Cywilizacja

Nie chcą oddać wysp. Sprawdzian siły Putina

Wyniki badań rosyjskiej opinii publicznej ujawniły silnie zakorzeniony pogląd, którego konkluzja może być następująca: Rosja ma dobre relacje z Japonią; jest krajem silniejszym i mającym większe znaczenie, po co zatem oddawać wyspy, które uważamy, że słusznie się nam należą?

Kolejne już rosyjsko-japońskie rozmowy na szczycie odbyły się w Moskwie we wtorek, 22 stycznia. Dyskutowano o możliwości kompromisu w sprawie czterech wysp Archipelagu Kurylskiego, które Rosjanie przejęli po ostatniej wojnie światowej. Japończycy nadal twierdzą, że bezprawnie, ale Rosjanie są przeciwnego zdania. Uważają, że wyspy im się należą w charakterze trofeum za zwycięstwo w II wojnie światowej.

Cała sprawa ma, rzecz jasna, istotny kontekst międzynarodowy, ale nie mniej ważny jest ten wewnątrzrosyjski, bo może być sprawdzianem dla Władimira Putina i pokazać, jak bardzo prezydent jest w rosyjskiej polityce czynnikiem samodzielnym i decydującym, zdolnym narzucić swą wolę elitom i narodowi. Czy może przeforsować niepopularne, ale niezbędne, decyzje, czy też w wyniku narastającego sprzeciwu zarówno części elit, jak i społeczeństwa, zmuszony będzie ustąpić?
Archipelag Wysp Kurylskich składa się z 56 wysp. 5 września 1945 roku całe terytorium zajęły wojska ZSRR. W 1951 roku Japonia zrzekła się praw do Kuryli, ale – zdaniem Japończyków – nie dotyczyło to wysp: Iturup, Kunaszyr, Szykotan i grupy wysp Habomai, które, jak twierdzą, nie należą do archipelagu. Japończycy nazywają je „Terytoriami Północnymi” i żądają ich oddania. Fot. PAP
Na razie wiele wskazuje na to, że Moskwa, która w ostatnim czasie zrobiła dwa kroki do przodu, teraz zastanawia się, czy nie byłoby roztropnie zrobić krok w tył albo przynajmniej na jakiś czas zamrozić rozmowy.

Kuryle mają pozostać rosyjskie

Na wspólnej, kończącej prawie czterogodzinne negocjacje, konferencji prasowej, w której obok Putina uczestniczył premier Japonii Shinzō Abe , obydwaj politycy zgodzili się, że porozumienie pokojowe winno znaleźć „uznanie i poparcie społeczeństw obydwu krajów”.

Jeśli idzie o Japonię, która od lat domaga się zwrotu czterech anektowanych wysp, jest dość oczywiste, że społeczeństwo kompromis przyjmie bez entuzjazmu. Przewiduje on zwrot zaledwie dwóch wysp i to obejmujących tylko 8 proc. spornego terytorium, bo na tym polega idea oparcia porozumienia na wspólnej, pochodzącej jeszcze z 1956 roku deklaracji. Przewidywała ona, że Tokio otrzyma dwie najmniejsze i najbliżej jej brzegów położone wyspy.

Ale co to oznacza w przypadku Rosji?


Pod koniec grudnia ubiegłego roku jeden z rosyjskich ośrodków badania opinii publicznej opublikował wyniki ankiety dotyczącej stosunku Rosjan do problemu Archipelagu Kurylskiego i szerzej – do kwestii relacji z Japonią.

Wynika z niego, że dość zdecydowana większość ankietowanych (77 proc.) jest przeciwko oddawaniu czegokolwiek Japonii, nawet gdyby w zamian Rosja uzyskała „znaczącą rekompensatę”. Co ciekawe, wśród mieszkańców Dalekiego Wschodu przeciwników nawet małych ustępstw jest więcej (84 proc.), więcej jest też tam niż w innych regionach Rosji zwolenników poglądu (20 proc.), że zarząd nad archipelagiem winien być co najwyżej wspólnym rosyjsko- japońskim przedsięwzięciem, a o zmianie przynależności państwowej wysp nie ma co myśleć.
Shinzō Abe i Władimir Putin, którzy spotkali się w Moskwie, zgodzili się, że porozumienie pokojowe winno znaleźć „uznanie i poparcie społeczeństw obydwu krajów”. Fot. Reuters/Alexander Nemenov
Przekonanie to jest odbiciem, jak można przypuszczać, poglądów Rosjan na temat charakteru i jakości wzajemnych relacji. Większość ankietowanych (49 proc.) jest zdania, że Japonia to przyjazne Rosji państwo, wzajemne relacje można ocenić jako dobre (59 proc.). Większość Rosjan (77 proc.) uważa też, że ich kraj ma znacznie większe znaczenie w świecie niż Japonia.

Innymi słowy wyniki badań opinii publicznej ujawniły zakorzeniony w Rosji pogląd, którego konkluzja może być następująca: Rosja ma dobre relacje z Japonią; jest krajem silniejszym i mającym większe znaczenie, po co zatem oddawać wyspy, które uważamy, że słusznie się nam należą?

Z punktu widzenia Kremla istotne znaczenia ma też odpowiedź na pytanie, jak może się zmienić stosunek ankietowanych do rosyjskiego prezydenta, gdyby zdecydował się on na oddanie całości lub części archipelagu Japończykom. Otóż 53 proc. badanych odpowiedziało, że w takiej sytuacji ich postrzeganie Putina się pogorszy.

W ostatni weekend w wielu rosyjskich miastach odbyły się demonstracje przeciwników oddania Japonii wysp archipelagu. Nie były one liczne. W niemal 12-milionowej Moskwie zebrało się najwyżej tysiąc osób. Wydaje się jednak, że nie to stanowi główny powód zaniepokojenia technologów władzy z Kremla.

Obywatele wolą bałagan i korupcję

Czy wyborcze trzęsienie ziemi to skutek zapowiedzi podwyższenia wieku emerytalnego?

zobacz więcej
Nieco wcześniej przed rosyjskim MSZ pikietę zorganizował Igor Striełkow ps. Girkin, jeden z inicjatorów i organizatorów prorosyjskiego powstania w Donbasie. W dzień przyjazdu Shinzō Abe do Moskwy, deputowany do Dumy z partii Żyrinowskiego złożył propozycję, aby dzień kapitulacji Japonii uznać w Rosji za święto narodowe. Komuniści już wcześniej ogłosili sprzeciw wobec oddawania czegokolwiek państwu, które przegrało wojnę. W mediach i to nie tylko tych o nacjonalistycznym przechyle znaleźć można sporo artykułów, których autorzy na wiele sposobów argumentują, że Kuryle winny pozostać rosyjskie.

Na dodatek, jak to w Rosji, pełno jest niesprawdzonych pogłosek mówiących, że zawarto jakieś tajne japońsko- rosyjskie porozumienie, zgodnie z którym Rosja odda teraz dwie najmniejsze wysepki, ale za lat kilka Tokio połknie pozostałe i że w tle są duże pieniądze.

Armia blokuje proces pokojowy

W sytuacji spadających notowań zarówno rządzącej formacji politycznej, jak i prezydenta Władimira Putina, powszechnego niezadowolenia z pogarszającego się poziomu życia, istnieje zagrożenie, że „kwestia kurylska” stanie się płaszczyzną jednoczącą przeciwników obecnej władzy. Symptomy tego zjawiska można było zaobserwować w ubiegły weekend, kiedy w Moskwie razem demonstrowali: komuniści, nacjonaliści, populiści, ale również ludzie reprezentujący kierowców rosyjskich TIR-ów, niezadowolonych z rosnących cen paliwa i kosztów ubezpieczeń komunikacyjnych.
W 2015 roku Dmitrij Miedwiediew odwiedził sporne wyspy i ogłosił decyzję o powiększeniu o 50 tysięcy km2 obszar zaliczany przez Rosję do strefy jej szelfu kontynentalnego. Fot. Dmitry Astakhov/RIA Novosti/Reuters
Co więcej, jak się wydaje, rosyjskie elity nie są w sprawie Kuryli zgodne. Na przykład postępowanie armii w ostatnich miesiącach trzeba odczytywać, jako działanie blokujące proces pokojowy.

Bo jaki inny sens ma opublikowanie w grudniu informacji o budowie na dwóch wyspach spornego archipelagu nowych koszar mogących pomieścić, zdaniem Japończyków, 3,5 tys. rosyjskich żołnierzy? Czy posunięcie z sierpnia ubiegłego roku, kiedy Rosja wysłała na wyspy dwa myśliwce Su-35S, co poprzedzone zostało specjalnym rozporządzeniem rządu zezwalającym na lądowanie samolotów wojskowych na cywilnym lotnisku. W październiku zaś rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły „próbne strzelania” w tej okolicy.

A wszystko to miało miejsce już po prośbie japońskiego MSZ, aby Rosja w obliczu trwających rozmów na temat rozstrzygnięcia wieloletniego sporu powstrzymała się od militaryzacji archipelagu.

Przypomnieć trzeba, że jeszcze w 2016 roku minister obrony Siergiej Szojgu mówił o planach budowy na jednej z wysp archipelagu bazy wojskowej.

Miedwiediew prowokuje

Władimir Gołyszew, komentator Radia Swoboda, zwrócił uwagę, że postawa premiera Dmitrija Miedwiediewa też nie jest jednoznaczna, a cały szereg jego posunięć w ostatnich latach można interpretować jako próby utrudniania czy wręcz blokowania porozumienia z Japonią.

I tak w 2015 roku przy okazji odwiedzin młodzieżowego obozu zorganizowanego na jednej ze spornych wysp, Miedwiediew ogłosił decyzję rządu o powiększeniu o 50 tysięcy kilometrów kwadratowych obszarów zaliczanych przez Rosję do strefy jej szelfu kontynentalnego. Zaraz po tej wizycie na dwóch z czterech spornych wysp archipelagu rozmieszczone zostały systemy rakietowe Tor M2U, a wkrótce potem dodano do nich kompleksy Bastion i Bal. Na początku 2017 roku rząd nadał pięciu bezimiennym wysepkom archipelagu nazwy upamiętniające rosyjskich wojskowych, którzy wsławili się w trakcie wojny z Japonią. Było to dość prowokujące posunięcie.

„Nazywano go królem Ajnów”. Tragiczne losy brata marszałka Piłsudskiego

Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.

zobacz więcej
Kilka miesięcy później, po tym jak wyspy odwiedziły trzy delegacje japońskich przedsiębiorców, radząc, jak wspólnie ożywić ich gospodarkę, Miedwiediew, w trakcie kolejnej podróży na pobliski Sachalin, ogłosił utworzenie specjalnej strefy ekonomicznej, która miała przyczynić się do rozwoju regionu. Tyle że, jak zwrócili uwagę obserwatorzy, słowem się nie zająknął o współpracy z Japonią.

Te wszystkie drobne, ale też i poważniejsze kroki każą przypuszczać, że idea pojednania między Tokio a Moskwą i współpracy na rosyjskim Dalekim Wschodzie nie u wszystkich na rosyjskich szczytach władzy wzbudza entuzjazm.

Trzy traktaty

Rosjanie i Japończycy o Wyspach Kurylskich rozmawiają od dziesięcioleci, ale cała sprawa wyraźnie przyspieszyła w ubiegłym roku.

Najpierw Putin złożył dość zaskakującą propozycję, aby Moskwa i Tokio podpisały układ pokojowy formalnie kończący wojnę między obydwoma państwami „bez warunków wstępnych”, a później, w trakcie szczytu państwa ASEAN w Singapurze, ogłosił wspólną deklarację z premierem Japonii. Poinformowano wtedy, że strony ustaliły, iż podstawą rozwiązania kwestii japońskich roszczeń do Archipelagu Kurylskiego będzie wspólne japońsko-rosyjskie porozumienie zawarte w Moskwie jeszcze w 1956 roku. Obserwatorzy uznali to za niewielkie wprawdzie, ale ustępstwo ze strony Moskwy. Przede wszystkim dlatego, że Tokio odrzuciło propozycję traktatu pokojowego, póki nie zostanie uregulowana kwestia statusu archipelagu.

Warto też zauważyć, że jest, a raczej będzie to, trzeci traktat Putina regulujący zadawnione spory graniczne. A zatem deklaracja może być z jednej strony traktowana jako wynik osobistych ambicji rosyjskiego prezydenta, który po rozstrzygnięciu sporów granicznych z Chinami (przekazanie Pekinowi kilku wysp na rzece Amur) oraz zawarciu w ubiegłym roku traktatu z Norwegią, może chcieć przejść do historii jako ten, który uregulował zadawnione spory graniczne.

Doświadczenia rozmów z Pekinem, które Putin też rozpoczął od wspólnej deklaracji w 2004 roku (formalnie zawarcie porozumienia miało miejsce w roku 2008) pokazują nie tylko to, że Rosja może oddać część terytorium, które uważa za własne, ale również i to, że nie są rozmowy łatwe ani takie, które trwać będą krótko.
„Zwróćcie cztery wyspy północne” – pod takim hasłem odbywały się w lutym 2017 roku roku obchody Dnia Terytoriów Północnych, jak Japończycy nazywają cztery sporne wyspy należące do Archipelagu Wysp Kurylskich. W spotkaniu wziął udział premier Shinzō Abe. Fot. Reuters/Issei Kato
Dlaczego Moskwie może zależeć na współpracy z Japonią? Przemawiają za tym zarówno interesy geostrategiczne, jak i nie mniej istotne – gospodarcze. Rosyjscy analitycy mówią, iż kontakty z Japonią są bardzo intensywne, spotkania na szczycie odbywają się regularnie co kilka miesięcy. Rozmawiają ze sobą liderzy obydwu krajów, ministrowie spraw zagranicznych i obrony. Japonia nie przyłączyła się do fali wydaleń rosyjskich dyplomatów po próbie otrucia Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii, co w Rosji uznaje się za dowód przyjaznego nastawienia. Ale to wszystko.

Tokio nie ustępuje

Jeśli idzie o kwestie życiowo ważne dla Moskwy, Tokio nie ustępuje nawet na milimetr. W sprawie najlepszej taktyki wobec Korei Północnej opowiada się za polityką amerykańską, czyli za połączeniem presji dyplomatycznej, gospodarczej i militarnej. Moskwa – przypomnijmy, chciałaby rozmów i negocjacji – jest przeciwna sankcjom, a tym bardziej presji wojskowej. Tokio, po ostatniej fali amerykańskich sankcji, wstrzymało również zakupy aluminium od wpisanego na „czarną listę” RusAlu, a chodzi o kontrakty warte 800 mln dolarów rocznie. Wreszcie pozostałe, kluczowo ważne dla Rosji, kwestie.

Japończycy na razie nie inwestują na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Projektowany gazociąg z Sachalinu nie powstaje, choć plany jego budowy są gotowe. I to mimo, że mogliby przecież, jak dowodzą Rosjanie, płacić za otrzymywany gaz znacznie taniej niż obecnie. Japonia nie idzie w ślady Berlina, który uważa, że „gazociąg to kwestia ekonomiczna” i kupuje głównie skroplony LNG zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i z państw eksporterów leżących nad Zatoką Perską. Ponoć przepłaca, ale wcale nie spieszy się do wspólnych przedsięwzięć z Rosją, póki nie zostaną uregulowane sporne kwestie. A zawarte umowy o współpracy gospodarczej to wyłącznie międzyrządowe memoranda, z których niewiele praktycznego wynika, a przynajmniej nie gwarantują one inwestycji.

Pierwsza abdykacja od 200 lat. Najstarsza monarchia świata schodzi na ziemię

„Wyglądają jak bóstwo”, „wzruszam się do łez” – oceniają w internecie Japończycy parę cesarską. To jednak inny rodzaj szacunku niż ten, którym Anglicy otaczają swoją królową.

zobacz więcej
Japoński premier w wywiadzie, jaki udzielił rosyjskim dziennikarzom w przeddzień wizyty dużo mówił o współpracy i obopólnych korzyściach, ale kiedy przyszło do konkretów, było już gorzej – wspomniał o udostępnieniu technologii kierowania ruchem ulicznym, co pozwoliło we Władywostoku zmniejszyć korki w ruchu miejskim. Mówił też o wideokonferencjach między japońskimi i rosyjskimi chirurgami. To wszystko ważne przedsięwzięcia, ale Moskwa potrzebuje japońskich inwestycji w branży surowcowej, transportowej, rolnictwie i turystyce. Liczy nie na wymianę doświadczeń, ale liczone w miliardach dolarów inwestycje. A tych brak.

Nie jest też w Rosji żadną tajemnicą, choć tego głośno się nie mówi, że rosyjskie elity w coraz większym stopniu zaniepokojone są nierównowagą potencjałów z Chinami. Nadal panuje retoryka „strategicznego partnerstwa” między Moskwą a Pekinem, ale wpływowa część rosyjski elit, choćby skupionych wokół Klubu Wałdajskiego, opowiada się za podjęciem wysiłku zbudowania drugiej nogi dla rosyjskiej polityki w Azji, opartej na bliskiej współpracy z Japonią i Koreą Południową.

W marcu ma dojść do kolejnego, 26 „spotkania na szczycie”. A potem przy okazji odbywającego się w Japonii spotkania państw z grupy G 20 w Osace w czerwcu, ma zostać podpisany japońsko-rosyjski traktat pokojowy. Wiele wskazuje na to, że liczba tych, którzy w to wierzą, po moskiewskich rozmowach, znacznie zmalała.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ajatollahowie przeciw „rządom ajatollahów”. Irańskie paradoksy
Wśród zwolenników zmian w Republice Islamskiej jest wnuk jej twórcy, Ruhollaha Chomeiniego
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Na tle radykalnych Demokratów Trump jest symbolem normalności
Program amerykańskiej lewicy: aborcja także po narodzinach, pochwała marksistowskich dyktatur, likwidacja wszystkich samochodów, samolotów i… krów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„Bohater” Blaichman i Żydzi w getcie walczący z „polskim reżimem”
Szczyt bliskowschodni w Warszawie, a dla Polaków kij i zgniła marchewka.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Showman chce być prezydentem Ukrainy. Między Dyzmą a Reaganem
Ludzi czaruje jak Donald Trump: Wiecie, kim jestem. Nie jestem skompromitowany. Nic nikomu nie ukradłem. Jestem fajny, dowcipny i błyskotliwy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Promuje aborcję, imigrantów i LGBT. Czuje się jak bóg.
George Soros chce kupić Radio Zet. Ale działalność multimiliardera to więcej niż biznes.