Kultura

Wojna o władzę, czyli jak samo dobro walczy ze złem

Fanatyzm to nie przeszłość. I nie ma wyłącznie gniewnego oblicza sił populistycznych, które przez europejski polityczny establishment dezawuowane są jako „neofaszyści” i „skrajna prawica” .

W kolejnych odcinkach programu „Powidoki”, bohaterami rozmów Barbary Schabowskiej z Piotrem Nowakiem na antenie TVP Kultura w poniedziałkowe wieczory będą: Carl Schmitt (21 stycznia, godz. 23.10 i z 25 na 26 lutego, godz. 0.05) oraz Krzysztof Michalski (11 lutego, godz. 23.10).

Straszliwa prawda o narodzie izraelskim

Żydówka antysemitka – taki zarzut spadł na Hannah Arendt, gdy podniosła problem kolaboracji z władzami III Rzeszy.

zobacz więcej
Kiedy docierają do nas newsy dotyczące polityki, zazwyczaj chodzi w nich o jakieś sprawy sporne. Polityka bowiem ze swojej istoty to pole walki. Ścierają się na nim różne interesy i racje. Rywalizują między sobą: w kraju – stronnictwa o władzę, a na arenie międzynarodowej – państwa o regionalną czy globalną pozycję oraz korzyści dla siebie.

Problem polega na tym, że w nowoczesnej polityce do głosu doszły ideologie. A to oznacza, że jej uczestnicy traktują swoje działania nie w kategoriach ścierania się różnych interesów i racji, lecz jako wojnę dobra ze złem.

Jeśli w swoim przekonaniu uważam, że reprezentuję dobro, gdyż stojący za mną projekt polityczny jest uniwersalnym systemem wartości, to przeciwnik, z którym toczę boje, reprezentuje zło, ponieważ temu projektowi zaprzecza. A ze złem się nie dyskutuje i nie negocjuje, zło trzeba unicestwić. I tak też powinienem postępować ze swoim przeciwnikiem.

Ideologia ma zatem w sobie coś fanatycznego. I dlatego kojarzy się głównie z reżimami totalitarnymi, bo w nich z założenia nie było miejsca na opozycję. Rzecz w tym, że owe reżimy to przeszłość. A fanatyzm przeszłością nie jest. I bynajmniej nie ma wyłącznie gniewnego oblicza sił populistycznych, które dezawuowane są przez europejski polityczny establishment jako „neofaszyści” i „skrajna prawica” .

Pustka zapełniana wartościami

W tym kontekście warto sięgnąć do eseju „Polityka i wartości” Krzysztofa Michalskiego. Zmarły w roku 2013 autor to jeden z czołowych polskich filozofów naszych czasów. Był współzałożycielem i rektorem Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu.
Jörg Haider, ówczesny lider FPÖ, był dla liberałów faszystą, ksenofobem, antysemitą, niemal inkarnacją samego Hitlera. Jego plakaty wyborcze były notorycznie zamalowywane. Fot. Leopold Nekula/Sygma via Getty Images
Jego poglądy polityczne można śmiało określić jako liberalne. I dlatego deklarował się jako antagonista Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) – ugrupowania uchodzącego w Europie za formację nacjonalistyczną i ksenofobiczną. A jednak, kiedy w roku 2000 po wyborach parlamentarnych nad Dunajem, FPÖ weszła do koalicyjnego gabinetu i przywódcy państw Unii Europejskiej wprowadzili z tego powodu przeciw nowemu rządowi austriackiemu sankcje, Michalski te „antyfaszystowskie” kary skrytykował.


Filozof między innymi tak uzasadniał swoje stanowisko: „(…) postrzeganie konfliktu politycznego przede wszystkim w kategoriach wartości prowadzi często – a na pewno w tym wypadku – na manowce, zasłaniając jego przyczyny i rzeczywiste interesy uczestniczące w tym konflikcie oraz uniemożliwiając jego rozwiązanie. Różnicę interesów można wyjaśnić i rozstrzygnąć – zderzenie wartości można tylko stwierdzić, a rozstrzygnąć (bez eliminacji przeciwnika) się go nie da”.

Zdaniem Michalskiego, człowiek przednowożytny miał ograniczone zapotrzebowanie na wartości. Kierował się wiarą w Boga i rozróżniał jakości moralne – takie, jak na przykład szlachetność i podłość – w których widział obiektywną rzeczywistość.

Nowoczesność „uśmierciła” Boga i przetarła ludzkości szlak ku (samo)zagładzie

Doskonalimy technologie wojenne i wynajdujemy ideologie, które uzasadniają pozbywanie się dzieci (aborcja) i starców (eutanazja), żeby poszerzyć „przestrzeń życiową”.

zobacz więcej
Tymczasem wraz z nastaniem nowożytności – według Michalskiego – nastąpiła radykalna zmiana. Człowiek postawił w centrum wszechrzeczy siebie i swój rozum. Wiara w Boga zaczęła tracić na znaczeniu. Zjawiska w świecie coraz bardziej postrzegane były jako moralnie neutralne.

W ten sposób – konstatował Michalski – wyłoniła się pustka, którą należało zapełnić. I tak pojawiły się wartości. W odróżnieniu od przednowożytnych jakości moralnych nie istnieją one obiektywnie. Nowożytny człowiek ich bowiem nie odkrywa, lecz sam je ustanawia, decydując o tym, co jest dla niego cenne, a co nie.

Wnioski, jakie nasuwają się z tekstu Michalskiego, można zinterpretować wielorako. Ale na pewno w ich świetle marnie wypadają politycy, którzy prowadzą ideologiczne krucjaty w imię „antyfaszystowskich” wartości. Odwołują się oni bowiem nie do rzeczywistości obiektywnej, lecz do własnych narracji mających wzniośle uzasadniać ich widzimisię.

Skoro w ramach demokracji parlamentarnej występują jako – samozwańczy – reprezentanci dobra (praw mniejszości seksualnych, wielokulturowości), to ich przeciwnik skazany jest na bycie reprezentacją zła (tradycyjnych norm moralnych i społecznych, patriotyzmu), więc trzeba go jako „faszystę” zdelegalizować.

Wróg, czyli ktoś obcy

I tu można przywołać myśl XX-wiecznego prawnika niemieckiego, Carla Schmitta (Krzysztof Michalski zresztą w swoim eseju cytował jego słowa). To z pewnością postać kontrowersyjna. Będąc zwolennikiem dyktatorskich form sprawowania władzy należał przez parę lat do NSDAP i popierał reżim Adolfa Hitlera. W ten sposób zapracował na miano „koronnego jurysty III Rzeszy”. Tyle że w roku 1936 naziści uznali go za „oportunistę”, a jego prestiż od tamtej pory w Niemczech zaczął spadać.
Kluczowe pojęcia z zakresu współczesnej nauki o państwie są zsekularyzowanymi pojęciami teologicznymi – twierdził Carl Schmitt. Fot. Getty Images
A jednak – niezależnie od tych politycznych uwikłań – Schmitt ma nam coś istotnego do powiedzenia.

W publikacji pod wymownym tytułem „Tyrania wartości” (1979) stwierdzał między innymi: „Kto ustanawia wartość, zwraca się tym samym przeciwko nie-wartościom. Bezgraniczna tolerancja i neutralność, równoznaczna z całkowitą swobodą wymiany stanowisk i punktów widzenia, natychmiast zmieni się w swoje przeciwieństwo, we wrogość, o ile tylko na serio i konkretnie stanie w obliczu kwestii realizacji i obowiązywania. Dążenie wartości do tego, by obowiązywać, jest nieodparte, podobnie jak konflikt między wartościującymi, dowartościowującymi, przewartościowującymi i odmawiającymi wartości”.

Z kolei w rozprawie „Pojęcie polityczności” (1927) Schmitt wskazywał podstawowy mechanizm polityki, jakim jest rozróżnianie przyjaciela od wroga. Przy czym nie chodzi tu o rozróżnianie, które nieuchronnie skutkuje eskalacją atawistycznej międzyplemiennej przemocy. Nie ma konieczności toczenia z wrogiem wojen. Wróg to po prostu ktoś obcy, czyli ktoś, kto nie jest nami, a więc stanowi potencjalne zagrożenie dla naszego bytu.

Trzeba też podkreślić, że w opinii Schmitta walka z wrogiem nie koliduje z ewangelicznym nakazem miłowania nieprzyjaciół. Wróg to pojęcie polityczne. Tymczasem nakaz miłowania nieprzyjaciół odnosi się do osobistych stosunków między ludźmi, a nie rywalizacji politycznej.

Politolog z Oksfordu: Neoliberalizm jest jak marksizm

Mieszkańcy Europy są stale oszukiwani. Gdy głosują za radykalną zmianą, europejski establishment konsoliduje się w celu jej zablokowania.

zobacz więcej
„W tysiącletniej historii wojen między chrześcijaństwem a islamem nigdy żaden chrześcijanin nie wpadł na pomysł, aby z miłości do Saracenów lub Turków wydać im na łup Europę, zamiast stanąć w jej obronie” – wyjaśniał Schmitt. I dodawał, że Ewangelia „nie zaleca, aby kochać wrogów swojego narodu i wspierać ich w walce przeciwko własnym rodakom”.

Zakłamana perpektywa

Nowoczesna polityka stosuje jednak zakłamaną perspektywę, która jest rezultatem rugowania religii z życia publicznego. W rozprawie „Teologia polityczna” Schmitt zauważył, że kluczowe pojęcia z zakresu współczesnej nauki o państwie są zsekularyzowanymi pojęciami teologicznymi. A więc strony politycznego sporu przedstawiają ów konflikt jako odwieczną walkę dobra ze złem, Boga z Szatanem. Uczestnik takiego starcia samego siebie deifikuje, a przeciwnika – diabolizuje.

Dlatego nowoczesna polityka wymaga ciągłego odkłamywania. Kiedy w ramach kraju stronnictwa rywalizują między sobą o władzę, a na arenie międzynarodowej państwa – o regionalną czy globalną pozycję oraz korzyści dla siebie, to nie można tego sprowadzać do walki dobra ze złem. Za uczestnikiem politycznej rywalizacji kryją się bowiem zawsze interesy i racje żywych ludzi, a nie taka czy inna wartość.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz inne odcinki programu „Powidoki filozoficzne”:
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.