Cywilizacja

Grożą śmiercią, korumpują, kompromitują. Pozostają bezkarni

Jedno deklarują, drugie robią. Podpisują zobowiązania, ale ich nie realizują. Niewygodni dla nich ludzie umierają w niejasnych okolicznościach. Tak wygląda polityka Rosji w dziedzinie walki z dopingiem.

14 stycznia 2019 okaże się, czy światowy sport oczyści się z trapiącej go choroby dopingu, dodajmy, w przeważającej mierze rosyjskiej choroby. Dlatego rosyjskiej, że spośród 101 sportowców, w przypadku których ponowne badanie próbek antydopingowych pobranych między igrzyskami olimpijskimi w Pekinie i w Londynie dało pozytywny rezultat, 28 należało do Rosjan. Rosja też jako jedyne państwo na świecie oskarżone zostało o zorganizowanie przez władze całego systemu fałszowania wyników testów.

Tego dnia odbędzie się spotkanie niezależnego komitetu (Compliance Review Committee) pracującego dla Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), którego zadaniem jest ocena, czy narodowe organizacje afiliowane przy agencji wcielają w życie zasady Kodeksu Antydopingowego. Na wokandzie znów stanie sprawa Rosji i jeśli opinia będzie negatywna, a wiele na to wskazuje, że taka może być, to w konsekwencji powinna zostać podjęta decyzja o ponownym odebraniu rosyjskiej organizacji afiliacji.
Rosyjski rząd prowadzi z WADA grę, która sprowadza się do działania w myśl zasady „brać, nie kwitować, żądać więcej”. Na zdjęciu siedziba Rosyjskiej Agencji Antydopingowej RUSADA. Fot. REUTERS/Maxim Shemetov
Wówczas nie tylko rosyjscy sportowcy stracą prawo uczestniczenia w światowych imprezach pod flagą własnego kraju (pod znakiem zapytania stanie ich udział w tokijskich igrzyskach olimpijskich), ale Rosja nie będzie mogła organizować międzynarodowych imprez sportowych.

Gwarancje rosyjskiego rządu

Decyzja powinna zostać podjęta, ale nie wiadomo, czy tak się stanie, bo wokół sprawy toczy się dziwna gra, w którą zaangażowane są rosyjskie władze najwyższego szczebla.

We wrześniu szef WADA sir Craig Reedie poinformował o zawarciu z Rosją kompromisowego porozumienia, które pozwoliło władzom światowego sportu warunkowo udzielić rosyjskiej agencji antydopingowej (RUSADA) autoryzacji.

Redie został za to w ostrych słowach skrytykowany przez szereg krajowych organizacji walczących z dopingiem w sporcie, m.in. przez amerykańską, francuską, brytyjską i polską, ale bronił swej decyzji, uzasadniając ją „koniecznością wykazania elastyczności” i gwarancjami, które otrzymał od Rosji.

W największym skrócie całą sprawę ujmując, przewidywały one dostęp niezależnych ekspertów do danych rosyjskiego laboratorium antydopingowego oraz pełną współpracę rosyjskich władz w zakresie walki z „koksem” w sporcie. Porozumienie zawierało zapisy, iż udostępnienie danych ma nastąpić w nieprzekraczalnym terminie do 31 grudnia 2018 roku i niedługo po jego zawarciu Craig Reedie, architekt kompromisu z Rosją kierujący WADA mówił, że organizacja ma „gwarancje od rosyjskiego rządu na piśmie, że dane zostaną udostępnione”. Ale teraz gołym okiem widać, że rosyjski rząd prowadzi z WADA grę, która sprowadza się do działania w myśl zasady „brać, nie kwitować, żądać więcej”.

Prezydent Putin zapoznał się z listem

Do Moskwy, zgodnie z zapisami porozumienia przyjechała specjalna grupa niezależnych ekspertów, która miała mieć dostęp do systemu informatycznego moskiewskiego laboratorium antydopingowego. Już ten zapis można było uznać za sukces rosyjskich władz, bo pierwotnie eksperci mieli mieć możliwość badania znajdujących się w laboratorium próbek pobranych od sportowców.

Przypomnijmy, że międzynarodowy skandal, który wybuchł miał związek z oskarżeniami rosyjskich władz o zorganizowanie systemu, w którym próbki pobrane od rosyjskich sportowców w ramach rutynowych badań antydopingowych, właśnie w moskiewskim laboratorium miały być podmieniane na „czyste”.

We wrześniu władze WADA zgodziły się, w ramach elastycznego podejścia, że eksperci będą mieli dostęp nie do próbek, ale do rosyjskich wyników ich badania znajdujących się na serwerach moskiewskiego laboratorium. Tylko, że specjalna grupa ekspertów pod kierownictwem światowego autorytetu w zakresie dopingu dr. José Antonio Pascuala, która zjawiła się w Moskwie w uzgodnionym terminie, zagwarantowanego dostępu nie uzyskała, bo, jak poinformowały władze w stosownym komunikacie, posługiwała się sprzętem „nie mającym rosyjskiego certyfikatu”.

Brudne pieniądze, chciwe karzełki o lepkich rękach i rodzinne interesy korupcyjne. Sekrety olimpijskiej idei

Koszt jednego medalu zdobytego przez Polaka na igrzyskach w Rio de Janeiro to 36 milionów złotych.

zobacz więcej
Odmową wglądu w dane zaskoczony był nawet sprawujący od niedawna funkcję szefa rosyjskiego komitetu antydopingowego (RUSADA) Jurij Ganus. Napisał w tej sprawie specjalny list otwarty do Władimira Putina. Pisze w nim, że w związku z zaistniałą sytuacją „rosyjski sport znalazł się nad przepaścią” i niezbędna jest osobista interwencja rosyjskiej głowy państwa „znanego miłośnika i protektora sportu”. Pisze w nim też, że mimo upływu trzech miesięcy od daty zawarcia porozumienia z WADA, Rosja nie była w stanie doprowadzić do przekazania niezbędnych informacji.

Ale władze Rosji zachowują zimną krew. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w lakonicznym komunikacie oświadczył, że prezydent Putin zapoznał się z listem i być może do 14 stycznia 2019 r. uda się doprowadzić do przekazania danych.

Wykonują zapisy porozumienia

Gołym okiem widać, że na Kremlu nie spieszą się z wypełnianiem wszystkich zapisów umowy, być może dlatego, że Rosjanie są przekonani o swej bezkarności. Niemiecki dziennikarz Hajo Seppelt, którego reportaż o dopingu w rosyjskim sporcie wywołał skandal i walnie przyczynił się do rozpoczęcia działań naprawczych, napisał niedawno, że Rosja co innego deklaruje, a co innego robi.

Dobrym przykładem jest zapowiedziana reforma rosyjskiego systemu walki z dopingiem. Prezydent Putin oświadczył niedawno, że Rosja „implementowała jeden z najlepszych na świecie systemów antydopingowych”, mając na myśli najprawdopodobniej nowe regulacje, które weszły w życie w grudniu 2016 roku. Ale, jak ujawnił Seppelt, powołując się badania rosyjskich prawników z 85 regionów, które zobowiązane są do realizacji zapisów ustawy, dopiero 10, i to nie w pełni, to zrobiło.

Podobnie jest z potępieniem osób zamieszanych w afery dopingowe. Oskarżany o zorganizowanie całego systemu podmieniania próbek wicepremier Witalij Mutko nie jest już co prawda osobą odpowiedzialną za rosyjski sport i nie pełni funkcji szefa rosyjskiej federacji futbolu, ale nadal jest wicepremierem, tylko teraz odpowiada za budownictwo.
Craig Reedie, szef WADA, jest oskarżany o zbytnią pobłażliwość wobec dopingu w Rosji. Szkot był niegdyś wybitnym badmintonistą, od wielu lat jest działaczem sportowym. Na zdjęciu jako przewodniczący Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego z księżniczką Anną (członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, w przeszłości reprezentantką Wielkiej Brytanii na olimpiadach w jeździectwie) w 2005 roku podczas konferencji w Singapurze. Fot. REUTERS/Altaf Hussain
Rosyjskie władze nie muszą też potwierdzać konkluzji tzw. Raportu McLarena, w którym oskarżone zostały o zorganizowanie państwowego systemu fałszowania wyników testów antydopingowych, bo w ramach „elastycznego podejścia” i w imię kompromisu z Rosją władze WADA, zgodziły się, że wystarczy, jeśli Moskwa potwierdzi konkluzje innego, znacznie dla niej przychylniejszego, raportu Schmidta, stojącego na czele komisji powołanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOL). Autorzy raportu zadowolili się konstatacją, że przypadki dopingu w Rosji miały miejsce, ale nie wskazywano winnych.

I Putin skwapliwie wykonuje zapisy porozumienia, mówiąc przy lada okazji, że z dopingiem w rosyjskim sporcie należy walczyć, że miał on charakter masowy – ale nie wspomina o tym, kto za to odpowiada ani kto cały system zorganizował.

Zdrajcy i agenci

Rosyjski prezydent jest za to znacznie bardziej stanowczy w formułowaniu oskarżeń wobec tych, którzy doprowadzili do ujawnienia procederu.

Wielokrotnie oskarżał o zdradę interesów narodowych tych rosyjskich lekarzy i sportowców (Grigorija Rodczenkowa i małżeństwo Julię i Witalija Stiepanowów), którzy ujawnili przestępczy proceder.

Teraz ci, których Putin nazywa zdrajcami mieszkają w Stanach Zjednoczonych chronieni programami ochrony świadków, a oskarżani przez nich działacze nadal piastują wysokie stanowiska w Rosji.

Ale i tak mogą mówić, że mieli szczęście, którego zabrakło choćby zmarłemu na zawał w dość podejrzanych okolicznościach w wielu 52 lat Nikicie Kamajewowi, byłemu szefowi rosyjskiej organizacji antydopingowej, który był na tyle nieostrożny, że publicznie ogłosił zamiar napisania na temat afery książki i ujawnienia posiadanych informacji.

Dopingowe imperium zła

Skala oszustw, na których zbudowano rosyjski sport, poraża. Po co im to wszystko było?

zobacz więcej
Warto też przypomnieć, że zarówno rosyjscy agenci oskarżani przez Wielką Brytanię o próbę otrucia Siergieja Skripala, jak i czwórka „dyplomatów” wydalonych przez Holandię za próbę włamania do systemu komputerowego Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej, wcześniej realizowali zadania związane z dyskredytowaniem tych osób z grona WADA, które opowiadały się za stanowczym podejściem wobec Rosji.

W towarzystwie młodych dam

Ale Rosjanie używają także innych metod. Kierujący do niedawna światową federacją biathlonu Norweg, Anders Besseberg oskarżany jest przez prokuraturę w Wiedniu o to, że przyjął od Rosjan 300 tysięcy dolarów łapówek, a także chętnie korzystał z wycieczek do Rosji, w trakcie których polował i bawił się w towarzystwie bardzo doń przychylnie nastawionych „młodych dam”.

Biatlonowa federacja jest jedną z najbardziej obciążonych skandalami dopingowymi, w których główne role odgrywają rosyjscy sportowcy. Władze federacji miały przez lata blokować niekorzystne dla Rosjan propozycje reform i zmian w systemie pobierania próbek do testów.

Ostatnio zresztą, rosyjskie media obiegła informacja, że w trakcie austriackiego zgrupowania rosyjskiej kadry biathlonowej w ich hotelu zjawiła się policja, która chciała przesłuchać kilkunastu sportowców i nieokreślonej liczbie z nich postawić zarzuty karne.

Nowy wiceprzewodniczący światowej federacji, Czech Jiří Hamza, mówił też w jednym z wywiadów, że spotkał się już nie tylko z próbami przekupstwa, ale również grożono mu śmiercią.

Nie oddają medali

Rosjanie nie chcą oddawać zdobytych w nieczysty sposób wyróżnień. Najlepszym przykładem jest zdobywca dwóch złotych medali podczas igrzysk w Soczi, bobsleista Aleksandr Zubkow, któremu udowodniono doping. Uniknął on dochodzenia, bo szybko zakończył karierę sportową, medali nie oddaje i nadal twierdzi, że zdobył je uczciwie. Dziś kieruje rosyjską federacją bobslejową.
Po fali oskarżeń o organizację przemysłu dopingowego w Rosji Witalij Mutko przestał odpowiadać za rosyjski sport i nie pełni już funkcji szefa rosyjskiej federacji futbolu, ale nadal jest wicepremierem, tylko teraz zajmuje się budownictwem. Na zdjęciu podczas niedawnej noworocznej gali w Teatrze Bolszoj w Moskwie z Jeleną Isinbajewą, dwukrotną mistrzyną olimpijską w skoku o tyczce. Fot. Valery Sharifulin/TASS/Getty Images
Inni wezwani do zwrotu medali albo twierdza, że „gdzieś im zaginęły”, albo w ogóle ignorują tego rodzaju apele, nie odpowiadając na korespondencję. Rosjanie zresztą nadal utrzymują, że w klasyfikacji medalowej w Soczi zajęli pierwsze miejsce, a skandale dopingowe z udziałem ich sportowców nazywają „antyrosyjską histerią”.

W tle kryją się oczywiście ogromne pieniądze. Przy okazji „kompromisu” z WADA media światowe cytowały wypowiedzi anonimowych urzędników, którzy mówili, że decyzja podjęta została za przyczyczyną „wpływowego państwa”. Inni wskazują, że o ile w środowisku walczących z dopingiem w światowym sporcie spora jest grupa zwolenników stanowczych posunięć, o tyle nie można tego powiedzieć o Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, który w lutym, zaraz po zakończeniu igrzysk w Korei, przywrócił pospiesznie pełne członkostwo Rosji.

Hajo Seppelt stwierdził na początku grudnia, że sir Craig Reedie (szef WADA od 2014 roku) robił co mógł, aby blokować ostrzejsze działania wobec Moskwy. A warto pamiętać, że Szkot przez pierwsze dwa lata swej kadencji łączył pracę w WADA ze stanowiskiem wiceprezesa MKOL.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Na igrzyskach w Soczi w 2014 roku Aleksander Zubkow (na zdjęciu z prezydentem Władimirem Putinem) zdobył złote medale w bobslejowych dwójkach i czwórkach. W październiku 2017 - podając jako przyczynę poważną kontuzję - wycofał się z zawodowego uprawiania sportu. W listpadzie MKOL. odebrał zawodnkowi oba medale i dożywotnio go zdyskwalifikował za doping. Zubkow odmówił jednak zwrócenia medali. W lipcu 2018 został wybrany na przewodniczacego Rosyjskiej Federacji Bobsjelowej. Fot. David Goldman-Pool/Getty Imag
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Włochy zawiodły Kreml. Sankcje przeciw Rosji będą trwały długo
W Europie nawet formacje występujące przeciw Brukseli wolą Biały Dom niż Kreml.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Macron abdykuje. „Żółte kamizelki” tworzą nowy ustrój
Mistrz uroku osobistego, który chciał być „królem” Francji. Okazał się okrutnym narcyzem mszczącym się za brak współczucia po śmierci babci.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tańce ze śmiercią świetnie się sprzedają
Oblodzone stoki, ciasne zakręty, sztuczny śnieg, skoki dochodzące do 80 metrów na wielkiej prędkości potęgują ryzyko.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Terapia „szyta na miarę”
Wszystkie choroby są genetyczne. A każdy z nas to genetyczny unikat. Indywidualnie dobrane kuracje nadchodzą więc wielkimi krokami.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ogłupia, wywołuje agresję i bezsenność. Smartfon jak narkotyk
Nie każdy nastolatek w depresji korzysta nadmiernie z mediów, natomiast u tych korzystających odsetek depresji jest wyższy.