Historia

Wolne Miasto Gdańsk. Od niemieckiego nacjonalizmu do swastyki

W mieście po I wojnie światowej pozostali urzędnicy niemieccy o mentalności, która dominowała w Niemczech stworzonych przez Bismarcka. Oczywiście, formalnie były wyłonione demokratycznie władze ustawodawcza i wykonawcza, ale ponad sto lat pruskiego drylu zrobiło swoje.

W 2016 roku prezydenci Gdańska i Sopotu jedno ze skrzyżowań nazwali Rondem Granicznym Wolne Miasto Gdańsk – Rzeczpospolita Polska. W Gdańsku mnożą się hotele i instytucje nawiązujące w swych nazwach do Wolnego Miasta Gdańska oraz tramwaje w kolorach WMG – wszystko to jest opakowywane w retorykę wyjątkowości i szczególności Gdańska z niespotykanym gdzie indziej w Polsce wolnościowym, otwartym i tolerancyjnym genius loci. Transgraniczna Europa, a nie polski zaścianek…

Tyle że w historii miasta europejskość była obecna znacznie wcześniej, bo w czasach Hanzy. A nad Wolnym Miastem Gdańsk najpierw panował zupełnie otwarty niemiecki nacjonalizm, a później powiewała swastyka. Gdańsk był najmniej wolnym miastem, kiedy się nazywał Freie Stadt Danzig.
W Wolnym Mieście średnia członków NSDAP wobec ogółu mieszkańców była wyższa, niż średnia dla III Rzeszy. Na zdjęciu: powitanie przywódcy narodowych socjalistów Adolfa Hitlera na lotnisku w Gdańsku w kwietniu 1932. Raport składa komendant gdańskiej Policji Porządkowej Willi Bethke. Fot. NAC/IKC
Grupy rekonstrukcyjne działające w ratuszach Gdańska i Sopotu (oficjalnie występujące jako polscy urzędnicy samorządowi) musiały zostać zauroczone samym słowem „wolne” w przedwojennej nazwie. Słowa mają nie tylko szlachetne brzmienie. Mają przede wszystkim znaczenie, w tym wypadku historyczne, a to w przypadku Freie Stadt Danzig tworzy ze słowem „wolne” oczywistą antynomię.

Prezent dla Hitlera

Po pierwszej wojnie światowej Polska powstała mocą własnych wysiłków militarnych i Traktatu Wersalskiego miedzy innymi kosztem pokonanych Niemiec (dawny zabór pruski wszedł w 1871 roku w skład Cesarstwa Niemieckiego). Zwycięskie mocarstwa nie przyłączyły Gdańska do Polski z uwagi na niemiecki charakter miasta i – być może – jakieś kalkulacje angielskie.

Wolne Miasto Gdańsk było państewkiem złożonym z Gdańska, Sopotu i trzech powiatów ziemskich. Miało swoją walutę i władze , ale podlegało Wysokiemu Komisarzowi Ligi Narodów. Polskie były tam poczta, kolej, komory celne i prawo korzystania z portu. Gdyby przyznane prze Ligę Narodów prawo korzystania z portu było przestrzegane, nie byłoby Gdyni. W mieście po wojnie pozostali urzędnicy niemieccy o mentalności pruskiej, która dominowała w Niemczech stworzonych przez Bismarcka i rządzili, jak umieli. Oczywiście, formalnie były wyłonione demokratycznie władze ustawodawcza i wykonawcza, ale mentalność już dalece nie ta, co za czasów Hanzy.

Ponad sto lat pruskiego drylu zrobiło swoje. „Wolność” w nazwie ówcześni gdańszczanie rozumieli jako wolność od zobowiązań wobec Polski i lekceważenie Wysokiego Komisarza. Właściwie to nie chcieli żadnej wolności. Chcieli należeć do Niemiec.

To niesłychanie ułatwiło sytuację nazistom po 1933 roku. W „wolnym” mieście średnia członków NSDAP wobec ogółu mieszkańców była wyższa, niż średnia dla całej III Rzeszy.

Pod nosem bezradnego Komisarza Ligi powstawały, jeden za drugim, oddziały SA i SS. Pośród maszerujących ulicami kolumn nazistów i wobec coraz dotkliwszych szykan niemieckich, a teraz politycznie nazistowskich władz, urzędnikom polskim w Gdańsku żyło się coraz trudniej.

Strzelali z bliska, grzebali ludzi żywcem, główki dzieci rozbijali o drzewa. Tajemnica „Pomorskiego Katynia”

W lasach piaśnickich, niedaleko Wejherowa, Niemcy zabili od 12 do 14 tysięcy ludzi. Ich tożsamość – w większości – do dzisiaj nie jest znana.

zobacz więcej
1 września 1939 roku najwyższy rangą funkcjonariusz NSDAP w mieście, Albert Foerster, przejął w nim władzę bez cienia sprzeciwu „wolnych” gdańszczan i ofiarował Wolne Miasto Gdańsk Hitlerowi. Wódz podpisał dekret przyłączający WMG do III Rzeszy.

W Polsce tylko do 1995 roku?

Po drugiej wojnie światowej Gdańsk przypadł Polsce, jako jej część integralna. W PRL zarządzany – jak wszystko – centralistycznie; w III RP ma tyle wolności, ile wszystkim miastom daje ustawa o samorządach. Ujście Wisły dawno przestało być zwornikiem handlu w tej części Europy. Nie ma przywilejów handlowych dających wolność większą, niż mają inni, nie ma też „wolności” w nazwie. Miasto, jak inne polskie miasta. Okazuje się, że nie dla wszystkich.

W Niemczech działa pięć stowarzyszeń wnuków dawnych Danzigerów, z czego przynajmniej trzy uważają się za Senat Freie Stadt Danzig na wychodźstwie. Jedno z nich, najbardziej głośne, chce przyjęcia do ONZ, które powinno je osadzić jako legalną władzę Freie stadt Danzig. Tablice rejestracyjne ich samochodów wyróżniają litery DA (Danzig).

Swoje tytuły prawne wywodzą z rozumowania, że Freie Stadt Danzig został bezprawnie przyłączony do III Rzeszy i przez nią okupowany. A ta okupacja przeszła po wojnie równie bezprawnie w okupację polską.

Mają rację, było bezprawie ze strony III Rzeszy, a ich dziadkowie, gdy podnosili w górę prawą rękę, to tylko zmawiali pięć piw.

Niejasny status prawny wlecze się za Gdańskiem do dziś. Konferencja w Poczdamie nie zajmowała się roztrząsaniem, czy zajęty przez Armię Czerwoną Gdańsk jest nadal Wolnym Miastem wyzwolonym spod okupacji hitlerowskiej. Przyznała miasto Polsce, ale tylko na pięćdziesiąt lat – do 1995 roku. I to budzi nadzieje i aktywizuje wnuków Danzigerów.

Krzyżaków mieli dość

Pierwsze wzmianki o rybackiej osadzie u ujścia Wisły zawiera „Żywot Św. Wojciecha”. W Gyddanyzc święty też nauczał, zanim udał się do Prus.

Położenia na przecięciu szlaków handlowych Wschód – Zachód i Północ – Południe nie sposób było nie wykorzystać. Gdańsk lokowany jako miasto na prawie lubeckim, w XIII wieku bogacił się dzięki ujściu Wisły. To rzeką płynęło w świat polskie i ruskie zboże i drewno oraz wszystko, co Polska Piastów, Jagiellonów i Rzeczpospolita Obojga Narodów chciała sprzedać za granicę.
Polakom w Wolnym Mieście Gdańsku żyło się trudno. Na zdjęciach: Polak pobity i zraniony przez Niemców gdańskich, rok 1931. Zniszczony polski orzeł na ogrodzeniu budynku w Gdańsku, rok 1935. Fot. NAC/IKC
W XIV wieku miasto przystąpiło do Hanzy, związku portów Morza Bałtyckiego i Północnego. Hanzeaci nie płacili cła palowego u siebie, a wszędzie byli u siebie, od Amsterdamu po Nowogród Wielki. Z czasem do Hanzy dołączyły także niektóre miasta oddalone od morza, z najdalej wysuniętym na Południe Krakowem. Ścisłe związki miały jednak porty. Bez względu na podległości feudalne, czyli w dzisiejszym rozumieniu państwowe, miasta Hanzy na wspólnych zjazdach ustalały wspólną politykę celną.

Ekonomia musiała stać się polityką w ścisłym znaczeniu. Hanza toczyła wojny, była w stanie wystawić armię zaciężną groźną dla każdego monarchy, a jej flota starła się nawet z flotą angielską Elżbiety I na kanale La Manche. W tej kampanii uczestniczył okręt z Gdańska „Peter von Danzig”. Był największy i samym wyglądem budził przerażenie. Rozkwit ekonomiczny Hanzy i znaczenie polityczne to wiek XV i XVI do połowy wieku XVII.

Potęgę związku portów głównie bałtyckich zniszczyła wojna trzydziestoletnia, kiedy to idea transgranicznego handlu i idącego za nim przepływu ludzi, kultur i idei zderzyła się z szwedzkim pragnieniem uczynienia Morza Bałtyckiego wewnętrznym morzem Szwecji. Gdańsk został przyjęty do Hanzy na zjeździe w 1361 roku i jego przedstawiciele brali udział w ostatnim zjeździe w roku 1669.

Hanzeatyckość Gdańska była tolerowana prze Krzyżaków i polskich królów. Krzyżacy, panujący nad Gdańskiem w latach 1308 – 1454, rozumieli, że przynależność miasta do Hanzy to są pieniądze także dla nich. Gdy stali się zbyt chciwi, sprowokowali powstanie Związku Jaszczurczego, potem Związku Pruskiego, które zawiązało mieszczaństwo i okoliczna szlachta z Pomorza.

Zbuntowany Gdańsk i okolice działali na rzecz Polski w konflikcie polsko-krzyżackim. Nie miała tu znaczenia kulturowa niemieckość Gdańska. Po pewnym czasie niemieckojęzyczni gdańszczanie mówiących po niemiecku braci zakonnych mieli zwyczajnie dość.

Na swój sposób lojalny

Narodowość w późnym średniowieczu ani nie łączyła, ani nie dzieliła. Inne czynniki miały większe znaczenie – podległość feudalna związana z interesem. Niemieckojęzyczni Krzyżacy odgonili od bram Gdańska niemieckojęzycznych Brandenburczyków. Wezwani na pomoc po raz drugi podstępem zajęli miasto i wyrżnęli większość niemieckojęzycznych gdańszczan. Rzeź Gdańska w 1308 roku sprawiła, że pod krzyżackim panowaniem miasto musiało powstać na nowo.
Niemieccy żołnierze usuwają polskie symbole z urzędów w Gdańsku, wrzesień 1939. Fot. Wikimedia/Bundesarchiv
Gdańsk wspomniany w „Żywocie św. Wojciecha” był osadą plemienia Pomorzan, protoplastów dzisiejszych Kaszubów. Kwitnące miasto stworzyli przybysze, mieszczanie z Lubeki i innych miast i krajów niemieckich. Dołączyło nieco Anglików i Szkotów, a architekturę Główne Miasto zawdzięcza Holendrom, podobnie jak sama Lubeka i niektóre inne hanzeatyckie miasta. Polskie w Gdańsku były ambicje najbogatszych mieszczan. Pod koniec XVI wieku część rodów kupieckich zapragnęła być szlachtą. Kupowali majątki ziemskie, porzucali handel (ale nie nieszlachecką lichwę) i szukali sarmackich przodków. Nawet zbudowali dla siebie nowy Dwór Artusa, żeby nie mieszać się z pospólstwem.

Nawiasem mówiąc rycerskie wątki dominowały po części wyobraźnię bogatych kupców nie tylko w Gdańsku. Centralnie położonych Dworów Artusa było w miastach hanzeatyckich więcej. Gdy pieniądze ma już któreś z kolei pokolenie, to przynajmniej przy piwie chce poczuć się rycersko. Artus to król Artur z opowieści o rycerzach okrągłego stołu.

Rozwojowi Gdańska nie przeszkodzili Krzyżacy, a jego bogactwu nie zagrozili polscy królowie. Choć stosunki z nimi bywały burzliwe.

Gdańsk był na swój sposób lojalny do końca istnienia Rzeczpospolitej i problemem nie była Hanza, bo nie stwarzała – szczególnie po wojnie trzydziestoletniej – konkurencyjnej lojalności politycznej. Miasto z uwagi na swoje położenie i idące za tym znaczenie gospodarcze nazbierało dużo przywilejów od kolejnych władców Polski. Z czasem z punktu widzenia Krakowa, potem Warszawy, za dużo.
Tysiąc guldenów wyemitowanych przez Bank Wolnego Miasta Gdańska w 1924 roku. Fot. Wikimedia
Koronny port musiał zapewnić obsługę kaprom królewskim. Kaprowie to byli legalni piraci, stanowiący coś w rodzaju floty wojennej tamtych czasów. Mieli bić się za króla mogąc rabować dla siebie. Rada Miasta skazała na śmierć 11 kaprów Zygmunta Augusta. W odwecie król zamknął burmistrza i rajców przybyłych na sejm Rzeczypospolitej. Nazwisko burmistrza nie zniknęło z kronik miasta, to znaczy, że miasto zapłaciło.

Leszczyński taktownie uciekł w przebraniu

Od lat osiemdziesiątych XVI wieku połowa cła palowego miała być wpłacana do skarbu koronnego. Stefan Batory chciał to wymusić i posunął się do regularnego oblężenia miasta. Miasta nie zdobył, czyli Gdańsk nie zawsze płacił. Kiedy Władysław IV nie mógł wymóc obsługi floty większej, niż kaperska, musiał założyć port Władysławowo. Budowa okrętów wojennych to był dla miasta interes, ale nie było cła z ich cumowania i transportów broni zakupionej za granicą prze Koronę i to już był żaden interes.

Gdańsk się wprawdzie nie buntował, ale patrzył na świat po kupiecku – interes własny przede wszystkim. Wielkie porty w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego robiły to samo wobec cesarza i książąt.

Zwodowano tu pierwszy polski galeon, skręcano cygara dla całej Europy, budowano okręty dla Chin. Miasto odcięte od morza

Nawet po przekopie Mierzei Wiślanej elbląski port nie stanie się zagrożeniem dla Gdańska.

zobacz więcej
Hanza, chcąc nie chcąc, stała się podmiotem politycznym. Toczyła z sukcesami wojny z Danią, Szwecją i Norwegią. Sprzymierzała się z państwami, jak Księstwo Holsztyńskie, Norwegia, Holandia, czy Szwecja, by później z nimi wojować. Wygrała wojnę z Danią, przegrała z Anglią, Szwecją i Holandią, ale jej potęgę podkopały dopiero odkrycia geograficzne, czyli napływ złota z Nowego Świata.

W wojny bardziej zaangażowane były niemieckie i holenderskie miasta Hanzy, niż Gdańsk, ale stu pięćdziesięcioletni nawyk rozstawiania po kątach królów Europy musiał się odbić na duchu gdańszczan. Pilnie jeździli na zjazdy Hanzy do Lubeki. Nawet Jan III Sobieski lepiej sobie dawał radę z Turkami, niż z Gdańskiem.

Lojalność czysto państwową wykazał Gdańsk po wyborze Stanisława Leszczyńskiego. Legalnie wybrany król znalazł tam schronienie przed ścigającymi go wojskami rosyjskimi, instalującymi na tronie Sasa. Oblężony Gdańsk nie chciał wydać króla – czego żądali Rosjanie – odpierał ataki i czekał na odsiecz francuską, bowiem Leszczyński był teściem Ludwika XV. Przybyła wreszcie nieliczna pomoc pod niedołężnym dowództwem i nie wiadomo, jak dalece ucierpiało by miasto, gdyby Leszczyński taktownie nie uciekł w przebraniu.

Bogactwo płynące z handlu powodowało rozwój sztuki i nauki porównywalny z renesansowymi Włochami. Nie było tu mistrzów tej klasy, co we Florencji, Sienie czy Rzymie, ale takie fenomeny jak Michał Anioł czy Leonardo zdarzyły się tylko tam. A porównanie z renesansowym i barokowym Paryżem, Amsterdamem czy Brugią nie przynosi Gdańskowi wstydu.

Bogaty trzyma głowę wysoko przed władzą

Wybitni Holendrzy zbudowali miasto i ozdobili fasady jego domów. Wnętrza patrycjuszowskich siedzib i budynków użyteczności publicznej – jak wspomniany Dwór Artusa – wykonali rzemieślnicy najwyższej klasy europejskiej. Meble, szkło, naczynia srebrne, drukarstwo i introligatorstwo gdańskie stoją na szczytach osiągnięć ówczesnej Europy.

Światowej sławy uczeni Jan Heweliusz i Daniel Fahrenheit czy filozof Artur Schopenhauer byli gdańszczanami, a Gimnazjum Akademickie w XVII i XVIII wieku słynęło swoimi absolwentami. Biblioteka Rady Miasta szybko zgromadziła 12 tysięcy pięknie oprawnych tomów. Dobrą opinie w nauce światowej miała też gdańska botanika.

Nauka i sztuka rozwijają się swobodnie w atmosferze wolności i tolerancji i taki był Gdańsk na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych, choć „wolność” nie figurowała w nazwie miasta. Przykładem promieniowały na Gdańsk siostrzane miasta Hanzy, którą tworzyło, między innymi, wiele wolnych miast, co w realiach Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego znaczyło miast – państw.
Senat Wolnego Miasta Gdańska, rok 1933. Od lewej: Hans Albert Hohnfeldt, Adalbert Boeck, Wilhelm Huth, Hermann Rauschning, Max Bertling, Anton Sawatzki, Wilhelm von Wnuck, Arthur Greiser, Willibald Wiercinski-Keiser. Fot. NAC/IKC
Takim państewkiem de facto, nie de iure bywał Gdańsk nie raz w swojej historii. Praktykowanie swobody i odrębności umożliwiały liczne przywileje nadane przez polskich królów, którzy nawet mieli trudności z egzekwowaniem tam swoich suwerennych praw.

Przywileje w handlu i położenie monopolistyczne na przecięciu ważnych w Europie szlaków handlowych tworzyły bogactwo miasta, a bogaty trzyma głowę wysoko przed władzą. Szczególnie systemowo słabą władzą, jak w Rzeczypospolitej. W 1793 roku okazało się, że zasoby materialne i kulturowe nie wiele znaczą przy absolutyzmie pruskim. Ideałem Fryderyka II było państwo – koszary wojskowe i to kontynuowali jego następcy.

Przede wszystkim Gdańsk utracił wielowiekowy monopol na handel morski, towary z głębi Prus nie podlegały opłatom celnym, co odbiło się na kondycji miasta. Niemieccy kulturalnie i językowo gdańszczanie natychmiast zaczęli knuć przeciwko swoim pruskim pobratymcom, ale Rzeczypospolitej już nie było.

7 lat z Napoleonem

Zjawił się ktoś inny i przepędził znienawidzonych Prusaków. Napoleon oprócz Księstwa Warszawskiego utworzył na terenach dawnej Rzeczpospolitej także inne państwo – po raz pierwszy na mapie Europy pojawiła się wtedy nazwa Wolne Miasto Gdańsk. I zgodnie z nazwą wszystko było formalnie w porządku. Ciało przedstawicielskie, będące władzą tworzącą prawa i wyłoniona przez nie władza wykonawcza.

Tylko, że jak to u Napoleona, każdym stworzonym przez niego państwem faktycznie rządził absolutnie ktoś z jego rodziny, albo z generalicji. Gdańskiem zarządzał generał Jean Rapp.

To pierwsze WMG potrwało 7 lat. Absolutyzmowi z ludzka twarzą położyła kres klęska Napoleona. Po Kongresie Wiedeńskim powróciły Prusy. Gdańsk – formalnie - pozostawał ich częścią (a następnie Cesarstwa Niemieckiego) aż do końca I wojny światowej.
"Gdańsk jest niemiecki" - głosi pocztówka propagandowa z lat 30. Fot. Michael Nicholson/Corbis/Getty Images
Potem było drugie Wolne Miasto Gdańsk, opisane na wstępie tego tekstu. Epizod w całej wielowiekowej historii grodu nad Motławą chyba najmniej sympatyczny. O czym warto pamiętać.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


– Krzysztof Zwoliński
Zdjęcie główne: Gauleiter Albert Forster podczas inspekcji oddziałów SA w Gdańsku w roku 1939. W tle transparent: "Gdańsk to niemieckie miasto i chce [należeć] do Niemiec". Fot. Heinrich Hoffmann/ullstein bild/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Przyjaciele Jana Olszewskiego. Wyklęci, zamordowani, złamani
Nieznana opowieść byłego premiera o zaangażowaniu w mikołajczykowskie PSL i o tragicznych losach jego kolegów z tamtych czasów.
Historia Najnowsze wydanie
Choroba nie-Crohna
Odkrycie Polaka „podebrali” Amerykanie.
Historia Poprzednie wydanie
Polskę już raz zabiła wielokulturowość
Władcy Europy – perorujący o prawach człowieka i społeczeństwie obywatelskim – co jakiś czas dają do zrozumienia, że nie jest ona własnością wszystkich Europejczyków.
Historia Poprzednie wydanie
Magia liczb. Dlaczego Piątek nie może grać z „dziewiątką”?
Kto zagrał z numerem „618”, i dlaczego nikt w Legii nie założy już koszulki z „10”? Jakie liczby przynoszą futbolistom pecha, a jakie dają szczęście?
Historia wydanie 1.02.2019 – 8.02.2019
Szmacianymi lalkami ratowały życie żołnierzy
Polski Biały Krzyż. Nie powstał w opozycji do Czerwonego, ale z niemożności.