Cywilizacja

„Dzieci z wolnego wybiegu”. Czyli powrót do wychowania paleo

Stan Utah w USA musiał wprowadzić ustawę, by rodzice pozwalający potomstwu na samodzielne chodzenie do szkoły, na plac zabaw czy do sklepu, nie byli karani za niedopełnienie obowiązków opiekuńczych. Tymczasem mały Indianin Siriono (Boliwia) dostaje pierwszy łuk w wieku… 3 miesięcy. Mając lat 8 towarzyszy ojcu w polowaniach, a jako 12-latek zostaje samodzielnym myśliwym. Skąd się biorą niezależne, ciekawskie i samodzielne dzieci?

Fabryki posłusznych obywateli. Uczniowie piątkowi to idealni szeregowi pracownicy korporacji

Rodzice muszą wiedzieć, że za rozwój ich dzieci wcale nie odpowiada szkoła — mówi Angelika Talaga, neuropedagog i autorka bloga o innowacyjnych metodach edukacji.

zobacz więcej
Uniwersytety w USA zatrudniają „bramkarzy”, by pod koniec tygodnia wprowadzającego dla pierwszego roku pozbyć się z kampusu rodziców. Inne, oprócz dziekanów ds. studentów, utrzymują jeszcze nieformalnych przedstawicieli do kontaktów z dorosłymi opiekunami. Trudno się dziwić, skoro ich zaangażowanie w życie dzieci obejmuje wręcz załatwianie praktyk na studiach, czy pisanie za potomków prac zaliczeniowych.

To oczywiście przykład ekstremalny, ale ilustrujący nastawienie typowe dla kultury zachodniej. Troska o młody, dojrzewający umysł, wraz z przekonaniem, że należy go formować, pojawiły się w Europie we wczesnej nowożytności pod wpływem chrześcijaństwa. Jak pisze Philippe Aries w klasycznej „Historii dzieciństwa”, bardzo długo wyglądało to zupełnie inaczej. Aż do średniowiecza nawet miłość rodziców nie była „afektem koniecznym”, chociaż naturalnie się zdarzała. Jak zatem wyglądało wtedy życie dziecka? Można się przekonać także dzisiaj, obserwując kultury pierwotne.

Dziecko wie lepiej

W wielu z nich koncepcję, że rodzice mieliby wychowywać lub kontrolować dziecko, uznano by za mocno egzotyczną. Na przykład w opinii Papuasów z Nowej Gwinei mały człowiek jest równie zdolny do podejmowania decyzji dotyczących siebie, jak duży, nawet jeśli prowadzi to do bolesnych konsekwencji.

Do jakiego stopnia szanują autonomię małego człowieka, ilustruje anegdota cytowana przez Jareda Diamonda, autora książki „The world until yesterday. What can we learn from traditional societies”. Jeden z badaczy przeprowadzających wywiad etnograficzny zauważył dwulatka bawiącego się wielkim nożem. Siedząca tuż obok matka w najlepsze plotkowała z koleżankami. Kiedy w pewnej chwili maluch upuścił ostrze, rodzicielka – nie przerywając konwersacji – usłużnie podsunęła synkowi mordercze narzędzie.
W opinii Papuasów z Nowej Gwinei mały człowiek jest równie zdolny do podejmowania decyzji dotyczących siebie, jak duży, nawet jeśli prowadzi to do bolesnych konsekwencji. Na zdjęciu grupa Papuasów, 1987 rok. Fot. Hellige/ullstein bild via Getty Images
Sam Diamond opisuje historię dziesięcioletniego Papuasa Talu, którego zgodził się nająć jako tragarza. Chłopiec nie tylko spędził tydzień, wędrując z grupą dorosłych do sąsiedniej wioski, lecz po przybyciu zgłosił się na ochotnika do pomocy badaczowi. Po czym spędził z nim kolejny miesiąc. Przez powracających członków plemienia poinformował rodziców, że nie wie, jak długo przeciągnie się jego nieobecność. Wszyscy zainteresowani (być może z wyjątkiem Diamonda) uważali to za zupełnie naturalne.

Dzieciństwo w wersji de lux

Nie ma buntu, jest Instagram

Subkultury wchodzą w wiek przedemerytalny. Młodych ludzi bardziej interesuje to, jakiego sobie kupią iphone’a. A na festiwale jeżdżą, żeby ładnie wyglądać i zebrać dużo like'ów.

zobacz więcej
Podobne traktowanie absolutnie nie wynika z obojętności, emocjonalnej oziębłości czy braku wyobraźni – i łatwo tego dowieść. Opieki, jaką otaczani są mali Indianie czy Papuasi, mógłby im pozazdrościć niejeden rozpieszczony Amerykanin z wielkiego miasta.

Wśród plemion żyjących w bardzo niebezpiecznych środowiskach, jak dżungla południowoamerykańska, dzieci przez pierwsze lata życia są noszone na rękach – całkiem dosłownie. Bardzo skrupulatne badania wykazały, że w społeczności Indian Ache z Paragwaju przez pierwszy rok 93 procent czasu spędzały w fizycznym kontakcie z matką, praktycznie nigdy nie zostawiano ich samych i nawet rzadko stawiano je na ziemi. Do czwartego roku życia nie oddalały się od niej więcej niż o metr przez… 76 proc. czasu, wskutek czego uczyły się chodzić dopiero w wieku niemal dwóch lat. Opieka nie kończyła się wieczorem: w żadnym z 90 badanych plemion dzieci i rodzice nie spali osobno, lecz albo razem, albo w bezpośredniej bliskości. Być może to tłumaczy, skąd się biorą boje staczane w tej sprawie we współczesnych rodzinach.

Szczególnie rozczulająco brzmią informacje o reakcjach na płacz lub kapryszenie dziecka – przynajmniej dla ludzi wychowywanych w czasach, kiedy rozpaczliwy ryk brzdąca kwitowano stwierdzeniem: „niech się wypłacze”. U Buszmenów !Kung z Kalahari w 88 procentach przypadków interwencja matki następowała po trzech sekundach. U Efe – w 88 proc. w niespełna dziesięć sekund. W efekcie maluch nigdy nie płakał dłużej niż minutę na każdą godzinę. Swoją drogą dowodzi to, że szybka reakcja bynajmniej nie prowokuje do mazgajenia się w nieskończoność.

Ciężar opieki nie spoczywa jedynie na matce: u Pigmejów Efe w opiekę nad dzieckiem zaangażowanych było, bagatela!, 14 dorosłych osób, u Aka – 7 do 8. Średnio przekazywano sobie z rąk do rąk malucha 8 razy na godzinę.
Pigmeje
Wiąże się to z szerszym zjawiskiem tzw. allorodzicielstwa, czyli innymi słowy „wychowania przez całą wioskę”. W niewielkim, zżytym plemieniu praktycznie każdy dorosły traktowany jest jak krewniak, do którego można się zwrócić po pomoc albo wpaść na obiad. Poza oczywistymi korzyściami dla umęczonych rodziców, bardzo pozytywnie wpływa to na rozwój emocjonalny dziecka: jeśli matka lub ojciec z jakichś względów nie radzą sobie ze swoją rolą, ma ono pod ręką inne wzorce osobowe, co w znacznym stopniu niweluje traumę.

Przygotowanie do przyszłej kariery

„Dorosłe” traktowanie często (choć nie zawsze) oznacza zaangażowanie w życie rodziny i plemienia od najmłodszych lat. Mały Indianin Siriono (Boliwia) dostaje pierwszy łuk w wieku… 3 miesięcy, mając lat 8 towarzyszy ojcu w polowaniach, a jako 12-latek zostaje samodzielnym myśliwym. Trzyletnie dziewczynki pomagają matkom w opiece nad rodzeństwem.

Neurotyczni idole już się zdezaktualizowali. Pokolenie „Z” lubi...

Czy wiesz, co robi twoja 13-letnia córka? Transmituje filmik ze swojego pokoju na musical.ly. Kto ją tam ogląda? Co dziecko samo tam znajdzie?

zobacz więcej
Badająca tę kwestię w społecznościach Jukatanu Suzanne Gaskins z Northeastern Illinois University zwraca uwagę, że dzieci bynajmniej przeciw temu nie protestują. Przeciwnie: czują się dzięki temu sprawne i potrzebne dorosłym. „Najlepszym prognostykiem sukcesu młodych dorosłych w wieku 20 lat był udział w pracach domowych, kiedy mieli 3 lub 4 lata”, wtóruje jej Marty Rossman z Uniwersytetu Minnesoty, cytowana w książce „Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci” Mei-Ling Hopgood.

Angażując maluchy do pomocy, rodzice uczą je nie tylko odpowiedzialności i konkretnych umiejętności (co wydaje się oczywiste); kształtuje to także wiarę w siebie i poczucie własnej wartości, a efekt utrzymuje się w dalszym życiu. Czy to nie znakomity argument, kiedy po raz tysięczny przypominamy naburmuszonemu nastolatkowi, żeby wyskoczył ze śmieciami?

Obowiązki często łączą się z zabawą: grupy maluchów zwykle zajmują się same sobą. W zróżnicowanej wiekowo grupie mają okazję ćwiczyć rozmaite przydatne umiejętności: od troszczenia się o młodszych, poprzez zdolności negocjacyjne i przekonywanie do swojego zdania, po inicjatywę, pomysłowość i kreatywność w organizowaniu sobie rozrywek.

Powrót do przeszłości?

W marcu 2018 roku stan Utah wprowadził wiekopomną ustawę: rodzice pozwalający dzieciom na samodzielne chodzenie do szkoły, na plac zabaw czy do sklepu, nie będą karani za niedopełnienie obowiązków opiekuńczych. To reakcja na powstały kilka lat temu w USA ruch „dzieci z wolnego wybiegu”, czyli otrzymujących trochę więcej swobody. Może to pierwszy krok w stronę prastarych praktyk?

– Hanna Pasierska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wybrane lektury:
Philippe Aries, „Historia dzieciństwa”, Marabut 1973.
Jared Diamond, „The world until yesterday. What can we learn from traditional societies”, Viking 2013.
Mei-Ling Hopgood, „Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci”, Mamania 2016.
12.09.2018
Zdjęcie główne: Pippi Pończoszanka (szw. Pippi Långstrump) – bohaterka powieści szwedzkiej pisarki Astrid Lindgren i ich filmowych ekranizacji. Ma 9 lat i mieszka sama w willi – jej mama nie żyje, a tata pływa na morzu. Silna dziewczynka z torbą pełną złotych monet, doskonale sobie radzi, ignorując próby ingerencji w jej życie: umieszczenia jej w domu dziecka, czy zmuszenia do chodzenia do szkoły. Na zdjęciu Nilsson, Inger w roli Pippi w filmie z 1969 r. Fot. Röhnert/ullstein bild via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.