Rozmowy

Co wystrugał przy krowach, trafiało do Genewy czy kolekcji Wajdy

– Kiedy powstał film dokumentalny o Wojtku Oleksym, to był wielki szok. Paszyn był w telewizji i to za sprawą głuchoniemego Wojtka, którego traktowano z lekceważeniem! Zaczął się boom na jego twórczość i otwarcie się na sztukę innych. Wkrótce było 56 osób rzeźbiących i 30 osób malujących na szkle pośród zaledwie półtora tysiąca mieszkańców wsi – mówi ksiądz Krzysztof Węgrzyn z parafii pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Paszynie, gdzie obok plebanii utworzono unikatowe Muzeum Sztuki Ludowej im. księdza Edwarda Nitki.

To jeden z największych tego typu ośrodków w Polsce. Zgromadzono tam ponad trzy tysiące rzeźb i obrazów z motywami religijnymi, wykonanych przez mieszkańców wioski. Ich dzieła cieszą się popularnością w kraju i za granicą, trafiają do prywatnych kolekcji, między innymi do Andrzeja Wajdy czy Jerzego Nowosielskiego.

Rany stały się perłami. Śmierć nabrała nowego znaczenia

Ikona pokazuje przebóstwiony świat. Matka Boska Częstochowska, najważniejszy obraz dla katolików w Polsce, jest klasyczną ikoną i pochodzi z Bizancjum.

zobacz więcej
TYGODNIK.TVP.PL: Czy zajmowanie się sztuką sakralną możemy potraktować jako rodzaj modlitwy?

KSIĄDZ KRZYSZTOF WĘGRZYN:
Myślę, że tak. Założyciel muzeum ksiądz Edward Nitka mówił, że ten, kto śpiewa, dwa razy się modli, a ten, kto rzeźbi czy maluje, modli się trzy razy. Poprzez twórczość odkrywamy Boga. Ksiądz Nitka bardzo mocno dopingował swoich parafian, aby nie wzorowali się na innych, ale badali swoje wnętrze. Aby przelewali na kawałek drewna czy szkła własne wizje, powstające w ich duszy. Ksiądz Nitka traktował tę twórczość, choć początkowo była dość nieporadna, właśnie jako wyraz modlitwy. I to jest bardzo ważne w podejściu do zgromadzonych tutaj prac.

Czyli taka sztuka uwrażliwia ludzkie sumienia, czyni twórców szlachetniejszymi?

Oczywiście. Samo otwarcie się na sacrum, piękno i głębię słowa Bożego.

Sztuka ludowa odwoływała się głównie do Pisma Świętego i Żywotów Świętych. To były dwa źródła, którymi karmił swoich twórców ksiądz Nitka. Był ich duszpasterzem. Poświęcał im czas, odwiedzał ich w domach. Był bardzo gorliwy religijnie i za to Paszynianie go poważali. Chodziło mu nie tylko o pobudzenie talentów, ale doprowadzenie ich do Boga poprzez sztukę.
Największe wrażenie robi na mnie jedna ściana w Muzeum, gdzie są rzeźby Chrystusa Frasobliwego. Tu odzywa się we mnie sentyment do lat dziecięcych, kiedy to Chrystus Frasobliwy był częstym motywem w kapliczkach przydrożnych – mówi ks. Krzysztof Węgrzyn. Fot. z archiwum prywatnego księdza
Ksiądz biskup Piotr Bednarczyk we wspomnieniach o księdzu Nitce opowiadał, jak ten relacjonował swoim twórcom Biblię i później zachęcał, aby próbowali przedstawić poszczególne sceny tak, jak je sobie wyobrażają. To zmuszało ich do wysiłku twórczego. Nie było kopiowania czy naśladownictwa. Paszyńscy twórcy ludowi tym samym głębiej przeżywali swoją religijność. Zawsze to, co każdy sam odkrywa w relacji do Boga, do sacrum, jest mu jakoś bliższe. Z tym się bardziej utożsamia, tym bardziej żyje, ma to bardziej za „moje”.

Wróćmy do początków paszyńskiego fenomenu. Ta historia rozpoczyna się od głuchoniemego Wojciecha Oleksego, który jako pierwszy zaczął rzeźbić postacie i sceny biblijne.

Ksiądz Edward Nitka przyszedł do parafii w 1957 roku. Zastał ją w dość trudnym położeniu – materialnym, moralnym i duchowym. Paszynianie mocno przeżywali relację z sąsiadami z innych miejscowości, którzy ich lekceważyli. Mieszkańcy Paszyna byli od nich mniej zamożni, chorowici, ziemie były uboższe. To składało się na ich swoisty kompleks niższości.

Bóg z audiobooka

Krzysztof Czeczot opowiada o niezwykłej „Biblii Audio”. W 113-godzinnej dźwiękowej adaptacji brało udział ponad 300 aktorów i muzyków, ale też bezdomni, uzależnieni, a nawet niesłyszący. Prymas Polski i naczelny rabin Polski wspólnie przeczytali fragment Pisma Świętego. 10-tysięcznym tłum wykrzyczał starotestamentową kwestię „Niech żyje król”. Nagrywano też w Izraelu, wykorzystując odgłosy ulic, targów, zwierząt.

zobacz więcej
Ksiądz Nitka postanowił przeciwdziałać zastanej sytuacji. Zaciekawił się osobami, które robiły lalki do szopek i wiązał z nimi nadzieje, że może będą chciały rozwijać swoje zdolności ludowe. Niestety, to się nie udało. Aż do wspomnianego Wojciecha Oleksego.

Był on bratem ówczesnego kościelnego. Na co dzień pasł krowy, od czasu do czasu pomagał też swojemu bratu w pracach przy kościele. Stąd bywał na plebanii i w tym czasie oglądał jej wyposażenie: obrazy i rzeźby. Patrzył i podziwiał je. Śmiał się, gładził po sercu i mlaskał. Tak, jako głuchoniemy, wyrażał zadowolenie. Ksiądz Nitka na migi zachęcał Wojtka, żeby sam coś takiego zrobił. Niby nie chciał, ale w końcu po jakimś czasie przyniósł swoje pierwsze prace. Były to różne przedmioty sakralne, takie jak kielich czy monstrancja. Bardzo się ucieszył, kiedy ksiądz go pochwalił. Usłyszał od niego wiele ciepłych słów. Kto wie, może to były pierwsze takie ciepłe słowa w jego życiu. Zaczął więc rzeźbić dalej. Nosił ze sobą scyzoryk i przy krowach coś tam strugał. Przynosił kolejne prace za jakąś tam skromną opłatę.

Początkowo mieszkańcy nie akceptowali jego twórczości. Określali jego prace jako „paproki”. Gospodyni księdza, Maria Jasińska, masę tych pierwszych rzeźb Wojtka po prostu spaliła. A co ciekawe, sama później zajęła się sztuką sakralną i została jedną z wiodących malarek na szkle. Też dzięki księdzu Nitce, który wiedział o jej zdolnościach plastycznych. W 1974 roku na plebanii zorganizowano pierwsze warsztaty malowania na szkle, na których pojawiła się na również gospodyni księdza. I jak złapała bakcyla, tak poszło! Warsztaty malowania na szkle były ukłonem w stronę kobiet, bo rzeźbą zajmowali się głównie mężczyźni.
Tematami twórców ludowych z Paszyna są najczęściej wizerunki Chrystusa, ujęcia Matki Bożej, postacie świętych i błogosławionych. Także sceny biblijne. Fot. ks. Krzysztof Węgrzyn
Twórczość ludowa, do której zachęcał Paszynian ksiądz Nitka, sprawiła, że poczuli się dowartościowani. Nagle ktoś ich pochwalił, poczuli, że robią coś dobrze, że są takimi samymi ludźmi, jak ich sąsiedzi. To kształtowało ich człowieczeństwo. Za każdym razem starali się, aby kolejna praca była lepsza od poprzedniej.

To dało impuls do niezwykłego rozwoju twórczości ludowej w Paszynie, bo przecież rozkwitła na niespodziewaną skalę? Mówi się o tak zwanym fenomenie paszyńskim. Nigdzie indziej aż tylu mieszkańców jednej wioski nie zajmowało się sztuką.

Przełomem był rok 1971, kiedy powstał telewizyjny film dokumentalny o Wojtku. To był wielki szok dla Paszynian. Paszyn był w telewizji i to za sprawą głuchoniemego Wojtka, którego ze względu na jego niepełnosprawność, traktowano z lekceważeniem! Wtedy rozpoczął się boom na jego twórczość i otwarcie się na sztukę innych Paszynian.

Uważali go za głupka. Samotny gruźlik, żebrak bez domu, analfabeta. Jeden z najwybitniejszych prymitywistów świata

Nikifor kochał Łemkowszczyznę. Przesiedlano go trzy razy na Ziemie odzyskane, a on za każdym razem wracał pieszo do swoich rodzinnych stron. Był wpisany w krynicki krajobraz.

zobacz więcej
W 1978 roku w Paszynie było 56 osób rzeźbiących i 30 osób malujących na szkle. To właśnie nazwano fenomenem paszyńskim. Nagromadzenie tylu twórców ludowych pośród zaledwie półtora tysiąca mieszkańców wioski było niespotykane wręcz w skali światowej.

Prace były gromadzone na plebanii. Ksiądz Nitka pokazywał je swoim gościom. Podczas katechez chwalił je przed dziećmi, mówiąc: „Popatrzcie, to są dzieła waszych krewnych”. Sztuka była jego narzędziem duszpasterskim.

Świadkowie wspominali, że z czasem prace twórców były na plebanii praktycznie wszędzie. Stąd zrodziła się potrzeba stworzenia miejsca, gdzie można by je było wyeksponować. Pisał prośby o wsparcie w budowie takiej siedziby, ale nie zostały wysłuchane. Udało się to dopiero jego następcy, księdzu Stanisławowi Janasowi. Muzeum powstało finalnie obok plebanii w 1994 roku.

Popularność ich prac musiała przejść najśmielsze oczekiwania twórców ludowych. Zyskali rozgłos nie tylko w kraju, ale i za granicą – powstawały prace naukowe i materiały filmowe, realizowane m.in. przez telewizje z Japonii czy Stanów Zjednoczonych. Prace zaczęli też kupować prywatni kolekcjonerzy, w tym Andrzej Wajda i Jerzy Nowosielski.

Dzieła Paszynian zyskiwały prestiżowe wyróżnienia. Na Konkursie Sztuki Ludowej Karpat Polskich w Nowym Sączu pierwsze miejsca zdobyli twórcy z Paszyna: Wojciech Oleksy i Mieczysław Piwko. Z roku na rok rosła liczba twórców. W jednym roku do ich grona dołączyło aż 11 chłopaków z szóstej klasy szkoły podstawowej, nazywano ich jedenastką genewską. Kolekcjoner sztuki ludowej Bolesław Nawrocki, kiedy przeniósł się do Genewy, to zrobił tam wystawę Wojciecha Oleksego, a później wspomnianych uczniów z podstawówki. Prace zrobiły w Genewie wielką furorę. Zamówiono pokaźną liczbę rzeźb od twórców. Paszyn odwiedził też kustosz Muzeum Etnograficznego w Warszawie doktor Józef Grabowski i przyczynił się do tego, że Wojciech Oleksy otrzymał stałe stypendium od Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Zaczęło się od głuchoniemego pastucha analfabety, a za nim poszli inni. Setka rzeźbiarzy i malujących na szkle wśród zaledwie 1,5 tysiąca mieszkańców wsi. Fot. ks. Krzysztof Węgrzyn
Fenomem paszyński jest porównywany do talentu słynnego prymitywisty z Krynicy Zdroju, od którego nazywa się nikiforyzmem takie niezwykłe samouctwo.

Nie widzę różnicy między dziełami Nikifora a naszych twórców. Nikifor miał natomiast skuteczniejszych mecenasów. To, co łączy go z Paszynianami, to niepełnosprawność. Pierwsi rzeźbiarze paszyńscy byli głuchoniemi, upośledzeni ruchowo czy schizofreniczni, dopiero później dołączały do tego grona osoby w pełni sprawne. Ci niepełnosprawni twórcy udowodnili, że mają swoje przemożne miejsce w normalnym społeczeństwie. Są chorzy często nie ze swojej winy, ale godność mają taką samą, jak każdy z nas.

W paszyńskim muzeum zgromadzono obecnie ponad trzy tysiące prac sakralnych. Co jest ich najczęstszym motywem?

Tu nie ma powtarzalności, prace paszyńskich twórców wyróżnia oryginalność. Ksiądz Nitka starał się dozować zamówienia seryjne.

Gdyby Jezus miał Facebooka….

No może nie Jezus... ale św. Piotr, choć on prawdopodobnie był analfabetą, więc prowadzenie konta byłoby trudne. Co innego vlog na You Tube.

zobacz więcej
Ale fakt, że najczęściej są to wizerunki Chrystusa: Frasobliwego, Ukrzyżowanego, dźwigającego krzyż czy upadającego pod krzyżem. Są również różne ujęcia Matki Bożej, postacie świętych i błogosławionych. Także sceny biblijne.

Podoba mi się między innymi jedna ostatnich prac Józefa Orleckiego przed jego śmiercią: Sen Jakubowy. To scena z Księgi Rodzaju. Drabina do nieba, która przyśniła się Jakubowi. Ciekawe ujęcie. Mam duży sentyment do tej rzeźby…

Kiedy Jakub wyszedłszy z Beer-Szeby wędrował do Charanu, trafił na jakieś miejsce i tam się zatrzymał na nocleg, gdy słońce już zaszło. Wziął więc z tego miejsca kamień i podłożył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym właśnie miejscu. We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał na jej szczycie i mówił: «Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję». A gdy Jakub zbudził się ze snu, pomyślał: «Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem». I zdjęty trwogą rzekł: «O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama nieba!». Wstawszy więc rano, wziął ów kamień, który podłożył sobie pod głowę, postawił go jako stelę i rozlał na jego wierzchu oliwę. I dał temu miejscu nazwę Betel. – Natomiast pierwotna nazwa tego miejsca była Luz. – Po czym złożył taki ślub: «Jeżeli Pan Bóg będzie ze mną, strzegąc mnie w drodze, w którą wyruszyłem, jeżeli da mi chleb do jedzenia i ubranie do okrycia się i jeżeli wrócę szczęśliwie do domu ojca mojego, Pan będzie moim Bogiem. Ten zaś kamień, który postawiłem jako stelę, będzie domem Boga. Z wszystkiego, co mi dasz, będę Ci składał w ofierze dziesięcinę». (Rdz. 28, 10-22)
Jednak największe wrażenie robi na mnie jedna ściana w Muzeum, żartobliwie nazwaliśmy ją ścianą płaczu. Są tam rzeźby Chrystusa Frasobliwego. Tu odzywa się we mnie sentyment do lat dziecięcych, kiedy to Chrystus Frasobliwy był częstym motywem w kapliczkach przydrożnych. Czy jak widziałem go w ciemnicy w swoim parafialnym kościele z okazji Wielkiego Tygodnia przed Wielkanocą. Gdy patrzę na nią, to cały czas to we mnie odżywa.

Dziedzictwo muzeum jest świadectwem wielkiej pobożności Paszynian.

Oczywiście. Obecnie rzeźba, malarstwo ludowe pełnią rolę estetyczną. Jednak każda twórczość jest pewną formą przelewania swojego wnętrza. Jest pewnym wyrazem tego, co mi w duszy gra.
Jest to świadectwo czystej religijności, mało tego – jej wzrostu, świadomego przeżywania swojej wiary. Ksiądz Nitka zachęcał, aby podczas tworzenia danego dzieła twórcy czytali o znaczeniu danej sceny biblijnej i w ten sposób wzrastała ich wiedza religijna. A jeśli więcej wiedzieli, to też bardziej, lepiej i głębiej te prawdy przeżywali.

Aby poczuć prawdziwy Paszyn, trzeba się tu zatrzymać i spotkać z tymi rzeźbami i obrazami.

Czy obecnie fenomen paszyński jest wciąż żywy?

Powoli zamiera. Dziś sztuką ludową zajmuje się tu kilkanaście osób. Nadal tworzą osoby starsze, z tamtych czasów, ale mało jest młodych twórców. Raczej nie ma wymiany pokoleń. To pojedyncze przypadki.

Do sztuki wkroczyła już komercja i tworzenie na zamówienie. Czasy, w których żyjemy, dały znać o osobie – wkroczył konsumpcjonizm, pogoń za pieniądzem. Piękno, pierwiastek duchowy zeszły na dalszy plan. Zwyciężyła proza życia. Dziś w naszym społeczeństwie nie ma już takiej pobożności, przywiązania do spraw religijnych, jaka była kiedyś. Dziś dużo łatwiej jest odejść od pewnych wzorców, od tradycji ojców, co wcześniej było nie do pomyślenia.

Liczę jednak, że nawet gdy dzisiejszych twórców nie będzie już na świecie, to fenomen paszyński będzie nadal żywy. Może już nie w ich obecności, ale w dalszej działalności muzeum.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Nie widzę różnicy między dziełami Nikifora a naszych twórców. Nikifor miał natomiast skuteczniejszych mecenasów – mówi ks. Krzysztof Węgrzyn. Fot. ks. Krzysztof Węgrzyn
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość
Dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja. Dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród – mówi historyk Mariusz Wołos.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.
Rozmowy wydanie 25.10.2019 – 1.11.2019
TurboFranciszek i kryzys papiestwa
Paweł Milcarek: Stolica Apostolska staje się wszechmocną centralą, której przypisuje się, że może wszystko, także zmieniać naukę Kościoła.