Historia

Odtrutka na marksizm. Matecznik prymasa Stefana Wyszyńskiego i antyklerykała Janusza Palikota

Jak towarzysz Lenin i sowiecki generał przysłużyli się polskiej nauce i Kościołowi.

Katolicki Uniwersytet Lubelski obchodzi w tym roku setną rocznicę powstania. Jak głosi legenda, początek uczelni dała rozmowa, jaką przyszły rektor KUL, ks. Idzi Radziszewski, przeprowadził w pierwszych miesiącach 1918 roku z... Włodzimierzem Leninem.

Co przywódca rewolucji bolszewickiej miał wspólnego z katolickim szkolnictwem wyższym? Wbrew pozorom – sporo. W Piotrogrodzie, jak zwała się od wybuchu I wojny światowej stolica Imperium Rosyjskiego (nazwa Petersburg była dla Mikołaja II „zbyt niemiecka”), mieściła się, od 1842 roku, Cesarska Rzymskokatolicka Akademia Duchowna, której ostatnim rektorem był właśnie ks. Idzi Radziszewski.

Gdy władze sowieckie przystąpiły do walki z Kościołem i prowadzonymi przezeń instytucjami, ten naukowiec w sutannie zaczął rozważać przeniesienie Akademii, już jako uniwersytetu, do odbudowującej byt państwowy Polski. W lutym 1918 roku powołano w tym celu w Piotrogrodzie Komitet Organizacyjny.

To właśnie wówczas miało dojść do spotkania jego przedstawicieli, w tym i samego ks. Radziszewskiego z Leninem, w trakcie którego omawiano szczegóły przenosin. Sprawa była pilna, gdyż wkrótce potem – w kwietniu 1918 roku – Akademia Duchowna (już bez przymiotnika „Cesarska”) zakończyła faktycznie swoją działalność w Pitrze, jak popularnie zwano wówczas Piotrogród.
Odsłonięcie pomnika ks. Idziego Benedykta Radziszewskiego, współzałożyciela i pierwszego rektora KUL, 8 grudnia 2018 w Lublinie. Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
Prace przy powstaniu pierwszego i przez dziesiątki lat jedynego uniwersytetu katolickiego w Polsce były bardzo szybkie. 23 października 1918 roku, a więc niespełna trzy tygodnie przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę arcybiskup mohylewski Edward Ropp przekazał tworzącemu się w Lublinie uniwersytetowi prawo piotrogrodzkiej Akademii Duchownej do otwarcia wydziału teologicznego w roku akademickim 1918/1919.

Wkrótce potem, w grudniu 1918 roku, oficjalnie otwarto Uniwersytet Lubelski (przymiotnik Katolicki dodano uczelni po dziesięciu latach istnienia, w 1928 roku).

Tolerancja, nie permisywizm

Rektorem uczelni został ks. Idzi Radziszewski. Mimo stosunkowo młodego wieku (miał niespełna 47 lat) duchowny ten mógł poszczycić się ogromnym dorobkiem. Przez cztery lata – od 1914 do 1918 roku – kierował wspomnianą wyżej Akademią Duchowną w Piotrogrodzie. Wcześniej pracował w Seminarium Duchownym we Włocławku, gdzie założył, dotąd zresztą istniejący, miesięcznik „Ateneum Kapłańskie”.

Ks. Radziszewski był absolwentem najbardziej wówczas renomowanej uczelni katolickiej – Uniwersytetu w Louvain. Wiedzę i doświadczenie naukowe zdobywał w trakcie licznych podróży po Europie – poznał m.in. uniwersytety w Oksfordzie i Cambridge, pracował również przez kilka miesięcy w słynnej bibliotece British Museum.

Rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego był Radziszewski zaledwie przez cztery lata – do 1922 roku. Przedwczesna śmierć zaledwie pięćdziesięcioletniego kapłana i naukowca pozbawiła uczelnię oddanego jej całym sercem człowieka. To między innymi dzięki jego staraniom Uniwersytet został przeniesiony (z dawnego seminarium duchownego) do byłego klasztoru dominikanów obserwantów, gdzie mógł rozwijać się w o wiele lepszych warunkach lokalowych.

Uczelnia szybko zdobyła ogólnopolską renomę. Za kadencji pierwszego rektora poza Wydziałem Teologicznym powstały też trzy inne wydziały: Prawa i Nauk Społeczno–Ekonomicznych, Prawa Kanonicznego oraz Nauk Humanistycznych.

Ks. Idzi Radziszewski zapisał się w pamięci potomnych jednak nie tylko z działalności organizacyjnej i naukowej (był uczniem słynnego kardynała Josepha Merciera odnowiciela filozofii tomistycznej), ale przede wszystkim jako człowiek o głębokiej dobroci i duchowości.

Katolickie kina, katolickie radio, a na niebie samoloty Milicji Niepokalanej. Marzenia ojca Kolbego

Jak polski święty stworzył medialne imperium. Alleluja i do przodu?

zobacz więcej
Grażyna Karolewicz, historyk i badaczka dziejów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, tak napisała o pierwszym rektorze uczelni: „W pamięci tych, którzy go znali ks. Radziszewski pozostał jako człowiek o nieprzeciętnym pięknie duchowym, którym wokół promieniował. Odznaczał się szczególnym nabożeństwem do Najświętszego Serca Jezusowego, które uczynił Patronem Uczelni.

Miał też wiele zaufania do Opatrzności, będącej źródłem jego spokoju, optymizmu, pogody ducha i wiary w powodzenie podejmowanych inicjatyw mimo piętrzących się nieustannie trudności. Był skromny, cichy, małomówny, nie szukający rozgłosu. Miał dar przekonywania i umiejętność nawiązywania kontaktu z ludźmi. Ogromnie zaangażowany w pracę dla Kościoła i Ojczyzny, pojmował ją jako służbę, a nie jako środek do wzbogacenia się.

Umierając nie posiadał nic prócz przedmiotów niezbędnych do codziennego użytku. Cieszył się nieprzeciętnym szacunkiem wśród młodzieży akademickiej, która go ceniła za zainteresowanie się jej sprawami i wspieranie we wszelkich potrzebach duchowych i materialnych, za tolerancję dla osób reprezentujących inne wyznanie lub poglądy.”

Podkreślana przez Grażynę Karolewicz tolerancja okazywana przez rektora Radziszewskiego nie miała nic wspólnego z głoszonym współcześnie permisywizmem etycznym. Radziszewski i jego następcy (prawie wszyscy następcy – podkreślmy) stali wyraźnie na gruncie wiary i moralności katolickiej. Motto uczelni „Deo et Patriae” („Bogu i Ojczyźnie”) nie było dla nich pustym zdaniem, które ładnie i bezkonfliktowo wygląda jedynie na uniwersyteckim sztandarze.

Od Berlina do Seulu

Odwołam się w tym miejscu do własnych doświadczeń. Gdy w 1981 roku rozpocząłem studia na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL ani mnie, ani moich kolegów nie pytano o kwestię wiary, pracownicy uczelni podkreślali jednak, że nauka na takiej uczelni zobowiązuje. „Pamiętajcie – mówili – że nie wszyscy z tych, którzy chcieli tu studiować mogli to uczynić. Powinniście robić wszystko, by zajęte przez każdego z was miejsce nie zostało zmarnowane. Dotyczy to zresztą nie tylko studentów, ale i nas – naukowców”.

W roku 1938, gdy prywatna uczelnia (taki status ma KUL do dzisiaj) otrzymała od władz II Rzeczypospolitej pełnię praw państwowych szkół akademickich. Niestety, z powodu wojny nie udało się zrealizować zaawansowanych już wielce planów dalszego rozwoju Uniwersytetu – w tym uruchomienia kierunku lekarskiego.

W czasie niemieckiej okupacji w gmachu uczelni umieszczono szpital wojskowy. Znaczną część profesorów i studentów wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec. Mieli oni i tak znacznie więcej szczęścia od tych ze swoich kolegów, którzy trafili do obozów koncentracyjnych bądź zginęli rozstrzelani w którejś z licznych egzekucji inteligencji polskiej.
Ks. prof. Mieczysław Albert Krąpiec (z prawej) był główną postacią Lubelskiej Szkoły Filozoficznej i długoletnim rektorem KUL. Na zdjęciu z prorektorem Stefanem Sawickim. Fot. PAP/Andrzej Kossobudzki Orłowski
„Rozstrzelani zostali przez Niemców profesorowie: Czesław Martyniak – teoretyk prawa, ks. Michał Niechaj – dogmatyk, Roman Longchamps de Berier – prawnik. Ksiądz Zygmunt Surdacki, organizator tajnego nauczania KUL, został zamordowany w Oświęcimiu. W Dachau zginął dyrektor konwiktu ks. Stanisław Wojsa. Rosjanie zamordowali w Katyniu prof. Henryka Życzyńskiego, pracownika kwestury Edwarda Krawczyka i 21 studentów” – podaje cytowana już wcześniej prof. Grażyna Karolewicz.

W 1944 roku, po zajęciu miasta przez wojska sowieckie, ks. Antoni Słomkowski, przedwojenny profesor Wydziału Teologicznego, podjął decyzję o reaktywacji uczelni. Był to czas, gdy nowej, „ludowej” władzy jeszcze zależało na dobrych stosunkach z Kościołem, dlatego już 21 sierpnia 1944 roku KUL otwarto jako pierwszy uniwersytet w Polsce po okupacji niemieckiej. Uroczysta inauguracja zajęć odbyła się 12 listopada tegoż roku. W stosownej akademii wziął nawet udział jeden z sowieckich generałów obecnych wówczas w mieście.

Mimo trudnych czasów i zniszczeń wojennych, Katolicki Uniwersytet Lubelski rozwijał się w latach 40. bardzo dynamicznie. Jeszcze w 1944 roku reaktywowano Towarzystwo Naukowe KUL, a w roku następnym powołano Studium Zagadnień Społecznych i Gospodarczych Wsi. W 1946 roku powstał afiliowany przy uczelni Instytut Wyższej Kultury Religijnej. W tym samym roku uruchomiono także Wydział Filozofii Chrześcijańskiej – stanowiący przez lata wizytówkę (również międzynarodową) KUL.

– Powstała wówczas tzw. Lubelska Szkołą Filozoficzna, która twórczo rozwijając filozofię tomistyczną była odtrutką na panujący wszechwładnie marksizm. Wśród studentów popularne było wówczas hasło: „Od Berlina do Seulu – filozofia tylko w KUL–u” – stwierdza Łukasz Szarnos, 57–letni literaturoznawca i absolwent KUL.

Nacjonalizacja i inwigilacja

Autor tego powiedzenia, nieżyjący już (zmarł w 2008 roku) ks. prof. Mieczysław Albert Krąpiec, główna postać Lubelskiej Szkoły Filozoficznej i zarazem długoletni rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, tak pokrótce określił po latach swoje dzieło: „Jesteśmy jedynym ośrodkiem filozoficznym na świecie, który kontynuuje nurt tzw. filozofii klasycznej, nurt stary, bo wy¬wodzący się od Sokratesa, Platona i Arystotelesa, poprzez średnio¬wiecze i nowożytność sięgający czasów współczesnych (…).

Przedmiotowo stawiamy, podyktowane przez rzeczywistość, podstawowe problemy filozoficzne i dajemy rozwiązania, na jakie nas stać w obecnej sytuacji kulturowej. Nurt ten opiera się na języku naturalnym, języku podmiotowo–orzecznikowym, precyzowanym tylko w procesie uprawiania metafizyki.

Filozofia klasyczna rozwijana u nas opiera się dalej na studium historii filozofii. Nawołujemy do powrotu do źródeł, do klasyków filozofii i autentycznej wykładni ich myśli. Okazuje się, że największe bogactwo myślowe znaleźć można w oryginalnych sfor¬mułowaniach klasyków (…). Trzeba więc było (…) wrócić do źródeł starożytnych i średniowiecznych, a także porównawczo do innych wielkich filozofów jak Descartes, Kant i Hegel.

Kościelny szyk to mody krzyk

Katolicyzm na wybiegu. Między wzniosłą ideą a bluźnierstwem.

zobacz więcej
To (…) pierwszy, historyczny rys naszej filozofii. Drugi zaś – to uwzględnienie współczesnej metodologii nauk i opracowanie meto¬dologii filozofii. Chodzi o to, by zdać sobie sprawę, w jaki sposób filozofujemy, dokonać epistemologicznej i metodologicznej refleksji nad filozofią.”

Powyższe zdania napisał ks. prof. Krąpiec w 1982 roku, w pierwszych miesiącach stanu wojennego. Czas ten był kolejnym trudnym okresem dla uczelni. Nie pierwszym i nie ostatnim jednak. Już w latach 40., po krótkim okresie miodowego miesiąca z nową, „ludową” władzą, reżim przystąpił do działań mających docelowo zniszczyć KUL.

Najpierw znacjonalizowano należący do Uniwersytetu majątek rolny Fundacji hr. Potulickich, stanowiący podstawę utrzymania KUL. Potem, w 1949 roku, zabroniono przyjmowania studentów na niektóre kierunki. Starano się także zalegalizować na Uczelni komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej. Gdy nie przyniosło to spodziewanych rezultatów, władza wzmogła inwigilację KUL przez organy bezpieczeństwa.

Blumsztajn, Hartman, Palikot, Szczuka

Uczelnia jednak nie poddawała się. W miarę swoich możliwości była też azylem dla niepokornych studentów, także tych, których relegowano z innych szkół wyższych po marcu 1968 roku. W tym gronie znalazł się między innymi Seweryn Blumsztajn.

Nie był to jedyny reprezentant „lewicy laickiej”, któremu dane było znaleźć się na KUL. Bramy uczelni były także otwarte dla tak dzisiaj zajadłych wrogów Kościoła, jak choćby prof. Jan Hartman. Co ciekawe, wspomina on do dzisiaj tę uczelnię z pewnym sentymentem.

– My wszyscy: ja, Janusz Palikot, Kazimierza Szczuka, którzy jesteśmy absolwentami KUL, a jednocześnie krytykami Kościoła, niejako uwierzytelniamy status tego uniwersytetu. Ja pamiętam KUL jako ostoję wolności intelektualnej i pluralizmu. Przyszedłem tam jako niewierzący, nieochrzczony, a mimo to mogłem studiować. To jest wartość, która powinna być kultywowana także dziś – stwierdził Hartman w rozmowie z portalem naTemat.

Prof. Hartman rozpoczął studia na KUL w 1985 roku. Choć był to schyłek komuny to przyszły apologeta miłości kazirodczej zdążył jeszcze zaznać dreszczyku działalności podziemnej. Razem z Dariuszem Wójcikiem, działaczem Konfederacji Polski Niepodległej, Piotrem Semką i Jackiem Łęskim, obecnie uznanymi dziennikarzami, redagował – jako sekretarz – drugoobiegowe pismo na KUL.

Hartman chwali do dzisiaj atmosferę panującą na uczelni w latach 80. Nie podziela także szeroko wówczas panującej opinii o zbytniej uległości władz uniwersytetu wobec komunistycznych władz. Opinii, jak pokazały lata, bardzo krzywdzącej.
Wykładowca KUL biskup Karol Wojtyła ze swoim przyjacielem ks. prof. Tadeuszem Styczniem na terenie uniwersytetu w 1967 roku. Fot. PAP
– W tym czasie często zarzucaliśmy władzom KUL zbytnią ostrożność, by nie powiedzieć serwilizm wobec komunistycznej władzy. Po latach przyznaję, myliliśmy się. Rację miał nieżyjący już prof. Jan Czerkawski, w latach 80. prodziekan Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej, który po wprowadzeniu stanu wojennego powiedział rozgorączkowanym studentom: „Pamiętajcie, gdy komuniści będą zamykać uczelnie z powodu rozruchów, to prędzej lub później wszystkie z nich otworzą na nowo. Wszystkie – z wyjątkiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego” – wspomina Łukasz Szarnos.

– Historia pokazała, że KUL był przez cały okres „Polski Ludowej” cierniem uwierającym bardzo mocno komunistyczną władzę. Właśnie dlatego w prowincjonalnym, co tu kryć, Lublinie reżim postanowił uruchomić drugi uniwersytet – Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej – marksistowską z założenia uczelnię mającą być wyzwaniem dla klerykalnego i reakcyjnego KUL. Była to taka „intelektualna Nowa Huta”, zresztą o dobrych kilka lat wcześniejsza od niej, bo decyzję powstaniu drugiego uniwersytetu w Lublinie komunistyczny Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego podjął już 23 października 1946 roku, a więc w dwa miesiące po reaktywowaniu KUL – dopowiada nasz rozmówca.

Trójka na szynach jak czwórka

Władze UMCS i stojąca za nimi partia miały ambicję rywalizowania z KUL na każdym polu – także i polu filozoficznym. Tu przypomnę wiążącą się z tą rywalizacją anegdotkę o śp.ks. prof. Stanisławie Kamińskim, który w latach 80. był dziekanem Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej.

W tym czasie jeden ze studentów postanowił przenieść się na UMCS i prof. Kamiński otrzymał z tamtej uczelni telefon z prośbą o opinię o ewentualnym nabytku. Pytanie wiązało się ze słabą oceną – 3 z podwójnym minusem – uzyskaną przez studenta na egzaminie z ogólnej metodologii nauk, przedmiotu wykładanego przez prof. Kamińskiego. „U mnie trójka na szynach to tak jak u was przynajmniej czwórka” – odpowiedział znany z barwnego języka uczony.

Profesor dobrze wiedział, co mówi. Nie bez powodu, egzamin z ogólnej metodologii nauk uważany był przez studentów filozofii za najtrudniejszy w okresie całych studiów. Jak każdy naukowiec miał jednak prof. Kamiński swoje ekstrawagancje. Piszący te słowa otrzymał od niego czwórkę na egzaminie z metodologii, choć profesor, nie zadał mu ani jednego pytania. Tak wysoką ocenę postawił studentowi – jak wyjaśnił – „za inteligentny wygląd w trakcie odpytywania jego kolegów”.

Bywało że z dobrych ocen, otrzymanych nie z powodu swoich zasług, mogło się cieszyć znacznie liczniejsze grono. Oto tylko jeden, ale najgłośniejszy przykład: po wyborze Karola Wojtyły na papieża, ks. prof. Tadeusz Styczeń, etyk i współpracownik Ojca Świętego, zebrał indeksy i wstawił wszystkim egzaminowanym najwyższe wówczas oceny – piątki.

Liberalne salony dorabiają gębę św. Janowi Pawłowi II

Dziennikarka katolickiego „Tygodnika Powszechnego” (!) przywołuje dziś zasadę „rozdziału państwa i Kościoła”, przyjętą w Konstytucji PRL w roku 1952, czyli w czasach stalinowskich.

zobacz więcej
Ks. prof. Kamiński czy ks. prof. Tadeusz Styczeń to tylko dwie z legendarnych postaci lubelskiej uczelni. Jedną z największych był wspomniany już ks. prof. Mieczysław Albert Krąpiec. O tym dominikańskim uczonym, odnowicielu polskiego tomizmu, mawiano, że zna na pamięć (oczywiście w oryginale) „Metafizykę” Arystotelesa.

Krąpiec był bliskim współpracownikiem kardynała Wojtyły, który jest bezsprzecznie najważniejszą postacią w historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przyszły papież był związany z uczelnią przez kilkadziesiąt lat – od roku 1954 aż do październikowego konklawe w 1978 roku. Zaczął swą pracę od zleconych wykładów z etyki, by potem – od 1956 roku – kierować (przez 22 lata) Zakładem i Katedrą Etyki.

Ks. Wojtyła w konfesjonale

Właśnie w 1956 roku ks. Wojtyłę poznała Zofia Zdybicka, studentka filozofii, a potem pracownik naukowy KUL. „Wykładał zawsze stojąc, mówił spokojnie, głębokim, ciepłym głosem, z doskonałą dykcją. Jeśli chodzi o treść wykładu, zawsze zwracał uwagę na postawę i zadania wobec drugiego człowieka i wobec Boga. O miłości mówił w sposób, który był nie tylko prezentowaniem teorii, lecz miał coś z wewnętrznego przeżycia i osobistego świadectwa (…)

Księdza Wojtyłę można było spotkać nie tylko w sali wykładowej, lecz także na korytarzu, odmawiającego brewiarz lub rozmawiającego ze swoimi seminarzystami. Spotykaliśmy Go też w kościele akademickim na osobistej modlitwie i w konfesjonale, gdzie miał stałych penitentów. Zawsze można Go było też poprosić o rozmowę.

Przez przeszło 20 lat, aż do jego wyboru na Stolicę Piotrową, spotykałam więc ks. prof. Wojtyłę na uniwersytecie, na wykładach monograficznych, sympozjach, «tygodniach filozoficznych», na różnych uniwersyteckich uroczystościach w KUL–u, w Krakowie, a także za granicą.

Ostatni raz był w Lublinie 10 i 11 maja 1978 roku, a więc kilka miesięcy przed wyborem na papieża. Zatrzymał się wówczas w Domu Akademickim na Poczekajce. Przy spotkaniu wręczył mi numer «Tygodnika Powszechnego», z moim artykułem na pierwszej stronie dotyczącym książki Hansa Künga «Czy istnieje Bóg?». W rozmowie wiele miejsca poświęciliśmy właśnie poglądom Künga” – wspominała prof. Zdybicka w rozmowie z dziennikarką Mileną Kindziuk, autorką książki „Zaczęło się od Wadowic”.

Także w roku 1956 Karola Wojtyłę poznała Zofia Pochmara–Wysoczyńska, absolwentka KUL i emerytowany pracownik Akademii Pedagogiki Specjalnej. Pani Zofia zachowała z tych czasów bardzo miłe wspomnienia.

„Najmilsze wspomnienie to uczestnictwo w proseminarium ks. Wojtyły poza salą wykładową, na wolnym powietrzu, w parku. Ks. Wojtyła prowadził wykład, my słuchaliśmy, notowaliśmy, pytaliśmy. Ktoś z zewnątrz do nas dochodził, przysiadał się na ławce. A był to czas komuny. Ks. Wojtyła nie bał się mówić. Mówił spokojnie, ciekawie i interesująco. Nikt z obcych nie zadawał pytań. Przypuszczam, że gdyby nawet pytania były, to ks. Wojtyła odpowiadałby na nie. I to była ta nowość dla nas, zważywszy na komunistyczne czasy” – napisała w 2005 roku absolwentka KUL w tygodniku „Niedziela”.
Ks. prof. Andrzej Szostek, rektor KUL w latach 1998–2004, to „ostatni doktorant, którego praca doktorska była zrecenzowana przez kardynała Karola Wojtyłę, przed jego wyborem na papieża”. Fot.PAP/Mirosław Trembecki
Anegdoty i wspomnienia można mnożyć. Każdy ze studiujących niegdyś na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zna ich przynajmniej kilkanaście. Dzisiaj nie one jednak przybliżają one Polakom uczelnię. Mniej jest także słychać o Lubelskiej Szkole Filozoficznej. Prawa kultury popularnej są nieubłagane. Zamiast opisywać dokonania naukowe łatwiej jest zająć się, powiedzmy, „naukowymi” skandalami. Niestety rozgłos w tym przypadku bywa często uzasadniony.

Aborcja i gender

Kilka lat temu głośna stała się wypowiedź ks. prof. Andrzeja Szostka, rektora KUL w latach 1998–2004, który dość nieortodoksyjnie (tak to określmy) wypowiedział się w kwestii klauzuli sumienia dotyczącej odmowy przeprowadzenia aborcji przez lekarza. Szostek (jak swego czasu z dumą na KUL podkreślano – „ostatni doktorant, którego praca doktorska była zrecenzowana przez kardynała Karola Wojtyłę, przed jego wyborem na papieża”) uznał, że lekarz ma co prawda prawo odmówić przeprowadzenia aborcji, musi jednak, zgodnie z prawem, udzielić informacji gdzie taki „zabieg” można przeprowadzić.

Były rektor KUL stwierdził: „Uważam natomiast, że lekarz, który podejmuje pracę w publicznym ośrodku zdrowia, jest zobowiązany do respektowania obowiązującego prawa. Jeśli zawarty jest w nim obowiązek poinformowania kobiety domagającej się dokonania legalnej aborcji tam, gdzie jej dokonanie jest możliwe, to lekarz, który korzysta z klauzuli sumienia, zobowiązany jest do udzielenia tej informacji.

Jeżeli i to uznaje on za niezgodne z własnym sumieniem, to nie powinien on pracować w instytucji państwowej. Może otworzyć własną klinikę i na jej drzwiach umieścić komunikat, że ani aborcji nie przeprowadza, ani wspomnianej informacji nie udziela. Oczywiście, nie może wtedy liczyć na wsparcie państwa, którego prawa postanowił nie respektować.”

Ks. prof. Andrzej Szostek pracuje obecnie w Katedrze Etyki. Na stronie internetowej przedstawiającej zadania tej Katedry można przeczytać m.in.: „Głównym zagadnieniem, wokół którego koncentrują się prace Katedry Etyki pozostaje odkryta przez Karola Wojtyłę „normatywna moc prawdy". Normatywność prawdy (stwierdzona przez podmiot moralny prawda domaga się od tegoż samego podmiotu jej respektowania) jest odkrywana (ujmowana) w doświadczeniu zaprzeczenia – przez podmiot poznający – poznanej i uznanej prawdy. Odkrycie to leży u podstaw sformułowania teorii etycznej (personalizm etyczny) rozumianej jako antropologia normatywna. Sama teoria (etyka) jest wynikiem fenomenologicznego opisu tego doświadczenia, jego interpretacji i ostatecznego wyjaśnienia. Normatywność prawdy pozwala odsłonić fenomen osobowej godności człowieka, dzięki czemu ugruntowana zostaje teza o tejże godności jako źródle i kryterium moralnej wartości czynu. Podmiot moralny konstytuuje się (spełnia moralnie) właśnie poprzez wierność poznanej przez siebie prawdzie – w ten sposób respektując własną godność wyznacza granice dla własnej wolności (wolność w prawdzie).”
Towarzyszem ks. prof. Szostka w poszukiwaniach „wolności w prawdzie” jest w Katedrze Etyki ks. Alfred Wierzbicki, który w roku 2014 na łamach „Gazety Wyborczej” (tekst pt. „Maryja, matka gender”) odkrył, że przekaz Ewangelii jest genderowy, a Kościół przez wieki „prezentował wyłącznie interesy mężczyzn”.

– To wszystko są bardzo przykre sprawy. Dobrze, że są one jednak jednostkowe. Zdecydowana większość pracowników KUL jest nadal wierna hasłu „Deo et Patriae”. I niech tak pozostanie – stwierdza z nadzieją Łukasz Szarnos.

– Witold Chrzanowski
Plakat KUL. Fot. NAC/IKC
Oni studiowali na KUL:

Ks. dr hab. Franciszek Blachnicki. Uczestnik wojny we wrześniu 1939 roku. Więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz. Twórca oazowego ruchu Światło–Życie. Na KUL studiował na Wydziale Teologicznym. Studia zakończył w 1965 roku.

Ks. prof. dr hab. Stanisław Kamiński. Studiował na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL. W 1947 r., po zakończeniu studiów, został zatrudniony w KUL jako pracownik naukowy, prowadził zajęcia z logiki na Wydziale Prawa Kanonicznego oraz Prawa i Nauk Społeczno – Ekonomicznych, a od 1949 r. na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej.

Janusz Stanisław Krupski. W PRL działacz opozycji antykomunistycznej. Twórca Niezależnej Oficyny Wydawniczej (NOWA). W 1977 współtworzył niezależne pismo młodych katolików „Spotkania”. Studiował historię na KUL. Studia zakończył w 1975 roku. W III RP był m.in. kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Hanna Malewska. Znana polska pisarka i redaktorka prasy katolickiej (była m.in. redaktorem naczelnym miesięcznika „Znak”). Studia na Wydziale Humanistycznym KUL zakończyła w roku 1933.

Ks. prof. dr hab. Stanisław Nagy. Wybitny polski teolog, członek krajowych i międzynarodowych towarzystw naukowych. Na Wydziale Teologicznym KUL studiował w latach 1950–1952. Za szczególne zasługi dla Kościoła został mianowany, 21 października 2003 roku, kardynałem.

Ks. prof. dr hab. Tadeusz Styczeń. Długoletni (1978–2002) kierownik Katedry Etyki KUL. Na uczelni, na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej, studiował w latach 1955–1960.

Ks. dr Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia studiował na KUL, na Wydziale Prawa Kanonicznego, w latach 1924–1929.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Katolicki Uniwersytet Lubelski w czasach II RP. Fot. NAC/IKC
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Czarnobylskie kłamstwo. Jak KGB preparowało informacje
Sowieckie służby specjalne nie tylko utajniły prawdę o skażeniu. Skutecznie podsuwały też zachodnim dziennikarzom fałszywe dane podmieniając próbki gleby i podstawiając swoich agentów jako zwykłych obywatelki.
Historia Poprzednie wydanie
Laskowikowi nie dali rady. Cenzorzy w Opolu
Agnieszka Osiecka musiała w swoim tekście podwyższyć kwotę zarobków polskiego obywatela. Maryla Rodowicz śpiewając „Był sobie król” rzekomo drwiła z Breżniewa, a „Wielką wodą” – z klęski żywiołowej.
Historia Poprzednie wydanie
Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Jak...
Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.
Historia Poprzednie wydanie
Żałosne indywiduum czy człowiek honoru i bohater?
Nastroje wrogości, podburzanej przez jego przeciwników, groziły linczem Skrzyneckiemu i jego żonie Amelii. Dwie twarze generała.
Historia wydanie 7.06.2019 – 14.06.2019
Szykowali chemiczny atak na Polskę
Wycinali marynarzom w kombinezonach otwory, sprawdzając, jak skóra będzie reagować na zabójcze substancje. Broń testowano w mieście, które dziś słynie z wynalezienia morderczej trucizny: nowiczoka.