Cywilizacja

Kto z Trumpem, kto przeciw. Alfabet amerykańskiej polityki

Ludzie życzliwi prezydentowi USA drżą w piątek, gdy zapada zmrok, i przez całą sobotę. Wtedy córka Ivanka wraz ze swoim mężem świętują szabas. A niepilnowany przez nikogo Donald Trump wrzuca na Twittera wszystko, co mu przyjdzie do głowy. Wielokrotnie pisano o próbach zabrania mu smartfona albo – jak to ujął jeden ze zrozpaczonych współpracowników – „odrąbania paluchów”.

W najbliższych miesiącach rozstrzygnie się, czy Donald Trump rzeczywiście zdecyduje się o walkę o reelekcję, a jeśli tak, to kto będzie jego przeciwnikiem w wyborach 2020 r. Poniżej przedstawiamy krótki alfabet osób, instytucji i wydarzeń, od których będzie w 2019 r. zależał los prezydenta Stanów Zjednoczonych.

• Donaldowi Trumpowi będą sprzyjać:
Słowne potyczki korespondenta CNN Jima Acosty z Donaldem Trumpem obserwuje się niczym najlepsze pojedynki na miny. Fot. REUTERS/Jonathan Ernst
Acosta, Jim

korespondent CNN w Białym Domu, główny antagonista prezydenta w nieustającej wojnie Donalda Trumpa z tzw. #FakeNews, czyli mediami głównego nurtu. Dziennikarz o dużym potencjale aktorskim, co powoduje, że jego słowne potyczki z prezydentem obserwuje się niczym najlepsze pojedynki na miny czy seriale „zabili go i uciekł”. Acosta bardzo irytuje kolegów i koleżanki z korpusu dziennikarskiego Białego Domu (o równie wielkim ego jak jego), bo zabiera im czas antenowy w czasie transmisji na żywo. Choć potyczki Trumpa z Acostą wyglądają śmiertelnie poważnie, są w swej istocie telewizyjnym show. A obaj szołmeni wiedzą dwie rzeczy: najważniejsze jest, aby zawsze poprawnie wypowiadali twoje nazwisko i że „show must go on”, czyli nie ważne co wczoraj, widz musi być zgłodniały tego, co „ma się dziać” w kolejnym odcinku. Dla Trumpa punkt dodatkowy: nic tak nie potwierdza jego tezy o #FakeNews, jak stronnicze tyrady Acosty.

AOC

czyli Alexandria Ocasio-Cortez, najmłodsza, bo zaledwie 28-letnia kongreswoman. Reprezentująca nowojorską dzielnicę Queens, jeszcze dziewięć miesięcy temu była szerzej nieznaną „socjalistką”, członkinią partyjki Democratic Socialists of America), dziś jest prawdziwą twarzą pokolenia millenialsów, a na mediach społecznościowych ma największe zasięgi ze wszystkich polityków wybranych z list Partii Demokratycznej. Niepokojące są jej pomysły polityczne: otóż AOC wierzy, że jeśli nie podejmie się radykalnych kroków, Ziemia zginie za 12 lat z powodu zmian klimatycznych, bo tak utrzymuje ONZ. Jak przystało na następczynię Franklina Delano Roosevelta i Abrahama Lincolna (takich porównań dokonała sama), ma szeroko zakrojone plany: proponuje w nawiązaniu do FDR, „Nowy Zielony Ład”, który nie dość, że wyeliminuje paliwa kopalniane, to zapewni, że 100 proc. prądu będzie produkowane ze źródeł energii odnawialnej. Do tego zlikwiduje nierówności społeczne, zapewni stałą, gwarantowaną płacę minimalną i ubezpieczenie zdrowotne dla wszystkich. Kto za to zapłaci, a mówimy przecież o bilionach dolarów? Przede wszystkim „niemoralni” miliarderzy i wszyscy bogacze, których na początek obłoży się 70 proc. podatkiem od dochodów. W tej sytuacji Trumpowi nie pozostaje nic innego, jak wcinać ulubionego hamburgera, pilnując, aby każdy najnowszy pomysł AOC poznało jak najwięcej Amerykanów.

Chiny

według ostatnich badań ośrodka Pew z 2018 r., tylko 38 proc. Amerykanów ma pozytywne zdanie o Chinach, w porównaniu z 44 proc. rok wcześniej. Prawie połowa badanych Chin nie lubi. Co ciekawe aż 58 proc. uważa, że Chińczycy bardziej zagrażają Ameryce w sferze gospodarczej niż z militarnej. Trump niczym wytrawny surfer płynie na fali rosnącej niechęci do ekonomicznej potęgi Pekinu (którą reprezentuje wszechobecny nadruk „Made in China” na towarach w sklepach). Jeśli prezydent uzyska od Pekinu poważne ustępstwa w wojnie handlowej, zyska w oczach rodaków.
Donald Trump dał się poznać Amerykanom prowadząc show „The Apprentice” w telewizji NBC. Na zdjęciu z twórcą programu Markiem Burnettem w lipcu 2004. Fot. REUTERS/Jim Ruymen
#FakeNews

besztanie mediów głównego nurtu (charakteryzujących się trwałym, lewicowym przechyłem) zawsze należało do jazdy obowiązkowej każdego szanującego się polityka Partii Republikańskiej, dając mu mir i poważanie wśród wyborców. Ale Trump zaczepianie i obśmiewanie licznych wpadek medialnych doprowadził do perfekcji: spopularyzowana przez niego nazwa #FakeNews na trwale weszła do słownika Amerykanów i chyba mieszkańców całego świata. Na liście medialnych wrogów Trumpa króluje telewizja CNN, której – chyba jako jedynej ważnej stacji – nie udzielił wywiadu w ciągu dwóch lat prezydentury. W dalszej kolejności są gazeta „The New York Times” oraz stacje telewizyjne NBC, CBS i MSNBC. Specjalne miejsce w sercu Trumpa zajmuje „The Washington Post”, dziennik będący – podobnie jak firma Amazon – własnością Jeffa Bezosa. Lokator Białego Domu nazywa to pismo pieszczotliwie „gazetą lobbystów Amazon Washington Post”. I choć Trump powtarza, że dziennikarze to „wrogowie ludu”, bez mediów – zwłaszcza telewizora, który włącza kilka razy dziennie – żyć nie może. To uzależnienie jest wzajemne: nie było w historii prezydenta USA, do którego reporterzy mieliby tak łatwy dostęp, jak do obecnego lokatora Białego Domu. Nie jeden z nich zdziwiony odbiera po nocy telefon od Trumpa z jego prywatnej komórki, rzecz nie do pomyślenia za czasów uwielbianego przez czwartą władzę Baracka Obamy. Fox News Channel

ulubiony kanał telewizyjny Donalda Trumpa, który codziennie ogląda nawet po kilka godzin. Jeśli chcesz dotrzeć z przekazem bezpośrednio do prezydenta, musi się on znaleźć w porannym paśmie „Fox & Friends” w dni robocze pomiędzy 6 a 9 rano, a w weekendy 6 – 10. To tam także najczęściej Trump udziela wywiadów, dzwoniąc do reporterów w czasie programu na żywo. Obecny prezydent, który dał się poznać Amerykanom, prowadząc show „The Apprentice”, to typ prawdziwego telewizyjnego zwierza. Ma doskonałe wyczucie kamery, ustawienia światła i scenografii, doskonałe oko do tego, którzy prowadzący mają „to coś”, co decyduje o popularności. Rozumie też siłę rażenia… pasków na dole telewizyjnego ekranu, zwłaszcza w 24-godzinnych stacjach informacyjnych. Potrafi tworzyć swój przekaz medialny tak, aby paskowy zmieścił go na szerokości ekranu.

Gospodarka

jak na razie polityka „zaplanowanego chaosu” w wydaniu Trumpa sprawdza się. Po dwóch pełnych latach jego rządów produkt krajowy brutto rośnie w tempie 3 proc. rocznie, a bezrobocie spadło do rekordowych 3,7 proc., inflacja utrzymuje się na poziomie 1,9 proc. Jeśli te wskaźniki przetrwają do grudnia, Trump będzie mógł spokojniej pomyśleć o reelekcji w 2020 r.
Hollywood szczerze nienawidzi Donalda Trumpa. Na zdjęciu zniszczona gwiazda obecnego prezydenta USA w hollywoodzkiej Alei Gwiazd, lipiec 2018 roku. Fot. REUTERS/Lucy Nicholson
Hollywood

Donald Trump jest celebrytą, łasym na pochwały szołmenem, z czego wynika cała masa gaf, niewymuszonych błędów i fałszywych kroków. Na szczęście ma przeciw sobie Hollywood, które poza kilkoma wyjątkami (jak aktorzy James Wood czy John Voight) szczerze go nienawidzi. Stąd każda kolejna burza medialna, rytualne wyrazy oburzenia i pokrzykiwania, deklaracje o nadchodzącej po raz 365. w roku apokalipsie służą tak naprawdę Trumpowi. Po pierwsze w powodzi hollywoodzkiego oburzenia ginie racjonalna krytyka. Po drugie gwiazdy i gwiazdeczki są takimi samymi skandalistami jak Trump, tyle że… bardziej. W porównaniu z przeciętnym mieszkańcem wirtualnej elity Hollywood i jego ekscesami, obecny prezydent jawi się więc zwykłym Amerykanom jako może czasami ekscentryczny, ale jednak ostatecznie całkiem stateczny obywatel.

McConnell, Mitch

przywódca większości w Senacie, szef 52 (nie licząc jego samego) senatorów Partii Republikańskiej. Bez jego zgody nie przejdzie żadna ustawa, nie zostanie zatwierdzony żaden nowy sędzia czy urzędnik federalny. Lojalny wobec Trumpa. Niezastąpiony dla obecnego lokatora Białego Domu, gdyby przyszło do najgorszego: uchwalenia przez Izbę Reprezentantów impeachmentu (postawienia prezydenta w stan oskarżenia).

Mur na granicy z Meksykiem

jeśli stanie, Trump będzie mógł zatriumfować, mówiąc najtwardszemu elektoratowi: obiecałem, zrobiłem. Gwoli ścisłości, nikt już nie mówi o betonowej zaporze na całej długości granicy. Chodzi o realne zabezpieczenie jej części, a takim mogą być metalowe pręty czy sztaby kilkumetrowej wysokości. Jak ważna to dla Trumpa sprawa, niech świadczy fakt, że dla 5 mld dolarów na „mur”, zdecydował się na zamknięcie części administracji federalnej z powodu nieuchwalenia na czas budżetu. Gdy piszę te słowa, tzw. shutdown trwa już ponad 30 dni, najdłużej w historii Stanów Zjednoczonych.

Pence, Mike

wiceprezydent i lojalny współpracownik Donalda Trumpa. Nazywany „obrońcą wartości chrześcijańskich”. Gwaranacja dla wielu zniesmaczonych stylem życia obecnego prezydenta konserwatystów, że w razie czego, 46. prezydentem zostanie człowiek szlachetny i honorowy, prawdziwy chrześcijanin, który deklaruje, że nigdy nie zostaje w pokoju sam z kobietą, która nie jest jego żoną.

Kto płaci za konwoje imigrantów forsujących granice USA? I czy to jest – jak zwykle – Soros?

Ostatnia „karawana uchodźców” przyprowadziła do Meksyku 10 tysięcy ludzi. Akcję, tuż przed wyborami do Kongresu USA, przeprowadzono sprawnie i szybko, a jej koszt mógł przekroczyć 20 milionów dolarów.

zobacz więcej
Sąd Najwyższy USA

najbardziej lewicowa z sędziów, 85-letnia Ruth Bader Ginsburg chyba ma kłopoty ze zdrowiem. Gdyby zmarła albo zrezygnowała ze sprawowania funkcji, Trump miałby szansę mianować kolejnego konserwatywnego sędziego lub sędzię, co po raczej pewnym zatwierdzeniu przez Senat, wytworzyłoby na lata stabilną, konserwatywną większość 6-3. Dla lewicy to największy koszmar, więc gdyby do zmiany miało dość, można się spodziewać rozpętania takiej histerii polityczno-medialnej, przy której niedawny proces zatwierdzenia sędziego Bretta Kavanaugha, byłby niczym kaszka manna dla niemowląt. Trump zyskałby nieśmiertelność: byłby drugim obok Ronalda Reagana prezydentem, który wprowadził trzech konserwatywnych sędziów do SN. I to w ciągu trzech lat. Wielu konserwatywnych wyborców choćby tylko za to nagrodziłoby Trumpa drugą kadencją, pomimo jaskrawego braku charakteru czy klarownych chrześcijańskich poglądów.

Sezon rozliczeń podatkowych

do 15 kwietnia Amerykanie muszą rozliczyć się z zarobków przed fiskusem. Wtedy też ostatecznie wyjaśni się, czy obniżka podatków – główne osiągnięcie Trumpa i Republikanów z 2017 r. – zadowoli obywateli USA. Jak dotąd szczęśliwi są biznesmeni: obniżka podatku dochodowego dla firm o 14 proc. (odpowiednik polskiego CIT - z 35 do 21 proc.) dało firmom dużo gotówki na nowe inwestycje i podwyżki płac. Teraz okaże się, co dostaną zwykli obywatele. Ci ze stanów, gdzie podatki lokalne są relatywnie niskie – a więc Ameryka Trumpa – powinni dostać całkiem niezłe zwroty. Stracą niewątpliwie mieszkańcy bastionów lewicy – jak Nowy Jork czy Kalifornia – bo zgodnie z reformą nie będą mogli sobie od podatków federalnych odpisywać, wielkich (jak to u lewicy) podatków lokalnych. Wydaje się, że to powinien być wielki plus dla Trumpa. Patrząc z mojej perspektywy osobistej: jako rodzina ze średniej klasy średniej powinniśmy oddać w tym roku rządowi o jakieś 1,5 tys. dolarów mniej. Całkiem nieźle.

Trump, Donald

jedną z głównych zalet jest jego umiejętność wsłuchiwania się w głos zwykłych Amerykanów. Być może wynika to z faktu, że miejskie i globalistyczne elity – reprezentowane przez polityków Partii Demokratycznej – przesunęły się tak bardzo na lewo, że obecny prezydent reprezentuje polityczne centrum „zdrowego rozsądku” (oraz oczywiście siły na prawo od centrum), choć przeciwnicy portretują go jako radykała, nacjonalistę, a nawet faszystę. Trump ma w zasięgu dłoni największą tubę współczesnej Ameryki: swoje konto na Twitterze, które śledzi 40,5 miliona osób i którego prezydent nie waha się używać prawie codziennie, aby komunikować się z Amerykanami ponad głowami medialnych pośredników. Nie bez przyczyny powiedział o sobie, że jest „Ernestem Hemingwayem 140 znaków” (obecnie byłoby 280 znaków, bo pierwotny limit został w międzyczasie podwojony).


• Donaldowi Trumpowi będą przeszkadzać:
Pieniądze George'a Sorosa finansują niemal wszystkie anty-Trumpowe akcje. Na zdjęciu miliarder z byłym prezydentem Billem Clintonem we wrześniu 2015. Fot. REUTERS/Brendan McDermid
Ambitni miliarderzy

„skoro Trumpowi się udało, czemu nie ja?” – myśli pewnie wielu z nich. Dwóch nie ukrywa, że może ubiegać o prezydenturę. Michael Bloomberg to twórca i właściciel biznesowego giganta Bloomberg News. Przez 12 lat był burmistrzem Nowego Jorku, jest lewicowcem w kwestiach społecznych (z absolutną obsesją ograniczenia dostępu do broni) i konserwatystą fiskalnym. Jedyny ewentualny kandydat, który był w przeszłości zarejestrowany i jako Republikanin, i jako niezależny, i jako Demokrata (obecnie). Howard Schulz to z kolei założyciel kawowego giganta Starbucks, który jakiś czas temu zrezygnował z fotela prezesa tej firmy. Jeśli wystartuje, to pewnie jako niezależny. Do tego jest obecny od zawsze George Soros, którego pieniądze finansują niemal wszystkie anty-Trumpowe akcje oraz miliarder z Kalifornii Tom Stayer, który prowadzi kampanię „Impeach Trump”. Co najmniej kilkaset milionów dolarów od tych czterech dżentelmenów oraz innych, nie chwalących się tym głośno, będzie w 2019 r. pracowało przeciw Trumpowi.

Big Tech

Facebook, Google, Apple, Amazon czy Twitter. Wielcy dominatorzy internetu, firmy, których zarządy niemal w 100 proc. mają lewicowe poglądy i są wrogie wszystkiemu, z czym kojarzy się Trump. Dodatkowo postępująca oligarchizacja sieci i próby ograniczenia wolności przy nacisku na wyciśnięcie jak największych zysków. Big Tech Business potrzebuje u władzy Demokratów, którzy generalnie preferują rozbudowany rząd (Big Government), duże wydatki budżetowe i subsydia. Dodatkowo internetowi giganci żyją w obawie, że Trump w końcu zdecyduje się na tak często zapowiadane działania antymonopolistyczne i antykoncentracyjne. Na szczęście dla Mr Zuckerberga i kolegów na razie to tylko słowa.

Chiny

wzrost gospodarczy dalekowschodniego giganta spowalnia, problemy wewnętrzne zwiększają się, rywalizacja geopolityczna z Ameryką narasta. Nie wiadomo, czy w tej sytuacji Pekin nie zdecyduje się powiedzieć „sprawdzam” amerykańskiej potędze. Najbardziej oczywista wydaje się demonstracja siły na Morzu Południowochińskim. Ale nie wykluczone, że aby uniknąć bezpośredniego zderzenia, Chińczycy zdecydują się na „konflikt zastępczy” z udziałem swoich państw klientów, takich jak Korea Północna lub w innych miejscach Azji lub Afryki.
Michael Cohen był powiernikiem największych tajemnic Donalda Trumpa. Teraz wszystko opowiada prokuratorom. Na zdjęciu Saturday Night Live w grudniu 2018 w telewizji NBC. Ben Stiller jako Cohen i Alec Baldwin jako Trump. Fot. Will Heath/NBC/NBCU Photobank
Cohen, Michael

do niedawna wieloletni osobisty prawnik Donalda Trumpa. Był powiernikiem największych tajemnic i prawdziwym consigliere, który pomagał nie wychodzić na światło dzienne różnym grzeszkom swego mocodawcy. Gdy wzięli go w obroty prokuratorzy z biura prokuratora specjalnego (patrz: Mueller, Robert), zaczął sypać. Dzięki temu za przestępstwa podatkowe dostał tylko trzy lata więzienia. Jego wiedza jest bezcenna. Jeszcze rok temu zarzekał się, że jest gotów „zatrzymać własnym ciałem kulę” lecącą w kierunku Trumpa. Dzisiaj prezydent wyzywa go od „szczurów” i „kapusiów”.

Giełda

a właściwie kasyno na Wall Street, bo trudno dziś uważać tę instytucję za normalną giełdę. Już ponad 60 procent transakcji dokonują komputery, działając często w trybie natychmiastowym na podstawie algorytmów (zdarza się, że w ciągu minuty dokonuje się kilkudziesięciu transakcji „sprzedaj-kup”, zarabiając na ułamkowych zyskach pomnożonych przez tysiące transakcji). Poza tym trwająca od dziesięciu lat koniunktura, wspierana górami taniego pieniądza, kiedyś musi się skończyć. Naprawdę rzadko zdarza się, aby boom trwał tak długo. Recesja, a wraz z nią krach czy poważna korekta na giełdzie są nieuniknione. Jeśli zdarzy się to w tym roku, marzenia Trumpa o reelekcji mogą prysnąć. Zwłaszcza, że od początku kadencji prezydent wykorzystywał rosnące wskaźniki giełdowe Dow Jones i Nasdaq jako wykładnik swojego sukcesu.

Izba Reprezentantów USA

od początku tego roku izba kontrolowana jest przez kongresmenów Partii Demokratycznej. Demokraci wydarli większość Republikanom, czyniąc z hasła: „nie dla Trumpa” swój główny przekaz. Pytanie, co dalej. Jeśli Demokraci zdecydują się na ciągłą konfrontację, mogą paradoksalnie wzmocnić prezydenta, który będzie postrzegany jako ofiara nagonki. Ale mogą zaatakować w inteligentny sposób: co najmniej kilkanaście komisji Kongresu ma uprawnienia kontrolne wobec Białego Domu i administracji. Wielogodzinne przesłuchania, żądania wydania dokumentów, nadzorowanie rozmów telefonicznych i maili (zapisy komunikacji za pomocą służbowych urządzeń są w USA własnością państwa), niekończące się przecieki prasowe… Wszystko to może skutecznie sparaliżować pracę Białego Domu. I zmusić prezydenta do błędu, który będzie go drogo kosztować.
Donald Trump jako kandydat na prezydenta obiecywał, że na południowej granicy USA wybuduje mur. Na zdjęciu na spotkaniu z wyborcami w Fayetteville w Północnej Karolinie w marcu 2016 roku. Fot. REUTERS/Jonathan Drake
Mur na granicy z Meksykiem

jeśli Trump nie wygra tej rozgrywki, najtwardszy elektorat może uznać, że przegrał i nie jest w stanie dalej wygrywać. To byłby koniec 45. prezydenta, swoista plama na honorze, gdyż obiecywał wielokrotnie swoim zwolennikom, że będą „zmęczeni od ciągłego wygrywania”. Runie wizerunek wiecznego zwycięzcy.

Mueller, Robert

specjalny prokurator do nadzorowania federalnego śledztwa w sprawie zarzutów o ingerencję Rosji w wybory prezydenckie w 2016 roku. Prowadzi śledztwo od maja 2017 r. i choć na razie nie przedstawił raportu, wszystko wskazuje na to, że „coś znajdzie” na Donalda Trumpa. Może nie będą to dowody na bezpośrednie powiązania z Rosją, ale inne działania, które można będzie uznać za przestępstwa. Dysponujący niemal nieograniczonym budżetem oraz dostępem do wszystkich narzędzi państwa (w tym raportów wywiadowczych i podsłuchów) Mueller i jego ludzie są niemal skazani na sukces. Prokuratorzy federalni to wytrawni gracze: przy takim oprzyrządowaniu prawnym niemal żadne przekroczenie przepisów z przeszłości jest nie do ukrycia. Taktyka osaczania Trumpa jest prosta i sprowadza się do rozpracowania najbliższych współpracowników obecnego prezydenta. Gdy delikwent ma coś na sumieniu, przedstawia mu się zarzuty. I alternatywę: albo lata w więzieniu federalnym (jak w przypadku osobistego prawnika Trumpa Michaela Cohena), a wcześniej bankructwo ze względu na gaże adwokatów, albo współpraca i złagodzony wyrok. Komentatorzy są zdania, że w ten sposób zostaną znalezione dowody na przestępstwa Trumpa. Tym bardziej, że jego kariera biznesowa nigdy nie należała do najbardziej przejrzystych. Gdy się pojawią realne, mocne zarzuty, zapewne Izba Reprezentantów rozpocznie procedurę impeachmentu. A wtedy Trump może nie dotrwać do końca pierwszej kadencji.

Pelosi, Nancy

pierwsza kobieta marszałek (speaker) Izby Reprezentantów w latach 2007-11, powróciła na to stanowisko w styczniu 2019 r. Niezwykle wytrawny polityk, znacznie przewyższająca Trumpa doświadczeniem w grach politycznych. Pelosi jest obecnie główną antagonistką 45. prezydenta USA, mogąc blokować wszystkie jego propozycje legislacyjne. W pierwszych dniach na urzędzie ta 78-letnia matka pięciorga dzieci i babcia dziewięciorga wnucząt przyjęła wobec Trumpa postawę „troskliwej mamy”, którą martwią „ciągłe wybuchy gniewu niesfornego chłopca”. Ale Trumpowi ograć panią marszałek nie będzie łatwo – właśnie trwa przeciąganie liny w sprawie budżetu na mur na granicy z Meksykiem. Mimo, że od 32 dni 800 tys. pracowników rządu federalnego nie pracuje, albo pracuje za darmo, Pelosi nie jest skłonna do kompromisu. Uważa mur za „niemoralny”. Proponowany przez nią budżet na instalację graniczną Trumpa wynosi… 0 dolarów.
Władimir Putin, jak na starego kagiebowca przystało, najlepsze triki trzyma na sam koniec. Na zdjęciu z Donaldem Trumpem w czasie spotkania G20 w Hamburgu w lipcu 2017. Fot. REUTERS/Carlos Barria
Pierwszoroczniacy w Kongresie

oprócz wspomnianej wyżej AOC, jest kilkanaścioro kongresmenów i kongresmenek, które chcą głowy Trumpa. Jedna z nich, drugiego dnia na urzędzie, miała publicznie powiedzieć, że „usuniemy z urzędu tego sk….a”. Ten neoficki żar pozwala utrzymywać w ciągłej gotowości lokalnych działaczy i napędza wpłaty na kampanię wyborczą w 2020 r. Choć istnieje też możliwość, że nadmierny radykalizm pomoże obecnemu prezydentowi pokazać, iż w całym tym szaleństwie jedynym rozsądnym jest właśnie on.

Putin, Władimir

jak na starego kagiebowca przystało, najlepsze triki trzyma na sam koniec. Prezydent Rosji już chyba zrozumiał, że w obecnej sytuacji politycznej nie może liczyć na jakiś „reset” w stosunkach z USA. A nawet na równe traktowanie w ramach wymarzonego nowego koncertu mocarstw. Ale nic nie szkodzi, może zadowoli się mniejszym celem: zwiększeniem chaosu i podziałów na scenie politycznej USA i w społeczeństwie amerykańskim. Spodziewałbym się w tym roku zwiększonej ilości kwitów, półprawd, sensacji czy kompromitujących materiałów „made in Russia”. Cel zawsze ten sam: siać zamęt i chaos, paraliżować wolę walki.

Rezerwa Federalna

kolejna decyzja Fedu o podwyżce stóp procentowych może być kamieniem, który wywoła lawinę recesji. Ostatnia taka decyzja w grudniu spowodowała potężne tąpnięcie na Wall Street. Sytuacja na giełdzie ustabilizowała się ostatnio, ale wszyscy czekają na kolejne „wielkie bum”. Nic dziwnego, że Trump próbuje zapobiec takiej sytuacji, pohukując od czasu do czasu na Fed i jego szefa na Twitterze.

Pedofil, pijak, zbiorowy gwałciciel. Jak wykończyć sędziego

Lewica zapowiedziała, że będzie walczyć z nim „wszelkimi metodami”.

zobacz więcej
Trump, Donald

to może być największy wróg… Donalda Trumpa. Współpracownicy obawiają się najbardziej tego, że niezdyscyplinowany, nienawykły do metodycznej pracy, nienawidzący żmudnych przygotowań lokator Białego Domu, sam dostarczy swoim wrogom czegoś, co go pogrąży raz na zawsze. Ludzie mu życzliwi drżą szczególnie od momentu, gdy zapada zmrok w piątek i przez całą sobotę. Wtedy córka Ivanka wraz ze swoim mężem jako ortodoksyjni Żydzi świętują szabas. Wyzwolony z wszelkich ograniczeń Trump jest w stanie dzwonić po wszystkich albo wrzucać na Twittera wszystko, co mu przyjdzie do głowy. Wielokrotnie pisano o próbach zabrania mu smartfona albo chęci – jak to ujął jeden ze zrozpaczonych współpracowników – „odrąbania paluchów”. Nic z tego. Donald Trump twittuje i twittować będzie. Choć swoją drogą jak na człowieka, który: miał zrezygnować po miesiącu kampanii, nie przetrwać prawyborów z 18 kandydatami, nie dostać nominacji na prezydenta, wreszcie przegrać sromotnie z Hillary Clinton, miewa się nad wyraz dobrze. Żyje z dewizą, że „nowy dzień, to nowa wojna” i na razie nic na poważnie nie zapowiada, żebyśmy rozstali się z Donaldem Trumpem w Białym Domu przed upływem kadencji 20 stycznia 2021 r. A kto wie, może i 20 stycznia 2025 r.

– Jeremi Zaborowski z Chicago

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Prezydent Donald Trump w Białym Domu 19 stycznia 2019. Fot. REUTERS/Yuri Gripas
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy przyszłego prezydenta Ukrainy wybrała Moskwa?
Niebezpieczne związki. Faworyt wyborów powiązany z oligarchą, oligarcha używający argumentów Kremla.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Niemcy skłócone i podzielone. Hulajnoga niezgody
Nie chcą jej piesi, bo boja się o swoje zdrowie. Nie chcą rowerzyści, bo ścieżki będą jeszcze bardziej zatłoczone. Nie chcą wreszcie kierowcy, bo mają dość uważania na rowerzystów i pieszych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wszystkie grzechy obrońców życia
Polskie ruchy pro life mają rację, ale nie potrafią do niej przekonać.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Inaczej się ubierają, jedzą i myślą. Religijni frustraci kontra...
Blisko 60 procent wyborców Hillary Clinton nie odczuwa szacunku wobec zwolenników Trumpa.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Piewca seksualnych dewiacji. Jego teorie wpisano do standardów...
Uważał, że traumę u gwałconych dzieci wytwarza histeria dorosłych wobec pedofilii, a nie same działania pedofilów.