Rozmowy

Czy Polacy potrafią być niepodlegli

Stanisław Wyspiański, dzięki dogłębnej znajomości i fascynacji polskim dziedzictwem pokazał, że jest ono nie balastem, ale źródłem siły cywilizacyjnej Polaków, często na przekór im samym – mówi Andrzej Szczerski, były wicedyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

TYGODNIK.TVP.PL: 150 lat temu urodził się Stanisław Wyspiański. Czy coś z niego po tym czasie w Polsce i Polakach pozostało?

ANDRZEJ SZCZERSKI:
Oczywiście, że pozostało i to na bardzo wielu poziomach. Chociażby cytaty z „Wesela”, które weszły na stałe do języka potocznego czy publicystyki. Trudno znaleźć inny dramat, który odcisnąłby na naszym codziennym języku tak wyraźne piętno.

Patrząc szerzej, Wyspiański stanowi do dzisiaj pewien wzorzec artysty uniwersalnego – geniusza w wielu dziedzinach twórczości – który potrafił zdefiniować na nowo sztuki plastyczne, teatr czy sztukę stosowaną.

Ale najważniejsze jest to, co potrafił powiedzieć na temat wartości kultury polskiej, interpretowanej nie jako przerastające nas dziedzictwo albo niepotrzebny fantazmat, ale inspiracja do działania.

Jak wyglądała pod tym względem ówczesna Polska pod zaborami, widziana oczyma Wyspiańskiego? Czym ona się różniła od ojczyzny Słowackiego czy Mickiewicza?

To bardzo ważne pytanie dotyczące trwania wzorców kulturowych w XIX wieku. Z jednej strony współcześni uważali Wyspiańskiego za kontynuatora tradycji romantycznej, a właściwie tej jej części, która łączyła sztukę i odrodzenie narodowe, z drugiej widać wyraźnie, że krakowski artysta myślał już zupełnie inaczej niż generacja wieszczów.

A to Polska właśnie
– Poeta do Panny Młodej


Od romantyków odróżniało go wiele, nie tylko o kilkadziesiąt lat dłuższe doświadczenie zaborów, ale także pamięć o powstaniu styczniowym i o tym, co nastąpiło później, czyli niepokojącym poczuciu układania się z zaborcami, widocznym zwłaszcza wśród galicyjskich lojalistów. Skupiano się na pracy organicznej, której nie sposób deprecjonować – ale jednak służyła ona często marginalizacji myślenia o politycznej wolności, a niepodległościowy romantyzm przedstawiano jako mit i marzenie o czymś, co jest nierealne.
Witraż "Stań się" Stanisława Wyspiańskiego w krakowskim kościele Franciszkanów. Fot. Wikimedia
Z tym światem Stanisław Wyspiański się nie zgadza i chce iść dalej, ale nie fascynuje go mesjanizm postrzegany jako wzniosła idea nie mająca żadnego związku z rzeczywistością. Szuka nowych sposobów budzenia Polaków z marazmu i wytrącenia z rutyny upokarzającego „urządzania się” pod obcymi rządami.

Wyspiański chciał niepokoić Polaków?

Tak, trzeba pamiętać, jak wyglądała sytuacja pod koniec XIX wieku. Owszem, rozpoczynał działalność Piłsudski, rozwijała się niepodległościowa konspiracja i partie polityczne, ale zdecydowana większość społeczeństwa funkcjonowała z dnia na dzień. Warszawa się rozbudowywała, podobnie jak Łódź, Lwów i Kraków piękniały, wyglądało na to, że zaakceptowano taką stabilizację.

A tu pospolitość skrzeczy
– Poeta do Gospodarza


Skoro nie powstaniami, to jak chciał walczyć Wyspiański. Za pomocą sztuki?

Właśnie tak, i to była bardzo szczera deklaracja. Wyspiański był przekonany, że potrafi wiele zdziałać przez obraz, słowo, czy architekturę. Spotkał się przecież pod koniec życia z Józefem Piłsudskim i Stefanem Żeromskim, którzy chcieli go zaangażować w zbiórkę pieniędzy na rzecz akcji zbrojnych 1905 roku. Wyspiański nie udzielił im bezpośredniego wsparcia, twierdząc, że może jedynie przekazać swoje dzieła na sprzedaż, aby w ten sposób pozyskać środki dla powstańców. Powody były z pewnością różne, jak choroba, sytuacja materialna czy stopniowe wycofywanie się ż życia publicznego, ale także przekonanie, że jego rola jako artysty jest inna, a konspiracją i walką zbrojną powinni zajmować się ci, którzy się na tym znają.

Można zastanawiać się, czy ten gest Wyspiańskiego nie wyrastał też z przekonania, że jeżeli czyn zbrojny ma być skuteczny, musi wynikać z przemian kulturowych, co więcej być efektem cywilizacyjnej dojrzałości Polaków, którzy ponownie potrafią być niepodlegli. W „Weselu” powstanie się nie udaje głównie dlatego, że nikt nie jest na nie mentalnie przygotowany, Wyspiański nigdy tych realiów nie zaakceptował.

Wspomniał pan o tym, że Wyspiański to artysta totalny. Od dramaturgii, przez poezję, po malarstwo i sztukę użytkową. Kim dla pana Wyspiański był najbardziej. A może nie da się go zdefiniować przez pryzmat jednej aktywności, bo każda z nich się po prostu uzupełniała?

W Wyspiańskim fascynująca jest komplementarność wszystkich dziedzin, w których tworzył, połączona z przekonaniem o sile sprawczej sztuki. To sztuka jest narzędziem, które tak naprawdę zmienia rzeczywistość. Stąd u niego zainteresowanie totalnym dziełem sztuki, które łączy różne środki artystyczne. Może nim być wnętrze kościelne, jak kościół franciszkanów w Krakowie, gdzie stworzył dekorację ścian i witraże czy spektakl teatralny, który wykorzystuje słowo, scenografię i muzykę.

Kto mnie wołał,
czego chciał?
– Chochoł do Isi

Niepodległość Polski czy niepodległość macic? Pod patronatem Róży Luksemburg

Tej wystawie przyświeca wyrazista ideologia, w której szwarccharakterem jest europejska, chrześcijańska i patriarchalna cywilizacja stojąca na straży seksizmu, rasizmu bądź homofobii.

zobacz więcej
Budowaniu tak rozbudowanego przeżycia estetycznego służyć też miało przekształcanie środowiska, w którym funkcjonujemy na co dzień – wnętrz mieszkań, szaty graficznej książek i gazet czy detali architektonicznych.

Czy Stanisław Wyspiański miał swoich odpowiedników w epoce, w której tworzył?

Artysty, który posiadał podobny talent i umiał łączyć tak wiele aktywności – i to na najwyższym poziomie – nie było. Inni potrafili zająć się tylko fragmentem tego, co osiągnął Wyspiański. Na przykład Stanisław Witkiewicz, który był malarzem i krytykiem sztuki, interesował się kwestiami sztuki narodowej, opracowując styl zakopiański. Józef Mehoffer, malował obrazy, projektował witraże i polichromie, także poszukując totalnego dzieła sztuki.

Cóż tam, panie, w polityce?
Chińcyki trzymają się mocno!?
– Czepiec do Dziennikarza


Twórcy Towarzystwa „Polska Sztuka Stosowana” w Krakowie, do którego zresztą Wyspiański należał, podkreślali wartość piękna w codziennym otoczeniu człowieka. Ale nikt nie potrafił dokonać wszechstronnej syntezy tych treści. Zresztą nie tylko w okresie Młodej Polski, ale jak sądzę w całej historii sztuki polskiej.

15 stycznia w Muzeum Narodowym w Krakowie zostanie otwarta wystawa „Wyspiański. Nieznany”. Czy on może nas jeszcze w XXI-wieku zaskoczyć?

Wciąż do zbiorów publicznych trafiają, chociaż bardzo rzadko, nowe prace artysty ze zbiorów prywatnych. Warto też poznać jego liczący niemal 600 woluminów księgozbiór, w całości zakupiony od wdowy Teodory Teofili, który zostanie po raz pierwszy pokazany publiczności.
Kadr z ekranizacji "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Andrzeja Wajdy. Na zdjęciu Daniel Olbrychski (Pan Młody) i Andrzej Łapicki (Poeta). Fot. TVP
Czym Wyspiański może nas dzisiaj zaskoczyć? Myślę, że wciąż siłą swojej wizji. I jej aktualnością. Ale nie dlatego, że próbuje się ją wprowadzać do pop-kultury i w efekcie infantylizować. Warto patrzeć tylko na oryginalnego Wyspiańskiego, osadzonego w realiach swoich czasów, który potrafił z nich wyciągnąć ponadczasowe wnioski.

Miałeś, chamie, złoty róg
– Chochoł do Jaśka


Ujmując to krótko, Wyspiański, dzięki dogłębnej znajomości i fascynacji polskim dziedzictwem pokazał, że jest ono nie balastem, ale źródłem siły cywilizacyjnej Polaków, często na przekór im samym. Twierdzenie to nie straciło wcale swojej aktualności.

Księgozbiór o którym pan wspomniał to w jakimś sensie podróż po intelektualnych inspiracjach artysty. Pełno w nim odręcznych notatek, szkiców. Co książki, które czytał mówią o Wyspiańskim?

Mówią przede wszystkim o jego erudycji, to był wszechstronnie wykształcony człowiek, z ogromną pasją poznawania świata. Czytał wiele o kulturze antycznej, historii sztuki średniowiecznej, wczesnym renesansie, ale i dobrze orientował się w literaturze współczesnej.

Książki pokazują go jako obywatela świata, wiedzącego o tym, co dzieje się w Paryżu, wtedy stolicy kulturalnej Europy i w tym kontekście patrzącego na polskość. Nie było tu żadnych sprzeczności, Wyspiański zawsze widział historię Polaków wpisaną w wielką tradycję europejską, którą doskonale znał.

Chłop potęgą jest i basta
– Gospodarz do Poety


Warto docenić także mapę jego podróży, która obejmowała znaczną część Europy. O artyście mówi się zazwyczaj, że był związany z Krakowem, tak, ale poznał także wiele innych miejsc. Podróżował po północnych Włoszech, mieszkał w Paryżu, zwiedzał francuskie i niemieckie średniowieczne katedry i kościoły, poznawał polskie miasta i prowincje, i to we wszystkich zaborach.

Polska ginie, my żyjemy. Nadwiślańskie egzorcyzmy

Dwaj pisarze, którzy wsiedli do czerwonego tramwaju, zostawiając za sobą przystanek Niepodległość. 60 lat temu miały premierę ważne dla Polaków filmy, zrealizowane na podstawie ich książek.

zobacz więcej
Na koniec muszę jeszcze zapytać o jedną rzecz. Wraca pan czasami do bodaj najważniejszego dzieła Wyspiańskiego; „Wesela”?

Podziwiam ten dramat i wracam do niego regularnie. Ostatnio, chyba największym zaskoczeniem było dla mnie przedstawienie „Wesela” w Radiu Kraków w 2014 roku. Całość zabrzmiała wtedy szalenie współcześnie i wpisała się w aktualną debatę o naszej tożsamości. Czy my faktycznie potrafimy być dziś niepodlegli, czy wolimy mieć zawsze jakieś obce oparcie i punkt odniesienia?

Niech na całym świecie wojna,
byle polska wieś zaciszna,
byle polska wieś spokojna
– Dziennikarz do Czepca


Marazm i przekonanie o braku zdolności do bardziej ambitnych działań, które Wyspiański portretuje i przed nimi przestrzega, nie skończyły się w czasach Młodej Polski. Nadal też dla wielu nasza tradycja to tylko duchy, które nas nawiedzają i mają nieuzasadnione pretensje, a generalnie nie jest nam ona do niczego potrzebna. Wyspiańskiego każda epoka może czytać na nowo. I znajdzie część prawdy o sobie.

– rozmawiał Marcin Makowski

Cytaty zamieszczone powyżej kursywą pochodzą z dramatu "Wesele".
15 stycznia, w 150. rocznicę urodzin Stanisława Wyspiańskiego, w Muzeum Narodowym w Krakowie odbędzie się wernisaż nowej odsłony ekspozycji, którą w 2018 roku zwiedziło ponad 200 000 widzów. Na wystawie „Wyspiański. Nieznany” zgromadzone zostały w większości dzieła i przedmioty z otoczenia Stanisława Wyspiańskiego, które publiczność będzie mogła oglądać po raz pierwszy. Ekspozycję można zwiedzać do 5 maja 2019 roku.
28.11.2017
Zdjęcie główne: Stanisław Wyspiański, "Autoportret z żoną". Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
W Australii są piękne widoki, ale od polskich ciarki przechodzą
Polak, który uszył kurtki reprezentacji olimpijskiej Australii, opowiada o Polonii na antypodach i walce o utrzymanie nazwy najwyższego szczytu kontynentu Góra Kościuszki.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość
Dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja. Dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród – mówi historyk Mariusz Wołos.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.