Historia

Co naprawdę Piłsudski napisał do Dmowskiego i dlaczego postawił na Paderewskiego?

„Niech mi Pan wierzy, że nade wszystko życzę sobie uniknięcia podwójnego przedstawicielstwa wobec aliantów: tylko jedno wspólne przedstawicielstwo może sprawić, że nasze żądania zostaną wysłuchane” – pisał Józef Piłsudski do Romana Dmowskiego w liście noszącym datę 21 grudnia 1918 roku. Współzałożyciel Narodowej Demokracji nie odpowiedział na niego ani słowem. Ale biograf Piłsudskiego cytuje fragment rozmowy Dmowskiego ze Smogorzewskim o treści listu: „...pisze do mnie jak król, z którego łaski mogę zostać ministrem”.

Jak Polska odzyskała wolność? Komu ją zawdzięczamy? Jak rodziła się II RP? O tym opowiadamy na niepodlegla.tvp.pl

W co naprawdę wierzą narodowcy

Pod wpływem Kościoła katolickiego endecja odrzuciła etykę egoizmu narodowego.

zobacz więcej
Znane są (i wielokrotnie już opisane) różnice poglądów politycznych, jakie dzieliły Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego oraz ich wzajemna niechęć, do czego przyczyniła się także rywalizacja o kobietę. Wyszedł z niej zwycięsko Piłsudski, co tylko pogłębiło niechęć Dmowskiego. Ale Piłsudski nie był człowiekiem pamiętliwym, noszącym urazy. Świadczy o tym także list, jaki odręcznie napisał do Dmowskiego w czasie krótkiego pobytu w Przemyślu 21 grudnia 1918 roku, kiedy jako Naczelnik Państwa Polskiego odbywał swą pierwszą, inspekcyjną podróż przez Kraków i Przemyśl do Lwowa.

„Ponad interesy partyj, klik i grup”

List miał się zaczynać słowami: „Drogi Panie Romanie” i tak był wielokrotnie cytowany, m.in. we „Wspomnieniach” Aleksandry Piłsudskiej i w wydaniach pism samego Piłsudskiego. To, że tak się jednak nie zaczynał, wyjaśniono dopiero wiele lat później.

Jak doszło do tego qui pro quo? Treść listu, ale nie po polsku, opublikował – po przetłumaczeniu - dziesięć lat po jego napisaniu publicysta i pisarz Kazimierz Smogorzewski w jednej z francuskich gazet. Pierwsze zdanie brzmiało: „Cher Monsieur Roman”, co jest grzecznościową formułą przyjętą w korespondencji w języku francuskim. Nie znając oryginału, tłumaczono to przez pół wieku jako „Drogi Panie...” . Dopiero w 1967 roku opublikowana została fotokopia oryginału, która zaczynała się: „Szanowny Panie...”. W języku polskim między „drogim” a „szanownym” jest głęboka, znacząca, diametralna różnica.
Skan listu Józefa Piłsudskiego do Romana Dmowskiego przechowywany w Archiwum Akt Nowych
Co Piłsudski napisał do Dmowskiego? „Wysyłając do Paryża delegację, która ma się porozumieć z Komitetem paryskim w sprawie wspólnego działania wobec aliantów, proszę Pana, aby zechciał Pan wszystko uczynić dla ułatwienia rokowań. Niech mi Pan wierzy, że nade wszystko życzę sobie uniknięcia podwójnego przedstawicielstwa wobec aliantów: tylko jedno wspólne przedstawicielstwo może sprawić, że nasze żądania zostaną wysłuchane. Troska o tę jedność jest przyczyną, że nie spieszyłem się z przystąpieniem do tej sprawy.

Opierając się na naszej starej znajomości, mam nadzieję, że w tym wypadku i w chwili tak poważnej, co najmniej kilku ludzi – jeśli nie cała Polska – potrafi wznieść się ponad interesy partyj, klik i grup. Chciałbym bardzo widzieć Pana między tymi ludźmi”.

I zakończył zapewnieniem wysokiego szacunku dla adresata.

Roman Dmowski, współzałożyciel Narodowej Demokracji list otrzymał 6 stycznia w Paryżu i nie odpowiedział na niego ani jednym słowem. Wacław Jędrzejewicz, biograf Piłsudskiego, cytuje fragment rozmowy Dmowskiego ze Smogorzewskim o treści listu: „...pisze do mnie jak król, z którego łaski mogę zostać ministrem”.

„Ambitna sztuka. Niech reprezentuje..”

Cofnijmy się o kilkanaście dni. W przeddzień Wigilii Naczelnik wrócił do Warszawy. Święta Bożego Narodzenia spędził z późniejszą żoną Aleksandrą Szczerbińską i z córką. 25 grudnia został poinformowany, że do Gdańska przypłynął okręt wojenny z Ignacym Janem Paderewskim na pokładzie. Towarzyszyli mu przedstawiciele brytyjskiej misji wojskowej.
27 grudnia 1918 roku Ignacy Paderewski przyjechał do Poznania. Fot. NAC
Paderewski planował udać się do Warszawy, aby przekonać Piłsudskiego do pomysłu zjednoczenia wszystkich ugrupowań i partii o różnych programach i o różnym stopniu skłócenia w celu ustalenia granic odrodzonej, niepodległej Rzeczpospolitej. A także by zaproponować skład nowego rządu, uzgodnionego w Paryżu z Dmowskim. Jechał więc do Warszawy także po to, aby w rozmowach z Naczelnikiem Państwa złagodzić rozbieżności między kierowanym przez Dmowskiego Komitetem Narodowym Polski a rządem Jędrzeja Moraczewskiego.

Na wieść o przyjeździe Paderewskiego do Polski Komisariat Naczelnej Rady Ludowej, polskiej organizacji politycznej w zaborze pruskim, zaprosił go, bez uzgodnienia z Warszawą, do złożenia wizyty w Poznaniu. I Paderewski to zaproszenie przyjął. Bez żadnych konsultacji.


26 grudnia przed południem Naczelnik wizytował w Warszawie 36 pułk piechoty Legii Akademickiej. Wieczorem przeprowadził długą rozmowę ze swoim osobistym wysłannikiem do Szwajcarii, publicystą Władysławem Baranowskim, redaktorem wydawanego tam pisma „L’Echo de Varsovie”. Ze wspomnień Baranowskiego wiemy, że Piłsudski potwierdził swoje zdanie o niedopuszczeniu do podwójnego przedstawicielstwa w Paryżu, o czym pisał kilka dni wcześniej w Przemyślu. Powiedział Baranowskiemu: „Pisałem o tym do Dmowskiego, to ambitna sztuka. Niech reprezentuje...” I dodał: „Nie chodzi, kto będzie robił, lecz jak robić trzeba”.

Hulewicz jedzie do Naczelnika

Tego dnia też, zapewne po rozmowie z Baranowskim, czego nie odnotowali biografowie Naczelnika, do Belwederu przyjechał samochodem z majątku w Kościankach w Wielkopolsce Jerzy Hulewicz. Kim był? W pierwszych latach XX stulecia młody Jerzy studiował na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego i równocześnie w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Tam wciągnął się w konspirację i jeżeli osobiście nie poznał Piłsudskiego, to zapewne wiele dobrego o nim słyszał.
Jerzy Hulewicz do wybuchu I wojny światowej miał wystawy w Krakowie, Warszawie i w Poznaniu. Potem też malował. Tu jego obraz „Szarża” z lat 30. Fot. mnw.art.pl
Studia malarskie kontynuował w Paryżu (wystawił swoje obrazy w Salonie Niezależnych i Salonie Jesiennym w 1907 roku), w Szwajcarii i w Monachium. Był świetnym malarzem i grafikiem; do wybuchu I wojny światowej miał wystawy w Krakowie, Warszawie i w Poznaniu, ale odrywał się od sztalugi, by sprawdzać się jako wydawca i publicysta.

Wspólnie z braćmi – Bohdanem i Witoldem – założył w 1916 roku w Poznaniu Spółkę Wydawniczą „Ostoja”. Wyłożył własne pieniądze na przygotowanie i druk dwutygodnika „Zdrój”, którego w latach 1917-1922 był redaktorem i kierownikiem artystycznym. Dzięki wcześniejszym kontaktom z konspiracją krakowską, przyjął propozycję ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego stworzenia bazy wywiadowczej w Kościankach.

I to Jerzy Hulewicz, który pozostawał w bezpośrednich kontaktach z Piłsudskim, osobiście pojechał do Warszawy z informacją o przyjeździe Paderewskiego do Poznania. W czasie rozmowy z Naczelnikiem Państwa zapytał, jak przyjazne mu środowiska wielkopolskie mają się zachować wobec Ignacego Jana Paderewskiego. Niestety, nie znamy odpowiedzi, bo treść rozmowy się nie zachowała. Nie została także odnotowana w licznych kronikach życia Piłsudskiego. Całe archiwum Jerzego Hulewicza, z korespondencją, notatkami, publikacjami, zdjęciami itp. dokumentacją spłonęło w czasie Powstania Warszawskiego.

Zamach Januszajtisa

Następnego dnia po przyjeździe Paderewskiego do Poznania i wygłoszeniu przez niego przemówienia do licznie zgromadzonych przed hotelem Bazar Polaków, wybuchło powstanie. W tym czasie Piłsudski leżał z Belwederze ze zdiagnozowanym zapaleniem płuc. Lekarze uznali jego stan za groźny. Tak groźny, że Naczelnik Państwa podyktował sprowadzonemu notariuszowi testament, który został zapieczętowany w obecności czterech świadków, bliskich przyjaciół i lekarza, doktora Piestrzyńskiego. To jedyny notarialny testament Józefa Piłsudskiego. Chroniona informacja o chorobie Naczelnika nie przeciekła do prasy.
Rok 1916. Siedzą od lewej: płk Marian Żegota-Januszajtis, hr. Jerzy Mycielski, płk Kazimierz Sosnkowski. Stoją od lewej: płk Władysław Sikorski i mjr Andrzej Galica. Fot. NAC
1 stycznia 1919 roku Paderewski przyjechał do Warszawy i zamieszkał w hotelu Bristol. 4 stycznia spotkał się z Piłsudskim. Zaproponował utworzenie rządu narodowego – najważniejsze ministerstwa mili obsadzić politycy Stronnictwa Narodowego. Piłsudski propozycję stanowczo odrzucił, a Paderewski wyjechał do Krakowa. Biografowie obu mężów stanu są zgodni, że Paderewski wyjeżdżając, wiedział o przygotowywanym w nocy z 4 na 5 stycznia zamachu stanu kierowanym przez płk. Mariana Januszajtisa z udziałem m.in. księcia Eustachego Sapiehy.

Zamach się nie udał. Spiskowcy, którzy zaatakowali Belweder, zostali rozbrojeni i aresztowani przez ochronę osobistą Piłsudskiego. Z tym że Naczelnik nie tylko nie ukarał zamachowców, ale aresztowanych polecił zwolnić do domów. Januszajtisa mianował później do stopnia generała i powierzył mu dowództwo dywizji, a książę Sapieha objął stanowisko posła w Londynie. Odbiło się to szerokim echem w Rzeczpospolitej, także w Wielkopolsce opanowanej przez prasę endecką.

„Stosowne do Waszego żądania, Naczelniku…”

7 stycznia Piłsudski zaprosił na rozmowę do Pałacu Namiestnikowskiego przy Krakowskim Przedmieściu urzędującego prezydenta ministrów (premiera) Jędrzeja Moraczewskiego, Wielkopolanina z Trzemeszna oraz Paderewskiego. Rozmawiano o sytuacji politycznej na ziemiach polskich. Kilka dni później do Belwederu przyjechały delegacje Wielkopolan, by osobiście się dowiedzieć, czy prawdziwe są informacje rozpowszechniane przez Radę Ludową w Poznaniu, że Naczelnik Państwa i rząd nie chcą przyłączenia Wielkopolski do Rzeczpospolitej. Piłsudski zapewnił, że Wielkopolska jest mu tak samo bliska jak inne dzielnice odradzającego się Państwa Polskiego.
Współpracownicy Piłsudskiego, Jodko i Baranowski, starali się odwieść go od zamiaru desygnowania Paderewskiego na premiera. Naczelnik skrzyczał ich: „Liczę serio na Paderewskiego, jest zgodny ze mną prawie we wszystkich punktach, jest nawet bardziej zaciekłym «federalistą» i on będzie Dmowskiego moderował... Rządy ludowe! Kpię sobie, czy rządy ludowe, czy inne w tej chwili, byle rządy, co przyniosą Polsce co trzeba. Gdy będę miał wojsko, będę miał wszystko w ręku”.

Paderewski miał o wiele większe od Moraczewskiego możliwości wpłynięcia na Francuzów w celu sprowadzenia do Polski 70-tysięcznego korpusu gen. Hallera, uzyskania pomocy wojskowej, kredytów, itd. Piłsudski doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego mówił do Jodki i Baranowskiego: „Nic nie rozumiecie mojej sytuacji i całej sytuacji w ogóle. Nie chodzi o lewicę, czy prawicę, mam to w dupie. Jestem dla całości. Chodzi o wojsko, którego naprawdę jeszcze nie ma. Wszystkie moje wysiłki muszą iść w kierunku armii. (...)”.

15 stycznia Piłsudski przyjął w Belwederze przedstawicieli Związku Młodych Polaków z Poznania. Na prośbę Rady Naczelnej Ludowej w Poznaniu przedstawił kilku kandydatów na dowódcę powstania w Wielkopolsce. Rada wybrała generała Dowbor-Muśnickiego. Piłsudski zatwierdził tę kandydaturę, mimo że wolałby innego kandydata (generał nie wziął udziału w wojnie polsko-bolszewickiej). Następnego dnia Naczelnik Państwa przyjął dymisję gabinetu Moraczewskiego (miesiąc później został wybrany na wicemarszałka Sejmu) i powołał na prezydenta ministrów (premiera) Ignacego Jana Paderewskiego, co w Wielkopolsce, ogarniętej powstaniem, zostało bardzo dobrze przyjęte. Bliska współpraca Piłsudskiego z Paderewskim trwała prawie trzy lata.

Poznańska droga do niepodległości. Wielkopolanie rozważni i pragmatyczni

Co by było, gdyby Drzymała był poddanym carskim? Nie ma sensu pytać, czy by go zesłano na Sybir, bo to oczywiste, tylko na jak długo?

zobacz więcej
W Instytucie Piłsudskiego w Nowym Jorku przechowywany jest list Paderewskiego, który odręcznie napisał 26 stycznia 1918 roku do Józefa Piłsudskiego, zaczynający się słowami: „Naczelniku! Stosownie do słusznego żądania Waszego...”

Paderewski używa zwrotu „Wy”, pomijając formę „Pan”. W czasie trzytygodniowych kontaktów z Naczelnikiem Państwa był świadkiem jego rozmów z towarzyszami z PPS i z oficerami I Brygady, którzy zwracali się do Piłsudskiego słowami: „Komendancie, czy uważacie, czy zgodzicie się”, itp. Na tej podstawie Paderewski sądził zapewne, że jest to poprawna i przyjęta forma zwracania się do Naczelnika Państwa . Piłsudski w listach do niego używał zwrotu „Panie Prezydencie” i formy „Pan”.

„Pismo zupełnie niezawisłe”

Niewielu miał Józef Piłsudski zwolenników w Wielkopolsce, jego polityczny przeciwnik Roman Dmowski – zdecydowanie więcej. 15 sierpnia 1919 roku, sześć miesięcy po zwycięskim zakończeniu powstania wielkopolskiego, ukazał się w Poznaniu pierwszy numer tygodnika „Rzeczpospolita” z podtytułem: „Pismo niezwiązane z żadną partią i zupełnie niezawisłe”. W stopce figurował redaktor Roman Wilkanowicz. Numer otwierały teksty Wilkanowicza i Jerzego Hulewicza.

Czy Wilkanowicz i Hulewicz znali się wcześniej? Byli rówieśnikami, mogli się więc spotkać w czasie studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie Wilkanowicz, robotnik z fabryki Cegielskiego, studiował dzięki uzyskanemu stypendium fundacji Kościelskich. Wilkanowicza i Hulewicza łączyło jednak coś więcej niż sympatia do Józefa Piłsudskiego.

Wilkanowicz po powrocie z krakowskich studiów w 1913 roku, założył w Poznaniu pismo satyryczne „Pręgierz” (pierwsze trzy numery cenzura pruska nie dopuściła do druku). Z wybuchem wojny powołany został do armii pruskiej, ale zdezerterował z niej. Ukrywał się przed pruską żandarmerią. Wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej (powołanej w sierpniu 1914 roku przez Piłsudskiego), działającej od lutego 1918 roku w Wielkopolsce. W grudniu 1918 roku, sześć dni przed wybuchem powstania, wydał w Poznaniu „Druha – bezpłatne pismo dla Żołnierzy Polaków”.
Najpierw Roman Wilkanowicz wydawał tygodnik „Druh. Pismo dla Żołnierzy Polaków”. Fot.Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa
Wilkanowicz był jednym z wyróżniających się uczestników powstania, ale po jego zwycięskim zakończeniu znalazł się w grupie powstańców krytykujących wyższych oficerów przysłanych z Kongresówki z gen. Dowbor-Muśnickim, którzy wprowadzili rygor wojskowy. Wtedy zlikwidowana została wielkopolska POW, wybieranie dowódców na zebraniach żołnierskich, wprowadzono salutowanie wyższym rangą, a dla oficerów – obowiązkową formę „pan”, która wyeliminowała ze słownictwa wojskowego „druha”. Zachowano wprawdzie założoną i redagowaną przez Wilkanowicza gazetę „Druh. Pismo dla Żołnierzy Polaków”, ale już jako pismo płatne, które od połowy lutego ukazywało się redagowane przez innego redaktora naczelnego.

Antypolski jad Zachodu

Nazywano Polaków „urodzonymi niewolnikami”, a walkę o granice II RP – „polskim imperializmem”, który grozi pogromami Żydów.

zobacz więcej
Dla byłych powstańców, krytykujących dowództwo i o podobnych jak Wilkanowicz poglądach, utworzono karną jednostkę – trzystuosobowy Poznański Batalion Śmierci, który wysłano na front litewsko-białoruski.

Po powrocie z frontu Wilkanowicz z Mieczysławem Grzybkowskim, z którym zaprzyjaźnił się w czasie walk powstańczych, założyli „Rzeczpospolitą” z siedzibą w Poznaniu. Nad stroną finansową tygodnika czuwał Grzybkowski, a czołowym publicystą był Hulewicz.

Zbyt propiłsudczykowska jak na poznaniaków

W pierwszym numerze redaktor naczelny i wydawca Roman Wilkanowicz deklarował: „Pismo nasze powołujemy do życia w tym celu, aby strumień społecznego życia zachodniej dzielnicy kierować tak, iżby równocześnie mógł znaleźć ujście w szerokich wodach, wypełniających po brzegi wielkie koryto życia Narodu. Oto naczelny postulat «Rzeczypospolitej»: wszystkie zagadnienia naszych spraw społecznych, politycznych, kulturalnych i gospodarczych uzależnić zamierzamy od wyżej ujawnionego postulatu naczelnego. (…)”.
Piłsudski nie miał w Wielkopolsce (na zdjęciu dokonuje przeglądu oddziałów wielkopolskich na dziedzińcu Zamku Cesarskiego w Poznaniu) zbyt wielu zwolenników. Fot. NAC
Jerzy Hulewicz w artykule „Nasze hasła!” emocjonalnie bronił Naczelnika: „…Namiętnie rzucono się na osobę Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego i nie ma chyba na świecie całym zbrodni, którejby nie przypisano publicznie lub pokątnie temu czystemu jak łza człowiekowi. Kłamliwie podnoszono przeciw niemu zarzuty i z satysfakcją wsłuchiwano się, że wywołano temi oszczerstwami okrzyki: na pohybel Piłsudskiemu. (…)”.

Jak odebrana została przez Wielkopolan „Rzeczpospolita” tak bardzo propiłsudczykowska w morzu wielkopolskiej prasy endeckiej? Znalazła nielicznych czytelników. Utrzymała się prawie rok, głównie dzięki prenumeratorom. Ostatni numer „Rzeczpospolitej” ukazał się z datą 17 lipca 1920 roku. Na ostatniej stronie wydrukowana została informacja do Czytelników: „Z powodu wyjazdu na front dotychczasowego redaktora ob. R. Wilkanowicza, redakcję naszego pisma obejmuje na czas przejściowy ob. Jerzy Hulewicz”. Nie objął.

Tak zakończył dziennikarski żywot tygodnik z Józefem Piłsudskim, na którego łamach Ignacy Jan Paderewski gościł bardzo rzadko. „Rzeczpospolita” poznańska nie doczekała się monografii, a nieliczne zachowane egzemplarze rozproszone są w kilku archiwach i bibliotekach w kraju.

– Maciej Kledzik,
emerytowany profesor historii


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Czarnobylskie kłamstwo. Jak KGB preparowało informacje
Sowieckie służby specjalne nie tylko utajniły prawdę o skażeniu. Skutecznie podsuwały też zachodnim dziennikarzom fałszywe dane podmieniając próbki gleby i podstawiając swoich agentów jako zwykłych obywatelki.
Historia Poprzednie wydanie
Laskowikowi nie dali rady. Cenzorzy w Opolu
Agnieszka Osiecka musiała w swoim tekście podwyższyć kwotę zarobków polskiego obywatela. Maryla Rodowicz śpiewając „Był sobie król” rzekomo drwiła z Breżniewa, a „Wielką wodą” – z klęski żywiołowej.
Historia Poprzednie wydanie
Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Jak...
Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.
Historia Poprzednie wydanie
Żałosne indywiduum czy człowiek honoru i bohater?
Nastroje wrogości, podburzanej przez jego przeciwników, groziły linczem Skrzyneckiemu i jego żonie Amelii. Dwie twarze generała.
Historia wydanie 7.06.2019 – 14.06.2019
Szykowali chemiczny atak na Polskę
Wycinali marynarzom w kombinezonach otwory, sprawdzając, jak skóra będzie reagować na zabójcze substancje. Broń testowano w mieście, które dziś słynie z wynalezienia morderczej trucizny: nowiczoka.