Felietony

Światło chroniące od zła i gromniczne naleśniki

We Francji tylko jedzenie bywa religijne. Cała reszta jest najbardziej świecka ze świeckich. Dlatego większość społeczeństwa nad Sekwaną nie ma dziś pojęcia, co Kościół Powszechny świętuje 2 lutego każdego roku od 1547 lat. Za to każdy doskonale wie, że ma się wtedy najeść słodkich naleśników. I to nie byle jakich. Specjalnie robionych i gwarantujących powodzenie materialne na cały rok.

Każdy i tak będzie wierzył własnym jelitom. Koniec glutenowej rewolucji?

Wieszanie na glutenie wszystkich możliwych psów było rodzajem skandalu, na którym różni sprytni producenci żywności zarobili mnóstwo pieniędzy.

zobacz więcej
Nie wie ów statystyczny Monsieur Dupont także i tego, że już jego przedchrześcijańscy, zlatynizowani przodkowie obchodzili wtedy ważne dla siebie święto paganalia, czyli siewów. Poświęcone było ono bogini Ceres (opiekującej się polami, sadami i urodzajem) i Tellus (matki, bogini płodności i mnożenia się rodzaju ludzkiego). W tych starożytnych rzymskich celebracjach składano bogom m. in. wypiekane w domach placki ofiarne. Miały one zabezpieczyć nowe zasiewy przed zniszczeniem przez ptactwo, owady, zimno i inne niepogody, chwasty i choroby.

Zaraz też, w połowie lutego, miało miejsce etruskie jeszcze święto oczyszczenia przez ogień, zwane Februa (od którego zresztą łaciński luty brał swoją nazwę). Ono z kolei przechodziło płynnie w święto wspominania przodków, parentalia romaines i święto bożka Pana, luperkalia. W ich czasie pszenne placki kozłogłowemu bożkowi składały dziewicze westalki.

W czasach późnego Cesarstwa święta owe celebrowali głównie pogańscy chłopi, którzy – poza składaniem stosownych ofiar z upieczonej czy usmażonej zeszłorocznej mąki – szli z pochodniami i świecami na pola przed siewem, aby je tym ogniem oczyścić.

Ten właśnie rytuał spodobał się i jednak niepokoił świętego Papieża Galazjusza I, który choć panował nad Kościołem jedynie cztery lata, to zdołał dokonać wielu dzieł. W tym „ochrzcił” w roku 472 n.e. lutowe święta rzymskie, łączące w sobie i płodność, i troskę o ludzkość, i oczyszczanie pól, i pieczenie placków.
„Oczyszczenie Maryi” czy – jak teraz, po Soborze Watykańskim II mówimy – „Ofiarowanie Jezusa w Świątyni” to znaczące katolickie święto. Aż do czasu ostatniego Soboru kończyło ono okres Bożego Narodzenia. „Ofiarowanie w Świątyni” pędzla Giovanniego Bellini, w Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu. Fot. Wikimedia Commons/Giovanni Bellini - Kunsthistorisches Museum Wien, Bilddatenbank., Domena publiczna
Zadanie nie było aż tak niebotycznie trudne. Oto bowiem według rytuału żydowskiego, a więc obowiązującego Świętą Rodzinę, 40 dni po urodzeniu syna kobieta powinna była poddać się rytualnemu oczyszczeniu. Te 40 dni „nieczystości poporodowej” (lub 80 – po urodzeniu córki) dawały jej szansę na zagojenie ran i odpoczynek oraz ciągły kontakt z dzieckiem. Nie mogła bowiem jako „nieczysta” nawet siadać na „czystych” sprzętach, a co dopiero gotować wszystkim strawy czy uprawiać seks z mężem. Tak zatem i Matka Jezusa musiała była uczynić 40 dni po 25 grudnia, czyli 2 lutego.

Kogo mleko zabija, kogo uzdrawia? Komu szkodzi - i dlaczego są to Azjaci, Afrykańczycy, Latynosi oraz... Finowie

Fermentowanie mleka pozwala je lepiej trawić. A to nasi praprzodkowie dali tę technologię światu! Na Kujawach wytwarzano ser już 6 tys. lat temu.

zobacz więcej
Opis ewangeliczny całego zajścia jest obszerny, jest więc co świętować – tekstu liturgicznego nie zabraknie. „Oczyszczenie Maryi” czy – jak teraz, po Soborze Watykańskim II mówimy – „Ofiarowanie Jezusa w Świątyni” to znaczące katolickie święto. Aż do czasu ostatniego Soboru kończyło ono okres Bożego Narodzenia.

Papieżowi Galazjuszowi I sam pomysł wydał się chyba doskonały. Oczyszczanie pól to rytualne oczyszczenie Maryi, w końcu Matki najważniejszej ze wszystkich matek, a światło to dobry symbol na nadal długie zimowe lutowe wieczory. Specjalna pochodnia/świeca – czemu nie? Niech ludzie wierzą, że to „maryjne” światło chroni od zła.

I nasze babcie wierzyły w „gromnice” od gromów. Od samego początku te pochodnie czy świece ceremonialnie zapalano w kościele i obnoszono procesyjnie. A placki? Placki trzeba wypiec i rozdać głodnym oraz ubogim pielgrzymom, zamiast składać na ofiary bożkom.

Proste, genialne, skuteczne. Święto w swej nowej formule szybko się przyjęło i wyparło pogańskie celebracje. Co z nich zostało?

W Polsce niewiele, gdyż Słowianie siali co najmniej miesiąc później niż Rzymianie („sory, taki mamy klimat”) i mieli dość swych własnych, pogańskich obyczajów do sprytnego „ochrzczenia” przez misyjny Kościół pięć wieków później. Ale we Francji sporo.


Do dziś naleśniki na 2 lutego, czyli CHANDELEUR, smaży się na ogół w domu. Z mąki pszennej, na patelni z odrobiną masła. Podczas tej operacji trzeba odwracać naleśniki w locie i zasadniczo pracować nad ich usmażeniem jedną ręką. W drugiej bowiem zaciśnięta być powinna złota grudka czy moneta, co ma zapewnić powodzenie materialne w nowym roku.

Stare francuskie przysłowie powiada: Si point ne veux de blé charbonneux, mange des crêpes à la Chandeleur. Na język polski i współczesny dałoby się je przełożyć następująco: jeśli nie chcesz pszenicy ze sporyszem, na Gromniczną jedz naleśniki. Rzecz zatem niebagatelnie miała zabezpieczać Francuzów przed jednym z najpowszechniejszych i najgroźniejszych zatruć pokarmowych ludzi przednowoczesnych. Jako „święty ogień” sporysz zabijał bowiem w średniowiecznej Francji tysiące ludzi.

Sporysz to przetrwalniki grzyba, buławinki czerwonej. Poraża ona zboża, tak że nie tylko mizernieją plony, ale i to co się urodzi daje mąkę trującą. Koloru węgla (blé charbonneux), jako że sporysz jest ciemny i wygląda jak drobne, zczerniałe ziarna. Pełen rozlicznych alkaloidów, w tym ergotaminy wykorzystywanej przy produkcji LSD.
Mademoiselle Paris podrzuca w powietrzu naleśnik smażony na Chandeleur, czyli Święto Matki Boskiej gromnicznej. Francja, 2 lutego 1936 r. Fot. Keystone-France / Gamma-Rapho via Getty Images
Zatem po spożyciu powoduje halucynacje oraz niedokrwienia tkanek, a co za tym idzie – ich gnicie i odpadanie. Owrzodzenia dotykały zwłaszcza rąk i nóg chorych, a na sporysz cierpiała niegdyś połowa Europy. W Polsce był rzadki, przyczynił się więc do niezwykłego sukcesu handlowego rodzimego zboża i Gdańska, który je rozsyłał. U nas zboże po prostu było, gdy Europa głodowała.

Bagietka, razowy czy podpłomyk? Żeby mieć chleb, nie trzeba uprawiać zboża. Trzeba mieć palenisko

Odkryto piec chlebowy dwukrotnie starszy niż uprawa zbóż. Żeby zatem mieć pieczywo, nie trzeba siać pszenicy czy żyta. Wystarczy mieć palenisko.

zobacz więcej
Wprawdzie już od XV wieku na terenie Francji dawało się kupić „crepy i galety” z wypieku, nazwijmy to – „ulicznego” czy komercyjnego, ale te robione w domu są zawsze najlepsze i… najtańsze. Przepis, który teraz podam znalazłam w książce „La veritable cuisine de famille”, wydanie nowe, poprawione i poszerzone, z roku 1940, autorki ukrywającej się pod pseudonimem Ciotka Maria:

„Jeśli chcesz jakieś 20 naleśników, weź funt mąki i rozrabiaj go powoli z wodą, tyle ile wejdzie, ale by grudek nie było. Gdy konsystencja jest już dobra do smażenia, dodaj jajo, albo nawet dwa, jeśli ciasto nadal trochę za gęste. Następnie dodaj łyżkę spirytusu i łyżeczkę białej soli. Ubijaj mocno i odstaw, by wypoczęło dwie lub trzy godziny. Na patelni połóż kawałek masła lub smalcu wielkości laskowego orzecha i daj mu się roztopić na średnim ogniu. Gdy patelnia jest już dobrze rozgrzana, wlej na nią niedużą chochlę ciasta i poruszając na prawo i lewo patelnią spraw, by ciasto równomiernie pokryło jej dno. Im naleśniki cieńsze, tym smaczniejsze. Usmażywszy po jednej stronie, przewrócić za pomocą widelca na drugą (tego nam 2 lutego robić nie wolno, trzeba podrzucać!) i znowu smażyć. Naleśniki trzeba jeść gorące, bo ciepłe czy zimne są niestrawne. W dni postne masło czy smalec możemy zastąpić olejem. Wystarczy go łyżeczka na każdy naleśnik. Naleśniki gryczane robi się głównie w Bretanii. Zabieramy się do nich tak, jak do zwykłych naleśników, z tym, że mąkę pszenna zastępujemy gryczaną”.

W domu robię naleśniki mniej więcej tak: na trzy czwarte litra mleka biorę szklankę mąki (najlepiej „fluide”, w Polsce to będzie krupczatka) i jajko albo dwa, gdy są małe, oraz szczyptę soli i szczyptę proszku do pieczenia. Miksuję w blenderze do uzyskania gładkiej masy gęstości płynnej, tłustej śmietany. Dodaję kilka łyżek oleju i znowu miksuję. Patelnie teflonową wysmarowuję skórką ze słoniny i, gdy gorąca, leję ciasto, tak aby naleśnik był najcieńszy jak się da. Smażę króciutko z dwóch stron.

Uwielbiam naleśniki odsmażane, z powidłami śliwkowymi. Albo tort z naleśników gryczanych. Tak jarski (np. ze szpinakiem i gorgonzolą), jak i mięsny. Jeśli chodzi o możliwe warianty, to tylko sky is the limit.

W końcu jednak, w takiej czy innej formie, placki pszenne towarzyszą naszemu gatunkowi od jakichś 14 tysięcy lat i z pewnością każdy jakoś tam potrafi je zrobić i usmażyć „na rozum i wyczucie”. Trzeba tylko pamiętać, by 2 lutego trzymać w tym czasie w dłoni złotą monetę na szczęście.

– Magdalena Kawalec-Segond,
doktor nauk medycznych, biolog molekularny i mikrobiolog od lat mieszkająca w Strasburgu


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Święto Matki Boskiej Gromnicznej
Zdjęcie główne: Członkowie Zgromadzenia trzymający świece podczas ceremonii Święta Matki Boskiej Gromnicznej w Katedrze Westminsterskiej, Londyn, Wielka Brytania 2 lutego 1938 r. Fot. Keystone-France \ Gamma-Rapho via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Moskwa ingeruje w mózgi zachodnich polityków?
Wywołaliśmy antyliberalny zwrot na świecie – twierdzi doradca Władimira Putina.
Felietony Najnowsze wydanie
Słyszałeś?
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Postprawda
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Polak, który chronił kolej przed chińskimi bandami
Doprowadził do szybkiej ewakuacji ogromnej ilości wojsk rosyjskich, które stacjonowały tam po przegranej wojnie, były źle odżywione i gotowe do buntu.
Felietony Najnowsze wydanie
„Polski Karol May”, jeden z pięciu najpoczytniejszych na świecie
Podejrzewano, że zna miejsce ukrycia, gdzieś w mongolskich stepach, skarbu antykomunistycznego „Krwawego Barona” Ungerna.