Historia

Jak konkwistador w meloniku stworzył najpotężniejsze miasto-państwo

To klejnot w brytyjskiej koronie, „miasto lwa”, jak wywodzi się z sanskrytu jego nazwę, czytelnikom turystycznych blogów znane z zakazu żucia gumy, politologom – za sprawą szczególnego modelu autorytaryzmu, a inwestorom całego świata – ze względu na te 67 tys. dolarów PKB na głowę rocznie. Singapur powstał 200 lat temu za sprawą żelaznej woli jednego człowieka – Stamforda Rafflesa.

Dla Chińczyków liczą się pieniądze, spryt i skuteczność

Marek Dzikowicz: Ważny jest tylko rezultat, więc czasami Chińczycy uciekają się do moralnie wątpliwych wyborów.

zobacz więcej
W zdecydowanej większości przypadków początki miast są nieznane. Dawniej mawiało się „toną w pomroce dziejów”, dziś częściej „fotografa przy tym nie było”, ale jak zawsze, najcelniej rzecz ujmuje Miłosz:

Nikt nie zna początku miasta. Grząskie koleiny,
Krzyk u przeprawy, pochodnie smolne,
Rybak oparty na włóczni, więcierze,
Mgły, rozlewiska.


Bo rzeczywiście, zwykle najpierw jest bród, karczma, pustelnia albo wartownia, a dopiero później ktoś zaczyna prowadzić księgę dyżurów czy jutrzni.

Dopiero odkąd czasy przyspieszyły, na pustkowiach zaczęły się z dnia na dzień piętrzyć przędzalnie i porty. Ale nawet one musiały zwykle powstać gdzieś, gdzie można było dojechać, gdzie wykarczowano już drogę przez las albo udeptano brzeg. Dzięki temu, że kiedyś był „dzień pierwszy”, ojcowie miast mają dziś okazję do obchodzenia okrągłych i bezspornych jubileuszów.

Łódź za niecały rok świętować będzie dwustulecie edyktu jenerała Józefa Zajączka, który 18 września 1820 roku dopisał wioskę do listy osad przemysłowych. A Singapur, no właśnie, miasto-państwo z najwyższym PKB per capita w Azji i dziesiątym na świecie, odda się uciechom (umiarkowanym) w najbliższych dniach. Tudno dokładnie powiedzieć, czy ostatniego dnia stycznia, czy 6 lutego, bo zależy, czy liczyć od daty wylądowania zwiadowczej grupy urzędników Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, czy od podpisania przez pretendenta do sułtanatu Johoru Husseina Mua'zzama Szacha ibn Mahmuda Alama traktatu, na mocy którego Brytyjczycy mogli założyć faktorię na błotnistym brzegu. Tak się robi interesy!
Tysiące miast na świecie nosi imię swoich założycieli, ale Thomasowi Stamfordowi Rafflesowi (1781 - 1826) poskąpiono tej sławy: jego imię noszą w Singapurze raptem podstawówka, szpital i podupadający tor wyścigów konnych. Na zdjęciu – oryginalna grafika, grawerowanie Thompsona. Fot. Hulton Archive / Getty Images
Tak: ta potęga, klejnot w brytyjskiej koronie, „miasto lwa”, jak wywodzi się z sanskrytu jego nazwę, czytelnikom turystycznych blogów znane z zakazu żucia gumy, politologom – za sprawą szczególnego modelu autorytaryzmu, a inwestorom całego świata – ze względu na te 67 tys. dolarów PKB na głowę rocznie, powstało 200 lat temu za sprawą żelaznej woli jednego człowieka – Stamforda Rafflesa.

Asystent do specjalnych poruczeń

Tysiące miast na świecie nosi imię swoich założycieli (Polska, od Augustowa po Żyrardów, nie jest tu wyjątkiem), ale Rafflesowi poskąpiono tej sławy: jego imię noszą w Singapurze raptem podstawówka, szpital i podupadający tor wyścigów konnych. Troje jego dzieci zmarło w tropikach, więc nieśmiertelność rodu zachowana została tylko w łacińskich nazwach kilku odkrytych przezeń gatunków mrówek i dzięciołów (Protanilla rafflesii, Dinopium rafflesii) i jednego naprawdę godnego zapamiętania cudu natury – bukietnicy (raflezji), niezwykłej rośliny-pasożytu, posiadającej największe na świecie, metrowej średnicy kwiaty.

Najważniejszy wniosek ze spotkania Trumpa z Kimem? Pekin wyparł Moskwę

Rosja przestaje się liczyć w debacie nad globalnym porządkiem. Biały Dom nawet nie zastanawiał się nad jakąkolwiek konsultacją swoich działań w sprawach koreańskich z Moskwą, co jeszcze ćwierć wieku temu byłoby raczej nie do pomyślenia.

zobacz więcej
Tym bardziej warto w kilku słowach przypomnieć postać konkwistadora z epoki Kongresu Wiedeńskiego, stojącego na granicy czasów – ze szpadą w ręku, ale już w meloniku na głowie. Najgorliwszy patriota nie napisze o „Singapurze a sprawie polskiej” – nie nasze to szlaki. Ale warto przyjrzeć się determinacji budowniczych imperium, które w trzy pokolenia później zaczęło chylić się ku zachodowi.

Thomas Stamford Bingley Raffles urodził się – dosłownie – pod pokładem: konkretnie szkunera zacumowanego na tę okazję u brzegów Jamajki. Ojciec, kapitan Benjamin Raffles, bez większego sukcesu prowadził interesy u brzegów straconych właśnie dla Korony Stanów Zjednoczonych. Imperatyw rodzinny był jednak oczywisty: co zarobimy na handlu melasą, wkładamy w wykształcenie syna! 14-latek znał już sekrety nawigacji, francuskiego i palcatów – dość, żeby w 1795 roku zatrudnić się jako skryba w wielkich londyńskich biurach.

Młody Ignaś Rzecki mógł najwyżej pobierać od starego Mincla lekcje o tym, gdzie się rodzi cynamon („Zobacz, co jest w te szublade. Es ist Zimmt – to jest cynamon. Do czego potrzebuje się cynamon? Do zupe, do legumine potrzebuje się cynamon. Co to jest cynamon? Jest taki kora z jedne drzewo...”). Albo młody Stamford Raffles miał lepszych nauczycieli towaroznawstwa, albo koniunktura nad Tamizą lepsza była niż nad Wisłą – dość, że w dziesięć lat później, już jako obiecujący 24-latek, trafia na wysuniętą placówkę. Odtąd służyć będzie jako asystent do specjalnych poruczeń gubernatora Penangu, czyli jednej z wysp u brzegów Półwyspu Malajskiego, stanowiącej w zamiarach Londynu pierwszą odskocznię w kierunku Azji Południowo-Wschodniej.

Czas jest bowiem niespokojny. Dotąd na Borneo i Sumatrze nikt, nawet lew brytyjski, nie mógł zagrozić Holendrom, ale odkąd na kontynencie rządzi uzurpator Napoleon, który zajął również Niderlandy, nic już nie jest takie samo – może coś uda się uszczknąć rywalom? Młody Stamford lepiej od innych wyczuwa, skąd wieją polityczne monsuny: na nowej placówce po pierwsze poślubia ustosunkowaną, o dziesięć lat starszą od siebie wdowę po lekarzu brytyjskiej socjety, po wtóre – jako jedyny wśród białych sahibów poświęca wieczory na naukę malajskiego.
Troje dzieci Rafflesa zmarło w tropikach, więc nieśmiertelność rodu zachowana została tylko w łacińskich nazwach odkrytych przezeń gatunków mrówek i dzięciołów (Protanilla rafflesii, Dinopium rafflesii) i jednego cudu natury – bukietnicy (raflezji), niezwykłej rośliny-pasożytu, posiadającej największe na świecie, metrowej średnicy kwiaty. Na zdjęciu kwiat Rafflesia w Batang Palupuah na indonezyjskiej Sumatrze, 25 marca 2018 r. Fot. Riau Images / Barcroft Images/ Barcroft Media via Getty Images
Oto klucz do sukcesu: w chwili, gdy wojna w Europie nabierze takiego rozmachu, że można by ją na dobrą sprawę nazwać „pierwszą światową”, jenerał-gubernator Indii sir Gilbert Elliot, baron Minto, wysyła młodzika ni mniej, ni więcej, lecz na podbój Malezji! W sytuacji, gdy Napoleon dokonał aneksji Niderlandów, można z czystym, kolonialnym sumieniem zajmować ich posiadłości. I Raffles, u boku takich tytanów jak admirał Robert Stopford i pułkownik Robert Gillespie, podbija faktorie na Jawie, montuje sojusze z miejscowymi plemionami, a nocami sporządza zapiski etnograficzne.

Kolekcjoner czaszek, motyli i dialektów

Nie ma w tym czasie bardziej egzotycznego dla Europejczyka świata. Podczas gdy jego podwładni, w czerwonych sukiennych kurtkach nasiąkniętych wodą z przybrzeżnych bagien, z rezygnacją przyjmują wymierzone w ich brzuchy jawajskie oszczepy i kule z holenderskich muszkietów, młody Raffles nie wie, czy najpierw kolekcjonować czaszki, motyle, czy słowa kolejnych dialektów. Na wszystko znajduje na szczęście miejsce w przepastnych piwnicach nowej rezydencji.

Od zera do miliarderki. Fascynująca historia Zhou Qunfei

Chinka jest najbogatszą kobietą świata. Majątku dorobiła się sama.

zobacz więcej
Jako krótkotrwały Gubernator Holenderskich Indii Wschodnich (stanowisko w znacznej mierze tytularne) podejmuje kolejne ekspedycje przeciw jawajskim wodzom, zatrudnia w lokalnej administracji większość wziętych wcześniej do niewoli Holendrów i znosi niewolnictwo. A przy okazji – tłumaczy na angielski dokumenty, które konfiskuje w podbijanych księstwach, kataloguje starożytne pomniki znajdowane w dżungli i nakazuje spisywać słowniki.

Czas podbojów się kończy, nadszedł czas pokoju. Napoleon dożywa swoich dni na wyspie świętej Heleny, Indie Wschodnie oficjalnie oddano Holendrom w roku 1814, a Raffles, pochowawszy pierwszą żonę i umocniwszy swoją pozycję w Londynie, powraca na gorący Daleki Wschód. Po drodze zaś, w dusznej kabinie statku, studiuje mapy i nagle widzi to, co umykało wicekrólom i admirałom: oczywiście, Indie to klejnot w brytyjskiej koronie, ale kluczem do panowania nad światem jest cieśnina Malakka!

Malakka, czterysta kilometrów rozciągłości, tyle co przeciętne morze, ale zarazem – najkrótsza droga łącząca dwa oceany: Indyjski i Pacyfik. Dziś mija się w niej dwieście kontenerowców i tankowców dziennie. Wtedy ruch był trochę mniejszy, ale kto patrzał na kontur archipelagów – widział.

Tylko co może zrobić 36-latek, który w marcu 1818 roku trafia na kolejną posadę do małej faktorii w Bencoolen – wszystkim, co zostało po niedawnych podbojach? Czternastu kulisów, malaria, siedemdziesiąt worków pieprzu, które udaje się rokrocznie wysłać do Starego Świata, zjadana przez pleśń lektyka. Czy to znaczy, że przekroczona już została smuga cienia, że pozostaje już tylko upijać się rumem, przesyłanym raz na pół roku z Kalkuty razem z porcją śrutu i szklanych paciorków?

Tak mogliby myśleć skazani na wspominanie niedawnych napoleońskich czasów bohaterowie powieści Stendhala – albo, w pół wieku później, wczesnych opowiadań Conrada. Ale właśnie te pół wieku jest tym, co oddziela Rafflesa od Juliana Sorela i Almayera. To wola stanowi o tym, czy tworzy się Imperium, czy tylko dogląda jego upadku.
Stamford Raffles dzieli swój czas między cywilizowanie przypadającego mu kawałka Indonezji (tu wodociąg, tam zakaz biczowania na śmierć i organizowania walk kogutów) a niezmordowaną żeglugę po sąsiedzkich faktoriach i osadach handlowych. Formalnie nad wszystkim panują wrogo zerkający na Brytyjczyków Holendrzy i tuzin sułtanów, utrzymywanych w zależności od białych sahibów, ale może gdzieś uda się wetknąć stopę? Żegluje między Penangiem a wyspą Bintan, prowokując holenderskiego gubernatora Indii Wschodnich do pisania kolejnych gniewnych not.

Rezydent na kilku workach pieprzu tworzy miasto idealne

I wreszcie... W sułtanacie (a właściwie sułtanaciku) Johor, położonym na brzegach cieśniny Malakka, o panowanie rywalizuje dwóch przyrodnich braci. Raffles, w towarzystwie swego ówczesnego przyjaciela, majora Farquhara, czym prędzej podpisuje z pretendentem Husseinem Szachem kontrakt w imieniu Korony Brytyjskiej. Wprawdzie wszechmocny szef dyplomacji angielskiej, hrabia Castlereagh zalecił umiar i nieprowokowanie Holendrów, ale Bóg wysoko, Londyn daleko!

Cyfrowa inwigilacja jest wszędzie tam, gdzie internet

Nadchodzi system oceny obywateli. Ten, kto znajdzie się na czarnej liście, nie będzie mógł kupić biletu na pociąg i samolot.

zobacz więcej
6 lutego 1819 roku postanowienia traktatu odczytane zostają po angielsku, malajsku i chińsku. Na wyspie u brzegów cieśniny ustanowiona zostaje strefa wolnego handlu, szach otrzymywać ma pięć tysięcy funtów rocznie, major Farquhar mianowany zostaje rezydentem Korony na wyspie, zaś pomysłodawca całej kombinacji zadowala się tytułem „Przedstawiciela Jego Królewskiej Mości na dworze Johoru”.

Już w tydzień później, kiedy brat-pretendent dotrze ze swoją skargą do Holendrów, wybucha koszmarna awantura. Co tam jakiś sułtan, w grę wchodzi panowanie nad Indiami Wschodnimi! Gubernator Jawy wstrzymał interwencję tylko w nadziei, że sami Brytyjczycy poskromią wybryk młodzika i uda się uniknąć konfrontacji między mocarstwami. Wahał się tak do czerwca: w tym czasie w Singapurze zdołało osiedlić się pięć tysięcy osób, początkowo 20-osobowy garnizon brytyjski otrzymał wsparcie w żołnierzach i artylerii, kolejni skaptowani przez Rafflesa lokalni władcy również przysyłali swoje posiłki.

Edykt o wodociągach, system podatkowy, nowe, szerokie aleje. Nie posiadając nadal formalnego tytułu do sprawowania rządów, rezydent na kilku workach pieprzu tworzy w Singapurze miasto idealne na miarę marzeń utopistów z pierwszej połowy XIX wieku: wprowadza prohibicję, zakaz uprawiania hazardu, również na inne tradycyjne marynarskie uciechy pozostawia niewiele miejsca. Szkoły, kościoły, koszary – tym, w rozumieniu kolonialisty w średnim wieku, stoi cywilizacja. Ale w dwa lata później funduje Kolegium Malajskie – jedną ze świątyń nowoczesnej orientalistyki.

Wrócił do Anglii w roku 1824, zadłużony, pochowawszy w nadmorskiej glinie Bencoolen troje dzieci. Na żaglowcu, którym wracał, wybuchł po drodze pożar: z dymem poszły gromadzone przez piętnaście lat zapiski i zbiory. W Londynie wydobrzał na tyle, by powołać do istnienia Brytyjskie Towarzystwo Zoologiczne i założyć pierwszy nowoczesny ogród zoologiczny. Nie nacieszył się w nim ani pandą, ani stadem papug, które polecił sprowadzić: zmarł, rażony apopleksją, 5 lipca 1826 roku, w przeddzień swych 45. urodzin.
Płyta nagrobna Thomasa Stamforda Rafflesa w posadzce bocznej krypty St Mary and Christ Church w Londynie, 2011 rok. Fot. Jim Dyson / Getty Images
W pół wieku później na werandach singapurskich bungalowów siadywano w kapeluszach korkowych i muślinach pocieszając się, że Imperium jest wieczne. W kolejne pół wieku później niezwyciężony port, najpotężniejszy brytyjski garnizon na świecie, padał pod ciosami Japończyków.

Sam Raffles, uczczony notką w Wikipedii i kilkoma pomnikami, jawi się nam niczym zlepek kilku postaci z najzupełniej różnych czasów. Po morzach żeglował jak konkwistador, miasto założył niczym antyczni Grecy – kolonię nad obcym morzem. Holendrom zagrał na nosie jak lodyński andrus, nad storczykami i motylami pochylał się z powagą oświeceniowego badacza przyrody, niczym drugi Buffon czy Linneusz.

Nawet nagrobka w głównej nawie się nie doczekał: pastor w parafii St. Mary’s, którego rodzina wzbogaciła się na handlu niewolnikami, nie był przychylny honorom dla „rewolucjonisty”, który wyzwalał Jawajczyków. Ze swojej trumny w bocznej krypcie, przypadkiem odkopanej w początkach XX wieku, sir Raffles zerka na PKB dzisiejszego Singapuru, najpotężniejszego miasta-państwa od czasów Aten Peryklesa, z uśmiechem powtarzając wyuczoną ongiś sentencję: sit transit gloria mundi.

– Wojciech Stanisławski


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Singapur to miasto-państwo z najwyższym PKB per capita w Azji i dziesiątym na świecie. Na zdjęciu singapurskie centrum finansowe nocą, widoczne HSBC, Maybank, UOB . Fot Unkel/ullstein bild via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Przyjaciele Jana Olszewskiego. Wyklęci, zamordowani, złamani
Nieznana opowieść byłego premiera o zaangażowaniu w mikołajczykowskie PSL i o tragicznych losach jego kolegów z tamtych czasów.
Historia Najnowsze wydanie
Choroba nie-Crohna
Odkrycie Polaka „podebrali” Amerykanie.
Historia Poprzednie wydanie
Polskę już raz zabiła wielokulturowość
Władcy Europy – perorujący o prawach człowieka i społeczeństwie obywatelskim – co jakiś czas dają do zrozumienia, że nie jest ona własnością wszystkich Europejczyków.
Historia Poprzednie wydanie
Magia liczb. Dlaczego Piątek nie może grać z „dziewiątką”?
Kto zagrał z numerem „618”, i dlaczego nikt w Legii nie założy już koszulki z „10”? Jakie liczby przynoszą futbolistom pecha, a jakie dają szczęście?
Historia wydanie 1.02.2019 – 8.02.2019
Szmacianymi lalkami ratowały życie żołnierzy
Polski Biały Krzyż. Nie powstał w opozycji do Czerwonego, ale z niemożności.