Kultura

Kluski z makiem

Wysoko na niebie pojawiła się gwiazda. Muszę mieć z nią coś wspólnego, pomyślała idąca ulicą kobieta. Tylko co? W powietrzu czuło się wilgoć, ale wszystko robiło się przejrzyste, odświętne, nawet trochę lśniło…

Świąteczne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.

Szła chodnikiem, Aleje Jerozolimskie zatłoczone o tej porze, ludzie spieszyli się do domów, a żółty tramwaj wyjeżdżał spod kładki. Z pantografu wystrzeliły iskry, fajerwerk na cześć nadchodzących Świąt.

– Adam! Adam! – dostrzegła go w tłumie.

Kolega, nie widziała go od kilku lat, ale nie zmienił się ani trochę. Kiedyś pracowali razem, siedzieli nawet we wspólnym pokoju. Krótko ostrzyżone czarne włosy, okulary w brązowych oprawkach, bródka w stylu hiszpańskim. Szedł szybko i chociaż wydawało jej się, że zauważył dawną koleżankę, nie zatrzymał się. Widziała jeszcze jego plecy niknące w podziemnym przejściu. Dziwne, bo nigdy się nie kłócili, a to przecież on najczęściej chodził z nią na obiady do restauracji mieszczącej się w sąsiednim biurowcu. To było w czasach, kiedy w Warszawie zaczęło kursować metro, a na Pałacu Kultury zamontowano zegar. Tylko co było pierwsze? Metro? Zegar? Tego nie mogła dociec.
Przestrzeń przed hotelem Marriott była jasno oświetlona. Zaczęły prószyć śniegowe gwiazdki. Strzepnęła jedną z powieki, popatrzyła wyżej na zapalone latarnie – tam trwał już taniec, w słupie światła formowała się zupełnie inna przestrzeń i można ją było obserwować tylko o tej porze roku. Za darmo, dla wszystkich przechodzących właśnie Alejami Jerozolimskimi... Fot. PAP/Marcin Obara
Dlaczego Adam jej nie zauważył? Przeszedł tak szybko, w granatowej kurtce. Oddalił się jakby była powietrzem.

– Adam! – jeszcze raz krzyknęła bezsilnie i odwróciła głowę.

Przestrzeń przed hotelem Marriott była jasno oświetlona. Zaczęły prószyć śniegowe gwiazdki. Strzepnęła jedną z powieki, popatrzyła wyżej na zapalone latarnie – tam trwał już taniec, w słupie światła formowała się zupełnie inna przestrzeń i można ją było obserwować tylko o tej porze roku. Za darmo, dla wszystkich przechodzących właśnie Alejami Jerozolimskimi.

Czy Adam był w niej zakochany? Kiedy siedzieli razem w biurowym pokoju, za oknem w fontannie delfin wypluwał wodę, wtedy wydawało jej się, że w tej ciszy coś się poczyna, formuje, unosi się napięcie, a Adam zaraz się odezwie, albo zrobi coś na pozór tylko niezrozumiałego – na przykład odejdzie od swego biurka, przybiegnie do niej, uklęknie i popatrzy jej z miłością w oczy. Z miłością! Ale dni płynęły jeden za drugim, delfin wciąż wypluwał wodę i nie stało się nic. A teraz nawet nie zauważył jej na ulicy.

Ktoś złapał ją za łokieć od tyłu.

– Ciocia?

– Dobrze, że cię złapałam na ulicy, kochanie, weź!

– Ciociu, ale…

– Trzeba jeszcze zrobić kluski z makiem!

Kobieta wręczyła jej ciężką siatkę i natychmiast ruszyła w stronę przystanku tramwajowego. Padał coraz gęstszy śnieg, a ludzi jakby przybywało.

W tramwaju przykleiła się do szyby. Ruszyli. Czuła, że ciocia stoi tuż za nią. Obrazy były niewyraźne, ale znała każdy kadr na pamięć. Oświetlony ratusz, a za nim wieża kościoła ewangelicko-reformowanego. W śniegowej zasłonie nie było widać, że jest zbudowana z kamiennej koronki.

Wagon chybotał się przy każdym skręcie, ludzie kładli się na siebie, ale w przedświątecznym tłoku nikt nie złorzeczył, nie pouczał, nie głosił mądrości w stylu: „Głupich nie sieją, tylko się z nich ludzie śmieją!”. W tłumie było spokojnie, światło w tramwaju czasem przygasało, od strony żarówki dochodziło wtedy ciche skwierczenie.

Żeromski niezrozumiały? Nieczytany? Nudny? Zawiły? Trudno

Po roku 1989 część krytyków literackich wyczekiwała nowego „Przedwiośnia”. Zamiast tego czytaliśmy o gwałcącym własną matkę pijanym więźniu, kobiecie, której z pleców wyrastały skrzydełka lub miała dwie łechtaczki.

zobacz więcej
Wjechały w tunel wyłożony brudnymi ceramicznymi płytkami. Zrobiło się jeszcze ciemniej, ale obecność starszej kobiety dodawała odwagi. Wydawało się, że czuje nawet delikatny zapach futra z karakułów, które zimą zawsze nosiła ciotka.

Z mostu widok na Starówkę był dziś bardzo niewyraźny, ale nawet w śnieżnej zadymce dostrzegła daleką wieżę gotyckiego kościoła na wzgórzu, była oświetlona, to na niej zawsze zatrzymywał się jej wzrok, kiedy oglądała tę część miasta od strony Wisły. Tramwaj sunął powoli, wewnątrz panowało milczenie. Może pasażerowie zbyt intensywnie myśleli o świątecznych przygotowaniach, o kupnie prezentów, udekorowaniu choinek, sprzątaniu, zastawianiu wigilijnego stołu. Każdy przecież dokądś jechał, one też jechały.

Po praskiej stronie szpital Przemienienia Pańskiego zabłysnął oświetlonymi okienkami. W niektórych jaśniały małe choinki, wigilia dla chorych, na pewno taka była, choć przecież nie wszyscy byli w stanie wstać z łóżek i włożyć kapcie. Łagodny blask roztaczał się wokół świętego Floriana, mieszał się ze śniegowymi gwiazdkami, które tańczyły wokół obu strzelistych wież katedry.

U cioci na pewno przygotowania do wieczerzy już zrobione, wystarczy jeszcze przygotować kluski z makiem, włożyć garstkę siana pod obrus, a kiedy wszyscy przyjdą – zapalić świece w srebrnych lichtarzach i przełamać się opłatkiem. Co roku tak było, na pewno to samo wydarzy się i tego wieczora.

Skręt w lewo przy cerkwi. Zielone kopuły również dziś rozświetlone, podczas jazdy tramwajem do cioci zawsze spoglądała też na drugą stronę ulicy, tam, gdzie zegar na wieżyczce budynku liceum Władysława IV wskazywał godzinę. Ale dziś taki ścisk, widok zasłonięty ludźmi okutanymi w futra i jesionki. Która mogła być godzina, pewnie po szóstej, może jeszcze później.

Przejeżdżały właśnie przez wąwóz starych kamienic, w oknach mieszkańcy przygotowywali się do Wigilii. Kobiety w białych bluzkach z rękawami obszytymi falbanką, mężczyźni w czarnych marynarkach, światło z żyrandoli lało się na udekorowane drzewka, na stojące na kredensach stroiki, na ramy obrazów, za które tu i ówdzie powtykano gałązki jedliny. Pęk jemioły okręcał się dostojnie za jednym z okien, dziewczynka na rękach kobiety trącała weń rączką. Obie śmiały się, zabawa trwała w najlepsze.

Wysiadły. Do przejścia miały kilka przecznic i park.

– Pomożesz mi nakrywać do stołu, pomożesz mi z kluskami…

Ciocia wyglądała tak jak zawsze. Na głowie moherowy beret, karakułowe futro, wełniana spódnica od garsonki i kozaki na nogach. Zimą nigdy nie ubierała się inaczej. Razem omijały kałuże, śnieg topił się na chodniku, było ciepło, buty grzęzły w brei, ale kiedy w nocy ściśnie mróz, zrobi się ślizgawka. Czy w taki dzień jak dziś dozorca zdąży posypać chodnik piachem przed północą, dla osób, które wybiorą się na Pasterkę?
Łagodny blask roztaczał się wokół świętego Floriana, mieszał się ze śniegowymi gwiazdkami, które tańczyły wokół obu strzelistych wież katedry... Fot. Anna Ferensowicz/Pacific Press/LightRocket/Getty Images
Za czarnym parkiem brama budynku, szeroka na przestrzał. Widać z niej kolejną ulicę i drzewa w białej odsłonie. Doszły już do budynku, to już tu, schodami na trzecie piętro. Ciężka siatka, może jest w niej gęś na drugi dzień Świąt.

Aż zakręciło się w głowie! Zapachy w mieszkaniu cioci. W mniejszym pokoju po prawej ktoś się kręci, dochodzą stamtąd śmiechy, piski, pewnie pakowano prezenty. Większy pokój jest najważniejszy.

Stoi jak co roku na pianinie. Złote bombki błyszczą, łańcuchy są srebrne, a kolorowe lampki oświetlają także całą ścianę za choinką, wisi tam ślubne zdjęcie cioci i wujka. Ona siedzi z założoną nogą na nodze, patrzy przed siebie. Młoda twarz bez jednej zmarszczki, zwłaszcza brakuje tych, które dziś tak ładnie okalają usta, bez nich już trudno sobie wyobrazić jej uśmiech.

Właśnie wychodzi z kuchni.

– Idź i postaw na stole z prawej strony.

Półmisek klusek z makiem posypanych rodzynkami. Ale pachną! Spróbuje ich na samym początku, potem przyjdzie pora na inne potrawy. Delikatnie stawia naczynie na obrusie i dopiero wtedy podnosi wzrok.

Ziutek już siedzi. Jak zawsze w trzyczęściowym garniturze, zajmuje miejsce nieopodal pianina, na którym stoi choinka. Obok siedzi ojciec, coś teraz mówi do wujka, też jest w garniturze i białej koszuli, ma krawat w czerwone, niebieskie i białe pasy. Dalej siedzi ktoś jeszcze, ale ma zamazaną twarz, jakby nieostrą. Matki nie ma obok ojca. Nigdy nie siadają razem, już od lat. Matka siedzi po drugiej stronie okrągłego stołu, tyłem do niej, dlatego jej córka dotąd jej nie widzi, choć może odwrócić głowę i popatrzeć, bo półmisek z kluskami został delikatnie postawiony na białym obrusie, między śledziem a karpiem w galarecie. Ale czuje jej obecność. Mamo, odezwij się do mnie! Gwiazda rozbłysła na niebie. Teraz wszystko powinno zacząć się naprawdę, ale właśnie wtedy poczuła lekkie uderzenie w ramię.

– Adam, to ty?

Wszystko znikło. Nie było Pragi, znowu stała w Alejach Jerozolimskich. Ciocia, wigilijny pokój z choinką na pianinie, matka i ojciec przy stole, świece w srebrnych lichtarzach, wszystko rozpłynęło się jak płatek śniegu na rękawie zimowej kurtki.

Sekcja rosyjska to było kłębowisko żmij. Ktoś kiedyś nalał koleżance kleju do butów

Litewska poetka: Unia Lubelska była koniecznością, ponieważ i Litwa, i Polska widziały niebezpieczeństwo w ekspansji Rosji. Mogła ochronić oba państwa. Dopóki były razem, stanowiły siłę.

zobacz więcej
– Zjeżdżałem w dół schodami, usłyszałem, że ktoś mnie woła.

Tak, to naprawdę Adam, rozpoznała jego głos, ten sam rozlegał się w ich biurowym pokoju. Spokojny, ale zdecydowany. Słuchała go dalej.

– Ile to myśmy się nie widzieli? No powiedz!

Popatrzyła w górę. Pałac Kultury był oświetlony na liliowo.

– Wojciech Chmielewski, 2018

Autor jest krytykiem literackim i prozaikiem, laureatem Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego, wydał zbiory opowiadań „Biały bokser” (2006), „Brzytwa” (2008), „Najlepsza dentystka w Londynie” (2014) oraz powieść „Kawa u Doroty” (2010). Publikował m.in. w „Tygodniku TVP”, „Rzeczpospolitej”, „Odrze”, „Borussii”, „Wyspie”, „Dialogu”, „Arcanach”, „Nowych Książkach”, „W drodze” i „Czterdzieści i Cztery”.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Fot. PAP/Jacek Turczyk
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pępek świata epoki pudrowanych peruk: rozpusta i wielka sztuka
To Francuzi przyczynili się do powstania czarnej legendy republiki: zmurszałej, egoistycznej i wrogiej postępowym ideom „ladacznicy Adriatyku”.
Kultura Najnowsze wydanie
Wojna o władzę, czyli jak samo dobro walczy ze złem
W nowoczesnej polityce uczestnik starcia o władzę samego siebie deifikuje, a przeciwnika – diabolizuje.
Kultura Poprzednie wydanie
Słynny polski reżyser był ideologiem radykalnej lewicy
Wraz z późniejszym narodowcem Bolesławem Tejkowskim powołał rewolucyjną organizację. Pisali: „przeciwstawiamy się reakcji stalinowskiej i burżuazyjnej”.
Kultura Poprzednie wydanie
Przerażająca asceza chrześcijan i ciepło żydowskiej rodziny
Ożenił się z kochanką Dostojewskiego, która upokarzała go i zdradzała. Gdy rozkręcał się terror bolszewicki, wegetował w głodzie i nędzy. Jego życie było drogą przez mękę.
Kultura wydanie 4.01.2019 – 11.01.2019
Opowieści o duszy. Ranking teatralny
50 minut z aktorem biegającym wzdłuż torów i historia piekła złożona z tekstów kabaretowych... Teatralna mapa Piotra Zaremby