Cywilizacja

Macron abdykuje. „Żółte kamizelki” tworzą nowy ustrój

W małym francuskim miasteczku Commercy „żółte kamizelki” eksperymentują z demokracją bezpośrednią. Tworzą „zgromadzenie ludowe i obywatelskie”, ale nie chcą wybierać żadnych przedstawicieli. Próbują budować „wolnościowy municypalizm”, czyli taki ustrój społeczny, w którym państwo zastąpione będzie przez wolną konfederację miast rządzonych przez instytucje demokracji uczestniczącej. 26 stycznia właśnie w Commercy spotka się ponad trzydzieści delegacji „lokalnych komitetów ludowych” z całej Francji.

Te nowe tendencje w ruchu „żółtych kamizelek” omówimy na końcu artykułu, a na razie warto stwierdzić, że ruch nie tylko nie zniknął, ale rozprzestrzenia się po całej Francji. 12 stycznia 2019 roku, w dziewiątą sobotę mobilizacji, w Paryżu i wielu miastach Francji 84 tysiące ludzi (a więc ponad 30 tysięcy więcej niż tydzień wcześniej!) maszerowało w proteście przeciwko społecznej i fiskalnej polityce rządu.

Do poważniejszych starć z policją nie doszło. – Odpowiedzialność zatriumfowała nad pokusą konfrontacji – powiedział minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner.
W 2008 roku Emmanuel Macron pracował dla Nicolasa Sarkozy’ego, a więc dla prawicy. Na zdjęciu z września 2015 Marcon (już jako głowa państwa) z małżonką przyjmują byłego prezydenta Sarkozy'ego w Pałacu Elizejskim. Fot. Julien Mattia/NurPhoto/Getty Images
13 stycznia prezydent zwrócił się z listem otwartym do Francuzów, zapowiadając „ogólnonarodową debatę”. Trzeba jednak pamiętać, że Macron praktycznie nie wychodzi z Pałacu Elizejskiego, a więc ogłoszona przez niego debata, podczas której obiecał spotkać się ze wszystkimi merami Francji, staje pod znakiem zapytania ze względu na bezpieczeństwo osobiste prezydenta. Bezpośrednie spotkanie Macrona z obywatelami narażałoby głowę państwa na poważne zagrożenie.

Tygodnik „Le Point” nazwał ten list otwarty „symboliczną dymisją Emmanuela Macrona”. „Aby sprostać oczekiwaniom kraju, prezydent przekazuje obowiązek refleksji Francuzom i istotnie podważa symboliczna wagę swojej funkcji” – napisał publicysta Saïd Mahrane. „To nie jest list do Francuzów, lecz petycja przesiąknięta młodzieńczą skruchą i amatorszczyzną, napisana przez człowieka, którego się nie słucha. (…) Proces pozbawienia władzy aureoli świętości został zakończony. Symboliczna, rytualna i instytucjonalna struktura upadła. Emmanuel Macron miał ucieleśniać wspólnotę, aby doprowadzić do symbiozy narodu z funkcją [prezydenta]. To mu się nie udało”.

Dla prawicy

Jak doszło do upadku człowieka, który uważał się za „króla” i sam o sobie mówił, że będzie Jowiszem (a więc najwyższym boskim władcą) wśród swoich ministrów?

Macron po maturze dwa razy z rzędu oblał egzaminy wstępne do najbardziej prestiżowej wyższej szkoły Francji, École Normale Supérieure. Przyszły minister gospodarki miał trudności z matematyką (o czym wspominają jego koledzy). Aby, jak sam mówi, „zagoić rany” po tej porażce, zapisał się do zdecydowanie mniej prestiżowej École des Sciences Politiques.

Miał już jednak w głowie znacznie bardziej ambitne plany – École Nationale d’Administration, która jest obowiązkowym etapem dla całej francuskiej elity, niezależnie od poglądów politycznych. Anegdota mówi, że ten, kto po wyjściu z gmachu ENA skręca w prawo – będzie uważany za prawicę, a kto w lewo – za lewicę.

Niedługo po ukończeniu ENA Macron uzyskał stanowisko inspektora finansów, będące we francuskiej tradycji przedsionkiem do polityki (dość wspomnieć, że inspektorami byli m.in. Alain Juppé, Michel Rocard, Valéry Giscard d'Estaing i Jean-Claude Trichet).

Kim jest Francuz, który broni Polaków?

– Od dwudziestu lat przyjmujemy ustawy, które tworzą oficjalną wersję francuskiej historii, a teraz dajemy lekcję Polsce? – pytał retorycznie Éric Zemmour.

zobacz więcej
Prawdziwa droga do wielkiej kariery otwiera się dla Macrona po spotkaniu z Jacques'em Attalim – byłym najbliższym doradcą Francois Mitteranda, bankierem, założycielem i pierwszym prezydentem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. W 2008 roku Attali staje na czele komisji odpowiedzialnej za reformę gospodarki francuskiej, a na zastępcę sekretarza generalnego tejże komisji wybiera 31-letniego Emmanuela Macrona.

W komisji zasiada czterdzieści wpływowych osobistości, na których młody Macron robi jak najlepsze wrażenie. Warto wspomnieć, że owa komisja została powołana przez prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, wtedy więc Macron pracował dla prawicy.

Raport Komisji został zaakceptowany przez Sarkozy’ego. Częścią dokumentu jest dawna koncepcja Attaliego, która przewidywała przyjmowanie 2 mln imigrantów rocznie, aby doprowadzić w 2040 roku liczbę ludności Francji do 187 mln mieszkańców. „Jeśli Francja i Europa zdecydowałyby się bronić jako klub chrześcijański, powinny przygotować się do konfrontacji z miliardem [muzułmanów], do prawdziwej «wojny cywilizacji» (nie mówiąc o wojnie domowej we Francji). Czy w takim razie 800 mln chrześcijan na całym świecie zdecydowałoby się wypowiedzieć im [muzułmanom] wojnę? Absurd!” – pisał Attali już w 1997 roku.

Dla lewicy

Dzięki rekomendacji Jacquesa Attaliego w 2009 roku Macron zostaje przyjęty do Banku Rothschild & Co. To dla niego nowe doświadczenie, jednak radzi sobie doskonale. François Hernot, dyrektor banku, opowiadał, że najważniejszym atutem Macrona była jego umiejętność oczarowania klienta w trakcie opowiadania mu „equity story”, tzn. fascynującej historii, narracji przyciągającej zainteresowanie potencjalnego kupca akcji. To technologie, które później opisał Eryk Mistewicz w książce „Marketing narracyjny”.

– Czy to nie jest manipulacja? – zapytał dyrektora Hernota jego rozmówca. A ten, po chwili wahania, odpowiedział: – No, trochę tak.

Macron w mistrzowski sposób używa swojego uroku osobistego. Potrafi sprzedać wszystko, włącznie z samym sobą.

Attali pyta go kiedyś: – Czy pan by się zgodził pracować dla prezydenta Hollande’a? Macron, rzecz jasna, zgadza się. Teraz będzie pracował dla lewicy. W latach 2012-2014 pełnił funkcję zastępcy Sekretarza Generalnego Pałacu Elizejskiego, a w 2014 roku został ministrem gospodarki. Jednak już w czerwcu 2013 roku jego stosunki z Hollande’m przechodzą głęboki kryzys. Sam Macron opowiedział o tym dopiero w 2017 roku.
Od roku 2012 Emmanuel Macron był zastępcą Sekretarza Generalnego Pałacu Elizejskiego. Pracował dla Francoisa Hollande'a, a więc dla lewicy. Na zdjęciu w tej właśnie roli w czerwcu 2013. Fot. REUTERS/Philippe Wojazer
Mały Emmanuel miał ukochaną babcię, którą pieszczotliwie nazywał Manette. Wolał spędzać czas nie w domu, ale z babcią, i uwielbiał „rano wsunąć się w jej ciepłe łóżko, aby posłuchać jej opowieści lub bajki La Fontaine'a”. Już w wieku 5 lat chciał mieszkać z babcią, a nie z matką. Ale „rodzice odmówili mu tego kaprysu”.

Minęły lata. „Kiedy babcia umarła, poinformowałem o tym prezydenta Hollande'a, ale ograniczył się do suchych kondolencji. – Kiedy moja babcia umarła, też mi było smutno – powiedział”. Macron był zaszokowany. Głęboko zraniony. Jak można nie zrozumieć jego tragedii? Prezydent okazał się niewrażliwy. Macron oddala sie od Hollande’a. Manette zostanie pomszczona.

Tu komentatorzy odwołują się do psychologii: Macron dorastał pod wpływem dwóch kobiet, znacznie od niego starszych. Psychologowie twierdzą, że mechanizm kompensacyjny w takich przypadkach prowadzi do powstania okrutnej, ambitnej, narcystycznej osobowości.

Miejsce po królu

Jeszcze w 2015 roku, jako minister gospodarki w rządzie prezydenta Hollande'a, Macron udzielił wywiadu, w którym powiedział: „Demokracja zawsze zawiera pewną niekompletność, ponieważ nie jest samowystarczalna. Coś jest zawsze nieobecne w procesie demokratycznym i jego wdrażaniu. We francuskiej polityce nie ma postaci króla, którego śmierci, jak głęboko wierzę, Francuzi nie chcieli. Terror pozostawił emocjonalną próżnię w zbiorowej świadomości: król już nie istnieje!

Następnie staraliśmy się wypełnić tę próżnię przez umieszczenie tam innych postaci: w szczególności tak było w przypadku Napoleona i de Gaulle'a. Ale we wszystkich innych okresach francuska demokracja nie mogła wypełnić tej pustki. (...)

Jeśli jednak chcemy ustabilizować życie polityczne i wyjść z obecnej nienaturalnej sytuacji i chcemy utrzymać postmodernistyczną demokrację deliberatywną, musimy zgodzić się z pewnym umocnieniem pionu władzy”.

Wszystkie chwyty dozwolone. Jak się broni elita

Cały establishment zorganizował się przeciwko Marine Le Pen, do czego publicznie wzywali nawet psycholodzy!

zobacz więcej
Termin „monarchia republikańska” już od dawna istnieje we francuskim słownictwie politycznym, ponieważ Konstytucja V Republiki daje prezydentowi prawie nieograniczoną władzę. Jednak nikt przed Macronem nie powiedział, że ludzie chcą, aby prezydent zajął to „puste miejsce”, które pozostało po śmierci króla. Jego uwaga na temat „braku samowystarczalności demokracji” jest charakterystyczna – w rzeczy samej tylko autokracja może być samowystarczalna.

Nie wiem, czy prezydent Francji zapożyczył swój dyskurs na temat „pionu władzy” od jego wynalazcy – Władimira Putina – ale nie można tego wykluczyć.

Człowiek znikąd

W wywiadzie dla czasopisma „Elle”, 19 maja 2017 roku, Emmanuelowi Macronowi zadano pytanie: „Jaką książkę poleciłby pan młodym pokoleniom, aby zrozumieć świat, w którym żyjemy?”.

Prezydent półżartem, śmiejąc się, wymienił tytuł książki swojego autorstwa „Rewolucja”. Ale zaraz potem dorzucił: – A bardziej poważnie, „Kapitał” Karola Marksa.

Dlaczego Macron polecał Marksa? Odpowiedź jest prosta: podczas wyborów prezydenckich większość młodych ludzi głosowała na skrajnie lewicowego Jean-Luca Mélenchona. W przeddzień wyborów parlamentarnych Macron próbował przekonać młodych do swojej partii. Wygląda więc na to, że nie ma własnych poglądów, jest oportunistą, interesuje go tylko władza.

No cóż, wyborcy potrzebowali nowego produktu, mieszanki dwóch starych składników, koktajlu lewicy i prawicy. W końcu to jest rynek! Czasem trzeba zmienić etykietkę.

Kim jest Macron? Człowiekiem znikąd. Ale za nim stoją miliarderzy, globaliści, międzynarodowa finansjera (proszę sobie przypomnieć jego mentora Attaliego) i cała potęga mediów.

Skąd Macron czerpie pewność siebie? Z przekonania, że nic go nie ogranicza, z poczucia wszechmocy, którą nabył w dzieciństwie, a która silnie się rozwinęła w okresie dorastania, oraz z narcyzmu.
Nikt przed Emmanuelem Macronem nie powiedział, że ludzie chcą, aby prezydent zajął „puste miejsce”, które pozostało po śmierci króla. Na zdjęciu Macron - w środku - jeszcze jako minister gospodarki w czasie obchodów Święta Trzech Króli (czyli początku zimowej wyprzedaży) w paryskim centrum handlowym w styczniu 2016 roku. Fot. REUTERS/Benoit Tessier
Warto tu przypomnieć, dlaczego Francuzi głosowali w II turze wyborów prezydenckich na Emmanuela Macrona. 43 proc. dlatego, że „jestem przeciwko Le Pen”, 33 proc., bo „obiecał odnowę polityczną”. 16 procentom podobał się jego program, a 8 procentom – jego osobowość.

Tak oto Francuzi wybrali przystojnego faceta, który przez całe życie zmieniał barwy polityczne (w trakcie kampanii wyborczej głosił, że jest „i prawicą, i lewicą”) i nigdy (!) przedtem nie uczestniczył w żadnych demokratycznych wyborach.

Paryż to nie Francja

W ostatnią sobotę, 12 stycznia, chociaż liczba protestujących wzrosła, starcia z policją osłabły. Wandale i chuligani zniknęli, ponieważ „żółte kamizelki” mają teraz własną służbę odpowiedzialną za bezpieczeństwo.

Rząd natomiast stracił zaufanie zarówno do policji krajowej, jak i miejskiej (coraz bardziej sympatyzującej z „żółtymi kamizelkami”). Zresztą policjantów po prostu brakuje, bo ruch ogarnął cały kraj, władza może więc liczyć tylko na CRS (francuskie ZOMO) i żandarmerię.

Teraz można się spodziewać, że liczba manifestujących w Paryżu będzie stopniowo maleć – protestujący przyjeżdżają tu z innych regionów po raz dziewiąty za własne pieniądze. W stolicy Francji także atmosfera staje się mniej przychylna dla protestujących. Już słyszałem propozycje organizowania manifestacji paryżan z poparciem dla policji w te dni, kiedy do miasta przyjeżdżają „żółte kamizelki”, ale „z udziałem bardziej stanowczych facetów”. Rzeczywiście, wtóruje jeden mój znajomy, „te kamizelki przeszkadzają mi w prowadzeniu interesów, i w ogóle ...”.

Tyle że Paryż to nie cała Francja. Ale nawet tu na murach można zobaczyć graffiti nawiązujące do protestu na kijowskim Majdanie w 2014 roku. „Żółte kamizelki” oglądają też film „Winter on Fire” – też o Majdanie i o demokracji bezpośredniej.

Na prowincji ruch szybko nie wygaśnie. Według sondażu OpinionWay dla „Le Point” 52% Francuzów nie zamierza brać udziału w ogłoszonej przez Macrona „ogólnonarodowej debacie”. 67% uważa, że nie rozwiąże to kryzysu „żółtych kamizelek”.

„Żółte kamizelki” przeciw łupieżcom. Mieszczańska rewolucja

Filip Memches: Klasa średnia się buntuje nie dlatego, że przegrywa w wyścigu szczurów z potęgą globalnego oligarchicznego kapitału, lecz z powodu polityki państwa.

zobacz więcej
Natomiast artykuł w „Le Figaro” z wynikami ostatniego sondażu opinii publicznej nosi charakterystyczny tytuł: „Tsunami nieufności wobec elit i instytucji politycznych”.

Okazuje się, że najwyższym zaufaniem cieszą się szpitale oraz małe i średnie przedsiębiorstwa (78%), a także armia i policja (74%), najniższym zaś partie polityczne (9%). Rośnie zaufanie respondentów do merów (58 proc., czyli plus 1 punkt w porównaniu z grudniem 2017), zaś spada do posłów (31%, minus 4 punkty), a jeszcze bardziej do instytucji prezydenta (23%, minus 13 punktów). Gdy respondentów zapytano konkretnie o Macrona, spadek okazał się jeszcze większy(20%, minus 16 punktów).

Pisarz i statystyka

Wiele może tłumaczyć ocena poglądu, że „dzisiejsza gospodarka przynosi korzyści właścicielom kosztem tych, którzy pracują”. Z ta opinią zgadza się aż 72% pytanych! I trudno się temu dziwić – Macron, choć obiecał zmniejszenie podatków lokalnych, to tak naprawdę znacznie obniżył podatki z dywidend, ze spekulacji papierami wartościowymi itp., oraz zwiększył podatki dla tych, którzy pracują.

Zawsze aktualny Michel Houellebecq w swojej ostatniej książce „Serotonina” (która ma się ukazać w Polsce w maju 2019 w przekładzie Beaty Geppert) pesymistycznie pisze: „W latach 2003-2004 [Claire] zdała sobie sprawę, że jej mieszkanie miesięcznie zarabia więcej niż ona. (…) Pieniądze nigdy nie nagradzały pracy, nie miały z tym nic wspólnego. Żadne ludzkie społeczeństwo nigdy nie zostało zbudowane na wynagrodzeniu za pracę, a nawet przyszłe społeczeństwo komunistyczne nie miało opierać się na tych podstawach”.

Zauważył to nie tylko pisarz, ale i statystyka. W 2018 roku największe francuskie spółki „blue chip” (CAC 40) wypłaciły swoim akcjonariuszom 57,8 mld euro, czyli więcej niż połowę swoich zysków, co jest najwyższym wskaźnikiem od kryzysu 2008 roku. Te środki finansowe nie uczestniczą w inwestowaniu w gospodarkę, lecz idą do kieszeni bogaczy.
Czy „żółte kamizelki” to lewica? Niekoniecznie. Oni nie mówią: „Trzeba wszystko zabrać bogatym i rozdać biednym”. Na zdjęciu demonstracja 12 stycznia 2019 w Paryżu. Fot. REUTERS/Christian Hartmann
Obserwujemy lukę, która rozwinęła się między wielonarodowymi korporacjami, światem finansowym a realną gospodarką – w momencie, gdy wynik finansowy netto spółek CAC 40 wzrósł średnio o 18%, wzrost gospodarczy we Francji wyniósł tylko 2,4%. Dla porównania, średnia płaca realna netto we Francji wzrosła w tym samym roku tylko o 1,2%, co wskazuje na ciągłe powiększanie się nierówności.

Lecz chodzi nie tylko o rozziew między bogatą elitą a coraz biedniejszymi klasami średnią i niższą. Sytuacja we Francji zaczyna przypominać sytuację w Rosji, którą ekonomista Jurij Kuzniecow opisuje w następujący sposób:

„W dyskusji tej nie padło ani jedno słowo o rosnącej niechęci lub nawet nienawiści do upasionych przedstawicieli władzy i zbliżonych do niej oligarchów. Jak by nie nazywać tego masowego fenomenu psychologicznego – «nienawiść klasowa», «żal», «poczucie niesprawiedliwości» lub nawet «zawiść» – jest on istotnym czynnikiem wzrostu niezadowolenia i nie ogranicza się do poczucia stagnacji gospodarczej”.

Śmierć Zachodu?

Czy „żółte kamizelki” to lewica? Niekoniecznie. Oni nie mówią: „Trzeba wszystko zabrać bogatym i rozdać biednym”. Ci, którzy się wzbogacili, sami zarabiając na życie, we Francji są tradycyjnie szanowani. Gniew skierowany jest głównie przeciwko politykom i biurokratom, którzy przestali słyszeć swoich wyborców. Jest skierowany przeciwko politykom prowadzącym luksusowy styl życia nie za swoje pieniądze, lecz za pieniądze podatników. Wyborcom nie podoba się, że politycy latają służbowymi odrzutowcami, podnoszą sobie wynagrodzenia i cieszą się wieloma innymi przywilejami, choć bogactwa te nie są przez nich samych wypracowywane.

Ludzie domagają się referendum z inicjatywy obywateli, dyskusji nad projektami ustaw, zanim zostaną one rozpatrzone przez parlament – a to są pomysły niekoniecznie kojarzone z lewicą.

Na alarm biją już tylko dziennikarze prorządowi. Portal „The Conversation” już 7 grudnia 2018 roku pisał z oburzeniem:

„Do tego dochodzi wszechwładza sieci społecznościowych, które burzą tradycyjną logikę mobilizacji, komunikacji, informacji i funkcjonowania przestrzeni publicznej. Umożliwiają one, bez najmniejszych środków finansowych, ludzkich czy logistycznych, zorganizowanie na dużą skalę działań obywateli, którzy nawet nie znają się między sobą.

Pasionaria „żółtych kamizelek” i milion gniewnych ludzi

Wzrost ceny oleju napędowego był jedynie detonatorem. Niemal wszystkim protestującym doskwiera pogarda elit.

zobacz więcej
Bez sieci społecznościowych osoby te nie byłyby w stanie tak szybko skoordynować protestu o takiej skali. Ruch «żółtych kamizelek» zaczynając od inicjatyw bardzo ograniczonych i pozbawionych jakichkolwiek zasobów, potrafił zyskać na przestrzeni kilku miesięcy tyle, że można nawet zacząć się obawiać, iż stał się już zdolny do zajęcia miejsca partii, związków zawodowych, a nawet do reprezentowania narodu”.

Pojawiają się głosy prawie apokaliptyczne: „To jest kryzys instytucji politycznych, i nie tylko we Francji. Głupotą byłoby zaprzeczać temu kryzysowi, jeżeli przywódcy tradycyjnych partii nie tylko nie przechodzą do drugiej tury [wyborów], ale nie jest nawet jasne, kto i jaki ma wyraźny elektorat. (…) Nikt nie mówi o końcu świata, ale śmierć Zachodu jest oczywista”.

Megafon się zepsuł

Wróćmy do wspomnianego na początku małego robotniczego miasteczka Commercy, które przeżyło 20 lat kryzysu i upadek lokalnego przemysłu. Tu „żółte kamizelki” eksperymentują z demokracją bezpośrednią w postaci „zgromadzenia ludowego” – w odróżnieniu od francuskiego parlamentu, który nazywa się „Zgromadzeniem Narodowym”. Działają pod pod hasłem: „władza ludu, dla ludu i przez lud”. To prawie dokładny cytat ze słynnej przemowy gettysburskiej Abrahama Lincolna, który ukuł formułę, że demokracja to „rządy ludu, przez lud i dla ludu”.

Kiedy rząd zaatakował ruch „żółtych kamizelek” jako niezdolny do wyłonienia swoich przedstawicieli, Commercy odpowiedziało demokracją bezpośrednią. Oto jak relacjonuje wypowiedzi uczestników „zgromadzenia ludowego” François Bonnet, korespondent niezależnego portalu „Mediapart”:

„Zaczęliśmy dwa miesiące temu, jak cały nasz departament, jak cały kraj – i to się nie skończy!”.

„Nie chcemy przedstawicieli, którzy będą rozmawiali zamiast nas! Budujemy nowy system, w którym ci, którzy «dziś są niczym», jak mówią o nas z pogardą, odzyskają władzę nad tymi, którzy sami się bogacą. Jeśli teraz mianujemy jakichś przedstawicieli i rzeczników, to ostatecznie doprowadzimy do tego, że pozostaniemy pasywni”.

„Niektórzy samozwańczo mianują się przedstawicielami narodowymi lub przygotowują listy do wyborów. Nasze słowo zaginie w tym labiryncie lub zostanie przekręcone (...) Wzywamy do wielkiego spotkania lokalnych komitetów ludowych”.
Protesty rozlały się po całej Francji. Na zdjęciu demonstracja 12 stycznia 2019 w Strasburgu. Fot. REUTERS/Vincent Kessler
29 grudnia 2018 roku ruch zaproponował zorganizowanie w Commercy „zgromadzenia zgromadzeń”. Trzydzieści grup z całej Francji (Saint-Nazaire, Tuluza, Montreuil itp.) zadeklarowało gotowość do wzięcia w nim udziału. Spotkanie to ma się odbyć w sobotę 26 stycznia 2019.

Jak wygląda commersjańska demokracja bezpośrednia? – Poruszamy się po omacku, błądzimy, wszystko jest dość empiryczne – mówi Jonathan, od początku obecny w ruchu. – Początkowo mieliśmy klasyczną organizację: jedna osoba mówiła do megafonu, inni słuchali. A potem megafon się zepsuł, ustawiliśmy się w krąg, by każdy mógł mówić i słyszeć. Stopniowo uczymy się i ulepszamy nasze decyzje, to bardzo interesujące doświadczenie.

Prawdziwy populizm

Jest środa wieczór, walne zgromadzenie może się rozpocząć. Około pięćdziesięciu „żółtych kamizelek” zgromadziło się wokół piecyków przed „schroniskiem” zwanym też „Schroniskiem Solidarności”. To mała buda z desek na centralnym placu Commercy, prawie naprzeciwko ratusza.

Przyjęto kilka podstawowych zasad: systematyczne głosowanie nad wszystkimi decyzjami. Jeśli głosowanie nie przynosi wyraźnej większości, dyskusja jest kontynuowana, poszukuje się nowych elementów, a decyzja zostaje przełożona na późniejsze głosowanie. Raport zostanie opublikowany na profilu „Żółte Kamizelki z Commercy” na Facebooku.

Paryż wrze. Bunt przeciwko elitom

Prezydent twierdzi, że to Marine Le Pen ponosi odpowiedzialność za przemoc, bo zwołała ludzi w okolice Pól Elizejskich. Sęk w tym, że „żółte kamizelki” z jej partią nie mają wiele wspólnego.

zobacz więcej
– Odkrywamy przyjemność rozmawiania, wymiany opinii i wzajemnego szacunku – mówi Mireille. – Podoba mi się tutaj solidarność, zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy mniej odizolowani, że mamy podobne problemy, a ponadto powstała też miedzy nami zażyłość, nikt nie chce, by grupa się rozpadła.

Zgodnie z definicją Casa Mudde’a, autora książki „Populism: A Very Short Introduction”, „populizm jest koncepcją, według której społeczeństwo dzieli się na dwie antagonistycznie nastawione do siebie grupy – „moralny lud” i „skorumpowana elita”. Nie jest wykluczone, że dziś we Francji po raz pierwszy mamy do czynienia z „prawdziwym” populizmem.

– Aleksander Bondariew

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kukła Emmanuela Macrona podrzucana przez "żółte kamizelki" podczas demonstracji w Nicei 12 stycznia. Fot. REUTERS/Eric Gaillard
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ajatollahowie przeciw „rządom ajatollahów”. Irańskie paradoksy
Wśród zwolenników zmian w Republice Islamskiej jest wnuk jej twórcy, Ruhollaha Chomeiniego
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Na tle radykalnych Demokratów Trump jest symbolem normalności
Program amerykańskiej lewicy: aborcja także po narodzinach, pochwała marksistowskich dyktatur, likwidacja wszystkich samochodów, samolotów i… krów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„Bohater” Blaichman i Żydzi w getcie walczący z „polskim reżimem”
Szczyt bliskowschodni w Warszawie, a dla Polaków kij i zgniła marchewka.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Showman chce być prezydentem Ukrainy. Między Dyzmą a Reaganem
Ludzi czaruje jak Donald Trump: Wiecie, kim jestem. Nie jestem skompromitowany. Nic nikomu nie ukradłem. Jestem fajny, dowcipny i błyskotliwy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Promuje aborcję, imigrantów i LGBT. Czuje się jak bóg.
George Soros chce kupić Radio Zet. Ale działalność multimiliardera to więcej niż biznes.