Cywilizacja

Pierwsza abdykacja od 200 lat. Najstarsza monarchia świata schodzi na ziemię

Specyficzny, chciałoby się powiedzieć nabożny, sposób prezentowania pary cesarskiej w mediach, również język, ton, gestykulacja, którymi cesarz i cesarzowa się posługują, sytuują monarchię w jakiejś innej, nieco odrealnionej kategorii. „Wyglądają jak bóstwo” – komentują Japończycy w internecie. I to chyba inny rodzaj szacunku niż ten, którym Anglicy otaczają swoją królową. Rewerencji sprzyja też poczucie ciągłości. Od setek lat, a czasem i dłużej, te same rytuały, stroje, gesty. Trony, na których zasiądzie nowa para cesarska, zbudowano około stu lat temu, ale są one dokładną repliką tych z VIII wieku naszej ery.

„Nazywano go królem Ajnów”. Tragiczne losy brata marszałka Piłsudskiego

Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.

zobacz więcej
Japończycy, w większości, nie obchodzą Bożego Narodzenia. Świętem państwowym dotąd był za to 23 grudnia, dzień urodzin cesarza Akihito, który kończy właśnie 85 lat. W 2019 roku, 30 kwietnia, ustąpi on jednak z urzędu. Na tronie zasiądzie jego syn Naruhito, a dniem wolnym od pracy będzie 23 lutego.

To pierwsza abdykacja od ponad dwóch wieków w tej najstarszej, liczącej ponad 2600 lat, monarchii na świecie. Nawet jeśli jedynym motywem rezygnacji Akihito był wiek, to konsekwencje tej decyzji wpłyną na debatę o miejsce i rolę monarchii w japońskim społeczeństwie.

Cesarz chce ustąpić, ale czy może

Ósmego sierpnia 2016 roku, zaledwie drugi raz w czasie pełnienia przez blisko 30 lat swej funkcji, Akihito wystąpił w telewizji z odezwą do Japończyków. Poprzednio, po ataku tsunami i wycieku radioaktywnym z elektrowni w Fukushimie, starał się dodać im otuchy. Tym razem mówił o sobie. – Kilka lat temu zauważyłem, że poziom mojej sprawności zaczyna się obniżać z powodu zaawansowanego wieku i zacząłem wybiegać myślami w przyszłość, jak mam się zachować, gdy coraz trudniej będzie mi wypełniać obowiązki – oświadczył.
Akihito już od kilku lat sondował możliwość odejścia. Na zdjęciu: cesarz na otwarciu sesji parlamentu w styczniu 2017 roku. Fot. Reuters/Toru Hanai
Sygnał był jasny: cesarz chce ustąpić. Problem polega tylko na tym, że ani konstytucja, ani Prawo Dworu Cesarskiego nie przewidują abdykacji. Do XIX wieku cesarze, wśród których bywały również kobiety, mieli taką możliwość i korzystali z niej dość często. Zmieniło się to dopiero w erze Meiji, rozpoczętej w 1868 roku. Cesarz, odtąd wyłącznie płci męskiej, miał sprawować urząd dożywotnio.

Akihito, który wcześniej leczył się na raka prostaty i przeszedł operację serca, już od kilku lat sondował możliwość odejścia. Teraz wyraził swoją wolę publicznie, politycy musieli więc zareagować. Tym bardziej że ponad 80 procent społeczeństwa poparło intencję cesarza, a także umożliwienie abdykacji i przyszłym monarchom.

Panel ekspertów powołanych przez rząd dobrano jednak w ten sposób, by zmiana prawa umożliwiająca cesarzowi odejście była jak najbardziej zachowawcza. Zasugerowano więc jednorazową abdykację, dotyczącą tylko obecnego monarchy. Podobnie jak kilka lat wcześniej, gdy narodziny męskiego potomka wstrzymały prace nad ustawą o żeńskiej sukcesji w rodzinie cesarskiej; okazało się, że wszelkie regulacje dotyczące monarchii ograniczane będą do niezbędnego minimum.

Urząd Dworu Cesarskiego, który nadzoruje życie w Pałacu i kontakty jego lokatorów ze światem zewnętrznym, znany jest z formalizmu i niechęci do przejawów spontaniczności wśród rodziny cesarskiej. Jednak ewentualne zmiany ustaw dotyczące monarchii leżą w gestii parlamentu i rządu. Znaczy to, że prawo o abdykacji mogło przybrać inny kształt, gdyby nie Shinzo Abe, obecny premier Japonii.

Okazuje się, że odezwa cesarza do narodu została nagrana już w 2015 roku i przekazana na ręce premiera, który zwlekał z jej upublicznieniem, licząc że abdykacji uda się uniknąć.
Shinzo Abe miał nadzieję, że abdykacji uda się uniknąć. Na zdjęciu: japoński premier odwiedza oddziały japońskich sił samoobrony. Fot. Reuters/Kim Kyung-Hoon
Lewica widzi w Abe japońskiego nacjonalistę, komuniści posądzają go wręcz o faszystowskie skłonności. Przychodzi im to o tyle łatwiej, że Abe jest wnukiem Nobusuke Kishi, premiera Japonii w latach 1957-60, który służył w gabinecie wojennym gen. Tojo, a po 1945 roku został osadzony w więzieniu – choć nigdy nie skazany – pod zarzutem zbrodni wojennych. Abe nie ukrywa szacunku dla dziadka i podobnie jak on chciałby zmienić pacyfistyczną konstytucję Japonii.

Wskrzesić japońskiego ducha

Kontrowersje budzi jednak przede wszystkim bliski związek obecnego premiera z wpływową, choć nieco tajemniczą organizacją o nazwie Konferencja Japonii (Nippon Kaigi), w Wikipedii określanej jako „ultranacjonalistyczna.” Konferencja ma 38 tysięcy członków i poprzez afiliowane z nią ruchy oddolne obecna jest w całym kraju. W oficjalnym programie organizacji mówi się dużo o tradycji, o pielęgnowaniu narodowej tożsamości wokół cesarza, o konieczności zmiany pacyfistycznej konstytucji i o znaczeniu rodzinnych wartości. Twarz Konferencji dają osoby o wysokiej pozycji społecznej: byli szefowie korporacji, sędziowie sądu najwyższego, naukowcy. Większość z nich twierdzi, że światopoglądowo blisko im do klasycznego zachodniego konserwatyzmu.

Jeśli Konferencja Japonii budzi jednak kontrowersje, a na jej temat powstają kolejne bestsellery, to dlatego, że – zdaniem ich autorów – prawdziwa agenda organizacji pozostaje ukryta. Wypowiedzi pojedynczych członków Konferencji, ich życiorysy prześwietlane do 50 lat wstecz, drobne formacje paramilitarne czy sekty religijne, które przykleiły się do tej organizacji, mają wskazywać na jej nacjonalistyczne i skrajnie konserwatywne jądro.

Nacinali im skórę za uszami, żeby krew powoli ściekała. Gotowali żywcem w gorących wulkanicznych źródłach

Zadali mu trzy pytania: czy nie ma żony, czy czci Matkę Bożą i czy jest w jedności z Białym Ojcem.

zobacz więcej
Wśród członków Konferencji można doszukać się zatem wypowiedzi o cesarzu jako „sumieniu narodu”, a nawet wprost o jego boskości, powtarza się postulat „wskrzeszenia japońskiego ducha” w oparciu o siłę militarną i gloryfikowanie wojennej przeszłości, dużo jest o szkodliwym indywidualizmie i edukowaniu dzieci w służbie dla narodu, o tym, że istnieje podział na zajęcia typowo damskie i męskie czy o zakazie używania podwójnego nazwiska przez mężatki, co rzekomo osłabia więzi rodzinne.

Pytany o to wszystko w 2016 roku szef Konferencji Tadae Takubo mówił, że nie może brać odpowiedzialności za pojedyncze wypowiedzi członków tak rozproszonego ruchu. Sam lubi za to cytować Zbigniewa Brzezińskiego, który określił Japonię mianem amerykańskiego protektoratu. Z trzech atrybutów państwowej suwerenności: polityka, gospodarka i obronność, ta ostatnia, w przypadku Japonii, zdana jest na łaskę USA.

Według Takubo, forsowany przez Abe projekt zmiany konstytucji, by wpisać tam choćby linijkę o Japońskich Siłach Samoobrony, ma uczynić z Japonii po prostu „kraj normalny”, przesunąć ją, w zakresie obronności, z pozycji skrajnie lewicowych do centrum. Problem jest palący wobec rosnącej potęgi Chin i polityki „America First” Donalda Trumpa. W sferze wyznawanych wartości Abe ma być zaś typowym konserwatystą. Czy zatem cesarz jest bogiem? Takubo mówi tylko, że koncepcja monarchy w Japonii jest wyjątkowa i trudna do zrozumienia dla ludzi Zachodu.

Konferencja Japonii nie przestaje jednak budzić kontrowersji. Trudno czasem wychwycić, gdzie przebiega tam granica między kanonicznym konserwatyzmem a elementami światopoglądu, który pchnął kiedyś Japonię do fanatyzmu, a na końcu do katastrofy wojennej.
W Japonii jest ponad 80 tysięcy świątyń shintoistycznych. Ta najbardziej kontrowersyjna, Yasukuni, leży w samym centrum Tokio. Fot. Reuters /Issei Kato
Do międzypartyjnego koła zwolenników tej organizacji w parlamencie należy blisko połowa deputowanych oraz większość członków gabinetu Abe, który pozostaje jej „specjalnym doradcą”. Przy wszystkich różnicach między nimi, wśród sloganów, którymi operują, wciąż wraca postulat „przywrócenia” albo „zbudowania na nowo”: dumnej, pięknej czy silnej Japonii.

Odbija się w tym trauma, nie tyle klęski wojennej, ale tego, co wydarzyło się w Japonii zaraz potem.

Najnowocześniejsza konstytucja czy symbol upokorzenia

Był 13 lutego 1946 roku. Do gabinetu szefa japońskiej dyplomacji Shigeru Yoshidy wszedł gen. Courtney Whitney i wręczył mu plik dokumentów zawierający projekt nowej konstytucji. Cesarz, pozbawiony atrybutów boskości, miał być odtąd „symbolem Państwa i jedności narodu”, pełniąc jedynie funkcje reprezentacyjne. W paragrafie dziewiątym Japonia wyrzekała się wojny i utrzymywania sił zbrojnych. Wielu japońskich polityków miało łzy w oczach zmuszonych do uchwalenia ustawy zasadniczej podyktowanej przez obce mocarstwo.  


Był to pokaz władzy, jaką mieli wtedy nad Japonią Amerykanie, a zwłaszcza szef wojsk okupacyjnych generał Douglas MacArthur. To on, zniecierpliwiony opieszałością Japończyków, którzy prezentowali mu ledwie kosmetyczne zmiany poprzedniej konstytucji, wziął sprawy w swoje ręce. Zebrał grupę szesnastu, w większości młodych, oficerów, z których żaden nie był konstytucjonalistą i dał im tydzień na napisanie nowej konstytucji Japonii. Pracowano od świtu do nocy. Z tokijskich bibliotek żołnierze zwozili dla porównania angielskie tłumaczenia konstytucji innych krajów. Powstała, jak na ówczesne czasy, jedna z bardziej nowoczesnych ustaw zasadniczych na świecie, która w nie zmienionej formie obowiązuje do dziś.

Dla lewicy i politycznego centrum konstytucja szybko stała się fundamentem nowego powojennego porządku i ochroną przed zakusami na ponowną militaryzację kraju. Unikatowy, pacyfistyczny charakter dokumentu, pozwalał wręcz poczuć się kimś wyjątkowym na świecie, a także odsunąć w przeszłość wojenne zbrodnie cesarskiej armii. W końcu, po Hiroszimie i Nagasaki, Japonia również miała prawo uważać się za ofiarę.
Szef wojsk okupacyjnych generał Douglas MacArthur przyjął we wrześniu 1945 roku w ambasadzie amerykańskiej w Tokio cesarza Hirohito. Fot. CORBIS/Corbis via Getty Images
Dla wielu polityków prawicy konstytucja pozostaje jednak symbolem upokorzenia. Uważają oni, że przez pacyfizm, zdanie się w obronie na łaskę obcego mocarstwa, a dla niektórych, pewnie i przez nową, ledwie dekoracyjną rolę cesarza, Japonia utraciła istotną część swojej tożsamości. Pozbawieni większych ideałów, Japończycy po 1945 roku oddali się materializmowi i konsumpcji, stając się przez to narodem duchowo słabym.

Do zmiany konstytucji potrzeba jednak 2/3 głosów w obu izbach parlamentu, a potem jeszcze zwykłej większości w referendum. Takiej siły japońska prawica nigdy po wojnie nie miała. Głosy za i przeciw zmianie konstytucji rozkładają się mniej więcej po połowie.

Zbrodniarz czy ikona pacyfizmu

Po wygranej wojnie Amerykanie, gdyby zechcieli, mogli nawet zlikwidować monarchię w Japonii. Uznano jednak, że jest ona tak mocno zrośnięta z japońską tożsamością, że jej usunięcie wywoła chaos w społeczeństwie, co mocno utrudni demokratyzację kraju.

Czym innym jednak było utrzymanie monarchii, a czym innym decyzja, by po 1945 roku na tronie pozostał ten sam człowiek. O winie Hirohito za poszczególne decyzje w czasie wojny wciąż spierają się historycy. Nie ma jednak wątpliwości – on tkwił w sercu ideologii, w imię której armia japońska dokonywała krwawych podbojów w Azji i na Pacyfiku.

Co ciekawe, nawet wśród członków rodziny cesarskiej pojawiały się głosy, że Hirohito powinien abdykować. Amerykanie zadecydowali jednak uczynić z niego ikonę pacyfizmu i demokracji, monarchę, który zawsze sprzeciwiał się militaryzmowi. Ekscesy japońskiej armii miały odbywać się wbrew jego woli. Uznano, że Hirohito będzie przydatny w demokratyzowaniu kraju, bo „orientalny umysł” pójdzie za swoim przywódcą, nawet jeśli głosić on będzie inne niż dotąd ideały.
Cesarz, już w garniturze, ruszył w trwającą kilka lat podróż po kraju, by zaprezentować się swoim rodakom jako normalny człowiek. Fot.Getty Images
Nowa rola Hirohito wymagała jednak przygotowań. Po pierwsze w trybunale sądzącym zbrodniarzy wojennych został on wybielony, całą winę mieli wziąć na siebie „militaryści”. Po drugie cesarz musiał wyrzec się swojej boskości, co uczynił oficjalnie 1 stycznia 1946 roku.

Teraz trzeba było go jeszcze tylko przebrać. W miejsce munduru pojawił się zwykły garnitur i Hirohito mógł wyruszyć w trwającą kilka lat podróż po wszystkich prefekturach kraju, by zaprezentować się swoim rodakom jako normalny człowiek. Część społeczeństwa była wciąż zdezorientowana. Ludzie rzucali się na ziemię w obliczu boskiego majestatu, inni przechowywali wodę, w której kąpała się Jego Wysokość, licząc na jej ozdrowieńcze właściwości. Krok w kreacji nowego, ludzkiego wizerunku monarchy został jednak uczyniony.

Zwykły, trzeźwiej myślący Japończyk miał jednak prawo zapytać: jeśli cesarz nie zrobił w czasie wojny nic złego, to dlaczego ja mam się czuć winny, walcząc na froncie w jego imieniu?

Między dworem a świątynią

W Japonii jest ponad 80 tysięcy świątyń shintoistycznych. Ta najbardziej kontrowersyjna, Yasukuni, leży w samym centrum Tokio. Od blisko 150 lat czci się tu dusze 2,5 mln poległych na froncie japońskich żołnierzy, wśród nich czternastu uznanych za zbrodniarzy w trybunale wojennym. Wizyty japońskich polityków w Yasukuni budzą furię dawnych ofiar cesarskiej armii, zwłaszcza Chin i Korei.

Hollywood podbija rodzinę Windsorów. Serena Williams, Elton John i Beckhamowie zaproszeni na szparagi z zielonym groszkiem

Księżna Sussex była uważana za „etnicznego kameleona”. – Nie byłam ani dość biała, ani dość czarna – opowiadała.

zobacz więcej
Jako premier Abe odwiedził świątynię tylko raz, w 2013 roku. Członkowie jego rządu bywają tu jednak regularnie. Twierdzą, że oddając hołd poległym, modlą się także o pokój na świecie. Kontrowersje budzi jednak nie tylko świątynia. Tuż za nią, w wąskiej alejce stoi pomnik poświęcony Kempeitai, brutalnej policji wojskowej porównywanej do gestapo albo SS. Na przyległych do świątyni straganach kupić można upominki z militariami i cesarskim symbolem chryzantemy, ostatnio widziałem tam również słodycze z wizerunkiem premiera Abe, który zaciskając pięść mówi: „Obronimy Japonię!”.

Jeszcze ciekawiej robi się kilka kroków dalej w muzeum wojennym Yushukan. Jest ono świetnie wyposażone, kłopot w tym, że ktoś nieznający historii wyjdzie stamtąd z przekonaniem, że to Japonia była ofiarą ostatniej wojny. To samo powiedzą mężczyźni ubrani w mundury, przychodzący do parku Yasukuni pośpiewać frontowe piosenki. Inni rozdają ulotki o chwale japońskiego oręża, o nadciągającym zagrożeniu ze strony Chin i Korei Północnej i o pokazowym procesie zwycięzców w Tokio po wojnie.

Ten rewizjonistyczny obóz ma jeden duży problem. W centrum pojmowanej przez nich japońskiej tradycji jest cesarz. Bez jego aprobaty czy choćby neutralności, ruch traci punkt oparcia.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, że między dworem cesarskim a świątynią Yasukuni istnieje napięcie, to mógł się o tym przekonać, gdy w czerwcu tego roku wyciekło nagranie z prywatnego spotkania, na którym główny kapłan Yasukuni Kunio Kahori mówi, że Akihito odwiedzając pola wojennych bitew i oddając tam hołd poległym (również obcym), dąży do „zniszczenia Yasukuni”. Kahori nie spodziewa się też wizyty w świątyni następnego cesarza, zaś jego żona Masako, zapewne dlatego, że chodziła do katolickiej szkoły średniej, ma „nienawidzić Shinto”. Otwarta krytyka cesarza, zwłaszcza w tym środowisku, jest złamaniem tabu, Kahori szybko więc podał się do dymisji.

Bardziej cesarscy niż potomek bogini słońca

Warto zatrzymać się jednak przy interpretacji, którą Kahori próbował nadać shintoizmowi. Ta narodowa religia Japończyków, w swoim oryginalnym wydaniu, czci naturę, której elementom przypisuje boskie właściwości. Jej głównym kapłanem jest cesarz. Według mitologii ma on być potomkiem bogini słońca Amaterasu.
Większości Japończyków zdaje się odpowiadać obecna, ceremonialna rola monarchy. Na zdjęciu: Obchody Nowego Roku w Pałacu Cesarskim w Tokio. Fot. Kasahara Katsumi/Gamma-Rapho via Getty Images
Wśród licznych rytuałów związanych z intronizacją nowego monarchy w przyszłym roku, będzie też rodzaj zespolenia z jego mitycznymi przodkami. Kontrowersje budzi jedynie to, czy takie obrzędy, finansowane z państwowej kasy, nie łamią konstytucyjnego rozdziału religii od państwa. Wątpliwości ma nawet młodszy brat następcy tronu Fumihito. Nie wiąże się to jednak w żaden sposób z bieżącą polityką kraju, a tym bardziej z jego obronnością.

Pod koniec XIX wieku shinto uległo deformacji. Stało się religią państwową i wehikułem napędzającym modernizację oraz militaryzację Japonii. Naród, jak wielka rodzina, został skupiony wokół cesarza, który oprócz swych boskich atrybutów, stał się przywódcą państwa i zwierzchnikiem sił zbrojnych. Kres tej obłąkańczej ideologii położyła dopiero klęska wojenna i wymuszona przez USA demokratyzacja kraju.

Napięcie przebiega zatem gdzieś pomiędzy jedną a drugą interpretacją shinto. Wiemy już po której stronie sporu stoi obecny monarcha. Akihito jako cesarz ani razu nie odwiedził Yasukuni, wielokrotnie wyrażał też żal z powodu wojennej przeszłości Japonii. Z okazji 80. urodzin powiedział nawet: – Nie wolno zapominać o pomocy, jakiej udzielili nam Amerykanie (po wojnie), z pełnym zrozumieniem dla japońskiej kultury.

Takie słowa nie podobają się raczej członkom Konferencji Japonii, próbującymi czasem być bardziej cesarscy niż cesarz. I kto wie, czy tu nie tkwi również inny powód abdykacji Akihito. Mógł przecież, zapadając na zdrowiu, przekazać wszystkie obowiązki synowi, który pełniłby funkcję regenta. Odejście de facto na emeryturę przybliża go jednak bardziej do zwykłych śmiertelników.

Rodzina w złotej klatce

Dyskusja o miejscu i roli monarchii nie zniknie oczywiście również po 1 maja, gdy na tronie zasiądą Naruhito i Masako. W historii Japonii, często nie sama osoba cesarza, ale jego otoczenie, ci, którzy mogli powołać się mandat do działania z woli cesarskiej, odgrywali decydującą rolę w państwie. Takie zakusy mogą się zawsze pojawić.
Para cesarska odwiedzając skażone przez elektrownię atomową w Fukushimie tereny, zachowywała się bez zarzutu. Fot. Reuters/Issei Kato
Warto pamiętać też o silnej pozycji Urzędu Dworu Cesarskiego, który potrafi skutecznie uprzykrzać życie rodzinie cesarskiej, nakładając sztywny gorset dla ich aktywności. Zamknięcie w złotej klatce oraz presja na zajście w ciążę i urodzenie syna miały wpędzić księżnę Masako w długoletnią depresję. Złośliwi mówią, że na zdjęciach rodzinnych książęcej pary, nawet pies wygląda na zestresowanego.

W ostatnich latach słyszy się o pewnym ożywieniu religijnym w Japonii. Wpływ mają mieć problemy gospodarcze kraju, przesyt dobrami materialnymi, ale też ostatnie trzęsienie ziemi i katastrofa w Fukushimie. Ludzie zaczynają częściej pytać o sens życia. W Japonii jest jednak wiele religii i na razie nic nie wskazuje na to, by dojść miało do renesansu tej formy shinto, która narodziła się w XIX wieku.

Gdyby, jak mówią ultranacjonaliści, naród organicznie był złączony ze swoim monarchą, to w chwilach nadzwyczajnych instynktownie by się wokół niego jednoczył. Po katastrofie w Tohoku w 2011 roku, gdy uszkodzona została elektrownia atomowa w Fukushimie, nic takiego nie miało miejsca, choć para cesarska wielokrotnie odwiedzając skażone radioaktywnie tereny, zachowywała się bez zarzutu.

Większości Japończyków zdaje się odpowiadać obecna, ceremonialna rola monarchy, który modli się o pokój, rozdaje ordery, podejmuje głowy państw na oficjalnych bankietach oraz wspiera poszkodowanych przez los rodaków.

Z zakasanymi rękawami

W japońskich gazetach znaleźć można szczegółową egzegezę ewolucji Akihito, jak stopniowo zbliżał się do zwykłych ludzi. Miejsca naturalnych katastrof zaczął odwiedzać jeszcze w latach 50. jako następca tronu. Z początku ograniczał się do zdawkowych pozdrowień. W 1991 roku po ataku tajfunu w Nagasaki, Akihito „po raz pierwszy podwinął rękawy koszuli i przysiadł na macie, by porozmawiać z ofiarami”. Teraz, mimo kiepskiego stanu zdrowia, robią to z cesarzową Michiko regularnie. Kolejny krok w drodze zejścia monarchy na ziemię uczyniony.
W maju na tronie zasiądzie książę Naruhito. Dotąd złośliwi mawiali, że na rodzinnych zdjęciach (ta sesja została przygotowana z okazji 47. urodzin księżnej Masako w grudniu 2010 roku) nawet pies wygląda na zestresowanego. Czy teraz się to zmieni? Fot. Kurita Kaku/Gamma-Rapho via Getty Images
Akihito już wcześniej zresztą złamał tabu, gdy jako pierwszy następca tronu poślubił kobietę z ludu. Potem, również wbrew tradycji, nie oddał dzieci na wychowanie dworzanom, tylko razem z cesarzową starali się stworzyć w pałacu normalną rodzinę.

Pomimo tego wszystkiego, specyficzny, chciałoby się powiedzieć nabożny, sposób prezentowania pary cesarskiej w mediach, również język, ton, gestykulacja, którymi oboje się posługują, sytuują monarchię w jakiejś innej, nieco odrealnionej kategorii. Wystarczy poczytać komentarze pod filmami z parą cesarską w internecie: „wyglądają jak bóstwo” (jap. kami sama), „wzruszam się do łez”, „emanuje z nich taki spokój”. To chyba inny rodzaj szacunku niż ten, którym Anglicy otaczają swoją królową.

Rewerencji sprzyja też bez wątpienia poczucie historycznej ciągłości. Od setek lat, a czasem i dłużej, te same rytuały, stroje, gesty. Trony, na których zasiądzie nowa para cesarska, zbudowano około stu lat temu, ale są one dokładną repliką tych z VIII wieku naszej ery. A poza tym, kto z żyjących dziś na świecie notabli może tak, jak Akihito powiedzieć, że jadł lunch z Churchillem czy Adenauerem?

Być może nowa para cesarska Naruhito i Masako jako ludzie bardziej nowocześni i obyci w świecie, wykonają kolejny krok, by zbliżyć się do zwykłych ludzi. Na więcej nie dostaną chyba jednak przyzwolenia.

– Piotr Bernardyn

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z sutanną. Suspensa, wydalenie z zakonu, ekskomunika…
Po okresie pierwszej fascynacji partnerki zakonników często orientują się, że ich wybranek nie umie robić nic, poza głoszeniem kazań i spowiadaniem. Panie szybko wystawiają walizki takich duchownych za drzwi, a oni pukają ponownie do bram klasztorów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Elity III RP utraciły kontrolę nad rzeczywistością
Ugryziony w tyłek żubr, jak napisał swego czasu Jarosław Marek Rymkiewicz, przebudził się i pędzi w niewiadomym kierunku.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wierzą w parytety, przywileje dla gejów i cenzurę myśli....
„Czy ktoś może jeszcze sądzić, że partia torysów jest partią konserwatywną?” – pytał na łamach „Mail on Sunday” brytyjski publicysta.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ulubiony klub premiera Izraela
Tytuł „najbardziej rasistowskiego klubu świata” dzierży Beitar Jerozolima, w którym – jak deklarują kibice – żaden Arab nigdy nie zagra.
Cywilizacja wydanie 31.05.2019 – 7.06.2019
Były szef Facebooka:
Co my robimy z mózgami dzieci...
Młodzi ludzie zastępują stare używki nowymi — psychologicznymi. Emocjami, które uruchamiają, wodząc palcem po ekranie smartfona.