Rozmowy

Lepiej wyjaśniać modlitwę „Ojcze Nasz”, niż zmieniać jej słowa

We współczesnym świecie, a także – niestety – we współczesnym Kościele, próbuje się odwrócić prawdę o Bogu i człowieku – mówi ks. prof. Waldemar Chrostowski, teolog i biblista.

TYGODNIK.TVP.PL: Papież Franciszek nie przestaje zaskakiwać wiernych. W listopadzie wprowadził zmianę w tłumaczeniu Modlitwy Pańskiej. Zamiast słów: „I nie wódź nas na pokuszenie”, katolicy mają odmawiać: „I nie opuszczaj nas w pokusie”. Czym podyktowana jest decyzja Ojca Świętego?

KS. WALDEMAR CHROSTOWSKI: Zapewne stoi za nią przekonanie, że Modlitwę Pańską, podobnie jak cały skarbiec modlitwy katolickiej, trzeba zaktualizować, by była bardziej zrozumiała dla współczesnego człowieka – zwłaszcza chrześcijanina, katolika, który się modli.

Czyli decyzja o zmianie w jej przekładzie jest słuszna?

W moim odczuciu zmiana nie jest potrzebna. Byłoby znacznie lepiej – i skuteczniej – gdybyśmy we współczesnych językach, także w języku polskim, zamiast dość radykalnej zmiany, jak w tym przypadku, poprawnie wyjaśnili tę prastarą formułę modlitwy. Przyjęła się ona w językach europejskich i aczkolwiek być może dzisiaj nastręcza pewnych trudności, to przecież jest do wytłumaczenia. Sądzę, że byłoby to rozwiązanie korzystniejsze dla wierzących.
Ks. Waldemar Chrostowski. Fot. PAP/Rafał Guz
Czy to oznacza pójście na skróty?

Nie, trzeba przede wszystkim odnieść się do oryginału Modlitwy Pańskiej, na którym bazuje każdy przekład. Oryginalna treść tej modlitwy, w języku greckim, została zapisana w Nowym Testamencie – tak, jak uczy nas Ewangelia i jak nauczał Pan Jezus. Każde majstrowanie przy tej modlitwie i jej przekładach na języki nowożytne musi być bardzo ostrożne.

W Ewangelii według św. Mateusza, jak i w Ewangelii według św. Łukasza, ów fragment brzmi: „I nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”.

Nie, ów fragment Ewangelii według św. Mateusza w oryginalnym, greckim brzmieniu to „kai mē eisenénkēs hēmas eis peirasmon”. Panowie odnoszą się do jednego z tłumaczeń na język polski, a ja odnoszę się do oryginału.

Ciekawą przygodą intelektualną i duchową byłaby rozmowa na ten temat z chrześcijaninem greckim. W końcu greka to język Nowego Testamentu, a wszelkie próby zmiany przekładu Modlitwy Pańskiej na pewno nie dotyczą Greków. Oni będą modlili się, jak do tej pory: „kai mē eisenénkēs hēmas eis peirasmon”.

Jak dosłownie należy to tłumaczyć?

Trzeba najpierw wspomnieć, że owe słowa – utrwalone w języku greckim – można przełożyć na ich semicki pierwowzór, czyli podlegają retranslacji. Przecież Jezus nie uczył Modlitwy Pańskiej po grecku, lecz po hebrajsku, bądź aramejsku. Po hebrajsku i aramejsku treść „Ojcze nasz” została kompetentnie odtworzona na dwóch tablicach znajdujących się na dziedzińcu kościoła Pater Noster w Jerozolimie. Nie ulega żadnej wątpliwości, że jest to modlitwa zakorzeniona w wierze i pobożności biblijnego Izraela.

Jeżeli chodzi o przekład tej modlitwy z języka greckiego na polski, to sprawa rozbija się o rzeczownik „peirasmon”, który w języku greckim – starożytnym i nowożytnym – oznacza „doświadczenie”, „próbę”, a także „pokusę”, „pokuszenie”. Dosłownie należałoby więc przetłumaczyć: „Nie wystawiaj nas na próbę”, lub: „Nie poddawaj nas próbie”, która okazałaby się pokusą ponad nasze siły, czyli – w domyśle: „której nie moglibyśmy znieść”, „z której nie wyszlibyśmy zwycięsko”. W tym miejscu pojawia się pytanie, czy Bóg poddaje nas próbie?

Wystarczy sięgnąć do Biblii…

Tak, Bóg poddaje próbie zwłaszcza swoich wiernych wyznawców. Przypomnę Księgę Rodzaju, rozdział 22. Od czego rozpoczyna się ten tekst? Od słów: „Bóg wypróbował Abrahama ”. Przypomnę też Księgę Hioba i jej początkowe dwa rozdziały, które zapowiadają, iż wszystko, co wydarzy się później – wszystkie cierpienia, jakie dotkną Hioba – to próba jego bezinteresownej pobożności.

Selfie z mszą. Pielgrzymowanie zamieniło się w turystykę

Oznaczony pielgrzymimi muszlami automat oferuje nie tylko plastry, ładowarki czy baterie, ale i środki antykoncepcyjne oraz całą gamę gadżetów erotycznych z dmuchaną lalką włącznie.

zobacz więcej
Tak więc Bóg wystawia człowieka, szczególnie wielkich bohaterów wiary, na próbę. Powtórzę: „nie wystawiaj nas na próbę” – to literalne tłumaczenie wspomnianego fragmentu Modlitwy Pańskiej.

Ale w języku polskim mamy: „nie wódź nas na pokuszenie”.

Pamiętajmy, że tego przekładu „Ojcze nasz”, którego używamy w modlitwie, dokonano kilka wieków temu, a przecież język się zmienia i rozwija. Język „Bogurodzicy” różni się od języka współczesnych pieśni kościelnych. Przekład „Ojcze nasz” sprzed kilku wieków wymaga uwspółcześnienia, lecz wiernego oryginałowi, albo – lepiej – starannego wyjaśnienia, bo zmiana języka modlitwy jest zawsze ryzykowna.

Jaki zatem był pierwotny sens słów: „nie wódź nas na pokuszenie”?

„Wodzić” oznacza prowadzać kogoś. A „pokuszenie”? To słowo, tak samo jak „pokusa”, ma w języku polskim co najmniej dwa znaczenia. Może to być pokusa do złego – w takim znaczeniu rozumie te słowa papież Franciszek. Ale od Boga nie może pochodzić pokusa do złego – papież ma tu absolutnie rację. Jednak i po polsku „pokusa” może oznaczać również próbę, doświadczenie.

Przykładowo, są czekoladki „Słodka pokusa”. Możemy komuś je zaproponować, a on odpowie: „Oj, nie kuś mnie!”. I nie chodzi wcale o pokusę do złego, lecz o pewną próbę – o to, czy rzeczywiście dam radę wytrzymać bez czekoladek, skoro uczyniłem takie postanowienie albo mam cukrzycę.

Większość wiernych nie ma trudności ze zrozumieniem szóstej prośby Modlitwy Pańskiej, bo rozumie ją poprawnie, to jest w kontekście wiary chrześcijańskiej.

Tymczasem episkopat we Włoszech wprowadził zmianę w modlitwie „Chwała na wysokości Bogu”. Zamiast słów: „pokój ludziom dobrej woli”, katolicy w tym kraju będą odmawiać: „pokój ludziom umiłowanym przez Pana”. Skąd ta zmiana?

„Gloria in excelsis Deo, et in terra pax hominibus bonae voluntatis” – tak brzmią początkowe słowa tego pięknego hymnu w języku łacińskim. A więc drugi człon: „pokój ludziom dobrej woli” znaczy: pokój ludziom dobrym, którzy mają wolę pełnienia Bożych przykazań i tym samym spełniania wyrażonej w nich Bożej woli. Wydaje się, że to zupełnie zrozumiałe.

Być może daleko posunięta laicyzacja życia religijnego i pobożności udzieliła się w tym przypadku także biskupom, którzy wyszli z nową propozycją. Ale zanim ona się przyjmie, co wcale nie jest pewne, to i ta nowa propozycja wymaga wyjaśnienia i uzasadnienia.

Czy słowa: „ludzie umiłowani przez Pana” nie są teologicznie rzecz biorąc bardziej właściwe niż słowa: „ludzie dobrej woli”? W nowej formule pojawia się bądź co bądź Pan Bóg.

Ale tu chodzi o dobrą wolę, która stanowi współuczestnictwo w trzeciej prośbie Modlitwy Pańskiej: „bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. Ludzie dobrej woli to ci, którzy poznając i pełniąc wolę Bożą, przybliżają Królestwo Boże.
W Jerozolimie na terenie klasztoru karmelitanek na południowym zboczu Góry Oliwnej, gdzie zgodnie z tradycją Jezus Chrystus nauczał swoich uczniów Modlitwy Pańskiej, stoi katolicki kościół „Pater Noster”. W krużganku klasztornym (na zdjęciu) umieszczono tablice z tekstem Modlitwy Pańskiej w różnych językach. Fot. DeAgostini/Getty Images
Być może w ostatecznym rozrachunku, gdyby się bardziej w to zagłębić, dotychczasowa forma modlitewna pokrywa się z nową, czyli chodzi o to samo, tyle że użyto innych słów. „Ludzie umiłowani przez Pana” to ci, którzy pełnią Jego wolę.

Jak wyglądają procedury wprowadzania takich zmian? Jak długo może to potrwać?

Nie wiem, ponieważ nigdy nie byłem świadkiem takiego zjawiska. Za naszego życia nie dochodziło do zmian ani w Modlitwie Pańskiej, ani w hymnie „Chwała na wysokości Bogu”. Te zmiany to pewien eksperyment, który uda się, albo nie.

Ksiądz powiedział: „za naszego życia”. Czy w takim razie biorąc pod uwagę historię Kościoła, można takie zmiany określić mianem rewolucyjnych?

Wystarczy wziąć do ręki aktualne znane nam przekłady Nowego Testamentu na język polski, a jest ich kilkanaście, przyjrzeć się treści Modlitwy Pańskiej, by się przekonać, że każdy tłumacz starał się nie tylko odzwierciedlić – jeżeli można tak to ująć – pradawne brzmienie modlitwy, której nauczył nas Jezus, ale również zawrzeć w swoim przekładzie cząstkę własnych pomysłów i intuicji translacyjnych. To dlatego każdy z przekładów jest nieco inny.

Problem rodzi się wtedy, gdy dany przekład przenosimy do liturgii. Liturgia nie jest indywidualnym pomysłem translacyjnym, lecz ma charakter wspólnotowy. Wierni przyzwyczajają się do powszechnie przyjętych formuł modlitewnych, uczą się ich od dziecka, i jest im bardzo trudno się z nimi rozstać. Są natomiast modlitwy, które z pewnością wymagają rewizji, a jednak ich się nie dokonuje.

Może ksiądz podać przykład?

Choćby piękna pieśń „Serdeczna Matko” – śpiewamy w niej: „Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze / Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze”. Pod względem teologicznym ten fragment jest, łagodnie mówiąc, bardzo ryzykowny, bo nieprawdziwy. Wielu wiernych z trudem go śpiewa. Jak to? Rozgniewany Ojciec siecze? Po pierwsze – obraz ziemskiego ojca jest tutaj wypaczony, a po drugie, gdyby odnieść te słowa do Boga, to w ogóle wypaczają Jego wizerunek.

Ale, o ile wiem, nikt nie próbuje tego zmieniać. Natomiast w kwestii „Ojcze nasz” i „Chwała na wysokości Bogu” pojawiają się nowe propozycje, podczas gdy w moim przekonaniu nie ma potrzeby wprowadzania zmian, bo wystarczy poprzestać na odpowiednio pogłębionej katechezie wyjaśniającej słowa, które od dziecka znamy.

Ksiądz powiedział, że zmiana w modlitwie „Ojcze nasz” może wzbudzić pewnego rodzaju zamieszanie, że lepiej wyjaśniać sens teologiczny tej modlitwy, niż wprowadzać zmiany w przekładzie.

Ona już wzbudziła zamieszanie. Teraz, zamiast wyjaśniać teologiczny sens dotychczasowej formuły, trzeba – co znacznie trudniejsze – uzasadniać nową formułę i jej znaczenie. Co więcej, trzeba również wdrożyć ją w życie.

Franciszek: papież czy guru?

Paweł Lisicki: Oczami wyobraźni widzę, jak papież Franciszek IV mówi, że wprawdzie sam akt aborcji jest czymś złym, ale nie można go zakazywać, ponieważ dla kobiety chcącej to zrobić, urodzenie dziecka będzie większym stresem, będzie bardziej bolesne.

zobacz więcej
A trudno sobie wyobrazić, by osoby starsze, które przez 70 czy 80 lat swego życia modliły się w przyjęty dotąd sposób, bez trudu przyswoiły sobie tę modlitwę w nowej formie. Ta sama trudność dotyczy zresztą wszystkich wiernych, którzy się modlą.

Czy w dyskusji nad zmianą w przekładzie „Ojcze nasz” nie pojawia się kwestia sporu o wolność człowieka w kontekście jego relacji z Bogiem? We współczesnej kulturze mamy do czynienia z postulatem, żeby człowiek był z jednej strony wolny i mógł robić, co chce, z drugiej zaś – by Bóg, jeśli istnieje, oszczędził mu cierpień.

Mowa o dylemacie, który podjął papież Benedykt XVI. We współczesnym świecie, a także – niestety – we współczesnym Kościele, próbuje się odwrócić prawdę o Bogu i człowieku. Człowiek potrzebuje uwiarygodnienia się wobec Boga, a tymczasem, odwracając tę perspektywę, żąda się, aby to Bóg uwiarygodniał się wobec człowieka i stawia się Bogu rozmaite wymagania.

W naszych czasach na pierwszym planie nie jest ateizm, czyli negowanie Boga, lecz negowanie zakorzenionej w Piśmie Świętym, w tradycji Kościoła i w pobożności – potrzeby poprawnych więzi człowieka z Bogiem.

Mówi się, że Bóg nie może wystawiać nas na próbę, bo to rzekomo uderza w naszą wolność. Podkreśla się absolutną autonomię człowieka, jego całkowitą suwerenność, spychając Boga na daleki plan. W rezultacie zamiast teologii mamy wypaczoną antropologię, a nawet antropolatrię: wszystko, łącznie z religią, wiarą i pobożnością ma służyć człowiekowi i jego dobremu samopoczuciu. Próby, jakim jesteśmy poddawani w życiu mogą nam oczywiście zepsuć dobre samopoczucie, dlatego wielu ludzi odpycha samą myśl o jakiejkolwiek próbie. Jednak nieustannie jesteśmy tym próbom poddawani, bo częścią naszego losu są choroby, cierpienie i zło, które jest w świecie. Chodzi więc o to, aby wyjść z nich zwycięsko. I właśnie o to prosimy w szóstej prośbie modlitwy „Ojcze nasz”.

Wśród krytyków Kościoła pojawia się opinia, że świat się zmienia, że zmieniają się kultura, obyczaje. Przywołują Stary Testament, a w nim są treści odnoszące się do obyczajów, do norm społecznych, obowiązujących wśród starożytnych plemion izraelickich. Jest poligamia, jest składanie ofiar ze zwierząt…

Wynika z tego, że krytycy Kościoła czytają Pismo Święte wybiórczo. Poligamia była obecna na pewnym etapie dziejów i religii starożytnego Izraela, natomiast poczynając co najmniej od wygnania babilońskiego dominuje zobowiązanie do monogamii, którą też wyraźnie zalecał Jezus. To samo dotyczy ofiar ze zwierząt, które były składane w czasach Starego Testamentu. Natomiast w Nowym Testamencie i w tradycji chrześcijańskiej nie mamy ani jednej ofiary ze zwierzęcia.

Wiara i pobożność Nowego Testamentu nie pokrywają się z wiarą i pobożnością Starego Testamentu – to jest oczywiste. Lecz to samo odnosi się do judaizmu współczesnego, czyli judaizmu rabinicznego – wśród jego wyznawców nie ma ani składania ofiar, ani poligamii. W Starym Testamencie występują instytucje, zwyczaje i obrzędy, które na pewnym etapie się skończyły.
Ks. Waldemar Chrostowski: – Bóg poddaje ludzi próbie, zwłaszcza swoich wiernych wyznawców. Wszystkie cierpienia, jakie dotkną Hioba, to próba jego bezinteresownej pobożności. Na zdjęciu: „Hiob”, obraz pędzla francuskiego malarza Léona Josepha Florentina Bonnata. Fot. Wikimedia
Po co zatem chrześcijanom Stary Testament?

Stary Testament jest fundamentem wiary i pobożności Nowego Testamentu, są też w nim elementy, które zachowują trwałą aktualność. Życie religijne, pobożność, oddawanie czci Bogu odzwierciedlają wielowiekową ciągłość, a zarazem stają się coraz bardziej dojrzałe i w tym sensie podlegają ustawicznej ewolucji. Zmierzają do coraz większej doskonałości i coraz lepszych, pełniejszych form wyrażania wiary w Boga.

- rozmawiali Filip Memches i Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Ks. Waldemar Chrostowski jest doktorem habilitowanym w dziedzinie teologii, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich. Od lat 80. zaangażowany w dialog katolicko-żydowski, w latach 1991-98 współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Członek Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk, laureat watykańskiej Nagrody Ratzingera (2014).
Ojcze nasz
Zdjęcie główne: Bóg Ojciec z cherubinami, fragment fresku "Stworzenie Adama" autorstwa Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej z 1511 roku. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Nie włączyli się w system zbrodni. Pomogli Polakom przetrwać...
Dyrektor Instytutu Pileckiego: Nasze społeczeństwo dojrzało do tego, aby dziękować.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Śląsk. Poetyka hałdy i smogu
– Centrum? To getto uciekinierów z prowincji, którzy starają się przykryć własną przeszłość płachtą zapomnienia – mówi prof. Marian Kisiel.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Niemcy karali Polaków, i to ostrzej niż Żydów
Powojenna konstytucja Niemiec zawiera dwa artykuły, które miały chronić zbrodniarzy wojennych – twierdzi historyk Bogdan Musiał, autor książki „Kto dopomoże Żydowi...”
Rozmowy Poprzednie wydanie
„Leśniczówka” rozwinęła mnie aktorsko
Reżyser nie robi mi uwag przez krótkofalówkę, bo wie, że mogę nie usłyszeć – mówi Iwona Cichosz, aktorka i tłumaczka Polskiego Języka Migowego.
Rozmowy wydanie 31.05.2019 – 7.06.2019
Plakat z kowbojem to mój sukces
Największą głupotą, za którą odpowiada osobiście Lech Wałęsa, było rozwiązanie Komitetów Obywatelskich – mówi Janina Jankowska.