Felietony

„Żółte kamizelki” przeciw łupieżcom. Mieszczańska rewolucja

Dziś klasa średnia musi stawiać czoła zarówno etatyzmowi, jak i wolnemu rynkowi, pojętemu jako pole panowania wielkich koncernów zblatowanych z biurokracją państwową.

Paryż wrze. Bunt przeciwko elitom

Prezydent twierdzi, że to Marine Le Pen ponosi odpowiedzialność za przemoc, bo zwołała ludzi w okolice Pól Elizejskich. Sęk w tym, że „żółte kamizelki” z jej partią nie mają wiele wspólnego.

zobacz więcej
Bunt „żółtych kamizelek” we Francji pokazuje, że Zachód wszedł w etap dziejów, który wymaga nowego języka do opisu podziałów politycznych. Nie da się już dłużej komentować rzeczywistości w kategoriach walki lewicy z prawicą czy sporów między liberałami a socjalistami.

Nad Sekwaną dała bowiem o sobie znać sfrustrowana klasa średnia (odsyłam do znakomitego tekstu Aleksandra Bondariewa i Magdaleny Kawalec Segond w poprzednim wydaniu Tygodnika TVP). To właśnie ta warstwa – a nie proletariat czy prekariat – jest być może główną ofiarą modelu kapitalizmu, który rozwinął się w XX wieku.

System, w którym przedmiotem konfliktu jest wyzysk robotników przez posiadaczy fabryk, pieniędzy, ziemi, należy do odległej przeszłości. Dylematy w rodzaju, czy potrzeba wolnego rynku czy interwencjonizmu państwowego, nie mają odniesienia do prawdziwych problemów politycznych XXI stulecia. Te zaś wyrastają ze zjawiska, które amerykański politolog Edward Luttwak określił mianem „turbokapitalizmu”.

Chodzi o konsekwencje neoliberalnej rewolucji ekonomicznej w USA i Wielkiej Brytanii. Przypadła ona na lata 80. ubiegłego wieku i miała ścisły związek z działaniami administracji Ronalda Reagana w USA i rządu Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii. Zainicjowane przez tych polityków reformy znacząco ożywiły światową gospodarkę, co w efekcie doprowadziło między innymi do bankructwa Związku Sowieckiego.
Bunt „żółtych kamizelek” wpisuje się w nastroje, które miały istotny wpływ na wynik wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku. Donalda Trumpa do władzy wyniosło niezadowolenie amerykańskiego mieszczaństwa. Fot. REUTERS/Jim Young
„Turbokapitalizm” opiera się na dwóch filarach. Jeden to uwalniająca rynek deregulacja, drugi zaś – państwowa kontrola podaży pieniądza. W takich warunkach władza polityczna pilnuje dyscypliny budżetowej, ale traci panowanie nad żywiołami ekonomicznymi.

Źródłem bogactwa są w coraz większym stopniu transakcje finansowe (choćby na giełdzie). Niejeden wielki koncern rozrasta się na tyle, że można o nim powiedzieć, że jest państwem w państwie. Wiele drobnych firm jednak na dłuższą metę nie jest w stanie sprostać wyzwaniom.

Oczywiście model gospodarki francuskiej różni się od modelu gospodarki krajów anglosaskich. Francja znana jest z etatyzmu i niechęci do znoszenia barier w międzynarodowej wymianie handlowej.

Rozruchy nad Sekwaną nie są więc wywołane „turbokapitalizmem”, ale wręcz przeciwnie – podnoszeniem podatków uzasadnianym racjami „ekologicznymi”. A zatem tamtejsza klasa średnia się buntuje nie dlatego, że przegrywa w wyścigu szczurów z potęgą globalnego oligarchicznego kapitału, lecz z powodu łupieżczej polityki państwa. Niemniej bunt „żółtych kamizelek” wpisuje się również w nastroje, które miały istotny wpływ na wynik wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku. Donalda Trumpa do władzy wyniosło niezadowolenie amerykańskiego mieszczaństwa.

Znamienne jednak, że obecny gospodarz Białego Domu podejmuje kroki podobne do tych, które podejmował… Ronald Reagan. To obniżka podatków i znoszenie barier biurokratycznych. Na reformach tych ma skorzystać w USA klasa średnia, ale nie tylko. Chodzi o zachęcenie amerykańskiego wielkiego biznesu do inwestowania w swojej ojczyźnie, a nie czerpania zysków z taniej siły roboczej w innych krajach.

„Zamaskowany” plan dla Europy?

Ideowym ojcem Unii został mało znany trockista postulujący likwidację państw narodowych i własności prywatnej. Czy to jego radykalny plan realizują dziś eurokraci?

zobacz więcej
Tak czy inaczej, nasuwa się pytanie: gdzie tu logika, gdzie tu sens? Skoro reformy Reagana wytworzyły system, który na dłuższą metę doprowadził do pauperyzacji amerykańskiego mieszczaństwa, to po co powielać to rozwiązanie?

W latach 80. poprawa sytuacji ekonomicznej w USA była faktem. I korzystała na tym także amerykańska klasa średnia. Rzecz w tym, że system, którego była ona początkowo beneficjentem po jakimś czasie zaczął jej doskwierać.

Dlaczego? Odpowiedzią na to pytanie może być sformułowana w pierwszej połowie XX stulecia koncepcja austriackiego ekonomisty Josepha Aloisa Schumpetera. Twierdził on, że w naturę kapitalizmu wpisane są cykle. W każdym cyklu zaś występują po kolei następujące fazy: rozkwit, recesja, depresja, ożywienie. Czas trwania poszczególnej fazy może być bardzo różny.

Czynnikiem istotnie oddziałującym na dynamikę gospodarki kapitalistycznej jest – zdaniem Schumpetera – innowator (entreprener). To nie osoba, ale funkcja. Innowatorem się nie jest. Nim się bywa. Kiedy? Wtedy, gdy się wprowadza na rynek coś nowego, choćby nowe towary lub nowe środki produkcji.

Tyle że – według Schumpetera – bycie innowatorem jest zazwyczaj równoznaczne z byciem monopolistą. Ten, kto na przykład wprowadza na rynek kalkulator, zdobywa zupełnie inną pozycję niż ci, którzy używają liczydeł. Jest też od nich bardziej atrakcyjnym partnerem dla biurokracji państwowej.

W ten sposób innowator dokonuje „twórczej destrukcji” i ogranicza konkurencję. W rezultacie kapitalizm konkurujących między sobą indywidualnych właścicieli ustępuje kapitalizmowi, w którym wiodącą rolę odgrywają kartele.
Edward Luttwak był w latach 80. doradcą Ronalda Reagana i zwolennikiem jego reform. Jednak dekadę później stał się krytykiem tego, w co wyewoluowała neoliberalna rewolucja ekonomiczna. Na zdjęciu Luttwak w Rzymie w październiku 1983, jeszcze jako zwolennik prezydenta USA. Fot. Stefano Montesi/Corbis/Getty Images
Wizja Schumpetera koresponduje poniekąd z tym, na co zwrócił uwagę w roku 1948 uwagę w książce „Idee mają konsekwencje” amerykański myśliciel Richard Weaver. Pisał on: „Ludzie szanujący własność prywatną są dziś zmuszeni do przeciwstawiania się działaniom podejmowanym w imieniu prywatnych przedsiębiorstw, gdyż korporacje i monopole są formą, w której własność odrzuciła związek osobowy z człowiekiem”.

Wracając do Luttwaka, należy wspomnieć, że był on w latach 80. doradcą Reagana i zwolennikiem jego reform. Jednak dekadę później stał się krytykiem tego, w co wyewoluowała neoliberalna rewolucja ekonomiczna. A nawiązując do uwag Schumpetera aż się prosi wskazać, że „turbokapitalizm” był możliwy dzięki takim innowatorom monopolizującym rynek, jak Bill Gates.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


I już reasumując: łatwo kibicować „żółtym kamizelkom” z antysocjalistycznej perspektywy. Warto jednak na ten ruch spojrzeć w szerszym kontekście. A wtedy może się nasunąć wniosek, że dziś klasa średnia musi stawiać czoła zarówno etatyzmowi, jak i wolnemu rynkowi, pojętemu jako pole panowania wielkich koncernów zblatowanych z biurokracją państwową.

– Filip Memches
10.09.2017
Zdjęcie główne: Francuzi protestują przeciw łupieżczemu państwu, ale ono broni się jak może. Policjanci na Polach Elizejskich 24 listopada 2018. Fot. REUTERS/Gonzalo Fuentes
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
A jeśli wróg się dowie, że nasi żołnierze noszą kolorowe spodnie?
Ciekawa opowieść o życiu zamożnej, urzędniczej inteligencji galicyjskiej przed I wojną światową.
Felietony Najnowsze wydanie
Zaczęło się?
Komentarz Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Ludzie bali się nosić lepsze ubrania, odzywać się i uśmiechać
Opisał terror sowiecki, choć był tak apolityczny, że w latach 50. spytał Słonimskiego: „Słuchaj Antoni, podobno jakiś Chruszczyk coś powiedział na Stalina?”
Felietony Najnowsze wydanie
Cień
Rysunki Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Rewolucja miękkich dinozaurów
Uroczo puchaty tyranozaurek więcej mówi o współczesności, niż o erze mezozoicznej