów. Przetrwają, ale co? Może zagładę nuklearną, epidemię, wybuch wulkanu.
Kultura Najnowsze wydanie
Czułe ucho laryngologa. Pół wieku po śmierci Krzysztofa Komedy
Marek Hłasko pchnął przyjaciela zbyt mocno. Ten upadł uderzając głową o kamienie. Nie dawał znaku życia.
Kultura Najnowsze wydanie
Pyzy, rekiet i Żydzi. Jak kapitalizm pożarł dziecko wolnego rynku
Warszawską ulicą Targową (która wtedy nosiła też nazwę Wołowej) pędzone były stada bydła niczym w amerykańskim westernie.
Kultura Poprzednie wydanie
Jak Obcy z Predatorem wprowadzili nas w XXI wiek
Czyli: dlaczego przyszli wynalazcy powinni oglądać filmy science-fiction.